PORTUGALIA CZAS 7/1+3

 

STYCZEŃ 2017

Żeby przedstawić możliwie prosto ale czytelnie jak wyglądało moje odżywianie od początku roku do wyjazdu na kolejny proces w Portugalii przyjąłem notację cyfrową- jedna cyfra to jeden dzień przy czym 0 to samapranaday (czyli dzień tzw. suchy- bez jedzenia i picia) 1- to dzień na samych płynach i 2 to także pokarmy stałe. Patrząc jednak na notatki zauważyłem, że czasami zakwalifikowałem dzień jako 2 a w tym dniu zjadłem/wypiłem jedynie lody lub czekoladę czy trochę ketchupu. W tym okresie zupełnie nie zwracałem uwagi na wartości odżywcze, a to co jadłem zależało tylko od tego na co miałem ochotę i  były to przeważnie lody. Ogromną radość mam z tego, że prawie całkowicie zniknęła potrzeba lub raczej nawyk jedzenia zwierząt. <3

STYCZEŃ: 2-2-2-2-1-1-0-1-2-1-0-1-2-0-2-2-0-0-1-0-2-2-2-2-2-1-1-1-0-1-1

LUTY: 0-2-2-2-2-1-2-2-2-2-2-1-0-PORTUGALIA…

 

LUTY 2017

06-12.02 FERIE Z DZIEĆMI w TATRACH

Czas ferii to miał być czas przygotowywania się do procesu w Portugalii by po raz trzeci możliwie fajnie przejść siedmiodniowy okres samaprany. Przez poprzedzający wylot tydzień miałem być na samej wodzie dlatego nie wykupiłem dla siebie posiłków w miejscu noclegu. Niestety już pierwszego dnia zabrałem dzieci na lodowego sheaka- niby w nagrodę za to, że dzielnie wytrzymały cały dzień podróży.  Chyba jednak bardziej to ja  go chciałem.  Następnie, w trakcie pobytu po jedzenie sięgałem przede wszystkim ze względu na emocje, gdy nie wiedziałem jak złagodzić sytuacje które czasami pojawiały się w relacji z córką.  Nie czułem głodu tylko bezradność. I tak, cały dzień rzeczywiście tylko piłem, ale gdy przychodził wieczór i wracaliśmy ze stoku coś podjadałem. Raz kupiłem kanapkę z jajkiem, bryndzę, maślankę, innym razem oscypka z żurawiną. Jednego dnia pojechałem nawet do karczmy mając olbrzymią ochotę na kwaśnicę jednak tylko wypiłem płyn nie potrafiąc wziąć do ust kawałka pływającego w zupie mięsa. Bez żalu zostawiłem to coś.  Niestety jedząc starałem się by nikt mnie nie widział co było męczące więc gdy w ostatni dzień pozwoliłem sobie na otwartość poczułem olbrzymią ulgę, jakbym zrzucił kamień ciążący na sercu. Jeszcze wielu swoich mechanizmów zachowań nie rozumiem…

Tak więc z przygotowania do procesu raczej nic nie wyszło, wręcz coraz bardziej zagęszczałem jedzenie.

13-28.02 PORTUGALIA PROCES 7/1+3

Co oznacza 7/1+3? Siedem dni bez jedzenia i picia, potem  jeden dzień jedzenia i znów trzy dni na samapranie.

12.02 DZIEŃ OCZYSZCZANIA

Wczoraj późnym wieczorem wróciłem z tygodniowych ferii z dziećmi. Byliśmy na nartach w Tatrach. A dzisiaj był to właściwie jedyny dzień przygotowujący do kolejnego (trzeciego) procesu wglądu w swoje relacje z odżywianiem. Spore ilości soków przeczyszczających i wieczorna lewatywa.

PN 13.02 SAMAPRANADAY-1 SŁUŻBA W STRAŻY

Dzień spokojny, normalny.

