2015-XII-PIERWSZY PROCES: 7 nic / 7 woda / 3 soki /

„Żeby wykorzystać możliwości, które się pojawiają w życiu nie wystarczy  tylko być  w odpowiednim miejscu i czasie- trzeba  jeszcze być odpowiednio przygotowaną osobą  na zaistniałe okoliczności” 

 inedianin

Pragnę podzielić się doświadczeniami z 21-dniowego procesu-postu jaki zrobiłem.( tydzień bez jedzenia i picia, tydzień na 30% soku z pomarańczy i tydzień na 50% innych sokach) I pomimo, ze po jego przeprowadzeniu wróciłem do jedzenia stałego to może to czego doświadczałem oraz „błędy” jakie popełniłem, komuś się przydadzą. Coraz więcej osób wybiera tę drogę więc im będzie więcej informacji na ten temat, nawet jeżeli nie przyniosły pożądanego efektu, tym kolejnym osobom może być łatwiej.  Opisy i przemyślenia  przedstawianych tu  sytuacji zgodne są z poziomem świadomości na daną chwilę. Dopiero wraz ze zdobywaniem kolejnych doświadczeń Świadomość ewoluowała i przychodziło wytłumaczenie wielu wcześniejszych, niezrozumiałych dla mnie samego zachowań.

Pierwsza informacja, że są osoby potrafiące utrzymać ciało w świetnym zdrowiu i sprawności bez konieczności jedzenia pokarmów stałych oraz picia trafiła do mnie w 2014r na półtora roku przed opisywanym tu procesem. Wówczas jednak przeszedłem obok tego zupełnie obojętnie, traktując to jako dziwaczną ciekawostkę. Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że ja wkrótce również podejmę działania by móc żyć bez jedzenia pomyślałbym, że nie wie co mówi. To był jednak czas kiedy bardzo intensywnie pracowałem ze swoją świadomością, przekonaniami, podświadomością  więc gdy po ok. roku ponownie trafiłem na ten sam film nie mogłem się od niego oderwać i zafascynowany zacząłem zgłębiać ten temat docierając do coraz większej liczby świadectw tak żyjących osób z całego świata. W tym okresie byłem osobą jedzącą dosłownie wszystko włącznie z mięsem, fastfoodami i dużymi ilościami cukru w postaci słodyczy.

„Staję się tym co chłonę”

 Pierwszym i najważniejszym organem jaki karmię czy chcę czy nie jest Świadomość, tak więc jestem takim człowiekiem jaką mam świadomość. W zależności od tego jakie przekonania i wzorce dali nam opiekunowie, a potem jakimi informacjami  sami się karmiliśmy poprzez media, znajomych wśród których się obracaliśmy, tacy się staliśmy. „pokaż mi trzech swoich najlepszych znajomych a powiem Ci kim jesteś… mówi aforyzm. Tak i ja dopiero gdy zacząłem karmić swoją świadomość innymi niż dotychczas treściami zacząłem dostrzegać otaczający mnie świat i ludzi zupełnie inaczej dzięki czemu dostrzegłem i zainteresowałem się inedią.

Zgłębiając temat z  czystej ciekawości, choć nie planowałem żadnych zmian, zmieniałem swoją swiadomość i nawet nie zauważyłem jak zmienia się sposób odżywiania. Najpierw po zainspirowaniu się artykułem  o detoksykacji cukrowej chciałem tylko sprawdzić czy i u mnie wystąpią objawy głodu narkotycznego. To miało trwać tylko 14 dni ale po tym okresie stwierdziłem, że jest fajnie i całkowicie wyeliminowałem produkty z dodatkiem cukru.(największe zdziwienie było gdy odkryłem, że nawet ketchup, chrzan i musztarda mają dodawane cukry) Następnie nabrałem niechęci do mięsa, zacząłem widzieć w tych pokarmach nie mięso ale zabijane zwierzęta, moje ciało odmawiało przyjmowania mięsa. Uwielbiam mleko i jego przetwory, sery, jogurty itd. Ale gdy codziennie trafiasz na informacje, że to nienaturalne gdy dorosły ssak spożywa mleko to automatycznie jakby zmieniał się smak tych produktów. Kolejna partia produktów sama się wyeliminowała. Na tym etapie, widząc jak dużo jest bratherian, w pełni się przekonałem, że jest to naturalny stan człowieka i kazdy może tak żyć. Z miesięcznego odżywiania paleo przeszedłem na dwutygodniowy weganizm jedząc przez dwa tygodnie tylko surowe produkty- owoce i warzywa, by przez kolejne dwa jeść same owoce zakończone nieplanowanym zaprzestaniem przyjmowania pokarmów stałych i picia zupełnie. Niczego nie planowałem ani pod względem czasu ani rodzaju produktów, to samo następowało. Po prostu podążałem.

Cały ten „proces” odbywał się bez wysiłku, bez najmniejszej siły i dlatego teraz gdy ktoś pyta się mnie jak może osiągnąć jakikolwiek cel odpowiadam- zmień swoją świadomość. Nakarm ją i karm systematycznie informacjami wspierającymi twój cel.  Chcesz być milionerem? To Czytaj, oglądaj filmy, jeżeli masz możliwość otaczaj się tymi co osiągnęli miliardy. Chcesz schudnąć 10kg? To znajdź i dowiedz się jak najwięcej o osobach które schudły 20kg zachowując zdrowie i energię. Po zmianie świadomości zmieniają się przede wszystkim podejmowane działania co przekłada się na osiąganie innych rezultatów. Mierz jednak wyżej niż to, co chcesz osiągnąć. Analizując swój przykład czytając o inedii, jej zaletach, wolności jaką daje, samemu nie stałem się inedyjczykiem ale z łatwością przychodziło mi stanie się fruterianinem i wszystkie wcześniejsze etapy.  Tak więc znajdź osoby, przykłady które wykraczają poza cel jaki chcesz osiągnąć i karm swoją swiadomość ich doświadczeniami a twój cel stanie się szybko twoją rzeczywistością….

WCZEŚNIEJSZE DOŚWIADCZENIA Z POSTAMI:

18r.ż Pierwszy post bez posiłków stałych, który trwał 5 dni. Piątego dnia jednak silne rozwolnienie,  przestraszyłem się i przerwałem. Dałem  spokój na ok. 10lat.

30 r.ż jakoś tak się złożyło, że znów wpadła mi do rąk książka z młodości i poczułem chęć ponownego odbycia postu. Tym razem miało być 15 dni. Przygotowałem się zbierając jak najwięcej informacji o tej technice którą wtedy zastosowałem. Gdy przyszło pierwsze oczyszczanie 5tego dnia byłem na to przygotowany- pamiętałem to uczucie sprzed 10lat. Jednak gdy 9tego dnia ponownie rozwolnienie przeszło moje najśmielsze oczekiwania a mój organizm odmawiał przyjmowania zalecanych 1,5 litra wody znów przestraszyłem się, że odwodnię i przerwałem. To była zima i pamiętam, że kiepsko się czułem, było mi zimno i słabo. Bardzo szybko jednak wróciłem do sił. Kwestia dwóch dni.

No i obecny czas…

LIPIEC 2015

Korzystając z tego, że dzieci są na obozach i mam więcej czasu dla siebie zacząłem szperać w internecie gdzie przyciągnął mnie wywiad Veni na NTV  tak silnie, że nie mogłem przejść obok tego obojętnie. Cały weekend od rana do wieczora spędziłem na oglądaniu i dowiadywaniu się co to jest ta inedia.  Dodatkowo filmy i e-book Joachima M Werdin dostarczyły mi mega dużo informacji. Dziękuję.

DZIEŃ 1

Uwielbiam jeść, nawet wczoraj objadłem się właśnie przyrządzonym dorszem a tu rano poczułem, że nie chcę jeść. Wręcz nie mogę. Czuję się pełny i przejedzony. Będąc jeszcze w pracy nie zjadłem śniadania więc skoro tak to w tym momencie zapadła decyzja, że dobrze, nie jem dopóki nie poczuję, że to mój organizm domaga się paliwa stałego i wtedy dam mu to i tyle w sposób świadomy tak jak mówi o tym Joachim. Ostatni post podczas którego tylko piłem przeprowadziłem może z 10 lat temu i trwał 9 dni. Od tamtego czasu jadłem właściwie wszystko.

Powrót do domu zbiegł się z porą obiadową- dwie silne kotwice i przyzwyczajenia żywieniowe. Wchodząc do domu od razu poszedłem do swoich ziarenek co zawsze robiłem ale zanim zjadłem je, zastanowiłem się czy to rzeczywiście mój organizm tego chce. Okazało się, że nie jestem głodny, że to tylko rytuał jaki sobie wytworzyłem wchodząc za każdym razem do domu i tym razem nie zjadłem. Do końca dnia poczułem jeszcze parę razy głód ale skupiając się na nim odkrywałem, że  pojawia się on bo jest akurat godzina posiłku lub raz odkryłem, że chcę jeść ponieważ się nudzę. (Pracowałem przy komputerze i chcąc zrobić sobie przerwę jak zawsze poszedłem do lodówki coś przekąsić). Ponieważ jednak to nie był głos i potrzeba mojego organizmu dzisiaj nic nie zjadłem. Dopiero w nocy po dwóch godzinach rozmowy przez telefon poczułem pragnienie które rozpoznałem, że jest z ciała więc  wypiłem bardzo powoli ok. 50 ml wody. Zasnąłem od razu.

Ciało- Jeżeli chodzi o ciało to nie było sensacji. Dopiero co usłyszałem o możliwości życia bez jedzenia. Chciałbym jak najwięcej wiedzieć o możliwych reakcjach mojego ciała więc cały czas czytam, oglądam i słucham.

Psychika- dużo chodziłem po lesie, na boso, medytowałem, trochę ćwiczyłem. Taki normalny dzień. Forexem się nie zajmowałem ponieważ dzisiaj był dzień czerwony.

DZIEŃ 2

Dzieci wróciły z obozów więc do 18 jesteśmy razem. Nie szalałem, raczej spokojne zachowanie ale bez medytacji, kontemplacji czy innego sposobu wyciszenia. Chciałbym bardziej energetycznie zajmować się dziećmi ale są już tak duże, że zwykłe zabawy i wygłupy, które do tej pory były naszym sposobem na bycie blisko teraz czuję, że nie wystarczają.  Wyrosły już  z tego a ja nie znalazłem jeszcze innego sposobu na wspólny czas.

Wieczorem robiąc oczyszczanie jelita z ok. 2l wody z cytryną i solą nie wyszło za dużo syfu, bez tragedii. Do tego wypiłem pół szklanki lekko osolonej wody by przeczyściło również jelito cieńkie.  Pomimo, że potrzebuję samotności, odizolowania nie potrafiłem odmówić spotkania ze znacząca dla mnie osobą. Tak- postawiłem kogoś innego nad tym czego ja pragnąłem i czego chciałem. Psychika- bardzo dobrze, pewność co do procesu ale od południa i wieczorem zdenerwowanie że nie jestem sam. Rozmowa, nawet samo słuchanie mnie męczy. Potrzebuję ciszy. Ciało tak se, bez sensacji.

DZIEŃ 3

Rano zrobiłem sobie medytację w przestrzeni serca i poleżałem czerpiąc energię z Ziemi. Będąc z dziećmi do 17 czułem jak nie mam tyle energii co zawsze. Potem pojechałem z córką po owoce na obiad- ryż ze zrobionym musem z jabłek i innymi owocami jakie sobie powybierały. O dziwo nie kusiło mnie i nie było to problemem, że nie jem. Wypiłem jedynie parę łyków wody. Po porze obiadowej pozmywaniu poczułem spadek energii więc położyłem się na godzinkę.

Po odwiezieniu dzieci i powrocie wieczorem do domu uczucie wyjątkowej słabości i tym razem odmówiłem spotkania mówiąc, że chcę pobyć sam. Pod wpływem nalegań przesunąłem je jednak na 20tą, do tego czasu robiąc pół godzinną drzemkę i naprzemienny prysznic gorąco-lodowaty by podbić energię.  Poczułem też, że przed parugodzinnym spacerem mam ochotę na grejfruta więc pozwoliłem sobie na 1 gryza razem z miąższem. Potem do nocy  4km spacer.  Ciało- osłabienie. Umysł- niezadowolenie, że nie mogę być sam. Potrzeba samotności, medytacji, Emocje- podirytowanie kobiecą rozmownością której jednak nie przerywam, dystans…

DZIEŃ 4

Niestety jeszcze większy spadek energii jak wczoraj. Komplikacje z samochodem przy którym okazuje się, że jest coraz więcej do naprawy. Pieniądze topnieją i coraz większy niepokój z tego powodu. Myślę nad rezygnacją z wyprawy do Gruzji. Dzień z dziećmi bardzo stonowany, dzisiaj gotowałem im  pomidorową na jutro. Wieczorem doświadczenie agresji ze strony pewnej osoby. Chyba nie wzbudziło to we mnie emocji. Piękny wewnętrzny spokój mimo atakującej burzy na zewnątrz. Tak jak nie mamy wpływu na pogodę i musimy do niej się dostosować, tak i czasami jest w relacjach z pewnymi ludźmi. Fajnie jest znaleźć w sobie miejsce gdzie nie docierają wiatr i deszcz. Teraz takie doświadczenia traktuję jako świetną okazję do obserwowania swoich emocji. Moje reakcje na te agresje są tylko lustrem mojego wnętrza. Spokój czy są jakieś niepokoje? Jeżeli są to znaczy, że muszę nad czymś popracować. W myślach wysyłam Miłość takiej agresywnej osobie i wdzięczność, że pokazała mi jakąś część mnie, która prosi o uwagę.

Wieczorem mając czas tylko dla siebie był długi spacer do lasu i czytanie ebooka o  niejedzeniu Joachima.

Ciało- brak energii, od rana czułem suchość w ustach i zwiększone pragnienie więc  przez cały dzień popijałem wodę małymi łyczkami. W sumie może wypiłem z pół litra wody.

Umysł- za dużo spraw przyziemnych- mechanik-naprawa auta i rosnące koszty, atak agresji,  a za mało medytacji i bycia w przestrzeni serca w czuciu tej Bezwarunkowej Miłości. Dzień na umyśle a nie w sercu…

DZIEŃ 5

Od rana do godz 13 załatwianie naprawy samochodu. Kolejne wydatki i niepokój czy dam radę finansowo. Piąty dzień niejedzenia. Wypite ok. 0,5l wody małymi łyczkami co jakiś czas przez cały dzień. Jutro służba w straży, nie jestem głodny ale nie wiem co zrobić by mieć więcej energii, czuję się jak anemik. Waga spadła z 73 do 64kg. Czytam książkę Joachima i szukam sposobu na podbicie energii. Na razie nie znajduję więc żeby móc pełnić swoje role w świcie matrixa decyzja zakończenia postu. Pierwszy posiłek po pięciu dniach- ok. godz 16. Wiem, że to kwestia psychicznego i mentalnego nastawienia że po tym będę miał więcej energii ale dopóki nie znajdę innego sposobu na podbicie energii to słucham siebie i postępuję zgodnie z tym co uważam za słuszne na tę chwilę. Zauważyłem, że po pierwszym skosztowaniu włączył się jakiś mechanizm i chciałem wręcz pożerać to co przygotowałem (owoce). Obserwowałem siebie i starałem się opanować. Mimo świadomości i tak jadłem i połykałem szybciej niż chciałem. Czułem pracę jelit i burczenie w brzuchu. Po tym posiłku stwierdziłem, że mogę iść na Jogę.

