AYAHUASCA, RAPE, KAMBO MAJ 2017

AYAHUASKA, RAPPE i KAMBO.

MAJ 2017

Doświadczenia po spotkaniu z Mariją spowodowały, że tym razem zwróciłem uwagę na Ayahuaskę, o której sporo słyszałem już wcześniej, jednak wtedy jeszcze zupełnie bez chęci ani potrzeby eksploracji tego obszaru. Przypomniała mi się sytuacja z możliwością życia bez jedzenia. Gdy po raz pierwszy usłyszałem o takich ludziach pomyślałem, ze dziwacy lub obdarowani jakąś nadprzyrodzoną mocą, lecz gdy przepracowałem w sobie pewne obszary i ponownie dotarła do mnie ta sama informacja, spojrzałem na braterianizm zupełnie z innej perspektywy pragnąc zbadać ten obszar i doświadczyć. Może więc podobnie było w przypadku ayahuaski- wtedy nie byłem jeszcze gotowy a dwa tygodnie później, idąc za poczuciem pewności, jechałem na spotkanie z nią. Poczucia pewności dodawały mi zbiegi okoliczności zwracające moją uwagę w jej kierunku, które miały miejsce w ostatnim czasie z wielu różnych źródeł od różnych osób. Termin i możliwość wyjazdu oczywiście również same się udostępniły w przeciągu chwili od wyrażenia gotowości. Skoro Marija tak wyraźnie potrafiła chwilowo zmienić moje postrzeganie, to byłem ciekaw doświadczeń, jakie zdobędę  po spotkaniu z jej peruwiańską siostrą.

Z pośród paru możliwości intuicyjnie wybrałem ceremonię u Gosi, która wydała mi się taka sympatyczna, ciepła ale przy tym zrównoważona pomiędzy tym co w człowieku fizyczne oraz duchowe.

Przygotowując się do tego spotkania dwa dni wcześniej przeszedłem znów na samą wodę pitą trzy razy dziennie oraz wykonałem dwukrotne oczyszczanie jelit. Słysząc o możliwości Kambo oczywiście postanowiłem z tego zabiegu oczyszczającego również skorzystać widząc w nim sposób na łagodniejsze przejście do spędzenia kolejnego miesiąca na samych rozcieńczonych klarownych sokach. Pytając Gosi, czy mając dzień po ceremonii  okresowe badania lekarskie mogę wziąć w niej udział by wyniki nie były pogorszone, stwierdziła, że będą jeszcze lepsze. Chcąc więc się przekonać, dzień przed wyjazdem zrobiłem badanie krwi i moczu w laboratorium by porównać z wynikami po procesie.  (Obydwa wyniki badania na końcu tekstu) Z paru możliwości zdecydowałem się na opcję najszerszą czyli dwa dni z Ayą oraz trzy dni z rzędu przyjęcie Kambo, co jest pełnym procesem oczyszczającym. Jadę bez oczekiwań, otwarty na nowe doświadczenia i ciekawy co się wydarzy.

PT 05.05 DZIEŃ 1 „same nowości”

Na dzień dobry- Rape.

To było bardzo mocne przywitanie. Chcąc doświadczyć jak najwięcej rzeczy, procesów jakich jeszcze nie miałem okazji doświadczać zaraz po przyjeździe miałem możliwość spróbowania Rape-ponoć najmocniejszego. O k…. po wdmuchnięciu omal nie ukręciło mi nosa a oko nie wyskoczyło ze swojego miejsca. Niestety nie zrozumiałem się z prowadzącym i podczas aplikacji wziąłem głęboki wdech, czego się nie robi. Masakra. Łzy, duszenie i duszący kaszel. Przy aplikacji do drugiej dziurki już było łagodniej, choć łzy jak grochy znów wypłynęły.

Zaraz potem uczucie mrowienia w całym ciele jakbym dostał znieczulenie, zawroty głowy i brak zdolności poruszania się. Nawet nie byłem w stanie położyć się choć bardzo tego chciałem. Puściło dopiero po paru minutach. A Gosia sugerowała osobie która mi to zaproponowała, że jak na pierwszy raz ta Rape będzie za mocna dla mnie. Miała rację ale przynajmniej ta aplikacja skutecznie zniechęciła mnie do dalszej eksploracji tego obszaru więc do końca pobytu omijałem ją z daleka. Myślę, że to nie jest kierunek w jakim chcę iść. Spróbowałem jednak, poznałem na sobie i dziękuję za tą możliwość.

