LISTOPAD 2016 „MIESIĄC SOKOWANIA”

PN 31.X STRAŻ OSTATNI DZIEŃ POSIŁKÓW

Zmęczony już, intensywnym myśleniem o odżywianiu, poświęcaniem takiej ilości czasu na myśli, przygotowania i samo jedzenie, oraz objedzony zdecydowałem, że czas na kolejny proces rozluźniający moje relacje z odżywianiem. Dzisiaj jednak kumpel w straży zapowiedział słodkie więc nie chciałem sobie odmówić tej pożegnalnej rozpusty. Co więcej, jeszcze zanim wjechałem do jednostki zacząłem dzień od mojego ulubionego loda w czekoladzie. Na śniadanie sok pomarańczowo-cytrynowy, a około południa  zapowiedziane ciasto i kawa ze śmietaną.  Po czterech kawałkach ciast wydało mi się mało wiec domówiłem rogala Marcinkowskiego i loda oreo. Dla przełamania słodkiego smaku piłem zsiadłe mleko i kawy.  Po południu, gdy ciasto znów pozostawało dobrałem jeszcze po kawałku z każdego. Trochę jednak już na siłę. Oprócz tych słodkości zjadłem kromkę chleba z masłem i bananem, druga kawa, dwa soki wyciskane z owoców i to wszystko.  Byłem syty. Na szczęście zrobiłem wieczorny trening siłowy.  Dzień w sumie na fajnej energii, a godzinę 20tą, od której miałem wejść w kolejny proces potraktowałem metaforycznie i wyobraziłem sobie pociąg, który dokładnie o godz 20tej odjeżdża pozostawiając przestrzeń na nowe, niesamowite doświadczenia.

WT.01.XI    PIERWSZY DZIEŃ SAMAPRANY (BEZ JEDZIENIA I PICIA)  ZAŚNIĘCIE ZA KIEROWNICĄ

No tak Nie wiem co się dzieje. Spałem 7 godzin. Po powrocie o 6 godz. z akcji już się nie kładłem tylko delikatne półgodzinne rozruszanie ciała.  Następnie nie wiem kiedy zasnąłem na świetlicy budząc się tuż przed samą zmianą służby. Ale mnie znużyło? Co jest? Przecież spałem tyle czasu, powinienem być wyspany.

Powrót autem. Jeszcze nie wyjechałem z Poznania a czułem jak znów mnie ogarnia senność. Z każdym kilometrem coraz większa. Patrzyłem jak samochody przede mną podwajają się, dwa razy ocknąłem się jak już byłem na pasie pobocza. Co jest?! Oj w domu zaraz idę spać. Nie rozumiałem co się stało, że jestem śpiący pomimo 7 godzin snu.

Jak się okazało to czy rozumiem cokolwiek, czy nie jest mało ważne. Najważniejsze jest by odpowiednio działać do tego co się czuje w danym momencie. Ja nie zadziałem i na  prostej przed przejazdem kolejowym dopiero czując jak samochód się przechyla zorientowałem się, że znów zasnąłem. Tym razem zjeżdżałem już do rowu bez możliwości wyjechania. Przede mną pas ziemi oddzielający wjazd na pole. Padało, trawa była śliska,  hamulce nic nie dawały. Myśl pytanie- rozbiję się czy przejadę mignęła w głowie a zaraz potem byłem w powietrzu. A cha- wybiło mnie, znów myśl i co teraz? Jestem w powietrzu- ja latam i choć nic nie mogłem już zrobić poczucie i zauważenie, że podoba mi się to uczucie jakby braku grawitacji. To było przyjemne mimo, że nie wiedziałem co się stanie jak wyląduję.  Lądowanie z telemarkiem na cztery koła, huk, trzask i pełno dymu. Od razu po zatrzymaniu odpiąłem pasy uciekłem z auta. Gaśnica, otworzenie komory silnika. Ale nie było potrzeby użycia bo dym to proszek z poduszek które wystrzeliły z przodu. Ale numer.  Podjechał jakiś samochód- wszystko w porządku, nic się nie stało? Jasny gwint ale Pana wybiło! Przeleciał Pan chyba z 10metrów! Na pewno wszystko ok.?  Spojrzałem na auto, obejrzałem koła, poruszałem- niby całe. Plastiki odleciały, całe podwozie w zdartej trawie i ziemi ale odpalił za pierwszym razem.  Poprosiłem by wyholował mnie jednak nie musiał- sam wyjechałem rozpędzając się do tyłu. Ale numer! Po takim locie- działa. Poczułem wdzięczność, że nic mi się nie stało ani, a może przede wszystkim, że ja nikomu nie zrobiłem krzywdy. Naprawdę dziękowałem za to bo wystarczyło, że zjechałbym na drugą stronę ulicy lub by poboczem ktoś szedł i byłaby tragedia.  Lecąc zauważyłem że przelatuję nad białym krzyżem przy poboczu. Zastanowiłem się czy będzie drugi.  Ale przygoda i to w święto zmarłych.  Tak, przeprosiłem, ze mimo ostrzeżeń że jestem bardziej senny niż zwykle nie zareagowałem zatrzymując się na paruminutową drzemkę. Myśl, że przecież dopiero wstałem po 7iu godzinach snu. Dam radę dojechać do domu i wtedy pójdę spać. Mało nie brakowało a zagwarantowany miałbym sen wieczny.  Nie obchodziło mnie nic prócz tego, że nikomu nie zrobiłem krzywdy. A możliwość dojechania do domu to gratis od mojego Anioła stróża. Dziękuję. Oczywiście po senności nic nie zostało i bez mrugnięcia okiem dojechałem do domu.  Taką miałem przygodę…

W domu 15st C. napalenie więc w piecu i miał być godzinny sen ale był dwugodzinny. Kurcze, podejrzewam, ze ta senność ma jakiś związek z cukrem w moim organizmie bo od paru dni objadałem się lodami, ciastami co było moimi głównymi produktami jakie jadłem a często nawet jedynymi przez cały dzień. Może już jakaś reakcja zachodzi po odstawieniu od wczorajszego wieczora? Sprawdzę za parę dni, gdy to się unormuje. Nie teraz bo nie chcę się sugerować tym co przeczytam.

Dzień sam w domu, trening siłowy ogólnorozwojowy i dużo pisania tutaj, medytacja. Wieczorem zamiast na cmentarz spacer po lesie. Wracając zaszedłem do ojca ale zaczął agresywnie narzekać na politykę i sytuację w kraju więc nawet nie wchodziłem- nie dziś. Wróciłem do siebie.

Dzień samaprany,  taki nijaki, trochę spowolniony, bardzo senny. Pić mi się nie chce ani nie czuję głodu. Bóle w krzyżu być może po locie autem bo w chwili lądowania poczułem ukłucie i teraz utrzymuje się.  Jak tylko gdzieś usiądę oczy same mi się zamykają.  Pobudzacze zewnętrzne okrojone do minimum. Internet włączony na chwilę do sprawdzenia poczty czy może znajoma odpowiedziała na moje zaproszenie na uroczystość zmianową. Obserwuję opowieści jakie układa mój umysł do braku odpowiedzi. Ciekawe co też on potrafi wykreować.  Pilnuję by być w swojej opowieści bo łapię się że jeszcze czasami wchodzę się w opowieść innych osób.

ŚR. 02.11.16  II/ DRUGI DZIEŃ SAMAPRANY

Bardzo długi sen (ok. 11 godz) Wybudzenie rano to telefon, ktoś zadzwonił ale potem dalej zasypiałem. Brak chęci do wstania, brak siły. Zatkane lewe ucho, sporo gęstej wydzieliny w ustach i nosie. Jakby katar. Myślę, ze to oczyszczanie z nabiału. Po wstaniu symboliczne rozruszanie i lewatywa.  Dzień spowolniony, silny spadek energii, ruchliwości siły i chęci na cokolwiek. Nie podoba mi się to. Od 14 do 20:30 czas z dziećmi. Zamiast treningu zdrzemnąłem się. Potem od 19 do 20:30 z Przemciem byłem na jego piłce. Po piłce zostawiłem dzieci u ich mamy a sam wróciłem do domu i od razu znowu poszedłem spać. Zasnąłem natychmiast. Nie wiem co będzie jutro rozważam powrót do picia choć miało być 5 dni samaprany. Za duży spadek energii. Nie chcę tego ciągnąć jeżeli nie mogę wypełniać swoich obowiązków. Waga na wieczór to 66 kg  a wiec znów 1kg mniej niż wczoraj.