Do końca dnia nie czułem już głodu, nie jadłem. Ciekaw jestem jak przeleci jutrzejszy dzień w straży. Nie chcę jeszcze wracać do jedzenia. Myślę o ostatnich tygodniach-znów seria niekorzystnych zdarzeń…

DZIEŃ 1 JEDZENIA

Rano po 3 godzinach snu pobudka i o 5 wyjazd do pracy. Wczoraj doczytałem o sposobie podnoszenia energii przez wchłanianie prany. Przed wyjazdem wykonałem ten proces na ogrodzie. Na razie nie czuję rozpierającego Powera. Śniadanie w pracy to parę łyżek paćki owocowej z łyżką płatków owsianych które bardzo dokładnie przeżułem. Jadłem bardziej dla towarzystwa lub by poczuć więcej energii której potrzebuję  w razie interwencji niż z głodu. Póki co do południa nadal ospałość i wyraźna słabość mięśni. Drzemka ok. 30 min. Na obiad trzy trójkąty pizzy z serem. Tak, miałem na to ochotę. Wieczorem były zajęcia sportowe siatkówka ale ruszałem się jak w zwolnionym tempie. Nadal bez energii.

DZIEŃ 2 JEDZENIA

 Zawoziłem dzieci na wakacje 400km. Na śniadanie nie byłem głodny ale zjadłem to co dzieci zostawiły- pół jajka, łyk kakao, Nie miałem na to ochoty ale zjadłem wg starego programu by się nie zmarnowało, by nie wyrzucać. Po drodze jabłko, pół pomarańczy, banan.  Zostawiłem dzieci u dziadków i po 10 min wracałem z powrotem 350km. W drodze powrotnej  spacer, potem poczułem głód. Ewidentnie poczułem chęć na zasmażany ryż z warzywami. Nie było ryżu ale najbliższy temu był ryż z brokułami w chińskiej restauracji. Po dwóch kęsach uczucie sytości.  Głupio mi jednak było zostawić by nie pomyśleli że nie smakuje (kolejny chory program) więc jadłem nieco na siłę. Powoli przeżuwając co zajęło mi prawie godzinę a i tak może z pół porcji zjadłem, resztę zostawiłem. Niestety do końca dnia odbijało mi się tym jedzeniem, źle się czułem. Nadal brak medytacji i duchowości w dzisiejszym dniu, myśli nie pilnowane same wędrowały podczas drogi gdzie chciały. Jedynie gdy schodziły na jakieś negatywne kierunki to zawracałem je.

DZIEŃ 3 JEDZENIA

Rano nie miałem ochoty na jedzenie wiec pierwszy posiłek późno ok. 12, nadal ziarenka z owocami. Pytam czy mam ochotę na mleko ale ewidentnie nie. Jest to zmiana do tego co było przed postem kiedy bardzo dużo go piłem.

Następny głód wieczorem ok. 18 i tym razem ogromna chęć na fastfooda- cheesburgera z sheakiem. Mimo zdziwienia i niezrozumienia, że tak bardzo chcę fastfooda kupiłem. Jadłem pomału choć jakaś część mnie pragnęła łapczywości by pochłonąć to w jednej chwili. Dałem sobie jednak czas… świetnie się czułem jednak nadal dziwię się wyborowi.

DZIEŃ 4 JEDZENIA

Na śniadanie chęć na mus z  owoców z ziarnami.  Następny głód późno bo ok. 17-nadal zdrowo ale potem masakra… pół kalafiora i uczucie przesytu. Mimo tego chwilę potem pochłonąłem ptysie, a za ptysiami śledzie w śmietanie, potem parę kanapek z serem topionym… Jadłem łapczywie mimo sytości… Na pewno nie należało do potrzeby ciała… co to było? Co mam przepracować? Źle się czułem do końca dnia… ból brzucha.

DZIEŃ 5 JEDZENIA

Nadal poza sferą duchową, bez zagłębiania się w siebie tylko przyjmowanie nowych informacji, danych z zewnątrz- zaczytałem się w stronę Mariusza Alin i temu poświęcam cały czas.

DZIEŃ 6 JEDZENIA

Cały czas uczucie słabości, najchętniej leżałbym cały dzień, jakbym nie miał mięśni i energii. Poszedłem pobiegać ale z ok. 4 km połowę przeszedłem, dodatkowo ból w kolanie nie wiem skąd… co jest grane?! Nadal brak energii której nie przywraca powrót do jedzenia- co jest?

Potrzebuję więcej bycia w sercu. Nie wiem jak Tam wrócić… Przyziemność teraz jest. Większość czasu spędzana wśród niewspierających osób i miejsc- ciężko zachować mi przestrzeń serca. Szukam sposobu by odnajdować się w nich, z drugiej strony tłumaczę sobie, że przecież mogę to potraktować jako możliwość pracy nad sobą i jeżeli utrzymam przestrzeń serca w takich warunkach, w takich miejscach, to niewiele innych okoliczności będzie mnie wybijać. Zauważam, że te miejsca mogą pełnić taką rolę jak  odczucie agresji kierowanej w moją stronę, co kiedyś wyzwalało silne emocje nad którymi nie potrafiłem zapanować. Nie chciałem się jednak zgodzić by emocje mną rządziły więc dla zachowania  wewnętrznej równowagi rozpocząłem poszukiwanie i pracę nad sobą z korzyściami wykraczającymi daleko poza emocje.

DZIEŃ 7 JEDZENIA

Kolejny dzień braku umiarkowania w jedzeniu. Poszukiwanie dlaczego to robię.  Kombinuję by nazwać towarzyszące temu emocje- przyjemność, radość, ekscytacja, zatracenie się.. co one mi przypominają? Co mają mi zaspokoić co miałem kiedyś  a teraz nie mam, bo innej przyczyny nie może być… Seks?-nie. Treningi?- też nie.  Pasja?! Najbliżej tego stanu byłem kiedyś gdy zajmowałem się fotografiką, robiłem zdjęcia a potem zatracając poczucie czasu całą noc wywoływałem nie czując zmęczenia.. to uczucie kompetencji, świadomość fajnych wyników tego co sioę robi. Zadowolenie, duma z nich. Od paru lat moją pasją jest FX a wyniki nie są zachęcające. Jedzenie bez umiaru ma mi zastąpić poczucie kompetencji na forexie?…     Szukam rozwiązania, chcę słuchać siebie, proszę o zdolność wglądu.

Widzę też drugi powód objadania się. Dzisiaj sobota, w pracy czyszczenie lodówki. Te  pozostałości z tygodnia zostaną wyrzucone do śmieci. Widzę  swój program- nie chcę by to się zmarnowało bo przecież ludzie umierają „z głodu” więc zjadam.

Wieczorem przed snem chciałem przeprowadzić kontemplację bierności opisaną przez Joachima ale cały czas przepełniony żołądek nie pozwał mi zapanować nad myślami. Byłem bardzo przyziemiony. PO 15 min odpuściłem i poszedłem spać. Sen przyszedł szybko.  Dużo odkryć. Dziękuję.

I tak skończył się mój pierwszy od 10 lat post.

SIERPIEŃ 2015

Ostatni czas to seria artykułów na jakie trafiam o szkodliwości cukru. Ostatni z nich:

https://zyciepodpalmami.wordpress.com/2015/09/05/jak-odstawienie-cukru-wplywa-na-twoj-mozg/

Nie ma w  życiu przypadku. Cukier jest produktem którego nadużywam najwięcej. Wielokrotnie podchodziłem do wyeliminowania go i podczas parudniowych postów nie mam problemu z jego brakiem. Gdy jednak wracam do jedzenia potrzeba słodkiego szczególnie po posiłku jest tak silna, że nie potrafię się oprzeć. Żartuję sam z siebie, że potrafiłbym przejść   obok atrakcyjnej, seksownej kobiety ale widząc otwarte np. ptasie mleczko lub któreś z moich ulubionych ciast, czyli jabłecznik lub sernik, byłoby krucho. Dlatego postanowiłem rozpocząć swoją kolejną podróż, tym razem ku poznaniu siebie, 14 dni bez cukru przy jednoczesnym spożywaniu normalnych posiłków. Jestem ciekaw jak u mnie będzie wyglądał ten okres. Traktuję cukier jako nałóg taki sam jak u innych są papierosy, alkohol czy cokolwiek więc reakcje organizmu na odstawienie mogą być podobne.

Dałem radę! Okres tych 14tu dni przebiegł bez opisywanych przez autora objawów odstawienia narkotyku, a po tym okresie brak cukru w diecie stał się czymś normalnym więc już nie wróciłem do dawnych nawyków. Co więcej wraz z czytaniem o inedii naturalnie wszedłem w następny krok odpadnięcia z mojego pożywienia mięsa. Od czasu do czasu jedząc jeszcze rybę.

WRZESIEŃ 2015

Coraz większa fascynacja możliwością życia bez jedzenia. Wraz z pogłębianiem świadomości trafianie na coraz większą liczbę osób odżywiających się wyłącznie Światłem. Nie miałem pojęcia, że ten proces zmiany pobierania Życiowej Energii obejmuje już taką ilość ludzi. Czytając, oglądając o nich przejście na odżywianie praniczne wydaje się kolejnym naturalnym i oczywistym etapem rozwoju ludzkości. Ja tymczasem nie wiedząc kiedy zacząłem odżywiać się tak jak weganie- tylko surowe produkty.

PAŹDZIERNIK 2015

Od początku października tylko na surowych warzywach i owocach. W połowie miesiąca wyeliminował się nabiał, przestałem czuć potrzebę jedzenia nabiału więc po co się zmuszać? Podobnie kawa którą piłem codziennie po obiedzie, coraz słabsza aż pod koniec miesiąca właściwie zupełnie odstawiona. Bez planowania, bez jakiś celów, bez wysiłku, bez walki ze sobą- samo wsłuchanie się w to co wypływa z organizmu i podążanie za tym. Dlatego może raz na parę dni gdy czuję chęć to wypiję słabą kawę. Dobrze się czuję spełniając swoje potrzeby. Złapałem się na pewnym zachowaniu.  Jedząc same warzywa i owoce oraz nie więcej niż ilość jaką potrzebuje mój organizm, czuję że chwilami rozpiera mnie energia i wtedy idę i coś chapnę nie będąc głodnym. Tak jakby dalsze jedzenie miało odbierać energię a nie jej dostarczać. Muszę się temu przyjrzeć i odszukać jakiś inny sposób wykorzystania nadmiaru tej energii. Cały miesiąc systematycznie chodziłem trzy razy w tygodniu na treningi aikido oraz pracowałem w straży. Świetnie się czuję.

LISTOPAD 2015…

ND 01.XI.15

Cały czas bardzo mocno wsłuchuję się to co mi mówi moje ciało. Spacer lasem nad jezioro. Chyba pierwszy raz poczułem, że myśli i ciało są razem, tak jakbym był w sobie i po raz pierwszy patrzył swoimi oczami. Gdzie ja byłem do tej pory?  Nad wodą pragnienie wykąpania się- teraz. Temperatura ok. 5st a ja szukałem ustronnego miejsca by wejść do wody. Byli ludzie, nie miałem pojęcia jak zareaguje mój organizm więc odpuściłem. Zamiast tego zaszyłem się w ustronnym miejscu i medytowałem bez zbędnego okrycia ciała. Powrót na boso. Nie wiem co się dzieje ale zmiany zachodzą bardzo szybko. Ponieważ po paru godzinach od powrotu do domu czułem potrzebę ogrzania zrobiłem sobie rozgrzewającą gorącą kąpiel. W trakcie przyjemne rozluźnienie ale potem fatalne rozleniwienie.  Zrobiłem przez las ok. 6km. O dziwo po powrocie nadal nie czułem głodu. Obserwowałem siebie pod tym kątem ale nie czułem potrzeby jedzenia. Były takie chwile wracając w lesie ale gdy pytałem sam siebie co to jest, znikały. To nie był widocznie głód tylko przyzwyczajenie. Może akurat była godzina w której zawsze jadłem.  Od 2 tygodni jestem na samych surowych warzywach i owocach, nie objadam się a i tak codziennie chodzę do toalety. Jedząc dużo bekam. Nie wiem co to oznacza.

Od połowy miesiąca jem tylko owoce. Znów nie planowałem tego… Czytając wciąż o inedii i o różnych technikach oczyszczających co jakiś czas stosuję to o czym czytam, czy to lewatywę czy oczyszczanie całego przewodu pokarmowego lub kąpiel odrobaczająca w ziołach po której glizdy same wychodzą przez skórę.

GRUDZIEŃ 2015

05.12.15 DZIEŃ Z DZIEĆMI

W ramach Mikołaja poszliśmy na hamburgera do dobrej restauracji- ja z  samymi warzywami i sosami. Zjadłem z przyjemnością także ciemną bułkę pszenno-żytnią. Jedyny od miesiąca posiłek inny niż owoce. Nieukrywana radość z doświadczanych smaków.

08.12.15

Próbowanie przeróżnych potraw jakie zostały po imprezie-wszystkiego. Także słodkie rzeczy, pierniki, snikers, czekolada. Ponieważ jednak chodziło tylko o doznania smakowe to nie połykałem wypluwając. Czułem jak włącza mi się łakomstwo ale jednocześnie, że ciało tego nie chce. Miałem emocje więcej więcej, jeszcze… którym się przyglądałem. Dopiero u siebie nasycenie się owocami delektując się w pełni ich smakami. Kurcze cały czas jedzenie wyzwala we mnie jakieś emocje. Co mam przez to zobaczyć?

09.12.15 SŁUŻBA W STRAŻY

Po południu godzinny mecz w nogę- dużo energii,  Po powrocie poczucie pragnienia. Zamiast wody zjedzona połowa melona. Jadłem do wieczora na zmianę z innymi owocami znów przejadłem się co sprawia mi przyjemność. Odkąd jem owoce właściwie zupełnie nie piję wody ani żadnych innych płynów.

 10.12.15  NORMALNY DZIEŃ

Dzień z dziećmi, dużo energii przez cały dzień, wieczorem bieg do lasu, ćwiczenia wytrzymałościowo- siłowe.  Powrót do domu na boso. Potem obżarstwo, cały czas tylko owoce- zjadłem wszystkie jakie miałem. Nadal dużo energii, spanie ok. 23.

11.12.18 r.- DZIEŃ 1  NIEJEDZENIA i NIEPICIA

Rano wyszykowanie syna do szkoły, lubi jajecznicę więc zrobiłem. Potem płukanie okrężnicy. Po godz 10 jak drugi syn poszedł do szkoły pełne płukanie całego przewodu pokarmowego wodą z solą i sodą. Wypiłem ok. 2 litrów i więcej nie zmieściłem. Po każdej szklance ćwiczenia jogi. Brak wypróżnienia. Dopiero po paru godzinach ok. pól litra wysikane. Przez cały dzień dużo ćwiczeń, relaksacji, po południu ok. 30min gry z synem w piłkę- nadal dużo energii ale nie poszedłem na trening,  nie czułem się na siłach, ponadto nie wiedziałem czy w końcu nie wyskoczy zawartość jelit po porannym płukaniu.  Zamiast treningu oglądanie do końca seminarium o inedii. Przed snem gorąca kąpiel z olejkiem goździkowym. Spanie ok. 23.

Postanowiłem, że nie jedząc codziennie będę monitorował poziom energii za pomocą serii 10ciu powtórzeń poniższego ćwiczenia i jeżeli dwa razy z rzędu nie wykonam go, to będzie znak że jestem za bardzo ołabiony by kontynuować. ( film dla zobrazowania nakęciłem trzy miesiące później)

DZIEŃ 2.  SŁUŻBA W STRAŻY.