WT 14.02 SAMAPRANADAY-2 „PRZYLOT DO LISBONY”

Po wyjściu z samolotu różnica temperatur (W Polsce +2 a tu +16), śpiew ptaków, zieleń tak mnie zauroczyła, że postanowiłem pójść na pieszo nieco okrężną drogą: Z lotniska do Oriente i potem wzdłuż wybrzeża do starego miasta i do hostelu Brickoven Palace co wyniosło ok. 10km.   Gdzieś od połowy drogi- idąc wzdłuż mało atrakcyjnej ulicy szybkiego ruchu poczułem osłabienie które nie odpuściło już do końca dnia. Tak więc w hostelu od razu poszedłem spać akceptując, że jeżeli osłabienie nie minie, to być może jutro będę musiał zmienić swoje plany zwiedzania.

ŚR 15.02 SAMAPRANADAY-3 „ZWIEDZANIE LIZBONY”

Po przebudzeniu suchość w ustach, silne osłabienie i niechęć do wstania. Przedłużałem tę chwilę. Ale pomału, pomału, rozruszając całe ciało, stawy i mięśnie delikatnymi ruchami udało się. Do późnego wieczora cały czas na mieście. Oceanarium, wystawa zbiorów starożytnego Egiptu, okolice Oriente. Niestety cały dzień silne osłabienie. Flegmatyzm, brak ochoty na cokolwiek. Chodziłem bez przekonania chyba tylko by będąc tu, móc coś zobaczyć. Zero radości. Częste odpoczynki i drzemka w parku na ławce.  Ogromną radość dawało mi za to krążenie wokół fastfoodów i wąchanie zapachów. Jednak bez najmniejszej ochoty by jeść.

CZ 16.02  SAMAPRANADAY-4 „WYJAZD DO CASCAIS”

Od rana fajna energia. Przed wyjściem lewatywa. Zauroczenie Cascais z jego kurortowym klimatem. Przyjemność patrzenia na siedzące w klimatycznych kawiarenkach i tawernach osoby,  zakochane pary,  wesołych przyjaciół. Patrząc pojawiły się myśli, by nie rezygnować całkowicie z jedzenia. Zostawić sobie wolność cieszenia się smakami podczas specjalnych okazji jak spotkania z bliskimi dla mnie osobami, albo kosztowanie regionalnych potraw podczas chociażby takich wyjazdów jak ten. Samo patrzenie na pary, małżeństwa, może kochanków jak sobie siedzą w ładnej kawiarni nad brzegiem oceanu i popijają kawę lub wino sprawia przyjemność dla jakiej idei miałbym z tego rezygnować?… Bycia czystym? Bardziej uduchowionym?- spokojnie, po śmierci będę tak uduchowiony, że już bardziej chyba nie można…

Piękna pogoda, słonecznie i prawie 20 st. C więc przed powrotem do Lisbony sprawiłem sobie godzinkę plażowania. Po powrocie spacerowanie po Lizbonie i tym razem miałem wystarczająco energii by czerpać radość z bycia tu. Elewatory, T28, starówka, przejażdżki metrem. Szczególną przyjemność sprawiło mi przebywanie w dzielnicy Restaurante.   I znów patrzenie i delektowanie się wszędzie obecnymi zapachami przyrządzanych potraw, znów jednak bez ochoty jedzenia. Myślę, że podczas całodziennych spacerów pokonałem z 20km.

PT 17.02 SAMAPRANADAY-5 „PALACE DE PENA I PRZYJAZD DO COLARES-NA MIEJSCE WARSZTATÓW”

W  podręcznych notatkach w tym dniu napisałem: „ZAJEBIŚCIE!!! <3”  a powodem tego była świetna energia od samego rana do wieczora- piąty dzień bez jedzenia i picia i tym razem poczucie, że mogę oraz chcę tak żyć- również bez picia.