CZW 03.11.16  III/ PIERWSZY DZIEŃ WODA

Pobudka pierwsza o 6 rano. Sprawdzenie która godzina i dalszy sen. Potem o 8. A więc znów 10 godzin snu… nie wiem co się dzieje. Od wczoraj wzmógł się ból kręgosłupa w odcinku szyi. Nie mogłem się ruszyć. Sam sobie nastawiłem przekręcając ją aż chrupnęło. Lepiej ale nadal ból. Ogólny niepokój słabością oraz bólem szyi. Decyzja o zakończeniu okresu suchego i o 8 pierwsze świadome łyki wody.  Chwilę potem wzmożenie gęstej wydzieliny w ustach. Wypluwanie.  Cały dzień picie częste po szklance wody.  Od 13 do 17 z chłopcami. Dzisiaj jest dzień kiedy gramy w ping-ponga i chcę mieć na to siłę. Gdy od 15 Szymonek jest na angliku jadę do galerii i gram z Przemkiem. Gdy o 16 Przemek zaczyna anglik gram z Szymonem i potem odwożę obu.  Spowolnione ruchy ale dałem radę. Dzień fajny dzięki byciu z chłopcami. Po powrocie czas w internecie analizuję ceny noclegów jeżeli pojechałbym z dziećmi na narty na Chopok-niestety poza moimi możliwościami finansowymi oraz szukałem innego kręgarza w Pile żeby mnie ponastawiał. Sen o 21 po kąpieli. Waga 65 a więc kolejny -1kg.

PT 04.11.16 IV/DRUGI DZIEŃ WODA

Znów pobudki o 3 w nocy, o 6 rano i wstałem dopiero przy trzeciej pobudce ok. 9. Fajnie, że szyja już tak nie bolała. Mogłem wstać możliwie płynnie. Lewatywa ale za dużo nie wyleciało. Ucho dużo mocniej zatkane niż wczoraj, prawie nie słyszę. Próbowałem przetkać ale tylko woskowinę wepchałem głębiej. Konieczność wizyty u laryngologa by przepłukał- dużo wyleciało. Wydzielina z nosa i flegma nadal w sporych ilościach. Nie wiem czy to z zimna w domu ( jest 15stC.) czy to dalsze oczyszczanie organizmu. Dzieci odebrałem o 13:30 ze szkoły i pojechaliśmy na ping ponga. Ponad godzina fajnej gry. Najmłodszemu idzie coraz lepiej. Ja na zwolnionym tempie ale staram się nie dać po sobie poznać. Graliśmy nawet w bieganego i też dałem radę. Co więcej, jakbym dzięki temu rozruszał się. Kręgosłup czuję ale bez bólu. Wieczorem 20min medytacji. Umysł jednak cały czas na wierzchu. Spoko. Tym razem do inedii podchodzę czysto fizycznie. Medytacja tylko tak przy okazji jak poczuję, że chce mi się.

Dzień fajny- analizuję co sprawiło, że tak go oceniam: Czas z chłopcami na ping-pongu oraz pocięcie drzewa na opał. Wypite ok. 1,5l wody jak czułem pragnienie po ok. 0,3l na raz. Głodu nie czuję. Chciałbym tak na samej wodzie gdyby tylko siły i energia rosły. Na trening kalisteniki nie poszedłem, nie czułem się na siłach. Waga 65kg dziś bez zmian.

SB 05.11.16 V/ PIERWSZY DZIEŃ 50% SOKOWANIA

W nocy wybudzanie ale cały czas nie wstaję i zasypiam jeszcze parę razy.  Nie wiem czy zimno w domu ma na to wpływ. Kręgosłup luźniej.  10:30 masaż. Po masażu odpoczynek przy inspirujących video: http://tedx.indywidualista.pl/   https://www.youtube.com/watch?v=B6tVati7H3Y Filmy te zmusiły mnie do myślenia.  Leżąc znów osłabłem nie chciało mi się wstać, zmusiłem się na spacer do lasu.   Wieczorem ciąg dalszy motywacji po której czuję jak energia wzrasta, chcę ruszyć dupę do roboty. Tym razem poniosło mnie do zrobienia dynamicznego treningu- pompki z klaśnięciem, z obrotami itp, stanie na rękach co fajnie wychodziło- najlepiej jak do tej pory bo utrzymałem już bez podpierania ok. 20 sek. I inne ćwiczenia. Fajny power. O 13 i 19 pierwsze picie soków po ok. 0,4l i zastanawiam się co spowodowało tak duży wzrost energii i siły że zrobiłem najdynamiczniejszy trening od paru tygodni. Te motywacyjne filmy?  Zmniejszenie bólu kręgosłupa? Czy może te dwie szklanki rozcieńczonych soków? Myślę, że wszystko po trochu. Kręgosłup pozwolił się ruszać bez odczuwania bólu, filmy zachęciły do ruszenia, a te dwie szklanki soków które nazywam sokosiłkiem pozwoliły umysłowi poczuć, że dostał porcję odżywiania. Wyznaczenie działania na najbliższe dwa miesiące w kierunku ugruntowania życia na sokosiłkach (systematyczne ilości 0,5l o stałych godzinach 8,13 i 19) oraz wyznaczanie planu co muszę zmienić by zarabiać na foreksie. Tak, silna chęć powrotu na FX.

Waga 64kg (-1kg przez 2 dni co nie jest złe) Trzy razy picie zgodnie z planem, rozpoczęcie przyjmowania olejku z oregano zaczynając od 1 kropli dwa razy dziennie i zwiększając codziennie o jedną do 5 i z powrotem. Czyli 10 dni na „doczyszczenie” Fajne pogadanie przez telefon z synami, co jeszcze bardziej mnie doładowało kończąc o… 22:22. Harmoniczne układy cyfr cały czas się powtarzają. Spanie w fajnym nastroju choć jeszcze ok. godziny umysł szalał pozytywnie nakręcony.

ND 06.11.16 STRAŻ VI/ DRUGI DZIEŃ 50% SOKOWANIA

Pobudka parę minut przed czasem czyli po 5 godz snu. Tak jakby sen powracał do normalnych,krótszych potrzeb.  W drodze do Poznania słuchanie Robbinsa 9cz o słowach. Przejeżdżając obok miejsca gdzie ostatnio wyleciałem w powietrze dziwnie się poczułem, pojawił się jakiś dyskomfort. (strach?) W pracy dzień bez wyjazdu. Cały dzień osłabiony. Po południu dalsza część słuchania czterogodzinnego webinaru o pieniądzach Jacka ze strony Sukces.pl.

Po dwóch godzinach leżenia i słuchania chęć działania, chęć zrobienie czegoś z FX. Jeszcze jedno nagranie Jerycho, kolejna motywacja. Potrzebowałem ruchu. Zrobiłem ćwiczenia z nagrania Jerycho ale cienko wypadłem ( 30 pompek, 50 skrętoskłonów, 30 przysiadów) „Wysiadłem” po ok. 3 minutach. Mam jednak punkt odniesienia. Potem delikatniejszy bo niedzielny trening ćwiczeń z wielkiej szóstki na rozruszanie. Wieczorem film z chłopakami :”Sędzia” Fajny i sen po 22.

Wypite wg planu ok. 1,5l soków 50%. O 8, 13 i 19 godzinie. Rano i wieczorem po dwie  krople oleju oregano z  trochę kokooleju i xylitolu. Przy okazji brzuch trochę „oszukany” że zjadł coś. Dzień pod kątem picia fajny. Częstowali słodkim ale zupełny brak ochoty. Ponadto pomogłem obierać ziemniaki chłopakom do obiadu i też nic, jakby to były jakieś plastikowe przedmioty a nie coś co ma odżywić.  Przy obiedzie jednak rozchodzący się po jednostce zapach smażonej cebulki i kotleta schabowego był przyjemny ale bez potrzeby wkładania do ust.  Energia stabilna choć nadal odczuwalny jej niższy poziom. Nagranie Jerycho na chwilę podniosło jej poziom. Pragnienie, żeby zachować taki stan. Czuję, że znów jestem krok dalej, u progu unormowania życia na sokach. Zatrzymam się tyle ile będzie trzeba na tym schemacie picia trzy razy dziennie by to poczucie wzmocnić, ugruntować bo jeszcze fundament nie stwardniał do końca, jeszcze szalunki są potrzebne do podtrzymania całej konstrukcji.

https://www.youtube.com/watch?v=A94Y_F9aP_Q

Po dzisiejszym dniu poczucie braku równowagi pomiędzy tym co otrzymałem ( przez obejrzane nagrania) a tym co dałem od siebie.  Nie wykonałem żadnego działania w stronę zarabiania pieniędzy na FX i mam poczucie dyskomfortu.

PN 07.11.16 TRZECI DZIEŃ NA SOKACH- NIEPLANOWANY POWRÓT DO INWESTOWANIA NA FX

Pobudka o 4. (5godz. Snu ) Nocne ćwiczenia na rozruszanie i medytacja, bardziej potrzeba świadomego oddychania. Krzyże już ok, jeszcze tylko czuję kłucie kręgosłupa między łopatkami. Noc do pobudki jednostki przeznaczam na to czego wczoraj nie zrobiłem czyli ruszenie tyłka.

Dzisiaj zorientowałem się, że wczoraj zakończyłem „proces 2/2/2” Od włączenia soków jednak nie czuję by to był jakiś proces, tylko powrót do normalnego stanu funkcjonowania. Ale fajnie! Do 8 rano jednak krótka drzemka.