O 5 rano całkiem fajnie się wstało. Podróż autem na fajnej energii, optymizm. W straży najpierw mój test wysiłkowy- wykonany bez problemu, mógłbym więcej. Dodatkowo 5 podciągnięć na drążku nachwytem, też bez problemu. Gdy wyszło słońce otwierałem okno i wystawiałem się na promienie, świadomie oddycham. W porze obiadu ćwiczenia rozciągające, trochę ruchu, rozruszania stawów i medytacja. Całkiem fajne samopoczucie. Ok. 16 wyjazd na wypadek,  na dworze ok. 4 stopnie i marznę. Trzymam się raczej na osobności.  Po południu uczucie braku energii, apatyczność, brak siły. Poszedłem spać ok. 22:30 W nocy o 4:30 kolejny wyjazd na pożar samochodu funkcjonowanie na zwolnionym tempie, apatyczność.

DZIEŃ 3.  SPOTANIE Z NIEJEDZĄCYM.

Po służbie podróż autem ok. 250km na spotkanie z osobą która żyje odżywiając się tylko Światłem. Miałem tam spać ale na skutek powstałej sytuacji już wieczorem wyjechałem.

No proszę i znowu wyszło, że intuicja miała rację. Nie posłuchałem i mam do wyciągnięcia kolejną lekcję.  Pierwsze wrażenie po natrafieniu na jego materiały w necie było chęcią skontaktowania się. Jednak w trakcie bezpośredniej rozmowy telefonicznej  ewidentnie mnie odepchnęło. Informacja, że współpracuje tylko z wegetarianami oraz,  że koszt wizyty jest z góry narzucony odepchnęły mnie i decyzja była, że nie jadę, to nie ta energia. Nie wiem jak to się stało, ale parę dni później jednak napisałem i zgodził się mnie przyjąć. Pojechałem bez przekonania, co ma być to będzie. W rozmowie telefonicznej sam parę razy powtarzał, że płaci się tylko za nocleg a cała reszta jest za darmo. Na taki wydatek mogę sobie pozwolić.

Po przyjeździe rozmowa polegała na tym, że opowiadał głównie o sobie, z kim to nie współpracował, z jakimi maklerami, z jakimi światowymi joginanami a potem mnie prześwietlił wahadełkiem. Wyszło, że mam zablokowane dolne części uziemiające przez co łatwo mi wcisnąć kity (co jest prawdą) oraz, że mam  pasożyty i pęcherz moczowy z nerkami nie tak pracują plus tarczyca. Przyjąłem to i zapytałem co z tym mogę zrobić. Zasugerował bym zanim będę przechodził na odżywianie Światłem przede wszystkim pozbył się pasożytów. Trochę mnie to dziwiło, bo przez ostatnie miesiące robiłem kilka  parodniowych postów suchych oraz kąpiele odpasożytniające. Skoro jednak jest fachowcem to po chwili rozmowy zdecydowałem się, że w takim razie przerwę post suchy i zacznę to robić co sugeruje. Przyniósł wodę oraz jakiś wywar ziołowy na wspomaganie wątroby. Nie byłem pewny czy chcę pić, nie czułem takiej potrzeby ale wziąłem mały łyczek, przesączyłem przez zęby i połknąłem. Po chwili czucie jak płynie w jelitach powodując ich ruchy i wydawanie odgłosów. Nie byłem pewny czy chcę jeszcze, w sumie nie chciałem więc po trzech mini przełknięciach więcej nie brałem tego nawet do ust. Robiąc swój zabieg stwierdził, że z poprzednich wcieleń nic mnie nie blokuje, coś jedynie mam jeszcze od kogoś co wpływa niekorzystnie.  Ponieważ po zabiegu okazało się, że mam za niego zapłacić dodatkowo 200zł o czym nie poinformował mnie, to zdziwiony zrezygnowałem z noclegu i dalszego pobytu w tym miejscu. Okazało się, że cena o której mówił, to tylko za nocleg i możliwość porozmawiania z nim, a w moim przypadku właściwie wysłuchania jego egocentrycznego monologu. Za każdy zabieg pobiera dodatkowe setki… Przy takim obrocie sytuacji po zapłaceniu odpuściłem to miejsce czując niesmak i to nie tylko po tym wywarze ziołowym jaki mi podał…

Obserwowałem jakie mam emocje. Nie są silne, nie potrafię ich nazwać- rozczarowanie? Wysłałem w jego stronę modlitwę ho’oponono, Miłość i wyciągnąłem naukę dla siebie. Po pierwsze muszę bardziej wysłuchiwać i zawierzać swojej intuicji. Po drugie z całego tego wyjazdu starałem się znaleźć trzy najcenniejsze rzeczy i znalazłem: 1. Inspirację do zbudowania domu ekologicznego jaki on zbudował 2.-Zabiegi jakie zrobił pewnie były mi także potrzebne skoro je otrzymałem 3. Otrzymałem też chleb z pra-żyta dla dzieci o czym parę dni temu nawet pomyślałem sądząc jednak, że będzie ze świątyni dźwięku no i 4. mam jeszcze większy szacunek do swojej intuicji- dziękuję i przepraszam.

Jeżeli chodzi o energię to po wyjeździe stamtąd czułem jej przypływ, nie wiem jednak czy to On coś zrobił, to miejsce, czy ta sytuacja. Fajnie mi się wracało. Dopiero po powrocie trochę znów oklapłem, nie na tyle jednak by nie zrobić testu wytrzymałościowego. Rozmyślanie czy mam kontynuować proces przejścia na pranę, co w związku  z tym czuję, szukam odpowiedzi jednak poza rozumem, w sercu- a tu cisza…     i nie wiem czy to głos rozumu czy serca ale  dopóki dobrze się czuję kontynuuję mimo tych paru mini przełknięć wody.

DZIEŃ 4   DZIEŃ JAK CODZIEŃ

Wstawanie pomału, w zwolnionym tempie, nie mając siły. Najpierw trochę ruchu całego ciała i dopiero potem seria 10 powtórzeń testowych. Dałem radę  bez większego wysiłku, potem tylko serce mocniej biło i potrzeba chwili na złapanie oddechu.

Pomimo 4 dni bez picia chęć sikania. Potem lewatywa. Tym razem ruszyło po ok. 10min. Cały czas uczucie burczenia i silnych ruchów jelit. Gdy przyszło silne parcie gwałtownie wstałem i  po paru krokach zamroczyło mnie, straciłem na ułamek sekundy przytomność i przewróciłem się uderzając o coś w bok. Tak się jednak walnąłem, że już w chwili upadku odzyskałem świadomość. Nie wstałem od razu, leżałem chwilę  rozmyślając nad tym co się stało. Jedyne co czułem to ciekawość. A- cha spotkało mnie to o czym pisał Joachim. A było napisane żeby wstawać powoli, bez gwałtownych ruchów. Czułem też wdzięczność, że wcześniej zdobyłem wiadomości o tym, że tak może się wydarzyć bo dzięki temu przyjąłem to naturalnie. Ponieważ to była godzina kiedy najmłodszy syn ma wracać ze szkoły poczułem też wdzięczność, że nie widział tego bo mógłby się przestraszyć. Przez najbliższe godziny parokrotnie jeszcze mój organizm się oczyszczał. Pomyśleć, że czwarty dzień bez picia i jedzenia a jeszcze tyle tego syfu. Nie mam pojęcia wobec tego ile jeszcze tego tam siedzi. Gdy się uspokoiło wróciłem do czytania.

 Przed przyjściem syna, czując osłabienie martwiłem się trochę jak się nim zajmę. Niestety  nie miałem siły usiąść z nim do lekcji więc sie ponudził i dopiero gdy przyszła córa  odżył wygłupiając się z siostrą. Ja patrzyłem z boku z jednej strony ciesząc się ich zabawą ale z drugiej, ten hałas trochę był dla mnie za intensywny.  Na godzinkę pozwoliłem Szymonkowi usiąść do komputera a ja z córą fajnie sobie rozmawialiśmy przy stole.

Powiedziała, że niepokoi się o mnie bo chudnę i tracę energię, że powinienem mieć jakieś zamienniki dla mięsa i zboża bo wg piramidy żywienia to te produkty są najważniejsze, że nie powinienem jeść samych owoców . Podziękowałem, że się o mnie martwi i obiecałem, że jeżeli na tydzień przed naszym wyjazdem  na narty nie wróci mi energia to ja wrócę do takiego odżywiania bym mógł się z Nią i chłopakami fajnie bawić w czasie naszych ferii. Co do mojego obecnego osłabienia to porównałem je do jej zajęć z pływania na które chodziła 4 razy w tygodniu po 2 godziny. Pokazałem, że Ona też nie raz w trakcie zajęć była osłabiona, nie miała siły ale jakoś wytrzymywała i dzięki temu stawała się coraz silniejsza, bardziej wytrzymała w tym co robi. Porównałem to także z moimi zajęciami karate gdzie był ten sam mechanizm. Jednocześnie zapewniłem, że kocham życie i chciałbym jeszcze zrobić parę fajnych rzeczy więc nie zamierzam sobie zrobić krzywdy. Chyba udało mi się ją uspokoić.

Dalszy dzień to bycie kierowcą i jeżdżenie z dziećmi na i z ich zajęć dodatkowych. Do 22 czytanie Jasmuheen Rozdział 4 do 7. Chęć na kąpiel. Ciekawe, że przed kąpielą ważyłem 52kg co mnie zaniepokoiło a po 55. Czyżby moje ciało napiło się 3 litry przez skórę? Kąpiel zakończona zimnym prysznicem. Fajnie się czułem w środku, miałem ochotę skakać, biegać,  tylko ciało nadal było apatyczne. Skoro tak to przynajmniej powyobrażałem sobie jak wygłupiam się z dziećmi.  Zauważyłem, że będąc z dziećmi jakbym miał więcej energii niż w odosobnieniu.

W ustach cały dzień dziwny posmak metaliczno-jakiś, nieprzyjemny. Jak na czwarty dzień bez picia i kontynuowanie codziennych czynności z dziećmi myślę, że całkiem nieźle się czuję. Ciało słabe ale wewnętrznie bardzo pozytywnie. Szukam sposobu na powrót energii i siły bo w piątek ma mam służbę w straży i jeszcze nie wiem jak to rozwiązać. Od dzisiaj wchodzę na nowy grunt bo poprzednio czwartego dnia przerwałem post suchy. Teraz czuję, że chcę i mogę kontynuować tak więc nabywam nowych doświadczeń z czego się cieszę. W końcu coś się dzieje.  Każdy dzień i godzina to wdzięczność za ten czas i otwartość na co ma nastąpić. Jednocześnie intensywnie obserwuję siebie, może nawet z ostrożnością bo rzeczywiście szanuję swoje ciało i nie chcę mu zrobić krzywdy.  Dzień zakończony w fajnym, pozytywnym nastroju.

DZIEŃ 5 URODZINY PRZEMCIA

Dzień inny niż poprzednie. W nocy obudziełem się ok. 4 i już do rana nie spałem, temperatura nocna w pomieszczeniu to 17 stopni a mi było jak nigdy gorąco.

Rano czułem się słabo. Leżąc w nocy pomyślałem by zrobić synowi na dzisiejsze urodziny niespodziankę- coś o co mnie już jakiś czas temu prosił czyli mega galaretkę. Nakupowałem dwie reklamówki najróżniejszych owoców i cztery rodzaje galaretki po czym wszystko przygotowywałem. Ciekawe, że obierając te pyszne owoce nie pojawiały się żadne emocje, zupełna neutralność. W międzyczasie Szymek wrócił ze szkoły, odrobiliśmy lekcje i tak minął czas do powrotu jubilata z kolegami. Na wejściu zapaliliśmy świeczki śpiewając sto lat a potem z przyjemnością patrzyłem jak 7mioro dzieci objada się owocowo-galaretkowym tortem. Po tej uczcie poczułem jednak zmęczenie i gdy chłopacy szaleli położyłem się na parenaście minut. Odwożąc wieczorem dzieci do ich mamy z uśmiechem powiedziałem im, że nie wiem jak to się dzieje, ale gdy jestem z Wami to mam dużo więcej energii. Przemcio na pożegnanie podziękował, przytuliliśmy się i odjechałem.

986 160429 19.12 987 160429 19.15

Tym razem po powrocie poczułem jednak zmęczenie. Na chwilę zaszedłem jeszcze odwiedzić tatę gdy oglądał jakiś program polityczny w TV w którym kłócili się, wyzywali i musiałem szybko wyjść. Czułem się bardzo źle słysząc te dźwięki.

W domu  medytacja z rozdziału 7-ego napełnianiem światłem, wzmacnianiem gruczołów i zacząłem rozdział 8 w którym Jasmuheen opisuje swój proces, jak powinien wyglądać a ponieważ  już pierwsze zdania z rozdziału 8 wskazywały, że nie postępuję tak jak Jasmuheen sugeruje odłożyłem książkę. Chcę kierować się swoimi odczuciami i intuicją a jej słowa jako silnego autorytetu  mogłyby wnieść jakiś niepokój gdy to co poczuję, że powinien zrobić nie byłoby zgodne z jej zaleceniami.

Poczułem znów energię i pomyślałem, że jeżeli tak będę się czuł to nie wrócę do picia w piątek. Próbowałem odczuć skąd taka zmiana i przypływ energii. Czy to czas z dziećmi, czy medytacja jaką przed chwilą zrobiłem, czy słowa z książki tak budująco mówiące o drodze Światła. Nie wiem, chyba, każde po trochę.

Dzisiaj po raz pierwszy cały dzień czułem suchość w ustach i pragnienie. Test wieczorny  przeszedł bezproblemowo. Kąpiel półtoragodzinna ( chyba zasnąłem w wannie) z naparem z ziół. Po kąpieli ważenie i nadal 55kg czyli od wczoraj na tym samym poziomie- super że już nie spada, dało mi to dużo radości. Rozpierała mnie energia i trochę poćwiczyłem z obciążeniem. Leżąc już gotowy do snu nadal nosiło mnie. Zapragnąłem wykąpać się teraz w jeziorze albo pójść spać do ogrodu. Zamiast tego wstałem i tak jak byłem poszedłem pochodzić trochę na boso po trawie. Było przed północą więc mało prawdopodobne by ktoś mnie zobaczył w samych bokserkach  chodzącego po dworze zimą przy temperaturze ok. 5 st.C. Fajnie się czułem na tym chłodnym powietrzu, rzeczywiście potrzebowałem tego.

Jutro o 12 zacznie się szósty dzień bez jedzenia i picia, chodzę po nowych obszarach doświadczeń i traktuję to jako niesamowitą przygodę. Dziękuję.

DZIEŃ 6 KOLEJNY DZIEŃ W DOMU

W nocy dwukrotne wybudzenie, rano problem ze wstaniem i poczucie małej siły. Bardzo silna suchość w ustach i pragnienie. Poranny test fizyczny jednak jak zwykle bez problemów. Potem medytacja świetlista wg książki jasmuheen z intencją bym zauważał to co mam zauważać.

Do przyjścia dzieci czytanie- wróciłem do książki Hawkinsa „Oko w oko z Jaźnią” którą prawię kończę Bardzo mi się spodobał ten przekaz i chłonąłem treść.

Dzieci wróciły o 15 i od tej pory nie dość że bardzo osłabiony to cały czas czułem silną nerwowość. Dzieci krzyczały, wygłupiały i kłóciły się co bardzo mnie to denerwowało, nie wiedziałem co z tym zrobić, co zrobić ze sobą, prośby nie działały, chciałem jak najszybciej zostać samemu w ciszy.  Trzy razy ostro podniosłem głos upominając je.  Przed pożegnaniem gdy zawoziłem do ich mamy przeprosiłem, że krzyknąłem i poprosiłem o wyrozumiałość. Zapewniłem, że je kocham tylko teraz potrzebuję ciszy i głośniejsze dźwięki bardzo mi przeszkadzają. Chyba zrozumiały i pożegnaliśmy się w dobrej atmosferze. Przemcio również przeprosił. Kocham te urwisy.