Ceremonia Ayi zaplanowana była na 21, więc zaraz jak tylko doszedłem do siebie po rape, chcąc przejść cały trzydniowy proces oczyszczający Kambo, miałem wypić w przeciągu 20min 1,5 litra wody. Kurcze, tyle to ja piję w ciągu całego dnia i to z ledwością a tu w 20min? Kolejne wyzwanie któremu jednak sprostałem.

Co do Kambo otrzymałem 6 kropli nie wiedząc czego się spodziewać. Po rozpoczęciu nakładania długo nie czułem żadnej reakcji, jednak w okolicy czwartej kropki jak się zaczęło to myślałem, że umieram. Najpierw uczucie gorąca i wyraźny wzrost ciśnienia w głowie. Znów mrowienie na całym ciele, tylko tym razem nie znieczulające a bardzo kłujące, uciskające, jakby ktoś ciasno owijał mnie matą z gorącymi szpilkami. No i po paru minutach zaczęło się. Tak silnych skurczów jelit jeszcze nie miałem. Myślę, że nie jedna tancerka brzucha nie byłaby w stanie wykonać takich trzewnych ewolucji. Wymioty były krótkie ale przeokrutne jednak w przeciwieństwie do rape i mimo bardzo nieprzyjemnej formy Kambo czułem, że było mi to potrzebne. Ilość i jakość tego co zostało ze mnie usunięte była najlepszym potwierdzeniem toksyn jakie miałem jeszcze lub znów w ciele. Niesamowite, że tak krótki proces, tak bardzo mnie wykończył. Musiałem się położyć i chyba na chwilę zapadłem w drzemkę. Jednak już  zasypiając czułem się bardzo dobrze. Lekko, lepiej niż przed zabiegiem. Dziękuję- jutro chcę to powtórzyć.

CEREMONIA AYAHUASKI

Otwartość na wszystko., ciekawość co się wydarzy, poczucie pewności, że chcę, może oczekiwanie jakiegoś kolejnego wglądu.

Przed wejściem do pomieszczenia ceremonii jeden z uczestników oferował karty tarota. Ja podziękowałem bo nie jestem zwolennikiem wróżbiarstwa, oraz chcąc mieć czysty i otwarty umysł, nie chcąc się sugerować czymkolwiek. Jednak w wyniku fajnej rozmowy wyciągnąłem a była to… Śmierć, ponoć najmocniejszą kartę oznaczającą przejście do ponownych narodzin. Niestety Świadomość tej karty przykleiła się powodując, ze tym bardziej nie mogłem się doczekać ceremonii, że pojawiły się oczekiwania na coś Wielkiego.

Po wypiciu inhibitora i potem Ruty mój żołądek wyraźnie dawał sygnał, że nie podoba mu się to, co jest w środku a było to tym bardziej odczuwalne, że od dwóch dni piłem tylko wodę. Fizycznie męczyłem się całą noc. Jeżeli chodzi o działanie tej rośliny, to dopiero gdy zwymiotowałem i poczułem znów lekkość moje ciało przestało być wyczuwalne jakbym go nie miał zupełnie. To było jednak pod sam koniec ceremonii gdy już zaczynało świtać. Podobne stany doświadczałem podczas głębokiej relaksacji przez rozluźnianie mięśni więc pytanie czy warto wsadzać do żołądka coś, co ewidentnie mu nie sprzyja.

Leżąc analizowałem tę noc i wyraźnie poczułem, że to nie dla mnie. Nie chcę wkładać do żołądka niczego co po chwili mój organizm usilnie stara się usunąć.

Patrząc na pokój w którym leżeliśmy, pod wpływem niedawno słyszanych nauk Torbena, zobaczyłem jak wiele to, co się tutaj odbywa ma wspólnego z niedzielną mszą w kościele katolickim, ile uwagi poświęca się by zadowolić spragniony rytuałów umysł. Ponieważ w tym co robię staram się znaleźć istotę tego co robię zacząłem analizować. Stwierdziłem nawet, że jutro wracam do domu.