Dzisiejszy dzień to przede wszystkim dojazd do Sintry i stąd szlakiem dojście  do Pena Palace. Nie mogłem przestać się zachwycać najpierw ogrodami w których spędziłem parę godzin, a potem detalami zdobień przedmiotów, mebli, witraży znajdujących się w samym pałacu.  Kontemplując te dzieła sztuki zwróciłem uwagę jak inni ludzie przepływają obok muskając je zaledwie wzrokiem… a w każdym było tyle duszy, że musiałbym tam spędzić miesiąc najlepiej zamknięty w odosobnieniu by docenić ich walory. Z pomieszczeń najbardziej podobała mi kuchnia, w której przebywając dosłownie słyszałem odgłosy rozmów, żartów i muzyki z tamtych czasów jakbym przeniósł się w czasie… Przyjemne doświadczenie na zakończenie wizyty w tym miejscu a przed drogą powrotną do Sintry.  Właśnie, stojąc przed perspektywą godzinnego schodzenia spróbowałem  pokonać tę drogę również przez przeniesienie w czasie ( 😀 ) ale nie udało się więc na spotkanie z dziewczynami w Sintrze dostałem się standardowo-z buta- na szczęście tym razem z górki.

Wieczorem spacer ze wszystkimi nad Ocean i kąpiel co było ukojeniem dla moich łydek po całym dniu  chodzenia. Energia jednak do samego końca rozpierała mnie a noc z pt/sb była pierwszą kiedy do regeneracji znów wystarczyło zaledwie 5 godzin snu po których obudziłem się w środku nocy nie chcąc dłużej spać.

SB 18.02 SAMAPRANADAY-6 „OSŁABIENIE, CAŁY DZIEŃ ODPOCZYNKU”

A więc jednak mój organizm poprosił o odpoczynek więc dałem mu cały dzień i niemal cały dzień spałem. Oczywiście zaczęły się już warsztaty więc w jodze, spotkaniach grupowych, medytacjach i wieczornym ruchu spontanicznym uczestniczyłem. Przed snem jeszcze lewatywa i gorąca kąpiel.  Widząc, że wypływająca woda z jelit jest taka jak wlewana, pierwszy raz w życiu poczułem, że mam czyste jelita. Fuck…. Dopiero szóstego dnia i to trzeciego głębszego procesu jelita się oczyściły… niesamowite jak poupychane są te toksyny w naszych ciałach… Czy to oznacza, że od teraz nie będę potrzebował więcej jeść czy pić żeby budować wytrzymałość, fajną energię, siłę i masę mięśniową?

ND 19.02 SAMAPRANADAY-7 „DZIEŃ ENERGETYCZNIE CHWIEJNY”

Raz osłabienie a za chwilę, tak bez powodu rozsadzająca energia powodująca, że robię sobie po południu mocniejszy trening- pompki, stanie na rękach, podskoki, przewroty…  W innej części dnia uczucie zimna i potrzeba ogrzewającej kąpieli, albo przytulenia się do innego ciała… (kurcze, takie fajne dziewczyny miałem wokół siebie, że też nie wpadłem na pomysł i nie poprosiłem o wsparcie…  🙂 . Wieczorem jednak osłabienie więc spanie już po godz 21. O północy przebudzenie w poczuciu wypoczęcia. Niestety poczułem w ciele objaw który spowodował, że bez wahania podjąłem decyzję powrotu od jutra do picia- jeżeli nie ustąpi do rana. Było to uczucie zasysania oczodołów, co mogło świadczyć, że jednak mam mało wody w organizmie, a że nie chcę doprowadzać się do stanu zbyt silnego osłabienia decyzja zapadła. Fajnie bo nie czuję żadnego żalu ani negatywnych uczuć z tym związanych co miało miejsce we wcześniejszych procesach.