Po powrocie cały czas bardzo słabo się czułem, mam wątpliwości czy w takim stanie powinienem prowadzić samochód i dlatego powiedziałem dzieciom, że być może jutro będą musiały same wrócić ze szkoły autobusem. Nie chciałbym bo jutro- czwartek jest najbardziej intensywnym dniem tygodnia ich zajęć dodatkowych. Szymon ma anglik i chłopcy zaraz potem akrobatykę. Jak nie dam rady zawieźć to przepadną im zajęcia czego nie chcę. Zobaczymy.

W domu chyba zasnąłem, znów słuchałem muzyki Nathormów i wewnętrznie poczułem się trochę spokojniej, jakby zeszło ze mnie to popołudniowe napięcie. Podjąłem decyzję co do piątkowej służby, że nie jadę- wysłałem smsa do d-cy, że znów przeciążyłem kręgosłup i prawdopodobnie do wtorku będę na zwolnieniu. Skłamałem ale poczułem, że  prawda spotkałaby się z zupełnym brakiem zrozumienia, poczułem, że tak będzie lepiej…

 Na kąpiel i mycie nie mam ochoty. Jeszcze test i ważenie. Cały dzień najgorszy, kiepski, nic się nie układało.

Podczas kąpieli czuję jak dochodzę do siebie, najbardziej kojąco działał ten zapach grejfruita. Po nie całej godzinie poczułem chęć oziębienia się ale nie prysznicem, to było jakieś inne pragnienie. Wiem- wyszedłem owinięty w ręcznik na boso do ogrodu i położyłem się na ziemi. Pierwsze uczucie szok  ale szybko  minął dając przyjemne uczucie jakby moim ciałem a Ziemią wytworzyła się jakaś ciepła poduszka. Potem chwila na brzuchu. Już nie było takiego szoku, mogłem za to poczuć piękny zapach może nie zmrożonej bo jak na połowę grudnia to jest ciepło ok. 5 st C ale zapach wilgoci i opadniętych liści. Zacząłem się po prostu turlać po zroszonej trawie. Ten chłód zaczął sprawiać mi przyjemnoś, dodawał witalności. Bawiłem się. Usiadłem w seiza i  oddychałem świadomie delektując się tą nocą, wiatrem na mokrej skórze, zapachem. Pięknie i mógłbym tak zostać. Po powrocie jeszcze parę minut w wannie oblanie się, bardzo gorącą wodą by po chwili znów oziębić całe ciało lodowatym prysznicem który sprawił mi przyjemność. Nigdy wcześniej nie udało mi się spłukać tylko zimnym strumieniem wody a teraz zrobiłem to z przyjemnością.  Usta przepłukiwałem bardzo zimną wodą i wypluwałem.  Po parunastu minutach, jak już leżałem na macie czułem flegmę którą musiałem wypluwać. Nadal jednak silne pragnienie picia. Leżąc w wannie pomyślałem o chłopakach ze straży którzy dzisiaj spotykają się na kręgielni, piją piwo, jedzą pizzę i fajnie się bawią. Poczułem lekki żal, że nie mogę być z nimi, poczułem też wielką ochotę na zimne piwo które mam w lodówce. Wypić tak duszkiem… ciekawe co by się stało…  Coś mnie pchnęło do tego procesu by zrobić go teraz, nie planowałem tego, chciałem to zrobić pod koniec maja i nawet tak ustawiłem wolne w pracy ale skoro zadziało się, że robię go teraz to widocznie tak musi być. Świadomość tego pozwoliła mi nabrać dystansu do pragnienia piwa i bycia z moją zmianą na kręgielni.

Zważyłem się i waga spadła do 53kg, może stąd ta słabość, dwa razy sikałem może po szklance, i często czułem jak jelita mi głośno pracują. Ponadto z fizycznych odczuć to kłócie z lewej strony brzucha.

Dzisiaj odliczam już godziny do końca pierwszego etapu, do piątku godz 12:00 kiedy napiję się po raz pierwszy od 7 dni.  Wczoraj czułem, że  mógłbym już w ogóle nie pić a dzisiaj tego pragnę- napić się. Jeszcze 34 godziny.  Teraz myślę, że nawet jak waga spadnie kolejne 2 kg to wytrzymam te godziny choć w dzień jadąc uatem nie miałem takiej pewności. Zmiany następują szybko. Kolejny, szósty dzień mam za sobą i zostało jeszcze jutro. Jestem ciekaw co się wydarzy. Dziękuję za dzisiaj. Myślę, że od jutra zacznę ponownie czytać Jasmuheen opis jak powinien wyglądać proces wg niej. W ostatni mój dzień pierwszego tygodnia świadomość, że robiłem to inaczej i tak niczego już nie zmieni.

DZIEŃ 7 DZIEŃ WOKÓŁ DZIECI

Trzecia w nocy, obudziłem się z myślami o piwie i sokach z owoców oraz z kapusty kiszonej i ogórków kwaszonych. Żołądek burczy i intensywnie się rusza. Nie mogę spać.

Poranek- Ciało  jest słabe, bardzo chce mi się pić. Ok. 12 wrócił Szymonek ze swoją silną i dynamiczną energią, jak zwykle rozmowny i pełen witalności. Akurat wstałem i rozruszałem się przed wykonaniem testu wytrzymałościowo- siłowego do którego nie miałem ochoty. Było ciężko ale udało się z zadyszką. Trochę pomogła wizualizacja wyczytana z dalszych stron książki Jasmuheen. Co do syna to nie potrafiłem dostroić się do tak silnej energii. Porozmawialiśmy odnośnie wczoraj i dzisiaj.  Po pierwsze daliśmy sobie przytulasa  i jeszcze raz bardzo przeprosiłem, że wczoraj na niego krzyknąłem, poprosiłem o wyrozumiałość mówiąc, że bardzo go kocham. On mnie też.  Zaproponowałem żeby  jak chce, poszedł do szkoły na świetlicę, może będą tam koledzy z którymi będzie się lepiej bawił niż tutaj ze mną. Oczywiście jeżeli nie będzie kolegów to niech wraca i coś porobimy razem. Poszedł. Kocham moje dzieci, są bardzo wyrozumiałe i mają dobre serca.

Godz 20ta- odliczam, jeszcze 16 godz.- do tej godziny udało mi się pozałatwiać wszystkie sprawy związane z byciem na Ziemi i obowiązkami. Zawiozłem Szymonka na angielski a w międzyczasie poszedłem do lekarza po zwolnienie (na kręgosłup). Lekarka widząc jednak mnie zapytała czy wszystko w porządku bo kiepsko wyglądam. Tak tak odrzekłem, to od kręgosłupa…  i czym prędzej poszedłem stamtąd unikając dalszych pytań. A więc mam wolne na najbliższe 9 dni. Wystarczy, to cały kolejny etap procesu, myślę, że w drugim tygodniu siła i energia będą szybko wracać. Przez kolejne trzy godziny rozwoziłem dzieci na i z zajęć dodatkowych. Powiem szczerze, że po tej jeździe samochodem byłem wyczerpany na maksa, brak siły, problemy z chodzeniem, ból żołądka i z lewej strony brzucha, brak siły w rękach i nogach. Suchość w ustach nie pozwalała mi mówić a jak już to w zwolnionym tempie i przytłumionym głosem.

Odwożąc dzieci do ich mamy otrzymałem pretensje przesiąknięte agresją ale nie poczułem w sobie żadnej emocjonalnej reakcji. Rozumiem. Zastanawiam się jednak czy to neutralność czy obojętność bo o ile neutralność jest pięknym stanem równowagi, to obojętność już nie gdyż może oznaczać jakąś formę obrony  przed czymś co jest w nas i domaga się uwagi.

W niedzielę miałem być z dziećmi ale ewidentnie czuję, że teraz najbliższe dni będę potrzebował odpoczynku w samotności. Poinformowałem, że do wtorku, do godz 12 wyłączam telefon i mnie nie będzie. Przeprosiłem i poprosiłem o wyrozumiałość jeszcze 15 dni. Potem przyszedł ojciec i widząc mnie jak leżę zaczął lamentować. To również pokazało, że już dawno powinienem odciąć się od codziennych obowiązków i niewspierających osób, a ja dopiero teraz byłem gotowy do wyłączenia telefonu i wejścia w swój wewnętrzny proces.

Boli mnie brzuch, nie  mogę leżeć nie mogę głęboko oddychać przeponą i nie mam ochoty na jakiekolwiek medytacje i wizualizacje, po prostu trwam odliczając czas do jutra do południa. Wyścig z czasem? Jedynie czytanie e-booka Jasmuheen przynosi mi ulgę, jest  wsparciem i pomimo, że robię inaczej niż ona sugeruje to nie przeszkadza mi to, słucham swojej intuicji. A ta przypomniała mi, że jeżeli mam mieć najbliższe dni tylko dla siebie to muszę jeszcze iść do bankomatu wybrać pieniądze by mieć na prezenty w wigilię. Człapiąc wzdłuż ulicy bardzo przeszkadzał mi zapach spalin czego wcześniej nie odczuwałem. Wracając jeszcze przytuliłem się na chwilę do mojej brzozy w pobliskim lasku. Pomimo zimy było mi gorąco.

W domu zrobiłem gorącą inhalację z olejkiem miętowym, potem kąpiel zakończona zimnym prysznicem, ból w okolicy żołądka ustał. Medytacja uaktywniająca czakry, gruczoły i wypełniającą miłością której jednak nie czułem na  głębokim poziomie. Przyniosła jednak rozluźnienie i poczucie Światła, niepokoje jakie miałem odnośnie bólu odeszły. Wypełnił mnie  spokój i bezpieczeństwo, pewność i wdzięczność. O ile przed kąpielą poważnie myślałem by już przerwać i napić się tak teraz termin jutra o 12 nie wydaje się problemem. Czuję ogromną wdzięczność za ten stan. Dziękuję i może uda się nawet zasnąć. Waga 51 kg ale bez względu jaka nie byłaby to już niczego nie zmieni tak jak fakt, że nie czułem potrzeby forsowania swojego ciała by zrobić wieczorny test wytrzymałościowy. Czuję się szczęśliwy i nadal mam ochotę popływać w jeziorze.

DZIEŃ 8 KONIEC POSTU SUCHEGO

Godz 00:30 Obudziłem się z burczeniem w żołądku, intensywną pracą jelit i kłującym bólem. Nie idzie leżeć. Ponieważ na siedząco jest ok. siadam i czytam. Zasnąłem. Po  ok. 2 godzinach drzemkosnu znów się wybudziłem z uciskiem i kłóciem w żołądku promieniującym do tyłu pleców. Siadam – lepiej więc kontynuuję czytanie.

Godz 6:00 Wstaję i przygotowuję się do wypicia pierwszego łyczka wody, to będzie ceremonia.  Zaczynam od sprzątania domu by w nową część przejść w czystym otoczeniu zostawiając te siedem dni za sobą.

O 9:30 miałem posprzątany dom. Umyte podłogi, ciężko było czułem się jak niedołężny ale sprzątałem z namaszczeniem, była to moja medytacja na koniec czegoś i czegoś początek. Miało to wymiar zarówno wewnętrzny jak i zewnętrzny. Potem odpoczywając chyba się zdrzemnąłem, mógłbym tak po prostu trwać, dobrze mi było. Nie czułem już pragnienia, suchości w ustach ani bólu w okolicy żołądka który tak w nocy doskwierał. Mógłbym tak jeszcze trwać przepełniony spokojem.

GODZ 12:00 KONIEC POSTU SUCHEGO

Wodę przed wypiciem energetyzowałem muzyką https://www.youtube.com/watch?v=d9tXG7TIB1w&list=PL9dnsdbla90lUlafIhiZszf91K304KHJw&index=6  wzruszenie i pierwszy łyk wody…  Czułem się senny i słaby. Zasnąłem przy delikatnym akompaniamencie odgłosów burczenia z jelit.

Godz 14:30 pobudka, rozleniwienie,  nadal słabość szczególnie w rękach i nogach, nie chce mi się wstać ale ktoś usilnie puka do drzwi…  …Ojciec stanowczym głosem każe mi jechać do lekarza i  zdenerwowany mówi, że jutro wyważy drzwi jak nie otworzę. Zrobiło się nerwowo. Nie wiem co mogę zrobić, żadne tłumaczenia nie przekonają go. Gdy wyszedł czuję wzrost energii. Trochę ruchu spontanicznego przy https://youtu.be/kKsYmYay2KY . Tańcząc  uczucie jak fajna energia rozchodzi się po całym ciele, coś jak w ostatnich dniach gdy kulałem się na ogrodzie po zroszonej zimnej trawie. Czułem jak wracają mi siły, połączyłem to z rozciąganiem i ćwiczeniami. Dziękuję za tak fajną energię. Przepraszam, że nie potrafię uspokoić ojca.

Ponieważ poprosiłem rodzinę, bym do wtorku godz 12 mógł być sam i wyłączyłem telefon oraz internet, zdziwiłem się  gdy do domu wszedł syn z plecakiem… Przytuliliśmy się i nazwałem go małym wojownikiem. Miałem się odizolować ale ucieszyła mnie ta niespodziewana wizyta. Jednak musiałem zadzownić by uzgodnić czy mam zawieźć syna czy mama przyjedzie po niego. Gdy przyjechała była „zdenerwowana”, że mój tata ją niepokoi z mojego powodu. To oznaczało konieczność ponownej rozmowy z ojcem. Poprosiłem jeszcze raz, by mi zaufał i zapytałem się go kiedy ostatnio chorowałem? Nie potrafił odpowiedzieć. Zapytałem czy widzi, że dbam o zdrowie? Tak, często widzi jak biega, nie palę, nie piję. Wskazałem, by spojrzał jak on dba o zdrowie paląc papierosy, pokazałem, że mimo iż też się martwię pozostawiam mu wybór  i o to samo go proszę. Przyznał mi rację.  Powiedziałem, że kocham go, swoje dzieci, i siebie. Wiem, że ciężko zrozumieć to co robię. Poprosiłem jeszcze raz by uszanował, że potrzebuję bycia samemu- tylko do wtorku do 12tej.  Uf chyba doszliśmy w końcu do porozumienia. Jedynie na drodze kompromisu ustaliliśmy, że codziennie będę dawał jakiś znak, że żyję. Cieszę się.

Trochę te sytuacje wybiły mnie z procesu ale z drugiej strony poradziłem sobie nie wyczuwając u siebie negatywnych emocji. Widocznie tak miało być. Dziękuję. Dopiero teraz to co miałem pozałatwiać załatwiłem i znów wyłączam telefon.

Piję co chwilę i już wypiłem ok. 0,8 litra w tym parę łyków lekko gazowanej wody. Miałem na to ochotę, chciałem pomóc w beknięciu które chodziło we mnie od rana.  Możemy planować ale nie wiemy co przyniesie nam kolejna chwila dlatego przede wszystkim obserwacja i podążanie za głosem intuicji, serca. Właśnie- serca, przed wypiciem dodałem znów częstotliwość Miłości. Miłość jest najważniejsza https://www.youtube.com/watch?v=d9tXG7TIB1w znów wzruszenie i przyszedł sen.