Odkąd wszedłem na drogę rozwoju osobistego zacząłem doceniać wartość wypracowania w sobie niezależnego poglądu na to, czego mam przyjemność doświadczać w życiu. Nie chcę już polegać na opiniach innych ludzi więc stałem się osobą lubiącą obserwować, analizować i samemu wyciągać wnioski.

Widząc jak my sami lubimy sobie komplikować życie dodając do istoty czegokolwiek szereg niepotrzebnych ozdóbek staram się wyszukiwać  najważniejszych elementów tego, co robię a odrzucać to, co wydaje mi się zbędne. Dlatego być może pomimo wartościowych wartości jakie niesie przekaz religii katolickiej od dłuższego już czasu nie uczestniczę we mszy świętej czując, że to nie jest ta forma, która podobałaby się Jezusowi- wolę medytację w ciszy lub bezpośrednią modlitwę kierowaną do Boga w samotności.

Jakie wspólne cechy dostrzegłem?

MSZA KATOLICKA CEREMONIA AYAHUASKI
KSIĄDZ SZAMAN
OŁTARZ Z KRZYŻEM OŁTARZYK
OKADZANIE OKADZANIE
KOMUNIA AYAHUASCA
SPOWIEDŹ SKUTKI DZIAŁANIA DMI
BUDYNEK KOŚCIELNY PRZYGOTOWANE MIEJSCE CEREMONII
SPIEWY, MODLITWY ŚPIEWY MODLITWY

Rozważając powyższe obserwacje zacząłem szukać tego, co powinno być najważniejsze w jednym i drugim przypadki i sam zdziwiłem się gdy odkryłem, że są to jednak inne elementy.

We mszy katolickiej najcenniejszą powinna być „spowiedź Święta”  odbyta wg pięciu warunków dobrej spowiedzi wśród których sama spowiedź w konfesjonale jest najmniej ważna. Dostrzegłem, że wszystko pozostałe to tylko ozdoby, pokarm dla umysłu włącznie z eucharystią. Dla mnie eucharystią jest pełna spowiedź czyli rachunek sumienia, żal za grzechy, zadość uczynienie Panu Bogu i Bliźnim oraz mocne postanowienie poprawy dzięki której mamy możliwość połączyć się z Bożym Duchem w przestrzenią serca. Niestety patrząc na to co się dzieje przypuszczam, że 80% uczestników mszy nie wie co to znaczy i podchodzi do komunii nie spełniając warunków dobrej spowiedzi myśląc, że wystarczy same wyznanie grzechów przed księdzem. Przy takim podejściu niestety konfesjonał pełni funkcję jedynie psychoterapii z nieczęsto żaleniem się na swój los,  niż miejsce pojednania z Bogiem.

W ayahuasce natomiast, to co najważniejsze to sama ona- roślina, a wszystko wokół, to pożywka dla umysłu. Można by zostawić tylko roślinkę, wszystko inne wywalić a jej działanie byłoby takie samo.

Istotna różnica pomiędzy Ayą a Mszą polega na kolejności. Żeby uczciwie przyjąć symbol ciała Jezusa trzeba najpierw wykonać pracę, wejrzeć w siebie w rachunku sumienia, żałować za „grzechy” i zadośćuczynić. W ayahuasce najpierw przyjmuje się roślinę by zobaczyć jakie obszary proszą o naszą uwagę. I tu dostrzegam także niezrozumienie u wielbicieli tego specyfiku ponieważ uważają oni, że sam wgląd oznacza przepracowanie. Wydaje mi się, że wgląd w zmienionym stanie świadomości otrzymujemy po to, by pracować z danym obszarem w sposób świadomy. Niestety u części spotkanych tam pięknych istot dostrzegłem pewne objawy uzależnienia od tego zmienionego stanu świadomości co dla mnie jest odbieraniem sobie prawdziwej Bożej mocy, ubezwłasnowolnianie się. Stanowczo bliższe mi jest świadoma forma jaką posługuje się kościół katolicki.  Być może dlatego zaraz po po powrocie do domu w niedzielę wieczorem poszedłem na mszę chcąc przypomnieć sobie jak to jest, czy może coś się zmieniło. Niestety obrządkowość w atmosferze śmiertelnej powagi nadal przytłaczała więc wyszedłem zaraz po niekoniecznie biblijnym kazaniu o objawieniach matki Bożej, nie potrzebując dalszych rytuałów.