Po służbie otwarcie po dwóch miesiącach przerwy platformy,  godzinowe wyczekiwanie i zawarcie transakcji.  Zakończona na BE ale bardziej chodziło o zaobserwowanie tego co czuję, czy chcę tu wrócić. Zdecydowanie tak.

W domu zimno, po dniu nieobecności było 13 st.C i do 18tu doszło dopiero po południu.

Podniosłem głos na najmłodszego syna , gdy nie chciał mi pokazać adresu mailowego do brata. Uniosłem się a potem w atmosferze zawodu zostawiłem u Mamy. Nie powinienem tak zrobić. Wracając źle mi było za swoje zachowanie. Wyczułem też chęć zjedzenia czegoś lub choć napicia. Domyśliłem się, że to odreagowanie emocji i po powrocie do siebie choć dalej kusiło by coś włożyć do ust położyłem się z zamiarem wyciszenia tej sytuacji. Relaksując ciało szybko jednak zasnąłem. Pobudka po godzinie gdy było już ciemno.  Za 20min trening. Czy mam iść? Nie czułem nadal tyle siły by tak mocno forsować ciało. Odpuściłem.

Myślałem jak rozwiązać sytuację z Szymonkiem. Ma charakter ale chciałem go przeprosić. Nie mogąc się dodzwonić więc napisałem maila co dało poczucie spokoju. Zamiast treningu na hali, trening w domu na dynamikę całego ciała. Dzisiaj Jerychowe ćwiczenia dużo lepiej bo pompki 40, skrętobrzuchy 100 i przysiady 50 a nie czułem że tyle zrobię. Fajnie. Po treningu, na fx nie widziałem fajnego momentu nawet do obserwacji więc odpuściłem na rzecz filmu o oczyszczaniu i limfie. Wcześniej kolejna dawka inspiracji pod kątem finansów. Sen 22:22

Wypite wg harmonogramu 3x ok. 0,4l soków 50% plus 2x po trzy krople olejku oregano. Waga 64 (znów -1kg przez 2 dni) Trochę mnie to niepokoi, nie wiem co zrobić by zatrzymać ten spadek. Energetycznie bez zmian, na odczuwalnym lekko spowolnieniu. Mogę jednak wykonywać wszystkie czynności tylko z lekkim wysiłkiem.

08.11.16 CZWARTY DZIEŃ NA SOKACH- JESTEM PO PROSTU SZCZĘŚLIWY.

Gdy Szymonek przyszedł wziąłem go na kolana i przeprosiłem za wczoraj. Potem zadania domowe i odwożąc na Bukową pojechaliśmy na godzinkę pograć w tenisa. Po powrocie  dalej  edukowanie się w kwestii oczyszczania plus film o energiach kobiecej i męskiej.  Po wieczornym piciu przyrost energii i chęć na trening ale dzisiaj chcę zrobić dzień wolny po ostatnich paru dość intensywnych. Spacer do lasu. Poczucie, że energia wewnątrz aż kipi choć mięśnie nie pozwalały mi tego uzewnętrznić. Kusiło na trening ale nie zrobiłem. Odpoczynek żeby zobaczyć czy ciągłe czucie mięśnie to nie przypadkiem przetrenowanie. Kąpiel i spanie.

Fizycznie parę razy czułem jakby głód a do tego znów tak jakby wsysanie oczodołów które od wczoraj się nasiliło. Wewnętrznie mega dużo energii. Nie mogłem zasnąć.  Wypite ok. 1,5l soków 50% w trzech porcjach ( wg ustaleń) plus dzisiaj już 4krople oleju oregano. Uczucie głodu ( ssanie w żołądku) zaspokojone łyżeczką oleju koko z xlitolem i paroma kroplami cytryny. Waga 73kg.

Znów szukam źródła tej rozpierającej wewnętrznej energii i ewidentnie czuję, że to wyjaśnienie wczorajszego zgrzytu z Synem oraz spontaniczne zapisanie się na kurs FX. Poczucie, że podjąłem decyzję która będzie miała duży wpływ na poprawę finansów.

ŚR 09.11.16 PIĄTY DZIEŃ NA SOKACH- STRAŻ- DOWÓDCA ZMIANY, FAJNY DZIEŃ W PRACY

Podobało mi się organizowanie przebiegu służby. Szczególnie gdy prowadziłem szkolenie. Cały dzień wśród chłopaków jako część grupy. Było ogłoszenie wyników wyborów na prezydenta USA i też uczestniczyłem w oglądaniu, komentowaniu.  Bardzo mi się podobał dzisiejszy dzień.

Picie trzy razy w ciągu dnia o wyznaczonych godzinach. Czułem jednak już przed wyznaczoną godziną pragnienie. Wieczorem po wypiciu 0,5l jednak za bardzo jeszcze chciało mi się pić i dopiłem jeszcze 0,3l 50% soku z pomarańczy. Na trening nie zebrałem siły poza parunastominutowym rozruszaniem całego ciała przed trzecim sokowaniem. Uczucie ściągania w oczodołach jeszcze większe niż wczoraj. Dwa razy oregano po 5kropli. Od jutra zmniejszam o 1 kroplę dziennie. Przez ten czas chcę pozostać jeszcze na samych sokach klarowanych, a potem jeżeli dalszym ciągu nie wróci energia do poziomu bym miał ochotę chodzić na treningi kalisteniczne to troszeczkę zagęszczę, może o soki nieklarowane. Tym razem podchodzę do przechodzenia na inedię od strony czysto fizycznej czyli oczyszczenie i stopniową zamianę źródła czerpania energii z żołądka na szyszynkę i przysadkę. Jestem ciekaw co z tego wyniknie. Mega wspierające jest neutralne nastawienie mojej zmiany w straży do tego co robię.

CZ 10.11.16 SZÓSTY DZIEŃ NA SOKACH- PIERWSZY RAZ SWOBODA MIĘŚNIOWA W GRZE Z SYNEM.

Obudzenie ok. 5 ale tu także trochę sobie poleżałem i dopiero po pół godzinie rozpocząłem rozruszanie ciała i wstanie. W straży rano jest cieplej niż u mnie w domu i chyba jednak łatwiej mi się wstaje. No to czas przejścia na ogrzewanie gazowe w domu, jeszcze choć tydzień oszczędności. Dzisiaj na dzień dobry po tym co obejrzałem o limfie (że jej oczyszczanie wymaga nieco innego ruchu, delikatniejszego), że intensywne ćwiczenia mięśniowe wcale nie sprzyjają detoksykacji ciała, dzisiaj zrobiłem lżejsze ćwiczenia wg Niszy z youtube oraz jogi. Muszę powiedzieć, że napełniło mnie to mega energią, a po tych dwóch dniach bez intensywnych treningów siłowych nawet fajny jest luz na mięśniach. Kolejne doświadczenie i nauka, że rzeczywiście równowaga przede wszystkim, ze fajnie ćwiczyć intensywnie by budować masę mięśniową i siłę ale też fajnie dać spokój mięśniom by mogły odpocząć. Przede wszystkim równowaga. Zaczyna się ten dzień i jest git.

Dwa razy wszedłem na 1p i jednak odczułem, że robię to z wysiłkiem. Z kolejnymi godzinami na szczęście było tylko lepiej, swobodniej, a  grając z Przemkiem w pingla zauważyłem w pewnym momencie, że po raz pierwszy swobodnie biegam. Do tej pory tylko chodziłem gdy trzeba było podnieść piłeczkę. Ale fajnie! Do samego końca dnia energia cały czas rosła i przepełniała mnie szukając ujścia. Chęć na trening siłowy ale widząc, że dzień luzu zaowocował odpoczynkiem mięśni i większą swobodą dzisiaj jeszcze nie ćwiczyłem intensywnie- tylko parę razy dziennie parominutowe rozruszanie na wzór tańca spontanicznego i rozciągania coś a la joga. Jest fajnie, a nawet lepiej.

Jedzenie. Dwie sytuacje. 1. Po powrocie ze straży w domu było 12stC i po paru minutach bycia w takiej temp poczułem potrzebę wzięcia czegoś do ust. Była to łyżeczka stwardniałego oleju kokosowego z ksylitolem i paroma kroplami cytryny do smaku. Lepiej się poczułem. 2. Zawarłem na FX jedną stratną pozycję (głupią) i zaraz po wybiciu na SL pojawił się odruch potrzeby wzięcia czegoś do ust. Zauważyłem i powstrzymałem się. Zadowolenie, duma z tego.

 Na trzecim piciu pomyliłem się i wypiłem o godzinę za wcześnie. Po godzinie wypiłem jednak znowu tak ,ze czułem lekkie opicie (0,8l) . Wziąłem też dodatkową łyżkę kokooleju z ksylitolem. Może dlatego chwilę potem w jelitach była rewolucja i chęć lewatywy co zrobiłem. Nadal wyleciało trochę zanieczyszczeń.