Godz 20:30 obudzenie Chyba ostatnia szklanka wody na dziś, tym razem dosyć mocno podgrzana. Wieczór- leżę, słucham i odpoczywam. Choć  nadal osłabiony to jednak jakoś tak fajnie się czuję. Waga 50 kg dziś się nie kąpię. Czas wieczoru to czas wejścia w ciszę, trochę wizualizacji światłem i okazania wdzięczności. Mam fajny, wygodny fotel ustawiony tak by móc patrzeć za okno- Szymonek go tak ustawił i tak już został. Ciekawy dzień, dziękuję.

Wypita dzisiaj woda to ok. 1,3l przeważnie drobnymi łyczkami długo trzymanymi w ustach ale dwa razy pozwoliłem sobie by  1/3 szklanki wypić szybko- była to woda z lodówki  lekko gazowana. Tak po prostu miałem ochotę i nie racjonalizowałem tego czy mogę czy nie.

DZIEŃ 9/2  ĆWICZENIA FIZYCZNE

Pierwsza myśl dnia to była prośba o uzyskanie zdrowego, pełnego energii i silnego ciała. Natychmiast usłyszałem śmiejący się jakiś głos, że jak chcę mieć takie ciało to mam wybrać odpowiednie ćwiczenia i po prostu ćwiczyć… takie proste, zmotywowało mnie to do wstania. Powoli, czując wiotkość w rękach i nogach parę ruchów na leżąco, rowerek nogami, napięcia i rozluźnienia po czym dopiero na kolana i pomału wstaję.  Po wypiciu pół szklanki wody ćwiczenia z jogi – fajnie delikatnie rozruszają całe ciało. Wow, słońce przyjemnie zaświeciło- zaraz otworzyłem okno i stanąłem w promieniach, choć chwilę zanim znów nie schowało się za chmurami. Tak, gdy świeci słońce coś się zmienia, jest jakaś wzmacniająca energia. Wdzięczność za tę chwilę.

Dzisiaj powrót do wykonywania rano i wieczorem testu wytrzymałościowego żeby monitorować swoją kondycję i przyrost siły. Pomimo, że dałem radę to miałem obawy, czułem jakbym się przygotowywał do jakiegoś ważnego, życiowego sprawdzianu. Było ciężko.

Do popołudnia położyłem się, od razu poczułem błogość i szybko zasnąłem. Po przebudzeniu uczucie lekkiego pragnienia. Próbuję ruszyć ręką, nogą i nie mogę, przychodzi to z trudem, nawet obrócenie się z prawego boku na wznak to wysiłek. Co tu zrobić? Chcę już wstać, tylko jak? Dużo wysiłku kosztowało mnie podniesienie się. Ochota na smak pomarańczy choć jakaś część mnie stawiała opór- myślę, że nadal spowodowany oczekiwanianami bycia bretarianinem by nie wracać do smaków. Złapałem się na tym i powiedziałem wyraźnie, nie ważne czy będę pił, czy będę jadł, mam słuchać intuicji. Nastąpiła zmiana, już nie mam pragnienia nie jedzenia, przynajmniej nie muszę, jeżeli tak ma być to ok, jeżeli nie to także ok. Niesamowita zmiana w postrzeganiu. Znów wdzięczność.

Muzyka na dziś to: https://www.youtube.com/watch?v=3mi145S-HfQ  Nie żadna szamańska tylko Chopina. Znów wzruszenie, całe ciało odpowiadało na te dźwięki. Zatopiłem się w nich w ruchu spontanicznym, płynąłem. Potem Cisza…  i kolejny łyk. Pijąc cały czas obserwowałem co czuję, szczególnie czy są jakieś emocje, zachłanność, łapczywość, cokolwiek ale nic nie- piękna neutralność. Długo piłem trzymając długo w ustach przed połknięciem.  Gdy pojawiła się ochota na szybsze łyki zimnej lekko gazowanej wody, znów pytanie skąd to pragnienie?  Nie czułem emocji więc pozwoliłem sobie na pół szklanki.  Ma inny smak, może dlatego? Nie znam przyczyny. Za to gdy po paru minutach w końcu beknąłem stwierdziłem, że potrzebowałem takiego beknięcia które od dwóch dni się kłębiło a nie potrafiłem go wydobyć. Teraz jest ok. J

Do wieczora relaksacja ciała, gdy jednak poczułem brak siły stwierdziłem, że dla równowagi trochę poćwiczę. Miało być tylko delikatne rozruszanie zwiotczałych i rozluźnionych  w trakcie inwokacji mięśni ale wyszło trochę inaczej co mnie cieszy.

Najpierw problem ze wstaniem z fotela ale potem z każdym ruchem coraz lepiej. Mniej więcej tak wyglądał ten trening: rozruszanie stawów, kręcenie szyją, rękoma, nogami. Seria głębokich wdechów na powietrzu,  po 10 dynamicznych wymachów nogami do przodu, na bok i do tyłu, było całkiem fajnie, cały czas obserwowałem ciało by nie przegiąć. 10 przysiadów, rozciąganie i spontanicznie zrobiłem swój test. Był jakiś strach ale poszło choć od 6 powtórzenia było ciężko, potem duża zadyszka i mroczki przed oczami. Parę oddechów i przeszło, byłem szczęśliwy. Czułem ochotę na więcej więc przeszedłem na brzuszki różnego rodzaju, w sumie 30, nożyce i rowerek nogami oraz wzniosy nóg do pionu na leżąco. Dopiero wtedy poczułem że wystarczy. Zakończyłem całość rozciąganiem i paroma asanami z yogi na równowagę. Leżąc na chwilę na podłodze wewnętrznie czułem ogromną chęć by wyjść do lasu i pobiegać ale uspokajałem się- mam jeszcze ciało, które może na to nie ma ochoty, pełen szacunek dla nas obojga. Pół szklanki soku z pomarańczy w stosunku 1:5. Znacznie wyraźniejszy smak niż w południe-przyjemność picia.  Coraz bardziej czuję, że w tym procesie nie jest istotne czy stanę się bratharianinem ale o coś innego. Jeżeli będę miał ochotę pić i jeść to będę to robił z przyjemnością dla ciała i ducha. Przed miałem oczekiwania ale teraz to zniknęło, stałem się otwarty na każdą możliwość i świetnie się z tym czuję. Nie mam pojęcia co będzie za dwa tygodnie, miesiąc czy rok.  Zauważyłem, że wraz z możliwością wykonywania trochę dynamiczniejszych ćwiczeń jakbym mniejszą uwagę przyjmował do swojej wychudzonego ciała. Wraz z przyrostem energii wygląd traci na tę chwilę na znaczeniu. Oczywiście nadal mam wizję siebie z fajną budową ciała jak przed procesem jednak teraz jest radość  z powracania energii. Dziękuję.

A to inna muzyka na dziś:  https://www.youtube.com/watch?v=gG9HnvWKhIs

Skupiłem się jakiego wyglądu oczekuję, pościągałem zdjęcia i oglądałem jak wysportowany jest Jerycho https://www.youtube.com/watch?v=ER7bmUSwsUI co jest inspirujące.

Podsumowanie drugiego dnia: Waga 52,5kg wypite dzisiaj ok. 1,5l wody w tym dwa razy delikatny sok w sumie z 1/3 pomarańczy. Mam trochę więcej energii. Emocje i psychika pozytywnie. Wieczorem intensywne ruchy jelit i parcie. Efekt to dużo gazów, trochę płynu. Ciekawe uczucie wypróżniać się po 8 dniach nie jedzenia, czułem każdy ruch jelita.

DZIEŃ 10/3 NADAL SAM ALE KRÓTKI KONTAKT Z OJCEM

W nocy nie spałem za dobrze, przebudzenie ok. 3 potem przerywany sen na zmianę z leżeniem i drzemkami. Pierwszy raz miałem sen i to jakieś głupoty. Nie pamiętam co ale nie był przyjemny.  Jeszcze godzinę poleżałem nie spiesząc się, po prostu miałem ochotę na wyleżenie się.

Od 10 widząc jak promienie słońca docierają do pokoju zmotywowałem się do wstania. Chcę ponadto zachować równowagę pomiędzy odpoczynkiem, rozluźnieniem a aktywnością i dbaniem o mięśnie. Procedura wstawania podobna jak wczoraj, najpierw na leżąco jakbym ćwiczył na siłowni, potem nogi, pokulanie się i pomału wstanie. Rozruszanie stawów,  wystawienie się na słońce i serie pogłębionych oddechów przy otwartym oknie. Wymachy nóg, skrętoskłony po czym pomyślałem o porannym teście i poczułem niepokój.  Nadal jest to dla mnie wyzwanie. Zrobiłem go ale znów od 6 powtórzenia ewidentnie tracę moc, kurcze co jest? Potem trochę jogi z rozciąganiem i tak zleciała godzinka.

Znów rozluźnienie przy muzyce i potem problem nawet z wstaniem. Nie wiem czy nie za dużo rozluźniania. Wymyśliłem ćwiczenie dla siebie i co jakiś czas robię  serię kładzenia się na podłodze i wstawania po parę powtórzeń. Na razie z podporem ale docelowo to ma być wg wzoru z aikido- do kołyski i wstanie na wyprostowane nogi bez pomocy rąk. Zobaczymy kiedy dojdę do formy sprzed procesu.

Mam ochotę częściej pić wodę z sokiem z pomarańczy. Przygotowując taki czułem ruchy jelit i zastanowiłem się co to jest. Czy układają się czy przypadkiem to nie jest głód. Nie wiem ale po wypiciu soku minęło. Fajnie tak z dystansem obserwować siebie.

Od wczoraj wieczora czuję presję czasu. W zależności jak się będę czuł jutro to podejmę decyzję czy na wigilję pojadę na służbę do straży. Mam wolne ale ponieważ to będą głównie święta dla rodziny mojej byłej żony, nie czuję potrzeby bycia tam, tym bardziej, że będą kuzyni moich dzieci więc większość czasu zapewne  będą z nimi szalały stęsknione spotkaniem z nimi. Zależy mi za to, by pójść na służbę w Wigilię, ponieważ chciałbym by któryś z chłopaków ze zmiany, kto ma małe dzieci mógł spędzić całą Wigilię z rodziną. Odsuwam te myśli do poniedziałku ale i tak gdzieś powracają co jakiś czas.

Telefon do ojca z prośbą o zakupy. Przyszedł, czułem jego zdenerwowanie, widząc mnie znów zaczął lamentować. Jak najmniej słów z mojej strony, stanowczość ale spokój.  W sumie nasze dzisiejsze spotknie nie trwało dłużej niż 2 min a i tak trochę zmieniło mój stan. To jeszcze nie był czas na kontakt z innymi ludźmi…

Przepisywanie i przeprowadzenie  procesu wydzialania hormonalnego. Potem znów ćwiczenia- po 10 powtórzeń pompki, wyrzuty nóg, scyzoryki, skłony na mięśnie brzucha i znacznie bardziej energiczne niż rano wstawanie z podłogi ( aż zakręciło mi się w głowie) Potem myśli o wtorku i czuję że nie chcę jeszcze wracać do „normalnego” życia, obowiązków. Mógłbym na dzień dzisiejszy tak trwać. Piękny czas za który dziękuję.

Włączył mi się taki film ze strony Jasmuheen: https://www.youtube.com/watch?v=_BCFYWTiUyw  Pierwsze wrażenie- poczułem całym ciałem, że „dark room” to mój następny krok i wzruszenie, chociaż oglądając kolejne minuty  jak zwykle pojawiły się wątpliwości. Ja wiem jednak, że tak jest zawsze. Jest pierwsze wrażenie, chęć, pragnienie czegoś po czym przychodzą intelektualne wątpliwości. Kolejne ziarenko zostało jednak zasiane.

Po filmie wstając z fotela zauważyłem, że przychodzi mi to łatwiej za każdym kolejnym razem. Łyk wody i dla równowagi znów ćwiczenia tym razem tylko rozruszanie stawów i rozciąganie. Dużo gimnastyki mięśni twarzy która mam wrażenie że jest zastygnięta. Czuję cały czas zapadnięte oczodoły czego chciałbym się już pozbyć.

https://www.youtube.com/watch?v=X2Hy5wZD3vg  wywiad  który wprowadził piękny nastrój spokoju i medytacji, wyciszenie ale i inspiracja.  Po kąpieli znów trochę wydzieliny z „czymś”- nadal zachodzi proces oczyszczania? Waga 52kg i chciałbym by już się zwiększała. Po kąpieli słabość, jeszcze parę łyków wody i 22:30 spanie.

Noc- Często przerwany sen: o północy, o 2 i gdy kolejny raz o 6 się obudziłem postanowiłem już wstać. Po pierwszym przebudzeniu doświadczenie przestrzeni serca i wyjście poza myśli. Budząc się w nocy uczucie suchości w ustach, popijanie wodą.

DZIEŃ 11/4 PIERWSZE WYJŚCIE NA ZEWNĄTRZ

Pomału wstawanie. Niestety ciężko, do testu nawet nie podchodziłem. Paweł co jest grane? Dlaczego powrót do energii i siły idzie tak opornie? Chciałem przywitać wschód słońca w lesie.  Robiąc pierwsze kroki zawroty głowy, czułem się jak niedołężny. W środku chciałem biegać, skakać ale moje ciało nie było w stanie. Nie byłem pewny czy przejdę te 300m ale szedłem chwiejnym krokiem dalej. Nogi i ręce jak z waty. Stwierdziłem, że to człapanie to tylko stan umysłu więc zmieniłem go i zacząłem biec pod górkę… trzy kroki i zawroty głowy. Po wejściu parę chwil oparłem się o drzewo i oddychałem po czym powrót do domu. Akurat dzieci z osiedla szły do szkoły i pomyślałem, że fajny jest ten świat, chcę do niego wrócić.  Idąc cieszyłem się z tego spaceru który był dla mnie dużo większym wyzwaniem niż wakacyjne wejście na Kazbeg. Zwykły spacer a inny wysiłek niż ćwiczenia w domu, inne powietrze. Po wejściu do domu po prostu opadłem na tapczan i musiałem parę minut posiedzieć zastanawiając się co mogę zrobić by dodać ciału energii. Nie mam pojęcia. Godzina snu.  Wstałem bez większych problemów bez rozruszania. Krótka rozmowa z kumplem ale czułem, że z każdym zdaniem mam coraz bardziej sucho w ustach, ciężko mi się wypowiadać. Powolność nawet w mowie. Mimo tego zadowolenie.

Po krótkiej wizycie ojca, który nadal emocjonalnie wyraża niezadowolenie uczucie napięcia i powrót do neutralności przez najbardziej jak do tej pory energiczny ruch- wykonałem też test i zaliczyłem z zadyszką, ponadto pompki, wstawanie z podłogi ale już wg aikido i na koniec rozciąganie. Złapałem się jednak, że w ten sposób chyba próbuję pozbyć się jakiś emocji w relacji ze swoim tatą więc wszedłem w medytację. Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że to ja powoduję te napięcia a nie ojciec.  Stanąłem w jego roli i poczułem, że martwi się, chce zadbać o mnie a ja mu nie pozwalam. Wyobraziłem siebie oraz któreś z moich dzieci robiące coś, czego nie rozumiem i widocznie źle wpływające na jego wygląd, też martwiłbym się i cieszył gdyby przyjmowało moją pomoc. Drążyłem  te myśli i ewidentnie poczułem, że to moje ego w relacji z ojcem wychodzi na zewnątrz. Poszedłem i przeprosiłem przytulając i mówiąc, że Go kocham. Spotykając po drodze znajomą osobę usłyszałem, że wyglądam jak śmierć. Tym razem neutralność pozostała. Miałem ochotę na spacer. Zrobiłem tę samą trasę co o świcie (ok. 700m) i mile się zaskoczyłem gdy przeszedłem ją spacerkiem z dużo mniejszym zmęczeniem. Podchodząc pod górę chciałem podbiec ale jednak po paru krokach wróciłem do chodu. Tym razem jednak nie musiałem odpoczywać po podejściu a na płaskim jeszcze ok. 20m potruchtałem. Biegnąc czułem jak wszystko mi lata w żołądku. Po wejściu do domu również nie musiałem odpoczywać.  Oglądam w necie programy jak przyrządzać fajne i zdrowe posiłki RAW i nie czuję jakiegoś łaknienia, po prostu podoba mi się i chciałbym takie zdrowe jedzenie robić dla dzieci.