SB 06.05 DZIEŃ DRUGI   „Wielkie Nic”

Bo bezsennej nocy w bólu brzucha, bez poczucia by coś umarło, na wieść, że jest też forma łączenia się z Ayahuascą przez płuca poczułem, że to będzie moja droga. Cieszyłem się na samą myśl o takiej możliwości tym bardziej, że Marihuana właśnie w taki sposób pokazała mi swoje działanie.

Tym razem ceremonia odbyła się w dzień, nad rzeką, w naturze co miało dla mojego umysłu dodatkowy wymiar integracyjny. Wszyscy po jednorazowym przyjęciu doznawali skutków działania rośliny i to u niektórych bardzo intensywnych, nieporównywalnie silniejszych niż w przypadku mariji. U wszystkich z wyjątkiem mnie. Przy pierwszym kontakcie nie utrzymałem długo dymu w płucach kaszląc więc myśląc, że to może być przyczyną braku odczuwania jakiegoś działania poprosiłem o jeszcze jedną porcję. Tym razem udało się utrzymać dym w płucach po czym powoli wypuścić. Ponownie jednak żadnego efektu nie wyczułem. Siedziałem więc sobie dalej patrząc jak rzeka płynie a grzmienie zwiastuje nadchodzącą burzę.

Myśli analizowały i z jednej strony bardzo cieszyłem się z braku jakiejkolwiek zmiany, bo może to oznaczać, że w wyniku oczyszczenia organizmu, braku konieczności jedzenia jest coraz mniej jakichkolwiek substancji, roślin a więc i trucizn które mają wpływ na moje ciało lub moje ciało potrafi bardzo szybko zneutralizować działanie takich substancji. Cieszę się. Z drugiej jednak strony chyba miałem jakieś oczekiwania wzmocnione jednak przez wylosowanie karty  śmierci bo poczułem zawód, że nic nie czuję.

Patrzę też na tę kartę śmierci widząc śmierć złudzeń, że cokolwiek na zewnątrz jest mi potrzebne. Traktuję to jako ideę, że narodziny, źródło życia jest w nas samych i nic co na zewnątrz nie jest mi potrzebne. Nadal tylko  nie korzystam z tej możliwości czasami nie chcąc, a czasami nie potrafiąc. Chyba nostalgicznie zamyśliłem się jeszcze bardziej czując, że to jest już koniec zbierania  doświadczeń związanych z Ayą. Nie miałem ochoty dzisiaj w nocy po raz drugi męczyć swojego ciała wlewając jakiś płyn którego moje ciało potem tak intensywnie się pozbywa, a który ma mi dać coś co otrzymuję innymi, mniej inwazyjnymi dla mojej świątyni technikami. Nie byłem jednak pewien, nie wiedziałem co mam zrobić.

Nie wiem jak to się stało, że zacząłem rozmawiać z osóbką zajmującą się hipnoterapią. To był impuls by poprosić ją o wprowadzenie w trans, by za pomocą ruchów ideomotorycznych poprosić  swoją podświadomość o pokazanie mi czy powinienem wziąć udział w dzisiejszej ceremonii.  Mirelka bardzo fajnie mnie poprowadziła ale podświadomość chyba trochę zażartowała sobie ze mnie, zabawiała się gdyż zaczęła pokazywać sygnały na „tak” i „nie” jednocześnie… Niemniej i tak duży postęp, że wyczułem te sygnały bo wcześniej nawet tego nie rozpoznawałem. Dziękuję. Interpretuję to jako informację, że mam sam zadecydować. Tak wiec zadecydowałem- przyjechałem tu nie planując tego, coś mnie tu przywiodło więc chcę wykorzystać ten czas na maksa. Co więcej, wraz z tą decyzją otworzyłem się na spotkanie z Ayą. Zmieniłem swój punkt widzenia na całą tę otoczkę. Tym razem podszedłem do całej ceremonii jako sposobu by uszanować, oddać szacunek tej roślinie i jej właściwościom.  Pietyzm z jakim podchodzą prowadzący i uczestnicy to pokazanie, także sobie  samemu wagi tego co się robi. Przecież gdy zapraszamy kogoś ważnego do domu, także chcemy by było odświętnie. Gdy nam na kimś zależy również możemy to uwypuklić swoim ubiorem, odświętnością. Czy to coś złego? Jeżeli wypływa to z serca to jak najbardziej jest to fajne. Jedynie gdy robimy to z poziomu umysłu chcąc osiągnąć jakieś korzyści nie do końca jest to uczciwe.