 Wieczorem medytacja i kontemplacja w odniesieniu do swojego życia stwierdzeń padających w wideo https://www.youtube.com/watch?v=jdCn0CVQqzY  „Jak się otwierać na przypływ pieniędzy – Izabela Czarko-Wasiutycz” Przez dwie godziny obejrzałem ok. 30min filmu zatrzymując się dla rozważania-tylu aspektów we mnie dotykał. Przede wszystkim poczułem, że od bliskiej mi osoby otrzymywałem więcej niż dawałem nie dbając o równowagę. Myślę teraz jak mogę tę równowagę przywrócić, komu pomóc z intencją i w jaki sposób….  Dużo więcej poruszanych tu tematów i mnie poruszyło….

Dzień bardzo fajny- dlaczego? Znów przede wszystkim za sprawą tych 35min gry z synem w pingla, dzięki fajnie spędzonemu wspólnemu czasowi. Potem dzięki sympatycznemu spojrzeniu córki i temu, że odwożąc chłopców podeszła i przytuliła mnie, dzięki temu, że Szymonek wchodząc do domu pomachał mi ręką krzycząc cześć tata… jest dużo przyczyn by być wdzięcznym. Waga bez zmian 63kg co mnie cieszy. Patrząc w lustrze, wygląd, pojawia się zarys mięśni co też mi się podoba.

PT 11.11.16  SIÓDMY DZIEŃ NA SOKACH- KOLEJNY PROGRES W SWOBODZIE ĆWICZEŃ

Rano (7godz snu) 16St.C. ale wstanie z lekkością wykonywania pobudkowych ćwiczeń. Nie czuję już bólu kręgosłupa ani mięśni. Coraz lepiej.  Czuję swobodę w mięśniach i ruchomości kręgosłupa. Podczas rozciągania czuję jak napinają mi się plecy rozluźniając a ponieważ większość ćwiczeń kalistenicznych ostatnio robiłem na plecy to rzeczywiście mogłem je przeciążyć, mogły się spiąć i nadwyrężyć kręgosłup. Teraz to odpuszcza.

Dzisiaj dzień z myślą o zarabianiu pieniędzy na FX ale niestety powtórzyłem zachowanie przynoszące wcześniej straty. Jedno głupie wejście, potem seria kolejnych strat w próbie odegrania i złapanie końca impulsu. Przez parę godzin byłem emocjonalnie przyspawany do wykresu. Nie chcę tak. Dziękuję jednak, że mogłem zakończyć dzień bez straty.  Natężenie emocji w trakcie było takie sobie. Chęć sięgnięcia po coś do jedzenia jednak mniejsza. W przerwie cięcie drzewa na opał.

Po całym dniu siedzenia przed laptopem oraz piłowaniu drzewa napięcie w ciele. Miał być spacer ale jednak potrzeba rozbicia tego napięcia, rozładowania spowodowała, że zrobiłem trening na mroźnym powietrzu. Jak się rozgrzałem zrobiłem całkiem fajny całościowy trening pod kątem stania na rękach i muscle-upów- bez problemu cztery powtórzenia na fioletowej gumie- wow. Super!. Wracając, przyspieszyłem bieg i także poczułem swobodę. Jest progres.

Sprawdziłem ile wypijam i okazało się, że nie piję 1,5l dziennie więc dzisiaj  już to zmieniłem. Oczodoły szybko zareagowały i uczucie ściągania zniknęło już po południu. Waga 62kg więc -1kg przez 2 dni. Kurcze, patrząc na wzrost energii i siły byłem przekonany, że waga będzie bez zmian lub większa.

SB 12.11.16 ÓSMY DZIEŃ SOKOWANIA –STRAŻ, DZIEŃ SPOKOJNY, FAJNY.

5 godz snu ale leżałem do budzika o 5 rano. Jadąc wysłuchałem mega rozdziału Robbinsa o metaforach i zacząłem się nimi bawić w odniesieniu do różnych aspektów mojego życia. Czym jest dla mnie życie? –„Jak wyprawa eksploracyjna przez nieznany ląd”  Zatrzymałem się jednak na metaforze czym jest dla mnie gra na giełdzie. Nie potrafiłem znaleźć takiej metafory, żeby ją poczuć.

W straży kumpel znów stawiał placki własnego wypieku. Tym razem imieninowe. Z kremem, szarlotkę i inne. Ktoś przyniósł rogale Marcińskie, czyli wszystko to, co uwielbiam i…  no właśnie i nic, nie miałem zbytniej ochoty by próbować, a gdy do wieczora chłopaki nie dali rady zjeść pozbierałem wszystkie rodzaje na jedną blachę, ładnie zapakowałem i schowałem do lodówki żeby nie wyschło.  Patrząc jak jedzą te pyszności zauważyłem u części zachowanie z którego nie są zadowoleni. Wielu chciałoby ograniczyć jedzenie słodkiego ale nie potrafią i doskonale rozumiem ich bo dwa tygodnie temu byłem w takim samym stanie i wiem ile trzeba motywacji  by wyjść poza to uwarunkowanie.

Dzień fizycznie spokojny ze skakanką przed służbą i treningiem przed trzecim piciem. Zrobiłem zestaw na plecy i niestety jest spadek siły. Z trzech serii po 15 dałem radę trzy serie po 15/10/10 i to z ledwością. Za to stanie na rękach coraz lepiej. Cały dzień chodziła mi po głowie ta metafora systemu FX do etiudy muzycznej. Czuję entuzjazm i jednocześnie wykorzystuję narzędzia NLP by poukładać się wewnętrznie na kurs jaki zaczynam od przyszłego tygodnia pod kątem finansów. Pomiędzy posiłkami odczuwam też jakby głód który przetrzymuję.

Od dobrego miesiąca na ciele mam jakieś plamy. Nie wiem co to, jakby jakiś grzyb lub coś takiego. Na początku sądziłem, że to od nieużywania mydła ale myślę, ze to dalej wychodzi ze mnie właśnie grzyb i nic z tym nie robię. Oczyszczam się ćwicząc siłowo a odkąd dowiedziałem się jak ważną rolę w detoksykacji ma układ limfatyczny ćwiczę pod kątem oczyszczenia przestrzeni międzytkankowej.

ND 14.11.16  DZIEŃ 9-TY SOKOWANIA- SAM W DOMU

Obudzenie po 2 w nocy i już nie spałem (4godz snu) Pokręciłem się trochę aż wziąłem laptopa i patrząc jak powinny wyglądać robiłem ćwiczenia Niszy na siłowni. Tak, o 3 w nocy! Cichutko, by nikomu nie przeszkadzać w odpoczynku. Fajne, fajna jest po nich energia.

Tym razem po powrocie ze straży w domu było 12 St.C. brrr. Przez parę godzin byłem w czapce i kurtce. Była chęć jedzenia tak jakby dla ogrzania się i znów wziąłem pół łyżeczki oleju koko z ksylitolem. Nie wiem dlaczego ale potem mam poczucie jakby było cieplej ale żeby się poruszać dodatkowo zacząłem sprzątać. Za tydzień będzie u mnie mieszkała przez parę dni koleżanka. Będzie po siedmiu dniach suchych  i potrzebuje paru dni by dojść do siebie przed powrotem do rodziny co doskonale rozumiem. Pytanie- jaka jedna rzecz najbardziej poprawiłaby wygląd mieszkania. Poza remontem wejścia oczywiście. Wyszło, ze Szafka w łazience więc kupiłem. Po skręceniu i posprzątaniu w domu nadal było zimno. Pytanie czego potrzebuję: drzemki czy spaceru po lesie. Poszedłem na godzinny szybki spacer i było super. Mrozik a ja fajnie się czułem. Kąpiel z dodatkiem chlorku potasu i olejku cynamonowego (dla złagodzenia tych plam co mam na skórze) i sen przed godz 21. Waga 63 więc po dwóch dniach bez zmian. Energia fajna, nastrój wewnętrzny też, choć senność daje znać o sobie.  Oceniając jednak cały dzień coś mi nie pasowało- to brak kontaktu z dziećmi.

PN 14.11.16  dzień 10-ty SOKOWANIA- PIERWSZY W ŻYCIU MUSCLE UP!!!

Obudzenie wcześniej ale było zimno i wstałem dopiero ok. 6 ( 9godz snu) Tak, zimno nie sprzyja w porannym wstawaniu. Rano ćwiczenia Niszy i lewatywa. Już nie wychodzi śluz ale nadal sporo bobków. Nie jem od dwóch tygodni a oczyszczanie cały czas trwa. Jestem ciekaw jak długo jeszcze aczkolwiek już nie przeszkadza mi to. Chęć na coś gazowanego więc rozcieńczony sok pomarańczowo-grejfrutowy z ksylitolem i sodą. Tak, zdecydowanie lepsze to niż zwykła woda gazowana.