W pierwszy dzień świąt znajomi organizują spotkanie ale póki wyglądam jak wyglądam z zapadniętymi oczodołami i policzkami nie  chcę się pokazywać by nie musieć komentować. I tak jutro będzie pierwszy dzień z dziećmi i wizyta w Tesco z Szymonkiem któremu obiecałem pomóc wybrać prezent dla ich mamy- to będzie wyzwanie. Przez noc myślę jednak że jeszcze więcej energii otrzymam by móc jechać samochodem i być z moimi energicznymi dziećmi. Jeszcze potrzebowałbym trochę bycia samym ze sobą.

Obecnie czuję z lewej strony brzucha kłócie i nie wiem co to czy głód czy nadal jelita się dostosowują. Po wypiciu szklanki soku skurcz ustępuje. Cały czas obserwuję siebie z ciekawością jak reaguje moje ciało oraz co się wydarza bo każdy nowy dzień to nowe doświadczenie odbudowywania, czuję to i jest pięknie. Wszystko byłoby ok, kierunek jest bardzo dobry ale brakuje mi komfortu związanego z czasem, czy wrócę do sił na tyle by 27 czyli za 5 dni, funkcjonować na służbie w straży? Dzisiejsze porównanie spaceru z rana i wieczora utwierdza mnie że tak.

Do wieczora oglądanie filmów Jasmuheen. Lubię jej głos, uspokajający. Jednak chyba trochę za długo bo prawe oko zaszło  mgłą.  Zaczynając wieczorną medytację poczułem bóle w trzewiach, po bokach, pojawił się strach i niepewność, nie mogłem wyjść z niepokojących myśli. Przerwałem, bałem się co dalej, niepokój. Chcąc się go pozbyć zrobiłem jeszcze przed snem pół szklanki wody z sokiem co pomaga. Nie mam ochoty się myć. Mam myśli by od jutra zwiększyć stężenie soku i szybciej zagęszczać pożywienie.  Wiotkość ciała i kładę się w niezbyt fajnym nastawieniu. Nie chce mi się wizualizować. Zobaczymy co przyniesie poranek. To pierwsze od początku procesu takie myśli. Przemęczenie?

Wypite dzisiaj 1,5l wody plus sok z 1 pomarańczy mieszany z sokiem z 2 mandarynek żeby nie był taki kwaśny. Waga  bez zmian 52,5kg, w ciągu dnia więcej energii i siły niż w dniach poprzednich.

Po położniu wizualizacja Światła sama przyszła, poczułem spokój, lekkość i zasnąłem. Potem jednak częste budzenie się 0:30, 3:30, 7:30 z uczuciem wiotkości najbardziej ramion i ud, do tego stopnia, że ciężko mi było przewrócić się na drugi bok. Ponownie wyobrażenie, zdrowia, czułem pulsujące ciepłe mrowienie jakby unoszące mnie nad łóżkiem,  sen przyszedł dopiero nad ranem.

DZIEŃ 12/5  ZROZUMIENIE

Rano znów przyjemnie świeciło słońce, przedłużałem leżenie nie mogąc się zmotywować do wstania choć czułem, że powinienem. Dzisiaj tylko rozkręcanie stawów i rozciąganie. Dolegliwości jelitowe jednak zniknęły a po wstaniu było już całkiem nieźle także z mięśniami. To słońce dodaje mi otuchy.  Muzyka dla wody na dziś   https://www.youtube.com/watch?v=b-6B2zyoFsI. Potem czas picia soku w promieniach słońca. Chyba z pół godziny miałem takiej uczty fizyczno- duchowej, odpłynąłem, spokój, wyciszenie. W tle cały czas muzyka wypełniająca przestrzeń…

Czekając na syna zajrzałem jeszcze raz do wskazówek Jasmuheen które dodały mi otuchy oraz pozwoliły nabrać dystansu i akceptacji do upływającego czasu. Pomyślałem, że może za bardzo chcę szybko wrócić by zdążyć przez co nie słucham swojego ciała i za bardzo je forsuję.

Wyczytane:

Dzień ósmy do czternastego

  • Nadal powinny być zachowane spokoj i skupienie.
  • Porozmawiaj ze swoimi aniołami – one asystują w twoim uzdrawianiu. Bądź szczęśliwy, wkrótce poczujesz się wspaniale.
  • Od dziś możesz pić 25% sok pomarańczowy.
  • Poleca się przyjąć nie mniej niż l ,5 litra napojów w ciągu tych siedmiu dni.
  • Zrozum proszę, że – choć eterycznie – przeszedłeś poważną operację, odpoczywaj więc właściwie.
  • Teraz następuje proces uzdrawiania. Będzie się to odbywało w ciągu następnych siedmiu dni. Powyższe zasady muszą być ściśle przestrzegane przez cały czas.
  • Jedzenie już nie należy do twojej rzeczywistości, ponieważ twoja rzeczywistość nie jest już taka jak wcześniej.
  • Możesz odczuć bombardowanie poprzez projekcje z zewnętrznego źrodła (o charakterze negatywnym), wtedy musisz zająć swoje myśli czymś spokojniejszym. Twój logiczny umysł i ego/osobowość mogą być w tym okresie rozkojarzone. Jedno jest pewne -jesteś bezpieczny, więc nie przywiązuj wagi do jakichkolwiek czynników negatywnych.
  • Jest to tydzień uzdrawiania, wspaniały okres, ciesz się nim i odpoczywaj.
  • Można cię porównać do rekonwalescenta, zaakceptuj to proszę i zachowuj się stosownie do sytuacji.
  • Możesz dużo spać.
  • Możesz czuć się zawieszony w próżni.
  • Możesz czuć w ciele dyskomfort – każdy ma inne doświadczenia.
  • Możesz się czuć pełen energii, jednak nie korzystaj z niej – zachowaj ją do leczenia.
  • Niektóre osoby relacjonowały, że jeśli w tym czasie wystarczająco nie odpoczywały, to zaczęły się czuć chore lub doświadczały różnych dolegliwości -to znak, że duch chce, abyś był wyciszony.
  • Możesz się kąpać, jeśli tylko masz na to ochotę.
  • Odpoczywaj, czytaj i spędzaj ten czas na zbliżeniu się do swojego Wyższego Ja.

                                                                                                                               ( cytat z książki Jasmuheen)

Przez okno widziałem jak wracają koledzy z syna klasy ale go nie było. Okazało się, że dzieci nie przyjdą do mnie bo mówiłem, by nie przychodziły i będą wracać autobusem do domu mamy.  Ponadto nie damy wspólnego prezentu jaki mieliśmy dać dzieciom na święta, a wszystko przekazane na bardzo „silnej” energii. Tak, poczułem ją i zacząłem obserwować swoje emocje. Emocje były neutralne ale ciało mentalne szalało. Wysłałem dużo wdzięczności, za to, że jest tak wspaniałą dla mnie nauczycielką oraz uczucie Miłości… Poczułem, że przy takim nastawieniu do mnie tym bardziej nie powinienem być na wspólnej Wigilii tylko pozostać u siebie i pogrążyć w medytacji. Może to jakiś kolejny etap poznawania siebie.

Potem pełen spokój i chyba nawet się zdrzemnąłem, może dzieci nie miały przyjść właśnie żebym mógł odpocząć? Zaczęły pojawiać się myśli, moje ciało mentalne zaczęło planować i wybiegać do przodu jak ogarnąć zrobienie zakupów na okres świąteczny- perspektywa pójścia do marketu była wręcz odrzucająca. Jak przekazać prezenty i trzeba je jeszcze podzielić, dlaczego nie ma jeszcze wyciskarki która miała być dzisiaj? Jedyny sposób by to ogarnąć to  pozałatwianie tych spraw. Oznaczało to konieczność zalogowania się do banku i zauważyłem, że nie chcę, odpycham tę konieczność jak tylko się da- co to jest? A będąc już zalogowanym nie czułem się fajnie, wręcz nieprzyjemnie, ciężko. Jak najszybciej zrobiłem to co miałem i wylogowałem. Czy to były jakieś moje emocje? Jakie?  Będąc czystym i pełnym miłości nic nie powinno  być dla mnie tak niewygodne i ciężkie… Chcę łączyć świat Światła i materialny w piękną całość ale może na obecnym etapie procesu to jeszcze nie czas?….

Po południu nie było łatwo dojść do sklepu- doczłapałem się jednak (może dlatego, że było lekko z górki ale pod krawężnik gdy trzeba było podnieść nogi to już nie było tak hop-siup) W sklepie nie czułem dziwnych energii ani dyskomfortu ale 9 litrów wody musiałem rozłożyć na dwie torby. Powrót pod górkę do domu to było prawdziwe wyzwanie, nie wiem ile czasu szedłem te 300m ale sporo. Lekka górka była jak 4tysięcznik. Ręce mdlały, przed oczami mroczki a gdy w końcu doszedłem parę minut musiałem usiąść i złapać oddech. O nie- to nie był dobry pomysł, choć z drugiej strony dzięki tej wyprawie znów mam porównanie z dniem wczorajszym, jestem bardziej osłabiony. Zastanawiam się co jest grane? Przecież powinienem mieć coraz więcej siły a nie mniej. Kąpiel dobrze mi zrobiła choć znów miałem problem by podnieść się z wanny- pomału, etapami.  Chyba pojawiły się znów emocje zwątpienia i smutku. Waga spadła o 0,5kg do 52. L Wypite dzisiaj ok. 1,5l wody z sokiem z 1,5 pomarańczy i chyba 2 mandarynek. Stan ciała kiepski, słabość, psychicznie i emocjonalnie raczej spokój choć przygaszony. Dużo rozmyślań.

19:30-00 Najgłębszy jak do tej pory  czas procesu

Po kąpieli jedyne czego potrzebowałem to położyć się i spać lub leżeć w bezruchu kończyn i całego ciała tym bardziej, że prawe oko zaszło mi gęstą mgłą i przestałem widzieć na nie. To akurat mnie nie niepokoiło tak bardzo jak moja słabość i niedołężność. Kurcze, fatalnie się czuję, nawet nie miałem siły umyć zębów…

I wtedy zacząłem płakać…  zrozumiałem i poczułem wdzięczność za to czego doświadczam…

Od jakiegoś czasu prosiłem Boga, by pomógł mi stać się bardziej empatyczny na nieszczęścia, trudne sytuacje innych ludzi. Samemu nigdy nie zaznałem  takich, przeważnie zdrowy, uśmiechnięty bez większych problemów więc żeby rozumieć takich ludzi musiałem sam doprowadzić siebie do stanu by doświadczyć co to znaczy słabość fizyczna, musiałem sam siebie do takiego stanu doprowadzić. Po obecnym doświadczeniu myślę, że będę bardziej czuł osoby słabe, niedołężne, chore i cierpiące. Jak bardzo tego potrzebowałem. Dziękuję Ci Boże powtarzałem- dziękuję.  Czując się tak słabo nie pójdę do dzieci na wigilię, najważniejszy  dla mnie w roku wieczór z dziećmi i ta świadomość też ma duże znaczenie.  Przed moim obecnym doświadczeniem nawet gdy ktoś był chory to na siłę namawiałem by szedł na uroczystości rodzinne, Gdy ktoś był chory i słaby ja z uśmiechem przychodziłem i żartowałem, rozweselałem i mówiłem bądź optymistą, również się uśmiechaj… Teraz widzę co mogły czuć te osoby, nie rozumiałem że optymistyczne patrzenie to niekoniecznie zawsze śmiech i żarty, że czasami cisza odosobnienie może dawać najwięcej pozytywnej energii.  W obecnym stanie dla mnie największą uroczystością wilgiljną będzie pozostanie w domu w ciszy, z dala od zgiełku… Wyruszyłem w ten proces nie planując ale z poczuciem, pragnieniem że będę inedykiem a po dzisiejszym wieczorze czuję ponownie, że to czy będę jadł i pił jest najmniej znaczące.  Najcenniejsze co do tej pory otrzymałem to dzisiejsze doświadczenie słabości dzięki któremu tak wiele poczułem. Nie potrafię wyrazić wdzięczności choć proces nadal trwa i nie mam pojęcia co jeszcze się wydarzy, co jeszcze zrozumiem?

Była noc, leżąc  nie spałem, chyba byłem w jakimś intelektualny transie w którym myśląc, analizując czułem jak zaczyna palić mi się głowa, pulsacja pomiędzy oczami, byłem pewien, że jest już nad ranem jednak po sprawdzeniu okazało się, że od czasu położenia minęły zaledwie 2 godziny – to tzw. dystorsja czasowa.

Po ochłonięciu od wdzięczności mój stan odwrócił się diametralnie bo poczułem tak silną energię, radość.  Myśli nadal pracowały na najwyższych obrotach i nie potrafiłem nad nimi zapanować, jakby oderwały się od słabego ciała.  W myślach krzyczałem, tańczyłem, biegałem przepełniony radością, znów pojawiały się piękne obrazy z materialnego świata których nie przywoływałem świadomie- zadbany dom, wygodny samochód, duże zyski na forexie, nawet jakaś kobieta- obserwowałem jakby z boku. Czy to moje ego? Nie czułem w tym ego, to było szczere, radosne… Wszystko jest takie nowe, jakby ktoś wpuścił mnie do jakiegoś świata lub ogrodu gdzie każda rzecz niby znajoma ale zupełnie inna, jakbym pierwszy raz doświadczał otoczenia. Czułem się jak wypuszczony na wolność cieszący się całym sobą… kolejne doświadczenie, że przy niedołężnym ciele można tak się cieszyć… Mając tak piękne myśli nie chciałem nawet drgnąć by nie zburzyć tego obrazu słabością ciała. Musiałem wstać by to opisać, nie mam pojęcia co do jutra jeszcze się wydarzy a nie chcę by to uleciało, zostało przykryte pod płaszczem kolejnych doświadczeń, zbyt ważne to było. Wstając słabość się odezwała choć może mniejsza niż przed położeniem się. Wyszukuję jednak i wyłapuję każdy najmniejszy gest,  że jestem coraz sprawniejszy.

Nie ma przypadku, nic nie dzieje się bez powodu a wszystko dzieje się dokładnie w czasie kiedy ma się dziać. Właśnie uświadomiłem sobie piękną zbieżność. Wigilia to ostatni dzień drugiej- oczyszczającej części tego procesu a pierwszy dzień świąt to pierwszy dzień trzeciego-  integrującego tygodnia. Nie byłem świadomy, że tak to wypadnie ale znaczenie symboliczne jest ogromne. Nie mogę się nadziwić jak Bóg pięknie układa cały Wszechświat-wystarczy słuchać i podążać z Tym głosem, Eh…

Noc- budziłem się nadal co jakiś czas by z wysiłkiem zmienić pozycję, tak więc nie powiem, żebym spokojnie wypoczął.

