NIEPORADNOŚĆ POCZĄTKUJĄCEGO UCZNIA JEZUSA

 „NIEPORADNOŚĆ POCZĄTKUJĄCEGO UCZNIA JEZUSA”

24.11.2017  „ZAZDROSZCZĘ”

Minęło już ponad pół roku odkąd zauważyłem Jezusa i zdecydowałem stać się Jego uczniem. Mimo szczerych intencji, otwartego serca jednak wciąż czuję jakbym chodził po omacku. Wcześniej określałem swoje cele na podstawie technik NLP czy innych z zakresu rozwoju osobistego i najnowszej psychologii, wiedziałem w którą strone chcę iść i to było bardzo wygodne. Teraz zadaję pytanie gdzie On chce bym poszedł, gdzie mnie prowadzi Duch Święty i… niewiele szłyszę albo ten głos jest tak cichy i niepewny, że wykonanie kroku w jego stronę to jak skok na bungee z niewidzialną liną. Podjęcie działania w stronę tego delikatnego głosu to jak stanie na dachu drapacza chmur i wykonanie kroku poza jego krawędź wierząc, że jest tam podłoga ze szkła tak przeźroczystego, że nie można jej zobaczyć a jedynie poczuć pod stopami. Każdy krok to jak szukanie, macanie czy jeszcze jest i gdzie. Zazdroszczę więc czytając Pismo Św. tym wszystkim prorokom i królom, których Bóg poruszył tak mocno, że nie mieli wątpliwości, że to On. Zazdroszczę tym wszystkim, których teraz spotykam, a którzy również dają świadectwa jak wyraźnie słyszą Boże prowadzenie. Dziesiątki, setki osób, które odkąd oddały życie Jezusowi, z tak wielką pewnością wiedzą jaka jest wola Pana. Na szczęście chcę iść naprzód, stawiam więc kolejne niepewne kroki i dziękuję Bogu, że za każdym razem znajduję pod nogami stabilne oparcie. Każdy krok umacnia moją wiarę , uwrażliwia na te codzienne Boże poruszenia szepczące gdzie postawić kolejny. Nadal jednak nie jest to pewne stąpanie, do jakiego przywykłem podczas chodzenia po ziemi… I choć zmierzamy w tym samym kierunku, to zazdroszczę, widząc jak inni pewnie biegną po swoich szklanych podłogach wznosząc się coraz wyżej i porywając inne dusze ze sobą.

08/09.10.2017  BRAK DZIAŁANIA NA WEZWANIE DUCHA ŚWIĘTEGO.

Niepewność. Z jednaj strony pragnienie oddania życia Bogu i wola całkowitego oddania swoich pragnień woli Bożej. No bo jak nie poddać się Jego woli skoro wiem, że poddając się pod Jego wolę podążam za swoim prawdziwym Ja? Że to co stoi za Jego wolą jest zawsze najlepsze dla mnie. Wiśta wio- łatwo powiedzieć. Słowa i nawet szczere chęci mają tę cechę, że bardzo łatwo dają się wyartykułować. Gdy jednak przychodzi do wyborów i Bóg daje sposobność do wypełniania słowa, odzywają się ludzkie części duszy i ciała, które skutecznie blokują działania. Np. Niepewność czy to poruszenie, które szepce by coś zrobić rzeczywiście pochodzi od Boga czy jest może tylko moim ludzkim widzi mi się? Spacer z koleżanką w parku i zauważenie mężczyzny, biednego, najwyraźniej bezdomnego. Siedzi skulony i widać, że jest smutny, wręcz przygnębiony bardzo coś przeżywając. Myśl- Podejdź, a zaraz za nią przeciwna, by nie przeszkadzać. Znane rozdwojenie w pragnieniu działania ale i jakiś opór, a w międzyczasie rozmowa jakby nic się nie działo. Życie na zewnątrz toczy się dalej choć wewnątrz prawdziwa bitwa. Oddalanie się od tej osoby i to znajome uczucie naciągania niewidzialnej ale odczuwalnej duszewnej gumy, nawołującej do zawrócenia, niewygoda. W końcu jednak guma pęka i napięcie znika. Niestety ślad na duszy pozostaje powodując wyrzuty, że Bóg mnie wezwał a ja nie zareagowałem. Wieczorem gdy przyszedł czas spotkania i rozmowy z Bogiem wyraźnie widziałem, że pod kapturem jaki miał głęboko naciągnięty na twarz ten skulony bezdomny człowiek była twarz Chrystusa. Przeszywający ból tego co zrobiłem, a raczej czego nie zrobiłem. Wahanie, niepewność, nie mam pojęcia dlaczego nie podszedłem tym bardziej, że dziewczyna z którą spacerowałem również zwraca swoją uwagę i serce w stronę Jezusa więc zapewne miałbym jej wsparcie. Co mogę zrobić by naprawić tę sytuację? Nic, przeprosić, wyrazić żal za swoją bezsilność w pokonywaniu słabości starego człowieka i prosząc jednocześnie o pomoc w kruszeniu serca z kamienia.