Dzień cały spokojny właściwie nie wiem jak przeleciał. Trochę wykresów, jakieś filmiki na yotube po angielsku, przygotowywanie soków na następne parę dni.  Córka jest chora więc zawiozłem jej obiad. Zanim odwiozłem chłopców znów poszliśmy na ping ponga.

Przed godziną rozpoczynania się treningu mocno zastanawiałem się co zrobić bo ewidentnie nie czuję sił, znów nie chcę iść i wolę sam w domu w swoim spokojniejszym tempie ćwiczyć. Żeby nie płacić postanowiłem, że zrezygnuję do czasu powrotu siły i kondycji wystarczającej by znów tam chodzić w miarę regularnie. Poszedłem pogadać z chłopakami z wyjaśnieniem i zamiarem rezygnacji. Pozwolili mi, że od czasu do czasu będę mógł się pojawiać by sprawdzać, czy już mogę wrócić. Był jednak rozłożony drążek a wiem, że na ostatnich zajęciach ćwiczyli muscle-upy i nikt jeszcze nie zrobił. Pokusiło mnie. Parę ruchów rękoma dla rozgrzewki, skłonów i… Wow! Zrobiłem pierwszego w życiu Muscleupa bez gumy! Ale czad! W tej samej chwili podjąłem decyzję, że to z brakiem energii na trening to troskliwy strach rozumu. Mam energię. Szybko poszedłem do domu po strój i wróciłem spóźniony 5 min by ćwiczyć. Przed wyjściem z domu łyknąłem jeszcze szklankę soku i łyżeczkę kokooleju z ksylitolem- to tak żeby umysł był najedzony i zadowolony.  Dziś były nogi i brzuch i to ostro, bolało, czułem ale patrząc na grupę i tak dawałem radę. Tak więc moje postanowienie przerwania treningów chyba już nie jest aktualne. Zobaczymy jednak czy jutro będę w stanie wstać i chodzić. W czasie zajęć wziąłem parę dodatkowych łyków wody bo suszyło mnie. Następne zajęcia w środę i już nie mogę się doczekać.

Po treningu zerknąłem na FB gdzie czekała mnie kolejna miła niespodzianka. Nulina podała, że proces bretariański nie będzie w styczniu i na Malorce tylko w Portugalii i pod koniec lutego. Dodatkowo nie będzie trwał 7 dni tylko 14! Bez cienia wątpliwości byłem na TAK. Jadę choć nie znam jeszcze ceny.  Będzie to po feriach ale gdy w Polsce jeszcze zimno- idealny okres! Mam o miesiąc dłużej by zarobić na FX! Wszystko jest takie jakie być powinno. Entuzjazm i wdzięczność

WT 15.11.16 DZIEŃ 10-TY SOKOWANIA- CZAS Z SYNAMI, WYRAŻNE OSŁABIENIE

(7godz snu) Do przyjścia chłopców ze szkoły cały czas przed kompem ponowne oglądanie i robienie notatek z webinaru szkoleniowego z inwestowania. Pierwszy raz od dawna chłopcy spali u mnie. Gdy przyszła jednak wieczorna pora mnie zmogło, straciłem moc i niestety nie potrafiłem wykrzesać z siebie dynamicznej energii. Gdy przygotowywałem dla dzieci kolację ( sałatka owocowa+ robiłem masło orzechowe) oni kleili długopisem 3D. Po kolacji pograliśmy w gry planszowe (Szymon mnie ograł w warcaby i wcale mu nie dawałem,  a przed samym snem włączyliśmy film. Męczył mnie, oczy mi się same zamykały i chciałem już spać ale oglądałem z nimi- nie często jesteśmy razem. Fajny czas i znów to właśnie obecność chłopców i fajna rozmowa z Madzią która nadal jest chora w domu sprawiły, że ten dzień jest bardzo fajny. Nawet mniejszy poziom energii schodzi na plan dalszy. Film przerwałem o 22 i zasnęliśmy- nawet nie miałem siły by iść się umyć więc dzisiaj spałem w ciuchach pod śpiworem.

Widzę ogromną zmianę w zachowaniu chłopców- nie bili się, nie szarpali tylko trzymali sztamę pomagając sobie w drobnych uczynkach. Jednak to właśnie z takich drobnych cegiełek buduje się mur nie do pokonania, ale fajnie! Znów się nie zważyłem, patrząc jednak na energię czuję, że waga spadłaby.

ŚR 16.11.16 DZIEŃ 11-TY SOKOWANIA- NORMALNY DZIEŃ

Pobudka ok. 5 (7godz snu). Posprzątanie domu i wyszykowanie chłopców do szkoły. Ciekawe uczucie miałem w stosunku do masła orzechowego bo był moment w którym bardzo chciałem je zjeść. Nie pamiętam co to spowodowało- to było przed obudzeniem chłopców. Było silne pragnienie. Aż wziąłem do buzi poczuć ten pyszny smak bo naprawdę wyszło rewelacyjnie jednak zaraz wyplułem i przepłukałem usta. Gdybym zjadł czuję, że mogłoby mnie wciągnąć. Nie tym razem. Po chwili pragnienie osłabło i potem było już ok. Masło zawiozłem Madzi razem z obiadem.

Do  powrotu chłopców cały czas przed laptopem nauka systemu inwestycyjnego. Tak się zasiedziałem, że nawet nie wiem kiedy włączyło się w telefonie powiadomienie, że to już czas na drugie sokopicie. Nie czułem ani pragnienia ani głodu ale wypiłem szklankę soku. Zauważam, że coraz bardziej wolę pić bardziej rozcieńczone niż w połowie te soki więc owoce jakie kupiłem w poniedziałek cały czas są nie wykorzystane.

Przed treningiem czując jednak pustkę w żołądku oraz w potrzebie nakarmienia głównie umysłu wypiłem dodatkową szklankę soku i trochę kokooleju z ksylitolem ale chyba nie smakuje mi już i na olej kokosowy tracę też ochotę. Na razie obserwuję.  Trening był mega. Czując jeszcze zakwasy na nogach po poniedziałku pojawiła się myśl czy dam radę, czy iść ale tym razem była słaba i nie wzbudziła wątpliwości. Dzisiaj były plecy- dużo pompek, podciągnięć itp. Jest naprawdę super. Nie spodziewałem się, że dam radę robić tyle powtórzeń, w tym znów zrobiłem parę muscleupów bez gumy. Dziękuję, dziękuję, dziękuję za ten trening i to poczucie. Podczas treningu mam wodę i gdy poczuję suchość to wezmę małego jednego łyczka. W sumie np. dzisiaj na zajęciach wypiłem może z 0,2l dodatkowo poza trzema stałymi piciami.

Do końca dnia fajnie się czułem na wysokiej energii. W końcu się zważyłem… ups-62kg. Kolejny spadek. Od razu jednak poczucie, że to w wyniku tego, że dzisiaj w sumie niewiele wypiłem bo może 1l plynu a miałem intensywny trening.  Mimo intensywności ćwiczeń nie pocę się na zajęciach.

CZ 17.11.16 DZIEŃ 12-TY SOKOWANIA- ŁAPCZYWE CHWYCENIE PO OWOCE i PRZECZYSZCZENIE

3:30 (5godzin snu). Do wieczora dzień jak co dzień. Cały czas jednak słabo i chyba czułem mięśnie po wczorajszym treningu. Otworzyłem dzieciom mus wiśniowo- jabłkowy, jaki robiłem latem bez cukru ale nie zjadły więc żeby się nie zmarnował ja go wykorzystałem. Mimo tego, że zblenderowałem  i wycisnąłem przez sitko  i tak sok był gęsty więc można powiedzieć, że zjadłem ten mus rozrabiając z wodą.  W tym momencie bardzo mnie zassało i dostałem ataku jedzenia. Chyba z 8 zamrożonych truskawek z paroma łyżeczkami stwardniałego oleju kokosowego i ksylitolem. Wypite ok. 1 litra płynów. Nie wiem co to było, nic tego nie zapowiadało, to była chwila. Nie minęło parę minut a zaczęło mnie czyścić więc żeby jeszcze wspomóc przyjąłem jeszcze pięć kropel oregano. Była 19 więc zaraz kąpiel i spanie o 22. Waga bez zmian 63kg.

Myślę nad przyczynami. To była chęć uchronienia przed zepsuciem i wywaleniem owoców oraz jednak to osłabienie fizyczne i jakby cały dzień uczucie głodu- ale skąd łapczywość?  Może po prostu musiałem się jeszcze wypróżnić w czym pomogła ta mieszanka?  Nic- było minęło. Wdzięczność i ciekawość co będzie jutro, czy ten incydent spowoduje, że zacznie mnie wciągać.

PT 18.11.16 DZIEŃ 13-TY SOKOWANIA -STRAŻ-  POCZUCIE USTABILIZOWANIA

Fajna służba, a wczorajszy incydent nie pociągnął mnie dalej i dzisiaj znów normalne same picie trzy razy w ciągu dnia.