Ja w tym momencie nie musiałem już niczego więcej wiedzieć. Bez względu na to co się wydarzy czułem, że „wygrałem”. Jeżeli ponownie nic się nie wydarzy wygrałem potwierdzenie, że nie potrzebuję niczego zażywać dla jakiś doznać i wglądów. Jeżeli z kolei będzie mi dane doświadczyć czegokolwiek to wygram zdobywając kolejne szersze spojrzenie być może na jakieś obszary siebie których z poziomu świadomości nie zauważam…

DRUGA CEREMONIA AYAHUASKI

Wczoraj miałem możliwość zapoznania się z Rutą, a dziś, uprosiłem, by móc doświadczyć dżungli. Uprosiłem, ponieważ po wczorajszej ceremonii nie zostało zbyt dużo i tylko parę osób mogło skorzystać.

Czekając na swoją kolejkę modliłem się prosząc Boga bym otrzymał to, co jest mi potrzebne by móc wypełniać  Jego wolę, wyrażając pragnienie podążania zgodnie z jego wolą a w myślach powtarzałem ho’oponopono.

Przyjąłem a potem… leżałem… leżałem… trochę siedziałem… i znów leżałem…. Widząc jak większość naokoło już wymiotuje, od dawna jest w stanie zmienionej świadomość wiedziałem, że nic się nie wydarzy. Jednocześnie czując, że to wielkie wydarzenie wzruszyłem się i zapłakałem wyrażając łzami wdzięczność i dziękując Bogu za to co otrzymuję- czyli nic. Dzisiejsza ceremonia była piękna, wręcz idealna. Wczoraj ciągłe dźwięki, muzyka, kadzidełka powodowały przesyt. Dzisiaj było sporo kojącej ciszy równoważącej piękne śpiewy prowadzących ceremonię. To było już chyba nad ranem gdy zmieniła się muzyka na taką radosną i nie wytrzymałem. Miałem w sobie tyle radości, tyle wdzięczności i energii, że po prostu zacząłem tańczyć razem z paroma prowadzącymi. Nie obchodziły mnie rytuały, chciałem wielbić Boga a najwięcej jest Boga tam gdzie jest radość. Piękna noc w której zadziało się wielkie „Nic”.

ND 07.05 DZIEŃ TRZECI „Pożegnanie Kambo i powrót”

Od przyjazdu na miejsce, gdzie była ceremonia nie angażowałem się w rozmowy. Chodziłem tylko słuchając o czym inni rozmawiają i nawet gdy padały stwierdzenia z którymi  nie identyfikowałem się również nie czułem potrzeby by wyrażać swoje odmienne zdanie. Być może widząc jaki mają entuzjazm nie chciałem go zaburzać. Cieszyłem się z ich radości.

Dzisiaj jednak, mając dwudniowe doświadczenie i znając nastawienie innych uczestników zacząłem dzielić się swoimi przemyśleniami. Nie wszystkimi jednak.  Myślę, że dzięki dwudniowemu przysłuchiwaniu się poznałem jaką część siebie, komu i w jaki sposób mogę przekazać by zostać wysłuchanym bez powodowania napięć  wynikających z różnicy zdań na temat obszarów które było czuć jak ważne są dla tych osób. Przykład? Pewna osoba stwierdziła, że życie na Ziemi to więzienie i dopiero po śmierci (której nie ma) będziemy wolni. Oczywiście ja uważam, że możliwość życia na Ziemi do wielki dar i przywilej jaki otrzymaliśmy od Boga. Jestem szczęśliwy mogąc tu być i doświadczać bycia człowiekiem. Widząc, że chyba wszyscy podzielali opinię Ziemskiego więzienia nie czułem potrzeby by wyrażać swoje odmienne zdanie ale tak jak powiedziałem dużo radości dawało mi, to, że wszyscy są tak zgodni w swoim zadowoleniu. Nie mówiąc, że omijałem z daleka wyrażanie swojego zdania na tematy związane z jedzeniem, co jest dobre a co nie. Były jednak okazje do porozmawiania z kimś na osobności i wtedy to był czas by móc się wyrazić.