DZIEŃ 13/6 SPOTKANIE Z DZIEĆMI

Jasno, od 7 właściwie już leżałem nie śpiąc, nie chciało mi się wstawać, dopiero gdy siostra zadzwoniła, że zajedzie zmotywowało mnie. Chciałem do ich przyjazdu zdążyć się rozruszać by uniknąć kiolejnych rodzinnych niewspierajacych komentarzy. Zdążyłem choć nie było łatwo, oczywiście o porannym teście wytrzymałościowym nie ma mowy, tylko rozruszanie i lekkie rozciąganie.

Muszę przyznać, rodzina siostry jako jedyni podeszli do tego co robię ze zrozumieniem i pomimo, iż stwierdzili, że kiepsko wyglądam to zapytali się tylko czy przygotowywałem się, czy wiem co robię.  Bardzo miłe i wspierające to było- dziękuję. Podczas ich wizyty próbowałem być cały czas możliwie żywotny ale z każdą minutą czułem jak słabnę, nawet mówienie sprawiało mi problem- zauważyli to więc przeprosiłem, że być może nie będę u nich na obiedzie w pierwszy dzień świąt. Potrzebuję teraz spokoju, ciszy, chcę jak najszybciej wrócić do formy i każde takie wyjście tylko wydłuży mój powrót. Zrozumieli. Jestem bardzo im wdzięczny, wzruszony i bardzo mnie to wsparło.

 Chciałem wywiązać się z danej synowi  obietnicy,  że zabiorę go do sklepu by mógł kupić mamie prezent na święta. Miałem wątpliwości czy mogę prowadzić samochód, czy mogę wchodzić do marketu i to Tesco, miałem wiele niepewności ale  po rozmowie z dziećmi wszystkie zniknęły. Wystarczyło, że usłyszałem ich głos i serce szybciej zabiło dodając energii, nie było opcji bym nie pojechał. Pierwszy raz usiadłem za kierownicą od 6ciu dni i mogę powiedzieć, że strach ma wielkie oczy, jechało mi się z przyjemnością tylko na dziurach luźne jelita dziwnie się trzęsły.  W markecie dziwnie się czułem, już wchodząc miałem mrowienie na całym ciele, nie było ani przyjemne ani nie, po prostu mrowiło mi ciało. Czułem zamroczenie ale ogólnie jednak nie było źle. Dałem radę, jest fajnie i dziękuję dzieciom za tę energię którą mi dają gdy się spotykamy. Żegnając się poprosiłem Madzię by nie gniewała się jeżeli jutro nie przyjdę na Wigilię i wyjaśniłem dlaczego, że jeszcze nie czuję się na siłach. Zrozumiała. Szymonek sam krzyknął wychodząc z auta, że mnie kocha…  wzruszyłem się i gdy już zniknęły w domu odjeżdżając znów popłakałem się. To są jednak łzy szczęścia.

Jazda samochodem sprawiała mi przyjemność, nawet nie czułem osłabienia w ramionach czego najbardziej się obawiałem. Dopiero wychodząc ze sklepu z owocami poczułem wyczerpanie i chęć odpoczynku. Siedząc przed sklepem w aucie i łapiąc oddech akurat dostrzegłem parę staruszków poruszających się podobnie jak ja i uśmiechnąłem się na myśl wczorajszych rozważań.

W domu leżąc i odpoczywając sprawdzam czy powinienem oczyścić się z energii Tesco ale nie czuję takiej potrzeby. Czuję się fajnie więc nie podejmuję żadnych działań- odpoczywam.

 Po południu zdrzemnąłem się  i dopiero o 17 wybudził mnie ojciec telefonem. Nie chciało mi się wstać więc leżałem i ponownie samoistnie rozpoczął się bardzo intensywny proces uwielbienia Boga, życia, niesamowita energia, znów widziałem i czułem jak tańczę, śpiewam biegam aż pojawiały się mikro ruchy mięśni. Nadal ciekawi mnie to jak to jest, że będąc sprawnym nie miałem tak pozytywnych wizualizacji a teraz w osłabieniu przychodzą samoistnie i są tak intensywne. Jedyne co czuję to że są z poziomu rozumu aż czuję gorące pulsowanie głowy. Chciałbym to samo czuć z poziomu serca, nie czuję na tę chwilę potrzeby medytacji czy sprowadzania tego uczucia do serca. Cieszę się z tego co mam. Jeszcze więc godzinę pozwoliłem sobie by czaszka się trochę tak pozytywnie podymiła i  włączyłem film o niejedzeniu.

Dzisiaj kąpiel z dodatkiem olejku świerkowego i waniliowego- komponuje swoje zapachy tak, by sprawiały mi przyjemność, nie patrzę już na działanie. Jestem dużo wrażliwszy na zapachy. O ile kąpiel była przyjemna, przy świecach z mantrą wypowiadaną od serca do Boga proszącą by rozświetlił swoim Światłem drogę jaką powinienem iść by spełnić Jego wolę, bym miał na tyle uważności by zauważyć Jego Znaki i odwagi by pójść za nimi. Prosiłem o to z poziomu serca…   Po kąpieli znów zmiana nastroju, znów osłabienie i problemy w wyjściu z wanny, mroczki w oczach…  Przed kąpielą ważyłem tyle co wczoraj, a po o kilogram mniej czyli 51,5. Wprowadziło to niepokój i wątpliwości co robić dalej.  Znów wybiegłem do przodu układając jakiś plan by za trzy tygodnie być w formie na wspólne z dziećmi ferie narciarskie. A wiec tak dając sobie po tygodniu na zauważenie wzrostu energii to:

Do 01 stycznia 2016r  kończę proces i do tego czasu wg zaleceń Jasmuheen 50% soki. Jeżeli nie zauważę poprawy to następny tydzień: Do 08.01 piję pełne soki z miąższem, jak dalej brak poprawy to: Do 15.01 jem całe ale same owoce i orzechy jak dwa tygodnie przed procesem Do 22.01  jem surowe owoce, warzywa i orzechy ( czyli żywienie RAW)….    Potem pełne zboża lub sery, nabiał tłuszcze…  mięso?… wszystko co spowoduje,  by 24.01 móc na fajnej energii wyjechać z dziećmi na ferie. Nie chciałbym jednak wrócić już do tak ciężkich pokarmów jak mięso, cukier i mąki, tak silnego zagęszczenia tego co zjadam.

Służby w straży mam w niedzielę 27,  środę 30 grudnia i sobotę 02 stycznia a potem prawie miesiąc wolnego.  Gdyby nie te trzy służby byłbym spokojny ale obawiam się jak będę się czuł, niepewność czy dam radę, szczególnie w środę kiedy będą przełożeni. Tak, boję się że najtrudniejszy etap procesu przeszedłem, pozostało tylko spokojne wyjście w pełnej akceptacji i ufności a ja nie zapewniłem sobie tego. Z drugiej strony przecież nie planowałem tego procesu na teraz więc gdybym nie miał go robić nie zaczynałbym go. Powinienem ufać Bogu i swojej intuicji a nie wybiegać i znów rozumowo układać przyszłość. Eh, przecież dzisiejszy dzień już był lepszy niż wczorajszy i poprzedni, a osłabienie po kąpieli może dlatego, że leżałem ponad godzinę w wannie? Więcej zaufania Paweł…

Podsumowanie dnia: wypite ponad 1,5l wody plus sok z 1 i ¾ pomarańczy i 2 mandarynek. Po kąpieli znów wypróżnienie płynem nadal o dziwnym zapachu, którego nie mogę do niczego porównać.  Samopoczucie oceniam w skali -5do +5 na: -2 rano, -1 w dzień i znów -2 wieczorem.  No proszę od kąpieli minęło z pół godziny i znów jest lepiej bo z -3 wskoczyło na -2.  Jest wiec ok., a jutro czuję, że będzie jeszcze lepiej.  Testu wytrzymałościowego nadal nie robiłem- jazda smochodem i chodzenie po sklepach było wystarczającym testem. Dwa razy medytacja i dwa razy delikatny ruch z rozciąganiem. To tyle, jestem ciekaw jak minie noc i jak przywita mnie wigilijny poranek.

Noc,  godz 4

Silniejsza niż zwykle słabość w ramionach i udach, piekący ból… leżę i myślę co zrobić. Niepokój strach samopoczucie  -4.  Jest coraz gorzej a to ostatni dzień drugiej części więc chyba powinno już być coraz lepiej. Nie martwię się o swoje bezpieczeństwo bo wiem, że zwiększając od jutra soki jestem bezpieczny. Bardzo silny niepokój niedzielą, i tym, że za trzy dni mam służbę w straży. Myślę jak doprowadzić siebie do używalności do tego czasu. …a było tak blisko żeby dokończyć to co zacząłem. Nie mam siły by podkurczyć kolana i położyć na nich laptopa, czuję się fatalnie. Gdyby nie ta niedziela, a może gdyby inne moje nastawienie? Mimo wszystko jeszcze dzisiaj chcę dokończyć 14 dzień wg zaleceń a potem będę miał dwa dni na powrót do jako takiej używalności. Nie mam pojęcia jak to zrobić ale przy takim pogarszającym się osłabieniu decyzja o znacznie szybszym powrocie do przyjmowania stałych pokarmów chyba już zapadła, szkoda, naprawdę czuję się fatalnie.

Mimo wszystko staram się wyciągnąć z tego jakieś dobre strony i uświadomiłem sobie, że choć nie stałem się inedykiem w co byłem pewien, że mogę  to niechcący zrealizuję plan z wcześniejszych lat w którym chciałem  przeprowadzić post minimum 15todniowy. Patrząc z tej perspektywy  po wigilii osiągnę nawet więcej bo nie planowałem, że w tych 15 dniach będzie aż 7 dni zupełnie bez jedzenia i picia. Żałuję, że nie będę miał okazji by sprawdzić czy rzeczywiście w tym ostatnim tygodniu procesu energia wraca samoistnie mimo dalszego nie przyjmowania produktów stałych, niestety mój czas się skończył. Najgorsze, że wiem, że to strach bo intuicja mówi mi, że kontynuując wszystko byłoby ok. Chyba nie zasnę, nie mam już ochoty wizualizować ani nakręcać się pozytywnie, oddaję się temu uczuciu przygnębienia. Nie spodziewałem się, że ta noc przyniesie takie emocje, myśli i uczucia… Wszystko jest ok. tylko ta słabość w ramionach i udach, gdyby nie to… gdyby…

DZIEŃ 14/7 WIGILIA BOŻEGO NARODZENIA i OSTATNI DZIEŃ DRUGIEGO ETAPU

W nocy trzy sny- bardzo wyraźne, szczególnie ostatni, którego czuję całym sobą jakby to wydarzyło się naprawdę.

Budzę się… jest ok. 8 W nozdrzach mam cały czas paskudny zapach ze snu jakby to wydarzyło się naprawdę. Tak realnego czucia snu zmysłami nie pamiętam, nie było to przyjemne, paniczne. Musiałem ochłonąć z emocji i kotłujących myśli oraz zdać sobie sprawę, że to był „tylko” sen. –Tylko?

Przypomniałem sobie, że podczas wczorajszej wieczornej kąpieli poprosiłem Anioły by może podczas snu dały mi jakieś wskazówki co dalej mam robić, wskazały kierunek… Jak mam, jak powinienem więc to interpretować? Paweł pierwsze uczucie, jakie masz pierwsze uczucie? Poczułem, że moja słabość i ból w kończynach to jeszcze jakieś toksyny, świństwa z mojego organizmu, które się uwalniają. Najintensywniejsze było w śnie odczucie odoru który z czymś mi się kojarzył i doszedłem, że tak właśnie śmierdzi to co wydalam teraz po wieczornej kąpieli. No i jeszcze dwa razy pojawił się ozonator/ jonizator. Nigdy nie spodziewałbym się jak będzie wyglądała ta noc. Proszę bym potrafił właściwie odczytać te sny. Dziękuję…

Godzinę później gdy przyszedł bratanek jeszcze leżałem. Pierwsze co powiedział zdziwiony, że dobrze wyglądam, potem przekazał serię fajnych wiadomości że moje dzieci dostaną na święta X-boxa.  Myślę, że tym bardziej więc nie zauważą mojej nieobecności bo wiedząc jak bardzo chciały mieć go, będą się na maxa cieszyć tym prezentem z kuzynami. Ale się ucieszyłem. Po fatalnym wieczorze, burzliwej nocy przywitał mnie fajny poranek.

Wstawanie jednak nie poszło dobrze, nawet gorzej niż zwykle. Kurcze jak leżę wydaje mi się, że mogę wszystko, góry przenosić ale wystarczy lekko poruszyć mięśniami i… dupa. Nawet nie było mowy o jakimkolwiek rozruszaniu stawów, ledwo co trzymam się na nogach, wysiłkiem jest dla mnie picie z półlitrowego pokala. (stan oceniam na -3, może nawet -4 w skali do -5) Świeci słońce, siadam w jego promieniach przy otwartym oknie i czuję jak ogrzewa twarz, oddycham. W ciągu dnia zauważyłem, że dzisiaj dużo więcej piję-ale nadal czuję suchość w ustach. Skoro jest wigilia to postanowiłem też już dzisiaj wieczorem wypić pierwszą porcję 50% soku pomarańczowego. Od jutra soki z innych owoców, mam ochotę na sok z jabłek i myślę jak wycisnąć. Muszę poeksperymentować.  Jedzenie nadal nie wzbudza we mnie żadnych emocji, totalna obojętność- mogę oglądać filmy o przyrządzaniu potraw obok których kiedyś nie przeszedłbym obojętnie (słodycze), mógłbym sam gotować, siedzieć przy zastawionym stole i nic. Nawet nadal nie czuję chęci zagęszczania płynów, nie czuję głodu i wewnętrznie czuję się super, taki czysty i lekki, nie chcę się znowu obciążać ale muszę respektować to w jakiej kondycji jest moje ciało bo jest częścią mnie i jeżeli nie wzmacnia się to coś jest nie tak, nie mam wyboru. Czy to nie trochę jak duchowy anorektyk? Dzisiaj potrzebuję bezruchu, nie ma mowy o wyjściu na spacer choć przychodzą takie myśli, że może osłabienie wynika z tego, że tak mało się ruszam, może powinienem zmuszać się do coraz większego wysiłku żeby wzmacniać mięśnie? Nie, ewidentnie nie czuję tego. Po raz pierwszy w procesie wracam do czytania książki „oko w oko z jaźnią” która od razu kazał mi się zastanaowić nad liniowością i nieliniowością tego co robię. Liniowy- nieliniowy: Ego-duch; siła-moc; percepcja-wizja; wiedza o-bycie; pragnienie-Inspiracja; Fakt- znaczenie; Kontrolowany-przydatny; obserwować- Wiedzieć;  Treść-kontekst; zmuszający-ułatwiający; adrenalina-endorfiny; pragnienie-spełnienie; napięcie- Rozluźnienie; koszt-Wartość; zaobserwowany-Uważność;  pożądać-Motywować; myśl-Świadomość; chęć-Satysfakcja; konflikt-Pokój; stress-Beztroska; dowód-Oczywistość; cena-Wartość; impulsywny-Spontaniczny. To wybrane zauważane przeze mnie moje pojęcia liniowe wg których nadal funkcjonuję lub takie które mają dla mnie szczególne znaczenie. Patrząc na ostatnie dni procesu to używam siły próbując kontrolować na podstawie percepcji i wiedzy zamiast bycia. Obserwuję zamiast wiem, zmuszam, szukając dowodów zamiast zaufać…. Przestałem słuchać ciała a skupiłem się na podanych wytycznych. Dlaczego mam pić tylko sok pomarańczowy jeżeli moje ciało ma ochotę na winogronowo-ananasowy? Tak, od paru dni poruszam się i to bardzo intensywnie tylko w obszarze logicznego, racjonalnego myślenia obserwując, analizując i  szukając potwierdzeń. Nie wiem jak to się stało i jak to odwrócić na drogę nielinearną, czucia. Bycie Tu i Teraz w pełnym zaufaniu tego co pojawia się w następnej sekundzie. Podążanie za tym co Tu i Teraz… wiśta-wio, jak to tylko zrobić skoro pomimo chęci, świadomości to i tak rozum robi swoje.