PN 20.02 PŁYNY „SZALEŃSTWO”

Rano uczucie zassania oczu jednak nasiliło się więc wypiłem szklankę rozcieńczonego soku pomarańczowego. Wystarczyło pójść do ogrodu Marzanny i pozbierać parę owoców. Ciekawe, że niemal natychmiast po wypiciu poczułem zastrzyk silnej energii, wręcz odurzającej. Stwierdziłem, że wobec tego dzisiaj wyjście do pałacu Monserrate. Najpierw jednak poszedłem do sklepu mając przeogromną ochotę na lody i piwo. Tak, po soku kolejnymi płynami były lody i 2 portugalskie piwa. Usiadłem w parku na ławce z zamiarem delektowania się ale zamiast luzu i radości była niewygoda- bałem się, że ktoś mnie nakryje, jakbym robił coś złego… co jest do cholery, o co chodzi? Co za mechanizm mi się  znowu włączył?!  Piłem i co się stało? Chwilę potem słyszę za plecami znajomy głos przepełniony zdziwieniem- „Paaaaweeeł?! Ty?- lody?!”  No tak, to była Nulina. Omal się nie utopiłem w rozpuszczonym lodzie który miałem akurat w buzi…   Nie potrafię wyjaśnić skąd te zmieszanie. Pomimo, że mówiłem otwarcie, że dzisiaj mam ochotę na lody i portugalskie piwo, to gdy przyszło do konfrontacji czułem się głupio.  Już wtedy podziękowałem jednak za tę sytuację ponieważ pokazała mi obszar w obrębie którego muszę jeszcze popracować- umiejętność bycia sobą bez chęci tworzenia jakiegokolwiek wrażenia na kimkolwiek. Zadawanie sobie pytania, które zadałem- czy postępując w sposób, w jaki chcę postąpić kogoś krzywdzę?  I jeżeli nie, to pozwolenie sobie na to.

Właśnie, dopiero odchodząc od idealnej koncepcji siebie jaką stara się malować nasz umysł  w oczach innych ludzi stajemy się wolni i idealni.

Lekcję z tej sytuacji chyba odrobiłem bo do końca dnia postanowiłem wychodzić naprzeciw tym niewygodnym uczuciom i celowo na oczach grupy prowokowałem sytuacje wzbudzające we mnie te uczucie. Pozwoliłem sobie na kawę i zrobiłem mleko kokosowe. Cały czas towarzyszyły myśli wytykające mi, że przecież w trakcie tego procesu miałem już ostatecznie mieć możliwość życia tylko na pranie. Jak widać jeszcze nie.

Do końca dnia świetna energia, zasysanie oczu ustało więc decyzja by od jutra wejść na zupełnie nowy obszar doświadczeń i ponownie rozpocząć dni samaprany.

WT 21.02 SAMAPRANADAY-1 „UWAŻNOŚĆ ALE I RADOŚĆ Z NOWYCH OBSZARÓW DOŚWIADCZEŃ”

Do popołudnia ostrożność, niepewność jak będzie reagowało moje ciało znów bez picia i jedzenia, zaledwie po jednym dniu picia. A z drugiej strony dziecięca radość z odkrywania siebie, nowych obszarów i zdobywania nowych doświadczeń. W drugiej części dnia do samego wieczora bardzo fajna energia znów przepełniająca pozytywnymi myślami odnośnie wizji siebie w kontekście sposobu odżywiania po powrocie do Polski. Wizja naprzemiennych dni samapranicznych z płynnymi i czasami jedzenia stałego z okazji wyjątkowych okazji. Wieczorem podwójna lewatywa która wypłukała to co wczoraj wepchałem w siebie- sporo.

ŚR 22.02 SAMAPRANADAY-2 „CAŁODZIENNY SPACER PO PLAŻACH- ZMIENNIE”

Ciekawe, bo rano uczucie suchości w ustach ale kondycyjnie fajnie, a potem uczucie suchości zniknęło ale kondycyjnie tak różnie. Przejście do Praia das Azenhas,  skąd wzdłuż wybrzeża do Grande i powrót do domu po zachodzie słońca.