Kolejna osoba zaczęła interesować się bretarianizmem i wyniknęła rozmowa. Jednak zupełnie inna niż wcześniejsze bo zamiast negacji, sarkazmu teraz wyczułem autentyczne zaciekawienie. Czuję, że stabilizuje mi się możliwość życia pijąc soki trzy razy dziennie i otoczenie chyba również to wyczuwa. Już się nie śmieją, tylko zaczynają pytać jak to możliwe? A co z głodem? A co z… dużo pytań, szukają uzasadnienia, potrzebują informacji a ja staram się im dawać na tyle ile sam wiem i czuję. A przyznam się, że rzeczywiście gdzieś od tygodnia waga się ustabilizowała, już nie spada, ponadto cały czas nabieram siły i dalszej swobody. Umysł chciałby już iść dalej na tej drodze ale nic nie zmieniam. Chcę ten stan ugruntować, dać sobie czasu, nacieszyć się tym etapem i tym, że już nie muszę wkładać wysiłku by czuć postęp w oczekiwanym kierunku. Coraz więcej osób na zmianie mówi, że podziwia mnie za konsekwencję, że oni nie daliby rady. Myślę, ze daliby i dają bo już widzę jak chyba nieświadomie zmiany zachodzą. Chociażby w tym, że jedzą więcej owoców. Dzisiaj np. jeden z „mięsożerców” zamiast zwierzęcia na patelni smażył jabłka w cieście i to z mąki orkiszowej- już nie pszennej, tak więc zaczynają zwracać uwagę na to co wpada do żołądka,  a mnie to wzrusza bo chyba jakaś część mnie przyczyniła się do tego. Mam poczucie sensu i motywację by pozostawać na tej drodze.  Właśnie, wszyscy mamy siłę i  jesteśmy konsekwentni, kwestia tylko jaką mamy motywację, czy utożsamiamy się z nią i jakie jest jej źródło- serce czy rozum. Jest pięknie. Dziękuję….znów popłakałem się ze wzruszenia. Nie mam pojęcia co mam z tym wzruszaniem się i płaczem, ale co tam.

SB 19.11.19 DZIEŃ 14-TY SOKOWANIA, SAM W DOMU, DZIEŃ BEZ DZIECI TO TROCHĘ SMUTNY DZIEŃ

 Dziś obudziłem się wyspany po 4 godzinach snu, o 2 w nocy. Po godzinie leżenia jak zwykle w nocy- praca przy laptopie nad nowym systemem FX i znów nocny trening na siłowni.

W domu, dzień bez dzieci jest trochę niespełnionym dniem. Jutro Szymonek ma urodziny, miał dać znać czy ma ochotę byśmy wszyscy poszli na kręgle ale nie zadzwonił. Trochę mi smutno. Może dlatego gdy w ramach resetu po południu włączyłem film : ”Cuda z nieba” płakałem ze wzruszenia jak bóbr. Kocham Cię Panie Boże.  O godzinie, kiedy w tygodniu mam trening, dzisiaj również poczułem potrzebę wysiłku i przez godzinę męczyłem obręcz barkową. Patrzę w lustro i podoba mi się, że mięśnie zaczynają się fajnie zarysowywać. Teraz tylko powiększać ich objętość. Czy to ego? Pewnie trochę tak ale jeżeli mam być przekonywujący to bycie fit i umięśnienie  na pewno jest wskazane. Ludzie zwracają olbrzymią uwagę na wygląd.

ND 20.11.16. DZIEŃ 15-TY SOKOWANIA- URODZINY SZYMONKA

Czas z dziećmi to znów najcenniejsza godzina tego dnia.

PN 21.11.16 DZIEŃ 16-TY SOKOWANIA- KOLEJNY NIEZŁY TRENING i BEZSENNA NOC

To był bardzo fizyczny dzień. Sprzątania cd, gra z chłopcami w piłkę i trening. Jest jednak niezły wzrost formy. Już prawie pełna swoboda jak za jedzenia stałego. Jedzenie to picie dziś 4 razy. O 8 jak zwykle, ok. 13 ale chyba godzinę później bo chciałem dokończyć sprzątanie w piwnicy i potem wieczorne picie rozbiłem na dwie szklanki. Pierwsza przed treningiem o 17 i druga po ok. 19. W nagrodę za tak fajną energię znów zblendowałem bananana z wodą i potem przecedziłem przez sitko żeby było możliwie klarowne. Podoba mi się takie funkcjonowanie tylko na sokach możliwie klarowanych. Delikatność połączona z radością doznań smakowych i to, że już tak nie cuduję z komponowaniem smaków jak na początku. Teraz przygotowanie soków na trzy dni zajmuje ok. 30 min. Czuję się wolny. Dodatkowo  od miesiąca wydaję ok. 20 zł tygodniowo na owoce co w porównaniu z poprzednimi wydatkami też fajnie motywuje. Ustaliłem, że to co na koniec tygodnia zostanie z tych 100zł wkładam do PF

Ciekawa sytuacja dzisiaj wieczorem zaszła.

Poszedłem spać ok. 21 i gdy obudziłem się, postąpiłem tak jak ostatnio robię- nie  sprawdziłem która godzina tylko zapytałem sam siebie czy jestem wypoczęty i chcę wstać. Ewidentnie byłem na Tak. Rozruszałem się, ubrałem i gdy byłem na fajnej energii wtedy sprawdziłem czas… ale zdziwienie. Byłem przekonany, że jest jak zwykle ok. 3-4 w nocy a była……. 23:45!!! Ups. I co teraz? Chyba czeka mnie noc bez snu. Żeby uniknąć nudy i głupich myśli zaplanowałem ten czas. Dokończyłem sprzątanie mieszkania, sporo godzin przesiedziałem przed wykresami zawierając transakcje i obejrzałem dokument o linoskoczku „Bliżej chmur” Całkiem fajny o sile pasji. Nie spałem w ogóle a mimo to nie czułem senności następnego dnia.

WT 22.11.16 DZIEŃ 17-TY SOKOWANIA- PRZYJAZD NA PARĘ DNI KOLEŻANKI

Mieszkanie posprzątane włącznie z myciem okien, drzwi i framug. Podoba mi się. Może być skromnie ale gdy jest czysto to nawet w takich warunkach przebywanie staje się przyjemnością. Miło.  Jestem szczęśliwy- tak po prostu, bez powodu. I jeszcze wdzięczny.

ŚR 23.11.16 DZIEŃ 17-TY SOKOWANIA- PO PROSTU SZCZĘŚLIWY

Dzień zaczęty o 3 w nocy. Po cichym rozruszaniu żeby nie obudzić Ani usiadłem do wykresów, zawarłem transakcję i prowadziłem ją na bieżąco do rana. Lubię to robić. Rano senność 2 godziny porządnego snu. Potem wspólny spacer w lesie. Powrót dzieci, na trening kalisteniki i tak minął dzień. Jestem szczęśliwy. Wdzięczny za życie, za to że po prostu jestem. Nie wiem co się stało ale każdy kolejny dzień mimo nie wprowadzania żadnych zmian to wyraźny przyrost swobody, siły i dynamiki. W końcu pijąc same soki mogę funkcjonować jak dawniej a pod pewnymi względami nawet lepiej bo np. potrafię stać na rękach ponad 10sek i robię muscle-upy bez gumy. Chce mi się żyć.  Pijąc trzy razy dziennie ok. 0,5l rozcieńczonego i klarowanego soku mogę już fajnie funkcjonować wypełniając swoje codzienne obowiązki. Wczoraj po raz pierwszy od dłuższego czasu pomyślałem, że być może to czas na powrót do bloga i dzielenie się z innymi, tym jak to osiągnąłem. Czuję, że teraz już mogę bo będę pisał o czymś do czego doszedłem  a nie jak do tej pory jedynie o przekonaniach.  Nazwa mojej obecnej strony „sukcel” nie pasuje do tematy bretarianizmu więc myślę nad zmianą.

CZ 24.11.16 DZIEŃ 18-TY SOKOWANIA- CHĘĆ WYPRÓŻNIENIA I PRZEŁOMOWY PINGPONG NA LUZIE.

W nocy znów gra na FX. Do powrotu dzieci ze szkoły spacer z Anią nad jeziorem. Fajnie się czuję w jej towarzystwie. Pomimo obecności innej osoby jest spokój, cisza, równowaga pomiędzy rozmowami a milczeniem. Bardzo fajnie przechodzi swój proces.

Synowie chcieli dzisiaj ze mną pojechać na pong ponga i to było przełomowe bo w trakcie gry spostrzegłem, że po raz pierwszy robię to na całkowitym luzie fizycznym, na swobodzie mięśniowej. To spostrzeżenie jeszcze bardziej doładowało i tak wysoką od paru dni energię jaką mam. Boże jak fajnie, dziękuję.