Strach. Wczoraj niepewność nie pozwoliła mi pójść za poruszeniem serca, a dzisiaj strach- kolejne narzędzie jakim posługuje się Zły by odciągać nas od podążania za Jezusem. Temat aborcji poruszony w pracy przy wspólnym śniadaniu i ogólnie wyrażana krytyka wobec ustawy jaka ma być wprowadzona, a która ma całkowicie zabraniać aborcji. Gdy większość tak krytykowała projekt argumentując, że  wiedząc np o upośledzeniu płodu lub gdy nastąpił gwałt matka powinna mieć prawo do usunięcia ciąży. Słysząc to pierwszym uczuciem było, że NIE!, wyraźny sprzeciw, ale nie odezwałem się spodziewając zaraz zagorzałego ataku. Nie wiedziałem jak uzasadnić moje Nie, brakowało mi argumentów by obronić się przed tym spodziewanym atakiem, tym bardziej, że jeszcze niedawno również uważałem, że kobiety w pewnych „wyjątkowych” okolicznościach powinny mieć prawo do aborcji. I znów cały dzień z tyłu głowy myśli na ten temat. Oczywiście  argumenty i odpowiednie słowa dlaczego nikt nie mamy prawa do zabijania płodu, pojawiły się w ciągu dnia lecz niestety pozostały już tylko w mojej głowie. Tym razem spotykając się z Bogiem czuję żal po niewypowiedzianych słowach które zatrzymał strach  i nieumiejętność wyjaśnienia tego co czułem w sercu.

Jest napisane w Piśmie by odważnie głosić  Chrystusa, że nie trzeba obawiać się braku słów, bo to nie my z siebie będziemy głosić tylko Duch Święty będzie przemawiał przez nas.  Słysząc wezwania do działania ale nie czując przepełnienia obecnością Ducha  stałem się jak ktoś, kto słyszy głos przyjaciela, rodzica, który już odszedł ale z którym kiedyś miałem bliską relację. Wiem, że pragnie dla mnie jak najlepiej i podpowiada co mam robić bym był szczęśliwy. Jednak nie pozwala mi siebie zobaczyć.  Taka niepełna relacja kiedy czuje się obecność ale nie widzi, wzbudza straszną tęsknotę jakby za czymś co się już się znało, czego doświadczało kiedyś, bardzo dawno temu. Bliskość, która pomimo, że miała miejsce jakby w innym życiu, to przez jej piękno i siłę pozostawiła trwały ślad w obecnej pamięci.

Zazdroszczę osobom, które pomimo iż nawet nie pragnęły poznać Ducha Świętego otrzymały dar Jego poznania. Osobom, które tak mocno poruszył, że od tego momentu, jak mówią, nie mają już żadnych wątpliwości słysząc i czując Jego obecność nie tylko wokół siebie ale i w sobie dzięki czemu mogą odważnie wypełniać wolę Boga. Jest to jednak pozytywna zazdrość.

Modlę się więc Boży Duchu by jak najwięcej osób mogło Ciebie doświadczać, byś poruszał jak najwięcej osób,  które przez wejście do rodziny Jezusowej będą zbawiane gdy Syn Boży  powtórnie zstąpi na Ziemię. Dziękuję za każde poruszenie jakiego dokonujesz. Dziękuję za każdą osobę która może doświadczyć Twojej obecności i proszę o więcej.

29.08.2017 „BOŻA ODPOWIEDŹ”

Odkąd staram się o posadę u Boga żyję w poczuciu, że moja wiara jest martwa ponieważ nie przynoszę żadnych owoców. Nie pozwalam by Boża Moc uzdrawiała przeze mnie, nie czuję by przez moje głoszenie Ewangelii o wolności od śmierci i grzechu jakie mamy w Jezusie inni również poznawali i doświadczali Bożej miłości… nic. A najgorsze, że nie wiem jak to zmienić by wydawać plon i nawet jaki on ma być. Uzdrawianie? Zarabianie pieniędzy i potem wykorzystywanie ich dla chwały Boga? Ewangelizacja? Nie mam pojęcia. Mam więc poczucie bezużyteczności w oczach Boga… Tym większą im większą zdałem sobie sprawę z tego co zrobił dla nas Jezus umierając na krzyżu.

Lubię słuchać rozważań Fabiana. Gdy na nie trafiam, zawsze poruszy akurat to co ma poruszyć by „zabolało”. Tym razem https://youtu.be/2RcxW_BElW4?t=22m59s W takich chwilach po prostu przerywam i także rozmyślam pozwalając by to poruszenie pracowało we mnie. Boże to co dalej? Pomódl się na językach. Modląc się w ten sposób łapię się, że jeszcze czasami staram się to kontrolować, interpretować, że to głupie, że to nie pochodzi od Boga bo brzmi głupio i zupełnie inaczej nić „języki” tych co uważają, że mają ten dar. Modląc się w ten sposób poczułem jednak, że w moim przypadku chodzi o coś innego. Jeżeli nie potrafię puścić wydobywanych dźwięków to jak mogę potrafić puścić całe życie spod swojej kontroli???  Niech więc taka modlitwa mnie uczy odpuszczania siebie z kontroli wyobrażeń, oczekiwań… Paweł, weź Pismo, otwórz i przeczytaj- usłyszałem po chwili. Wziąłem Nowy testament ale wyraźnie poczułem, ze to ma być całe Słowo. Przed otwarciem poprosiłem bym potrafił odczytać to, co Pan ma dla mnie… Po otwarciu wzrok natychmiast trafił na Iz 54.4….. Wystarczył jeden wers i dalej czytałem przez łzy wdzięczności… Czy mogę mieć jeszcze jakieś wątpliwości? Boże przepraszam, za moją niepewność.

Dodaj komentarz