Chodząc zauważyłem pewne prawidłowości. Po pierwsze gdy po dłuższym  postoju na jakiejś plaży chciałem iść dalej było mi trudno się zebrać- czułem wyraźne osłabienie, jednak zmuszając się, już po chwili ruchu to znużenie znikało. Wniosek? Warto sprawdzić czy podczas dni samaprany lub innych postów, czując osłabienie, zmuszając się do umiarkowanego wysiłku nie spowodujemy, że osłabienie się osłabi. Po drugie: Złapałem się na tym, że szczególnie pod koniec dnia kiedy byłem już zmęczony całodziennym chodzeniem i wyraźnie czułem mięśnie nóg, w pewnych sytuacjach zapominałem o tym, że jestem zmęczony… Miało to miejsce w chwili zachwytu, podekscytowania. Umierałem np. wchodząc po schodach z Praia Grande i myślałem, że nie dam rady wejść, ale gdy pod koniec odwróciłem się i zobaczyłem zapierające dech w piersiach kolory zwiastujące nadchodzący zachód słońca nagle bez najmniejszego problemu po prostu wbiegłem na samą górę i jeszcze po płaskim klifie na jego skraj by tylko zdążyć na zachód- oczywiście złapałem się na tym co zrobiłem dopiero po fakcie. Nie mnie jednak sugeruje to, w jak wielkim stopniu nasze ciało zależne jest od  tego jakie mamy wyobrażenie na jego temat i temat swojej kondycji. Dla mnie dodatkowo ta obserwacja jest wskaźnikiem, że oprócz ruchu, kolejnym elementem mogącym nas doładować szczególnie w dniach postów, jest po prostu pasja- skupienie się na czymś co nas kręci, dzięki czemu myśli zamiast czekania na osłabienie ciała (No bo przecież już tyle dni nie jemy lub nie pijemy, że wypada się osłabić…) będą twórcze, będą po jasnej stronie mocy. Dbanie i bycie w fajnej energii podniecenia, zaangażowania w to co daje nam poczucie szczęścia-wzmacnia.

Odpoczywając na jednej z plaż i potem zachwycając się zachodem słońca zatęskniłem za dziećmi. Chciałbym dzielić się z nimi tym, czego doświadczam, chciałbym by tu też były. Niech to będzie dla mnie motywacją do działania.

 

CZ 23.02 SAMAPRANADAY-3 „MEGA- NAJLEPIEJ”

Dzisiaj znów cały dzień w drodze. Na pieszo do Cabo da Roca, potem wzdłuż wybrzeża przez wszystkie plaże do Grande i powrót do Colares po zachodzie słońca. Każda plaża to inna historia i klimat. Jak na razie są to jedyne plaże na których z przyjemnością mógłbym spędzić cały dzień, ze wszystkich,  na których byłem w życiu. Dzień znów pełen ekscytacji i zachwytu otoczeniem. Jeszcze nie wyjechałem stąd a już tęsknię, marzę o kolejnym wyjeździe ale tym razem z dziećmi. Piękny czas.  Co do kondycji, to chyba już przyzwyczaiłem się do całodziennego wysiłku, do ciągłego wdrapywania i schodzenia po klifach i ciało mimo niepicia i niejedzenia ofiarowuje pełną swobodę. Brak zmęczenia, brak pragnienia. Dopiero przed samym domem jednak pojawiło się osłabienie i ewidentnie zmęczenie w łydkach. Dlatego zanim wszedłem do domu wszedłem do lodowatego basenu- ale ulga.  Zaraz potem gorący prysznic i od razu spanie.

Przed snem uczucie silnej suchości w ustach i jeżeli do jutra nie ustanie rozważam  zakończenie trzydniowego okresu samaprany.