Jeżeli chodzi o odżywianie to oprócz trzykrotnego picia o stałych godzinach łyknąłem troszeczkę na spróbowanie soku z ogórków kiszonych i kapusty kiszonej jakie piła Ania. Ponieważ też Ania chciała spróbować jak smakuje mleko kokosowe z wiórków, którego kiedyś tak dużo piłem więc przygotowałem. A, że wzięła tylko parę łyczków to na wieczorne picie zamiast wodą rozcieńczałem soki tym mlekiem. Już od początku tygodnia mam takie uczucie jakby coś zalegało mi brzuchu. Nie wiem tylko co zrobić by się wypróżnić i gdy dzisiaj wziąłem ten łyczek soku z kapusty, zaraz poczułem jak jelita przyspieszają pomyślałem, że może to trochę pomoże. Czekam dalej.

PT 25.11.16 DZIEŃ 19-TY SOKOWANIA BAL ZMIANOWY Z TORTEM

Dużo spraw dzisiaj załatwiłem ale wszystko zgrane w czasie i się udało. Kluczem było, by na 21 dotrzeć z tortem dla mojej zmiany do Poznania. Poprzedzająca noc to pora na trading, Wyjazd Ani ok. 11. Zostając znów sam, bardzo wyraźnie poczułem, że to czas by wspomóc wypróżnienie. Skoro wczorajszy łyk kiszonki tak działa na jelita to znów wypiłem 0,3l. Potem 0,5l mleka koko i soki owocowe. Do tego sporo łyżek ksylitolu z olejem kokosowym i zakończenie całości szklanką sody oczyszczonej z cytryną i znów ksylitolem. Po ok. 30min zaczęło się i to było najsilniejsze przeczyszczenie jakie miałem w życiu. Może 8 razy. Było jednak inaczej ponieważ po pierwszym „odczopowaniu” za każdym kolejnym razem wylatywała właściwie coraz czystsza woda. PO RAZ PIERWSZY POCZUŁEM ŻE JESTEM OCZYSZCZONY, że złogi już wyszły. Tak intensywna reakcja była męcząca więc jak tylko mogłem pozwoliłem sobie na drzemkę. O 15tej odebranie samochodu z naprawy, odebranie tortu od cukiernika. Na 17:20 trening a po nim szybka kąpiel i wyjazd na uroczystość. Trening był bardzo siłowy na całe ciało i zastanawiam się co  się takiego stało, że nie czuję zakwasów choć przez ponad godzinę daję z siebie 100%.  Po kąpieli sprawdzenie w końcu wagi choć pytanie czy potrzebuję tego skoro mam takiego Powera. Jednak tak, chcę wiedzieć. I tu niestety po zobaczeniu 60kg a więc znów o 1kg mniej przeleciała myśl o słabości, wątpliwość. Od razu poczułem to w ciele jako osłabienie. Natychmiast jednak wybiłem się z tej niewspierającej energii i ukierunkowałem myśli na inne, budujące  tory.

ZABAWA ZMIANOWA- Z braku partnerki nie miałem ochoty na pójście tam samemu więc miało mnie nie być, pomimo,  że na taniec mam zawsze chęć.  Po przyjeździe szefowa kuchni wsparła mnie dając świece z zimnymi ogniami na tort i gdy przyszedł czas zgasiła światła na Sali bym mógł wjechać-ale się zdziwili jak mnie zobaczyli. Było bardzo miło i cieszę się, że choć na chwilę byłem ze swoją zmianą.

tort

Tańczyłem, i fajnie  sobie porozmawiałem z paroma osobami. Gdy tak  ok. północy poczułem jednak zmęczenie, pomyślałem, że już czas na mnie więc pojechałem spać do jednostki i przeczekać do służby jutrzejszy dzień w Poznaniu.  Wracając popłakałem się wzruszony. Stwierdziłem, że dziewczyna, której zaproponowałem wspólną zabawę nie odnalazłaby się tu więc w sumioe dobrze, że byłem sam. Życie znów wybrało dla mnie to co najlepsze. Dziękuję.

SB 26.11.16 DZIEŃ 20-TY SOKOWANIA- CAŁY DZIEŃ ODPOCZYNKU  NA JEDNOSTCE

Pomimo intensywności wczorajszego dnia, wieczora i nocy, oraz tygodnia i tak obudziłem się o 3 w nocy nie śpiąc do rana- planując dzisiejszy dzień, jak tu najlepiej się zrelaksować- wybrałem saunarium. O godz. 8 jednak szybko zasnąłem nie nastawiając budzika i tym razem dobre dwie godziny spałem. To ma być dzień totalnego odpoczynku bez planowania i nastawianie się na cokolwiek. Przedpołudnie przyniosło zmianę chęci z saun na fajne, niszowe kino i znalałem taki film na wieczór. Gdy jednak przyszło popołudnie zamiast kina zjechałem salony meblowe w pragnieniu otoczenia się ładnymi rzeczami, może też poszukania inspiracji dla remontu swojego domu. Ponownie słuchając swoich pragnień dokonała się najlepsza decyzja. W jednym salonie znalazłem idealny prezent świąteczny dla rodziny koleżanki- tablica z dodającymi wiary i otuchy cytatami, których potrzebuje jej rodzina- Wyślę im.

Dzisiaj ewidentnie spowolnienie i osłabienie przez cały dzień. Trochę mnie to niepokoiło ale jak przypominałem sobie jak intensywny miałem wczorajszy dzień daję sobie przestrzeń na osłabienie i wyciszenie. Zauważyłem, że coraz otwarciej mówię o tym, że funkcjonuję na samych sokach, chcę by inni ludzie też wiedzieli że mają wybór. Ponieważ waga cały czas powoli bo powoli ale spada nie wiem czy to trochę nie za wcześnie. Wiem też, że jeżeli teraz wróci do 63 kg i więcej będzie to oznaczało, że rzeczywiście stan liquidarianizmu ugruntował się już u mnie i jest to czas by dzielić się szerzej swoim doświadczeniem chociażby opisując to na blogu. Na razie jeszcze wstrzymuję się, czekam na potwierdzenie odwrócenia trendu spadającej wagi. Sen przed 22.

ND 27.11.16 DZIEŃ 21-szy SOKOWANIA- SŁUŻBA W STRAŻY I  UTRATA PRZYTOMNOŚCI

Przebudzenie po północy, przeleżenie do pierwszej i rozpoczęcie dnia. Do rana przed laptopem sporo zrobiłem. Delikatne dwukrotne ćwiczenia na kręgosłup i oczyszczające limfę.

Potem cały dzień na wyraźnym osłabieniu i cały czas czując zimno. Ubrany w koszarówkę i polara. Brak treningu poza parokrotnym rozruszaniem stawów. Dzień bez wyjazdu przy książce Nicka Vujcica „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń” taka sobie.

Wieczorem bardzo gorący prysznic, po którym zrobiło mi się słabo, poczułem jak odpływam… Podparłem się o parapet i nie wiem po jakim czasie ale ocknąłem się leżąc na przyjemnie zimnej podłodze. Straciłem przytomność a guz z tyłu głowy i obolała kość ogonowa wskazują, że musiałem trochę gruchnąć.  Pierwsze sprawdzenie czy krwawię ale nie. Potem kłęby myśli dlaczego to się stało? Nie mam pojęcia. Wdzięczność, że nikt nie widział. Natomiast pozostało pytanie co dalej z dzisiejszą służbą- jeszcze noc i w takim osłabieniu nie dam rady. Poprosić o zamianę? Przyznam się, że niepokój się pojawił.  Leżałem tak chwilę chłodząc się na tych płytkach aż poczułem potrzebę natychmiastowego wypróżnienia. Dziwne- wstając nie czułem już osłabienia a po oczyszczeniu, jakby ręką odjąć. Osłabienie zniknęło i co więcej czułem jak wraca energia. Wszystko wracało do normy i nie musiałem dłużej się nad tym zastanawiać co dalej. Poczułem wdzięczność. Tylko chciałbym wiedzieć co spowodowało to osłabienie żeby zapobiegać w przyszłości. Gorący, długi prysznic? Zamknięte okna i zaparowana łazienka? To zanieczyszczenie jakie było jeszcze we mnie i właśnie wyleciało? Właśnie- zastanowiło mnie też skąd ta szlaka skoro już tyle czasu nie jem, a dwa dni temu byłem „czysty” i od tego czasu piłem tylko bardzo klarowane soki. Hmmm Nie ważne, ważne, że na koniec dnia wszystko wraca do normy. Dziękuję.