Zależało mi by przed odjazdem wziąć po raz drugi Kambo. Tak- bardzo nieprzyjemny zabieg, silna obronna reakcja organizmu ale w przeciwieństwie do Ayi, czułem, że po tym zabiegu moje ciało jest w lepszym stanie niż przed. Tak było i tym razem. Podczas tego zabiegu wydarzyło się jednak coś, co jak się dowiedziałem nie za często ma miejsce.

Wczoraj było 6 kropli jadu na ramieniu, dzisiaj 8 na plecach.  W porównaniu do wczoraj, mimo większej dawki reakcja ciała była duuuużo bardziej spokojna. Pojawiło się gorąco, czułem jak serce przyspiesza i wzrosło ciśnienie. Nawet silna praca jelit i żołądka sugerowała, że zaraz zwymiotuję. Siedziałem w seiza i oddychałem możliwie spokojnie aż po paru minutach czułem jak wszystko się uspokaja. Odstawiłem miskę wiedząc, że wymiotów nie będzie. Prowadzący jednak kazał zmusić się do wydalenia zawartości żołądka. Dopiero jak pomogłem wyleciało wszystko i jeszcze więcej. Co ciekawe, jak tylko usunąłem wszystko poczułem najpierw fajną lekkość, a po chwili rozpierającą energię podczas gdy normalną reakcją u większości ludzi jest potrzeba odpoczynku i snu. Nawet gdy zasugerowano mi, bym się położył ewidentnie nie czułem tego- chciałem skakać, tańczyć i wyjść na słońce, na trawę poczuć ją bosymi stopami. Tak też zrobiłem.

Dlatego patrząc na swoją reakcję, porównując samopoczucie przed i po mogę stwierdzić jak to mawiał mój były dowódca  ze straży „Kambo robi robotę”. Czułem się czysty, czułem, że Ayauaska z nocy, która nie była mi potrzebna została usunięta również fizycznie. Dziękuję.

Jakie mam przemyślenia na temat tego wyjazdu? Czy był potrzebny pomimo, że niczego nadzwyczajnego nie doświadczyłem?  Czuję się szczęśliwy i myślę, że gdy idziemy za głosem serca, za intuicją, nawet nie potrafiąc zrozumieć dlaczego mielibyśmy zrobić to co czujemy- warto, bo bez względu na rezultat jest to właściwy kierunek. Przynajmniej odkąd ja zacząłem tak postępować czuję jak lepiej mi się żyje, jestem szczęśliwszy bez względu na to co uważają inni.

Drugim ważnym wnioskiem jest potwierdzenie, że na wszystko możemy spojrzeć z różnych całkiem przeciwnych stron, a to z którą stroną się zidentyfikujemy często zależy od naszych wcześniejszych doświadczeń, przekonań i programów. Pisząc to mam na myśli podejście do całego rytuału zarówno ceremonii ayahuaski jak i mszy św. Pierwszego dnia ceremonia była czymś zbędnym, drugiego dnia zobaczyłem w niej wyrażenia szacunku dla tego co robimy. Myślę, że nie warto trzymać się którejkolwiek ze stron bo zawsze można dokleić każdą teorię. Ile osób tyle może być teorii i każda będzie dla każdej z tych osób właściwa. Myślę za to, że z im większej liczby kierunków potrafimy spojrzeć na to, co nas spotyka bez przywiązywania się do któregokolwiek kierunku patrzenia, tym lepiej poznamy to co nas otacza. Przyszło mi stwierdzenie, które wysnułem już wcześniej a teraz tylko się potwierdziło.

„Skoro do wszystkiego, do każdej sytuacji można dokleić każdą teorię, to nie warto czegokolwiek racjonalizować bo prawda leży poza zrozumieniem. Warto natomiast być zgodnym z odczuwaniem czegokolwiek”

Myślałem, ze mam tu być dla Ayahuaski, ale z  fizycznego punku widzenia mam wrażenie, że byłem tu dla Kambo, by porządnie się oczyścić na poziomie komórkowym.