PT 24.02 „PRZYJEMNOŚĆ WSPÓLNEGO SMAKOWANIA”

Pod dzisiejszym dniem napisałem:  „Kolejny wspaniały dzień, zupełnie inny niż wcześniejsze, każdy dzień piękniejszy od poprzedniego”

Rano zakwasy na nogach i suchość w ustach. Pomimo, że oczodoły w normie zdecydowałem, że chcę zakończyć dni samaprany. Myślę, że wynikało to z tego, że do końca pobytu w Portugalii zostały trzy dni a ja jeszcze nie spróbowałem żadnego lokalnego smaku. Tak, jak rozmyślałem wcześniej- chcę doświadczać różnych smaków, szczególnie będąc w odległych miejscach.

Pierwsze picie to standardowo szklanka rozcieńczonego soku pomarańczowego. Potem dowolność czyli kawa, mleko kokosowe. Znów wystarczyło jedno picie by wszystkie niedomagania włącznie z zakwasami magicznie zniknęły. Co więcej energia tak wzrosła, że musiałem coś zrobić. Spacer na jedną z plaż był idealny, szczególnie  w tak miłym towarzystwie i przy tak wietrznej pogodzie która jeszcze bardziej mnie doładowywała- uwielbiam żywioły.

Jeżeli chodzi o kosztowanie smaków Portugalii to zacząłem już dzisiaj i w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w lodziarni podającej lody własnej produkcji- pyszne lody i piękne doświadczenie wspólnego smakowania. Luz, wolność, brak kompulsji i uważność w doświadczaniu smaku powodowała, że doznania były jakby z innego wymiaru a miłe towarzystwo jakby jeszcze bardziej wzmacniało te odczucia.

SB-WT  „TRZY DNI ZACHŁANNEGO SMAKOWANIE PORTUGALII”

Tak, bardzo szybko, bo już następnego dnia zagęściłem to co smakowałem do stałych produktów- jest tyle smaków, które chciałem poznać. Przede wszystkim portugalskie sery i lokalne słodkie wypieki. Znów zauważyłem jednak mechanizm ukrywania się. Mówiłem innym otwarcie, że jem i co jem, ale z jakiś powodów nie chciałem, by mnie ktoś widział.  Myślę jednak, że mogło to wynikać z tego, że część osób w grupie nadal była w trakcie dni samaprany lub na samej wodzie, więc gdybym wparował ze swoim jedzeniem mogłoby to wprowadzić zamieszanie. Mogłyby te osoby wybić się ze swoich procesów. Być może dlatego zamiast jeść przy innych, znalazłem w miejscowości gdzie był rynek  fajne oczko wodne z małym wodospadzikiem, przy którym spokojnie rozsmakowywałem się.  Faktem jednak jest, że znów pozwalałem sobie na objadanie. Myślę, że w moim przypadku bardziej proszące o uważność jest nie tyle co jem, tylko ile jem i rozpoznanie czy jest za tym coś więcej niż zwykła przyjemność.

Na tym chyba mógłbym zakończyć opis tego wyjątkowego czasu spędzonego w Portugalii. Dodam tylko, że przez następne dwa tygodnie codziennie objadałem się zanim od 13.04 nie rozpocząłem kolejnego eksperymentu związanego z odżywianiem.  Przyznaję- nie mam pojęcia dokąd mnie to wszystko doprowadzi. Zanim nie usłyszałem o braterianiźmie miałem ułożone i fajne relacje z odżywianiem. Fakt, żyłem w nieświadomości, że może być inaczej,  jadłem systematycznie i głodniałem gdy nie jadłem. A teraz? Pomieszało się wszystko trochę…