PISANE W PIĄTEK

PN 28.11.16 DZIEŃ 22gi SOKOWANIA- WSZYSTKO WRÓCIŁO DO NORMY- ZNÓW FAJNIE

Po wczorajszej utracie przytomności nie został najmniejszy ślad poza guzem i obolałą kością. Ból był tak silny, że pogodziłem się z nie pójściem na trening. Do wieczora jednak ból zmienił się na zwykłe poczucie dyskomfortu które nie blokowało ruchów więc  trening zaliczony- wdzięczność. Poza tym cały dzień właściwie przed wykresami zawieranie dużej liczby transakcji. Znów emocjonalne zachowania, co nie podobało mi się

WT 29.11.16  „OFF- DAY”  oraz DZIEŃ I NOC ZARWANE NA TRADING

Kolejna każda wolna chwila dnia przeznaczona na siedzenie przed wykresami. Najgorsze, że przeniosło się to także na całą noc i nie spałem. Ciekawe, że nawet nie chciało mi się, jednak to nie powód by tak postępować, brak w tym równowagi, nie ćwiczyłem kręgosłupa, nie oddychałem, nie byłem na spacerze w lesie. Czuję, że przesadzam z forexem, brak w tym równowagi.

Ponieważ dzisiaj jest ostatni dzień listopada to w porze drugiego picia zaszalałem i chcąc przetestować listopadowego burgera miesiąca kupiłem- był pyszny. Nie zjadłem jednak tylko całego właściwie po przeżuciu wypluwałem- chodziło o smak. Jedynie sok z pomidorów i czosnkiem wypiłem po rozcieńczeniu wodą trochę się opijając bo w sumie  było tego ponad 0,5l.  Chciałem w ten sposób uczcić miesiąc bycia na samych sokach w przestrzeganiu ustalonych zasad picia- zadowolenie z siebie! Pierwszy raz wykazałem w tej kwestii tak silną konsekwencję. Dumny. Nagroda wskazana! A że padło na smakowanie burgera niech będzie tym bardziej, że nie połykając ani kęsa zaskoczyłem sam siebie w pozytywnym sensie.  Po odwiezieniu Szymonka pozwoliłem sobie jednak na dalszą część uczczenia konsekwencji i kupiłem trzy różne czekolady, ptasie mleczko, lód a słodkość smaku przełamywałem popijając zsiadłym mlekiem. To na wieczór. Oczywiście niewiele zjadłem z tego gdyż, jakoś szybko się nasyciłem.

ŚR 30.11.16 SŁUŻBA I DRUGI DZIEŃ NIEPLANOWANEGO OFF’A

Po nieprzespanej nocy wystarczyło, że w do południa się zdrzemnąłem na nie całą godzinkę. To wystarczyło mi, by znów mieć rozpierającą energię.

W trakcie służby coś jednak się wydarzyło, że zacząłem zagęszczać pożywienie. Nie potrafię powiedzieć co. Zaczęło się od wypicia kwaśnego na occie soku z buraków jaki został po surówce którą robili chłopacy. Dorzuciłem do tego łychę ziemniaków z masłem i cebulką i zaczęło się. Podjąłem decyzję, że chcę uczcić połowinki i po miesiącu bycia na samych sokach, a przed przejściem na kolejny etap jeszcze większego ich rozcieńczania ze  zmniejszeniem  wypijanej jednorazowo ilości,  chcę dzisiaj znów poczuć różne smaki.  Od popołudnia do 4 rano właściwie non stop jadłem. Przede wszystkim produkty mleczne. Najpierw 1,5 litra lodów, potem serki homogenizowane i jeżeli już jem to chcę poznawać nowe smaki- padło na ser marscapone ale bez szału. Paczka moich lubionych chrupków orzechowo- kukurydzianych i paczka chlebków pszenno- ryżowych, grubo posmarowana masłem. W nocy, jak już wszystko wyjadłem, mimo dyskomfortu z przejedzenia, jeszcze  wyjadałem to co było w lodówce a wydawało mi się, że zostało z poprzednich zmian. Nawet jajko ugotowałem co leżało odłogiem. Dużo musztardy, ketchupu, cebula i ogórki w occie. Generalnie wszystko, wiele smaków z przewagą ostrych. Przyjemność mimo bólu rozepchanego żołądka i jelit. Zupełnie nie chciało mi się spać. Przesiedziałem przed wykresami prowadząc otwarte pozycje i czytając do końca książkę Nicka Vujcica. Dopiero ok. 4 zdrzemnąłem się do 7 co mimo objedzenia w zupełności wystarczyło by fajnie, znów z godzinną drzemki w ciągu dnia przejść przez następny dzień.

TYDZIEŃ 05.12-11.12 TYDZIEŃ OBJADANIA SIĘ WSZYSTKIM

W planie to miał być tydzień oczyszczania. Nie pamiętam co się stało, że jednak to był kolejny tydzień objadania się włącznie z burgerami, hotdogami. Niestety. Nie rozumiem siebie. Wiem, że sięgając po mięso przyczyniam się do cierpienia zwierząt i nie chcę tego, a mimo to smak mięsa sprawia mi przyjemność.

Jak się okazało tydzień zakończony w niedzielę urodzinami synów które wyprawiała ich mama. Tak sobie myślę, że może jadłem jeszcze w tym tygodniu żeby na tej uroczystości spróbować torta jakiego zrobiła moja córka? Gdybym się oczyścił być może szkoda by mi było znów obciążać ciało . A tak jadłem przy wszystkich bez żadnego skrępowania co pomyślą. Widzą, jak propaguję bretarianizm i mimo tego czułem się swobodnie.  W końcu fajny luz, swoboda emocjonalna. Na szczęście jak się okazało to było pożegnanie z jedzeniem- przynajmniej w perspektywie przyszłego tygodnia.

TYDZIEŃ 12-18.12.16 POWRÓT DO SOKOWANIA I DNI NA SUCHO

No proszę, cały tydzień bez wysiłku minął bez jedzenia. Co więcej, na zmianę z dniami suchymi. W dni treningowe czyli  PN, ŚR, CZ- trzy razy dziennie picie delikatnych soków. We  WT, CZ,  SB dni suche i to nawet w sobotę podczas służby. Tak, w dni suche jestem osłabiony, spowolniony ale mogę funkcjonować. Ponadto wystarczy jedno napicie się następnego dnia i energia wraca. Po każdym dniu suchym robiłem lewatywę wspomaganą piciem czegoś, co wspomaga wypróżnienie. W moim przypadku to woda po ogórkach kiszonych, potem soki owocowe (gruszka, śliwka) ze sporą ilością ksylitolu i oleju kokosowego. Pędzi jak licho a ile syfu wypływa?! Wystarczyło 10dni objadania się! Jeżeli chodzi o sen  to niestety 4 godziny już nie wystarczają, a nawet mam wrażenie, że więcej potrzebowałem bo oprócz 8 godzin snu w nocy także muliło mnie na drzemki w ciągu dnia. Być może jednak to efekt wysiłku do jakiego zmuszam ciało czyszcząc jelita. Tęsknię do tych 4 godzin.

PODSUMOWANIE LISTOPADA-MIESIĄCA SOKOWANIA

Najcenniejsze, co osiągnąłem na koniec listopada, to świadomość, że możliwość życia bez konieczności jedzenia i to w pełnym zdrowiu, radości, wdzięczności przy mega energii i wzrastającej sile fizycznej, tylko pijąc rozcieńczane i klarowane soki w ilości trzy razy dziennie po ok. 0,5l stała się faktem. Moim celem było życie zupełnie bez konieczności jedzenia i picia ale zważywszy, że jeszcze dwa lata temu byłem osobą wpychającą w siebie dosłownie wszystko i bez zahamowani ilościowych, uważam, że to i tak ogromna zmiana.

Ponadto korzystając z wiedzy zdobytej na kursach NLP i hipnoterapeutycznych, robiąc z picia systematyczny, stały i powtarzalny codzienny rytuał potwierdziłem pogląd, że jesteśmy istotami nawykowymi. Większość naszych decyzji i działań to wynik nawyków tylko przeważnie nieświadomych. Miesiąc na systematycznym sokowaniu co do ilości i czasu pokazał jednak, że zawsze możemy wykształcić w sobie świadome nawyki, które będą wspierały nasze cele i to cele bez względu z jakiego obszaru- nawet z tzw. obszaru duchowości gdzie wydawałoby się, że nie ma miejsca na umysłowe, rozumowe działania. Jest- mamy wspaniałe narzędzie jakim jest rozum i zawsze możemy go wykorzystać do rozwoju w każdej dziedzinie życia czy to fizycznego, emocjonalnego, mentalnego czy duchowego…  Powrót jednak do jedzenia pokazał, że żaden, nawet najbardziej wspierający nawyk raz wykształcony nie jest nam dany na zawsze.  I nawet po ugruntowaniu go, a być może właśnie wtedy kiedy będąc pewni stałości tego nawyku słabnie nasza uważność,  niezbędna jest właśnie szczególna uważność, szczególnie gdy świat na zewnątrz nas w którym przebywamy nie jest wspierający. Co więcej umysł jak tylko po miesiącu znów poczuł połechtanie na podniebieniu znalazł przynajmniej 100 ważnych dla mnie argumentów przemawiających za powrotem do jedzenia, przynajmniej na jakiś czas. Nie mniej w mojej świadomości już na zawsze pozostanie ślad, że życie bez konieczności jedzenia to fakt… 🙂

 

Dodaj komentarz