PO POWROCIE

Tak jak zapowiedziałem już w poniedziałek, a więc następnego dnia po drugiej dawce Kambo zrobiłem powtórne badanie krwi i moczu. Wyniki wyszły ciekawe. Te co były dobre nadal były dobre a widoczne różnice mogą wynikać z tego, że: 1. Drugie urządzenie jest ponoć bardziej czułe. 2. Powtórne badanie robiłem o godz 14 pijąc tego dnia tylko szklankę wody (pierwsze badanie było ok. 10 po wypiciu ok. 0,5l wody)  Lekarka stwierdziła, że wyniki są w normie, choć mi nie podoba się tak wysoki cholesterol. Przy pierwszym badaniu może wynikać on z tego, że przez poprzedzający miesiąc, piłem soki owocowe a  jedząc co trzeci dzień były to głównie cukry i  tłuszcze w postaci lodów, kawy na tłustej śmietanie oraz maślanek i zsiadłego mleka. Spożywając takie ilości jakie jadłem i piłem mój organizm po prostu nie był w stanie tego usuwać na bieżąco. Drugie badanie i brak spadku cholesterolu które miało miejsce po pięciu dniach picia tylko samej wody daje do myślenia czy kambo miało jakiś wpływ na mój organizm a ponieważ czułem się lepiej po tym zabiegu to dlaczego nie przełożyło się to na zmniejszenie cholesterolu?  Nie wiem. Wyniki badań przedstawiam poniżej.

Przed:

Po:

Już na sam koniec muszę stwierdzić, że w poznawaniu siebie obrałem przede wszystkim doświadczanie na własnej skórze. W odkrywaniu Boga raczej odrzucanie jak najwięcej tego co jest na zewnątrz.  Ludzie, w tym i ja szukamy magicznych roślin, pozycji medytacyjnych natchnień ale coraz bardziej doświadczam, że kierunkiem przynoszącym największe owoce jest eliminacja. Odkrywanie co jest sednem tego, co robimy i nie przywiązywanie uwagi do tego co zbędne. Jestem przy tym zwolennikiem by doświadczać samemu, nie wierzyć na słowo innych tylko doświadczać, obserwować, sprawdzać co się czuje i podążać za głosem serca, intuicji lub na co ja zaczynam zwracać od jakiegoś czasu uwagę,  zgodnie z wolą Boga. Odżywianie?-Szukamy diet-cudów, suplementów itp a dlaczego nie pójdziemy w stronę ograniczania tego co pochłaniamy? Duchowość? Szukamy guru a dlaczego nie pójść w stronę zwolnienia tempa, wyciszenia i wsłuchania się w to co wypływa z nas samych? Może nasze serce jest najlepszym Guru? Może tak właśnie chce do nas przemawiać Bóg? Oczywiście każdy etap ma swoje prawa i najlepsze narzędzia. W większości dziedzin jakie chcemy zgłębić możemy znaleźć kogoś, kto jest już dalej w kierunku jaki chcemy rozwijać więc prawdopodobnie przechodził przez podobne do naszych doświadczenia. Warto wysłuchać takich osób, jednak nie tracąc  swojej indywidualności.

Odkąd zacząłem słuchać Torbena coraz bardziej budzi się we mnie pragnienie otrzymania łaski Ducha Świętego by móc wypełniać wolę Boga. Póki co jednak moim kierunkiem jest doświadczanie. Pragnę doświadczać jak najwięcej z tego co możliwe ale podążając wyłącznie w zgodzie z  wewnętrznym kompasem jaki ma każdy z nas. Pierwsze wrażenie-pierwszej sekundy, intuicja, przeczucia… jako formy za pomocą której mogę usłyszeć wolę Boga. Niestety nie zawsze mi się jeszcze to udaje.

Parę dni po napisaniu powyższego sięgnąłem do Biblii. Trafiłem na List do Rzymian.  Treść od rozdziału 12 bardzo mnie zainspirowała, zobaczyłem wiele podobieństw z tym co głoszą inne „nauki” związane z rozwojem duchowym,  włącznie ze wzmianką o wegetarianizmie.  Mega jest ostatnie zdanie z 14.22 „Wszystko bowiem, co się czyni niezgodnie z przekonaniem jest grzechem”… Zwolnijmy, dajmy sobie trochę ciszy by odkryć te przekonania i odróżnić je od programów wg których najczęściej żyjemy.  Przy czym, ponieważ nie lubię wyciągać pojedynczych wypowiedzi czy zdań z tekstu bo łatwo można w ten sposób manipulować i naginać do swoich potrzeb, zachęcam do przeczytania i rozważania całości Listu Pawła do Rzymian a najlepiej całego Pisma Świętego.  <3

 

Dodaj komentarz