PODSUMOWANIE

Porównując z wcześniejszymi szkoleniami i warsztatami na jakich miałem okazję być, ten był zupełnie inny i wyjątkowy czego chyba nikt, włącznie z organizatorką- Nuliną się nie spodziewał. Miało być jak zawsze, czyli codzienne spotkania w grupie o stałych godzinach, wspólne medytacje, joga itp. Ale ponieważ jedna osoba musiała wyjechać po paru dniach, kolejne dołączyły dopiero po paru, to energie były tak różne, że wszyscy poczuliśmy chęć wykorzystania tej przestrzeni i czasu w swoim tempie i na swój sposób. Kto miał ochotę uczestniczył w codziennych zajęciach jednak bez presji konieczności i to było fajne. Wchodząc w dni bez jedzenia i picia po raz pierwszy, ciało ma zupełnie inne potrzeby i inaczej reaguje niż przy kolejnych powtórzeniach, wobec czego dziewczyny poznające dopiero tę przestrzeń potrzebowały więcej wyciszenia, świadomego oddychania i medytacji jakie dawała im Nulina. Moją natomiast medytacją było włóczenie się w samotności po pięknych okolicach i kontemplacja przyrody przy znacznym obciążeniu fizycznym. Połączenie zachwytu z wysiłkiem fizycznym chyba najbardziej mnie wzmacniało. Był to już trzeci parodniowy okres samaprany więc dostrzegam zmiany jakie następują. Przy pierwszym umierałem zarówno fizycznie jak i psychicznie, a powrót do wcześniejszej kondycji trwał dwa razy dłużej niż sam proces.  Robiąc po raz drugi, osłabienie fizyczne nadal było bardzo silne, jednak waga już tak nie spadła i po procesie dużo szybciej następował powrót do dawnej i jeszcze lepszej kondycji. Obecnie natomiast fizycznie poza chwilowymi wahaniami samopoczucia i spadku kondycji, gdyby ktoś mnie zobaczył mógłby zupełnie nie zauważyć jakieś różnicy.   Co ciekawe dostrzegam jak zmieniają się również moje przekonania na temat braterianizmu i co za tym idzie podejście do tych procesów. Za pierwszym razem bardzo mocno połączyłem zdolność niejedzenia z osiągnięciem jakiegoś wyższego stany duchowego.  Niemal zupełnie pominąłem fakt, że mam ciało fizyczne traktując je podrzędnie, jakby było ono, co często można usłyszeć z ust „uduchowionych” istot, jedynie hologramem.  Nawet jeżeli tak jest to mój hologram najwyraźniej potrzebuje czasu by bardziej się uduchowić i móc funkcjonować bez konieczności jedzenia. Omal nie zabiłem swojego hologramu. Nie polecam.

Przy drugim podejściu nadal duchowość była wyżej stawiana niż aspekty fizyczne ale tym razem ciało traktowałem już z szacunkiem. No i obecnie widzę, że jestem totalnie na drugim końcu podejścia do braterianizmu będąc przekonanym, że jest to nasz najbardziej naturalny stan i absolutnie nie są nam potrzebne   jakiekolwiek „duchowe” praktyki by to osiągnąć.  Po prostu w przekazywanej z pokolenia na pokolenie nieświadomości zasyfilśmy się przez lata wpychania w siebie bardzo zanieczyszczających produktów co uniemożliwia nam cieszenie się z wolności wyboru jeść czy nie jeść.

Co więc można zrobić by czerpać korzyści z wolności wyboru, by jeść i pić w świadomości MOGĘ, CHCĘ a nie MUSZĘ?  Porządne oczyszczenie przez stopniowe wywalanie najbardziej trujących pokarmów oraz lewatywy. Ruch, który przez przyspieszenie krążenia wspiera usuwanie toksyn i złogów. Włożenie trochę pracy w zmianę nawyków oddechowych bo wydaje mi się, że większość ludzi nie oddycha optymalnie. Są to jednak jak najbardziej techniki nie wychodzące poza obszar ciała fizycznego. Podobnie można potraktować jogę. Dlatego być może, by sprawdzić tę teorię, obecnie wręcz unikam technik wykraczających poza ciało fizyczne pomimo, że je lubię i czuję jak bardzo są wspierające- szczególnie medytacja za którą coraz bardziej tęsknię…

Myślę, że jest jednak jeden warunek pozafizyczny niezbędny do przejścia z „Muszę jeść by żyć, do Mogę jeść- choć nie muszę”-Jest to   zmiana przekonań na temat jedzenia. Bardzo pomocne w tym jest uważność i zwracanie uwagi z jakich powodów sięgamy po jedzenie co pozwala odkryć, że większość zjadanego pożywienia wpychamy z zupełnie innych powodów niż rzeczywista potrzeba ciała. U mnie najczęściej były lub jeszcze są, to następujące powody:

  1. Nieświadomość– po prostu byłem zaprogramowany, że aby żyć, być zdrowym i mieć mięśnie trzeba jeść i  to najlepiej zabite zwierzęta. Na szczęście wykazałem się otwartością a potem wytrwałością, dzięki której rozpoznałem że to nie jest prawdą.
  2. PRZYJEMNOŚĆ doznań smakowych oraz uczucia rozepchanego żołądka- tak, to było i jest najsilniejszą moją przyczyną dlaczego sięgałem i nadal sięgam po jedzenie. Myślę, że z tego powodu jeszcze gdy nie słyszałem o inedii  lepiej się czułem jedząc tylko dwa razy dziennie ale tak, by poczuć się objedzonym, niż częściej ale w mniejszych ilościach.
  3. Przyzwyczajenie– głodniałem i jadłem w godzinach stałych posiłków. Tylko dlaczego w takim razie gdy ta godzina mijała znikał też głód?- przynajmniej do godziny następnego czasu stałego posiłku.
  4. Nawyki– często bezmyślne Np. wchodząc do domu rodziców, pierwsze co robiłem to otwierałem lodówkę. Teraz, mieszkając już w swoim mieszkaniu łapię się, że często nadal po wejściu do domu mam ochotę coś przekąsić mimo, że nie czuję głodu i  często nadal pierwsze co robię to… otwieram lodówkę.
  5. Potrzeba społeczna, pragnienie bycia podobnym do otaczających nas ludzi, pragnienie dzielenia wspólnej przestrzeni. Ten aspekt też czasami powoduje, że sięgam po jedzenie ale akurat z niego nie chcę całkowicie zrezygnować.
  6. Nuda i emocje. Ucząc się przyczyny dla których sięgam po jedzenie rozpoznałem, że dość często wynikało to z nudy i czasami gdy ulegałem silnym emocjom, przy czym bez względu czy to były emocje pozytywne czy negatywne. Ponieważ obecnie raczej już nie ulegam silnie negatywnym emocjom, widzę, że te pozytywne którym lubię i chcę ulegać, również są silnym zaproszeniem do wsadzenia czegoś do ust. Może to być fajna, budująca rozmowa z kimś kogo lubię, może to być fajne zagranie na foreksie które dało zysk, spotkanie z dziećmi i wiele, wiele innych, których od jakiegoś czasu jest coraz więcej w moim życiu.  A może to ja zacząłem inaczej patrzeć na otaczającą mnie rzeczywistość?… W każdym razie są to pokusy, którym nadal ulegam. Obecnie jednak coraz częściej zajadanie zastępuję np sprzątając kuchnię.
  7. Okazało się, że dopiero na końcu przyczyną sięgania po jedzenie była moja Rzeczywista potrzeba ciała- jedyna potrzeba niezbędna do utrzymania ciała przy życiu. Dopóki jednak nie wszedłem na drogę uświadamianie swoich relacji z jedzeniem tak naprawdę rzadko kiedy mogła się ona odezwać zajadana przez wszystkie poprzednie.  Bawiąc się w jedzenie można zwrócić uwagę na kwestię ilości potrzebnej do zaspokojenia jej.  Ja zauważyłem, że, niestety często nie udawało mi się wyczuć momentu gdy jest już zaspokojona i nie wiem kiedy jadłem dalej już nie z potrzeby ciała tylko np. dla smaku lub żeby się nie zmarnowało…

…Chyba się za dużo rozpisałem, bo te wszystkie spostrzeżenia można znaleźć w internecie przekazywane od osób znacznie bardziej niż ja zaawansowanych na drodze poznawania swoich możliwości oraz relacji z odżywianiem…

Dodaj komentarz