Podobne rozdwojenie czuję pomiędzy moim ciałem fizycznym a wszystkimi ciałami nie fizycznymi. W bezruchu kiedy mam wrażenie, że zrzucam ciało fizyczne czuję Moc, Energię Radość, Spokój, wszystkie te aspekty nielinearne ale wystarczy tylko poruszyć mięśniem i odzywa się postrzeganie, bycie linearnym niedołężnym… ale mam jazdy.

Czując znów pragnienie wstałem i trochę zmusiłem się do wysiłku, parę ruchów rąk, naciągnięcie na siedząco kręgosłupa skrętami, potem picie z pytaniem na co mam ochotę, szukałem w źródłach zewnętrznych- książka, film? Ale w sumie to mam dosyć jakichkolwiek bodźców zewnętrznych, naszła mnie ochota na wejście w siebie więc siedzę na fotelu w ciszy i zapadającej ciemności  wychodząc poza myśli w przestrzeń serca. Tak jest mi dobrze…

W końcu odnalazłem siebie… w tej ciszy i spokoju z kapturem głęboko naciągniętym na głowę, myśli płynęły a ja im się przyglądałem z uśmiechem, akceptacją, dawno nie czułem takiego spokoju w głowie. Po takim trwaniu w bezruchu konieczność pójścia do toalety pokazała mi, że nie zawsze można tylko płynąć, czasami wysiłek jest nieunikniony i zrozumiałem  co oznacza, że linearność zawiera się w nielinearności i odwrotnie, ważne tylko by poczuć co jest bliżej Źródła. W moim przypadku toaleta stanowczo było bliżej Źródła… i po wykonaniu wysiłku wobec mięśni mogłem dokonać kolejnego głębszego odkrycia, że gdy dobrze wybierzemy to zaraz pojawi się kolejny kierunek niewidoczny przy innym wyborze.  Gdy załatwiłem to co miałem pojawiła się chęć spaceru ale nie dalekiego bo to byłaby przemoc wobec mojego ciała ale po prostu wyjście przed dom do ogrodu gdzie czekała mnie piękna nagroda w postaci widoku czystego nieba z pełnią księżyca, nic tylko wpatrywać się i głęboko oddychać. Myślę, że w płynięciu zgodnie ze Światłem niezbędna jest ciągła uważność na byciu tu i teraz. Wyciszenie jest bardzo w tym pomocne… Dziękuję.

Zacząłem szukać przyjemności we wszystkim co robię, w każdym ruchu i w czym ją znajdowałem? Chwila ciszy i…  mam Nocturn Chopina https://www.youtube.com/watch?v=3mi145S-HfQ  a potem przez pół godziny taniec do tej pięknej muzyki. To był mikro taniec spontaniczny ale czułem tę muzykę w całym ciele i poruszałem się tak jak podpowiadało mi ciało a gdy nie wiedziałem co dalej to po prostu zastygałem, dawałem sobie czas i po chwili ciało znów mówiło mi czego chce, niesamowite wystarczy dać sobie tylko trochę uważności w ciszy a kolejny krok tak wyraźnie się ukazuje…  Czułem jak moje mięśnie trochę nabrały życia, a przecież tylko płynąłem bez wysiłku…aż się uśmiechnąłem, że to takie proste, wystarczy wkładać w to co się robi mniej siły a otrzymuje się więcej Mocy.

Wieczorem odsłuchałem medytację bliźniaczych dusz i choć nie poczułem tego w przestrzeni serca to same odsłuchanie słów pięknie dopełniło spokój jaki odczuwam.  Jestem wdzięczny za te słowa.

Prowadzący medytację opowiadając o bliźniaczych duszach powiedział, że to są takie istoty które nawet gdy siebie nie widzą, nawet gdy nie znają to przeżywają podobne stany, choć w różnych okolicznościach. Osoba, od której dostałem te nagrania powiedziała kto jest moją bliźniaczą duszą i w tym momencie przypomniałem to sobie i uświadomiłem kolejny powód jak doszło i dlaczego doszło do tego, że wszedłem w ten 21dniowy proces doprowadzając swoje ciało do skrajnego wyczerpania. Moja bliźniacza dusza od jakiegoś czasu bardzo doświadcza braku zdrowia w swojej rodzinie. Ja z kolei nigdy nie miałem takich doświadczeń więc jeżeli mimo braku kontaktu i utrzymywania obecnie relacji nadal jesteśmy połączeni to musiałem doprowadzić siebie do takiego stanu żeby odczuć to co Ona…  Niesamowite… czy to oznacza, że w zależności od tego jak się czujemy przyciągamy do takiego samego stanu nasze dopełnienie? Jeżeli tak, to chociażby z myślą o tym bliźniaczym płomieniu warto dbać o swoje myśli, nastawienie i samopoczucie…

 Do samego końca dnia byłem w tu i teraz uważnie słuchając i kładę się z zupełnie odmiennym nastawieniem niż w ostatnich dniach- choć oczywiście nadal jest osłabienie fizyczne na -2 to ciała pozafizyczne mogę ocenić na -1 lub nawet 0.  Żadne słowa nie oddadzą tego co zawdzięczam tym doświadczeniom. Jest 23cia, mam ochotę zamknąć oczy i odpoczywać ciekawy tego, co przyniesie noc i jutrzejszy dzień.

Podsumowanie dnia: waga bez zmian 52, wypite ok. 1,7 litra płynu + sok z dwóch pomarańczy i startego 1 jabłka, parę razy oddany mocz w normalnych do wypitych płynów ilościach.

Noc- niewiele spałem ogarnięty myślami pełnymi pozytywnej energii których nie potrafiłem przywołać do porządku i chyba nawet nie starałem się tego robić.

DZIEŃ 15/1 PIERWSZY DZIEŃ SWIĄT

Wyczytane w książce Jasmuheen:

Dzień piętnasty do dwudziestego pierwszego

  • Tydzień integracji i zdrowienia zbliża się do końca. Wyższe energie następnego doskonałego pasma świadomości – także twoje Wyższe Ja i Obecność Jam Jest – zaczynają wstępować w puste ciało, dzień po dniu odrobinę więcej.
  • Zaczniesz czuć się silniejszy.
  • Zapytaj: „Jaka jest moja rola i mój cel? Po co tutaj przyszedłem?”
  • Możesz obejrzeć film na wideo; poproś przewodnika o filmy, które on uważa za właściwe dla ciebie.
  • Możesz pić 40% sok pomarańczowy, ale żadnych zup czy mleka.
  • Przyjmuj każdy dzień takim, jakim jest. żyj chwilą!

Dzień dwudziesty pierwszy

Zapytaj przewodnika, czy proces zakończy się dzisiaj o połnocy.*

Po zakończeniu 21-dniowego procesu  

Możesz już zauważyć swoje odłączenie/odseparowanie. Możesz czuć się zwyczajnie lub nadzwyczajnie. Możesz doświadczać większej wrażliwości na zapach, smak i dotyk. Twoje zęby mogą stać się uwrażliwione. Możesz odczuwać bol w swoim ciele… wiedz, że proces uzdrawiania ciągle trwa.

* Pamiętaj proszę, że północ nie ma nic wspólnego z „godziną czarownic”, lecz oznacza po prostu koniec dnia – Jasmuheen.

No tak, słońce było już wysoko jak się obudziłem i nie czuję się z tym dobrze, że w nocy nie śpię a dopiero nad ranem mam najlepszy sen. Dzisiaj łatwiej mi było zmieniać pozycje i sięgać rękoma po wodę.  Snu nie pamiętam, raczej nic się nie działo. Niestety poranna słabość, wiotkość i problematyczne wstawanie nadal odczuwałem. Zmusiła mnie do wstania konieczność pójścia do toalety.  Wstawanie etapami, na bok, na kolana , kucki i dopiero pomału na nogi.  Kręciło mi się w głowie i pierwsze co to otworzyłem szeroko okno stałem w promieniach słońca i oddychałem- jak stałem w bezruchu to fajnie się czułem, ciepło, światło ale wracając do dziennych czynności znów słabość.

Od dzisiaj można pić soki 40%. Ja myślę dla łatwości przyrządzania, że jak będą pół na pół to nic się nie stanie a ponadto czuję, że dla mnie proces już się zakończył, otrzymałem to co miałem w nim otrzymać więc teraz jeżeli chodzi o przyjmowanie czegokolwiek do ust to chcę znów słuchać przede wszystkim swojej intuicji i ciała. Przygotowuję więc rozcieńczone soki z różnych owoców.

Bardzo chcę już wykonywać takie zwykłe codzienne czynności dlatego był to dzień sprzątania mieszkania ale z szacunkiem do ciała i gdy dawało znak, że za dużo to pozwalałem odpoczywać. Wczoraj odkrycie, że Moc przychodzi przy braku wysiłku a dzisiaj, że wysiłek też jest potrzebny. Fajnie to wyjaśnia Hawkins w oko z oko z Jaźnią. Jako ludzie posiadający ciało fizyczne oraz duszę poruszamy się zarówno w świecie dualnym jak i nie. Rozmyślałem potem nad tym. Równowaga, pozwolenie sobie zarówno na płynięcie ale również podejmowanie ukierunkowanego wysiłku. Przecież nawet to jak staram się płynąć jest na początku jakimś wysiłkiem i patrząc na życie mam wrażenie, że aby unosić się najpierw trzeba włożyć wysiłek. Pokrywa się to z poziomami rozwoju w każdej dziedzinie-  niekompetencja nieświadoma, niekompetencja świadoma, kompetencja świadoma by w końcu osiągnąć ten stan płynięcia czyli kompetencji nieświadomej.

Dzisiaj doświadczyłem kolejnej miłej niespodzianki i otrzymałem pieniądze na ferie z dziećmi. Życie tak mi sprzyja a ja nadal czasami wybiegam martwiąc się o czas przyszły. Wystarczy tylko mieć odwagę by podążać za głosem intuicji i pozwolić Bogu by oświetlał nam drogę.  Myśląc o drodze nabrałem ochoty by wsiąść do samochodu i po prostu gdzieś pojechać w ten świąteczny wieczór. Nie wiedziałem gdzie, miałem po prostu jechać. Najpierw pojechałem do miasta, chciałem zobaczyć i nacieszyć oczy świątecznie przystrojonymi ulicami a potem jadąc w kierunku okrągłego w pełni księżyca dojechałem nad jezioro. Jazda wymagała trochę wysiłku, wyjście i przejście po piachu z 50m również.  Dziękowałem za ten dzień, że tu jestem. Czułem jednak zimno i zmęczenie, po paru minutach wróciłem.

W domu relaks i dla równowagi seria ćwiczeń, ruchów ciała które zaobserwowałem, że przynoszą ulgę. Wstając z podłogi zapomniałem się i zrobiłem to szybko, nie było zakrętasów w głowie- w końcu jest progres energetyczny! Ciało czułem na -1,5 ale mentalnie na +0,5. Byłem pewien, że dzisiaj będzie ze 53kg. Wszedłem na wagę i…. od razu mentalnie zjechałem na -2… waga pokazała 51kg a więc znowu spadek.

Niesamowite, jedna informacja z zewnątrz i tak mną zachwiała. Przygasłem i to bardzo, znów czarne myśli by od jutra jeszcze zwiększyć soki do 50%, zastanawiałem się by sprawdzić u Joachima w książce od jakiego spadku masy ciała zmiany są nieodwracalne ale gdy to zrobię i okaże się, że osiągnąłem ten poziom to naprawdę tak się zaprogramuję, wolę nie wiedzieć.  Rozmyślałem o co chodzi. Przyrost energii, dużo zrobiłem i spadek wagi. Starałem się nie zwracać uwagi na wagę bo skoro jest poprawa i sprawności i (była) mentalności to waga przedstawiona jako dwie cyferki jakie ma znaczenie? Przyznaję się nie wiem co zrobić. Obserwacja emocji i myśli. W końcu udało mi się poradzić z tą świadomością niekorzystnej wagi ale zajęło to trochę czasu.

Zauważam powtarzający się schemat: rano i do południa kiepsko, bez poprawy (-2 może nawet -3) i dopiero po południ wczesnym wieczorem jest poprawa (dziś do -1). Wypite ok. 1,3l wody + sok z 2 pomarańczy, 2 mandarynek, 5 winogron, plastra ananasa i może 1/3 jabłka. Często piję nie z poczucia pragnienia tylko dla przyjemności smaku, ponadto nie zawsze już trzymam długo w ustach tylko łykam bezpośrednio po nabraniu do ust.

 Dziękuję Panie Boże, że poczułem dzisiaj przyrost energii. Dziękuję, że moje ciało pozwoliło mi wykonać te wszystkie czynności jakie dzisiaj wykonałem.

NOC-Najbardziej intensywna jak do tej pory. Trzy czy cztery sny przerywane wybudzaniem się wyzwalające silne emocje. Ze snami jest tak, że treść jest drugoplanowa, najważniejsze są właśnie emocje jakie im towarzyszą.

Przypomniał mi się Michniowiec i trzytygodniowy kurs hipnoterapii gdzie jak uczyliśmy się na sobie przeprowadzać głębsze procesy typu regresje i zaczęły wychodzić różne rzeczy, w nocy u większości z nas również bardzo dużo się działo. Podczas snu podświadomość przepracowywała intensywnie to co dotykaliśmy w ciągu dnia, blokady, traumy i niewspierające programy. Myślę, ze dopiero tam osiągnąłem przełomowy moment w pracy nad sobą. Dzisiaj było podobnie. Krótkie ale intensywne, emocjonalne, często wybudzające sny. Czyli proces trwa nadal, nadal coś się dzieje w strukturach poza fizycznych z tym, ze teraz nie pracuję ze swoją podświadomością. No właśnie może dlatego, że  w trakcie tego procesu nie dałem wystarczająco uwagi sobie, swojemu wnętrzu tylko cały czas przyjmowałem bodźce z zewnątrz (czytanie, filmy o inedii itp.) to teraz moja podświadomość sama to nadrabia?  Nie wiem jak to interpretować ale zauważając to w nocy cieszyłem się i byłem wdzięczny za te emocje ponieważ skoro wtedy, po kursie hipnoterapii uzyskałem taki wgląd w siebie, tak bardzo emocje zmieniły się na plus to czym zaowocuje obecna intensywna praca mojej podświadomości podczas snu? Obserwowałem. Ostatecznie obudziłem się ok. 10:30 i tym razem bez snu, chyba w końcu odpoczywałem.

W nocy, gdy nie spałem prowadziłem ze sobą monolog o co mi właściwie chodzi w życiu? Odpowiedź była wyraźna-  o to, co jest ponadczasowe, ponadkulturowe, ponadspołeczne , ponad religijne… Co tak naprawdę jest źródłem szczęścia Człowieka właściwe dla wszystkich ludzi i w oderwaniu od tych wszystkich zależności i programów. Co powoduje albo może powodować, że bez względu gdzie się rodzimy, do jakiej religii należymy, czy jesteśmy kobietą czy mężczyzną możemy odczuwać szczęście…

 DZIEŃ 16/2

Po obudzeniu chwilę leżałem myśląc nad tym co się zadziało dzisiejszej nocy. Nie mam pojęcia jak to interpretować, czy to dobrze, czy nie, że tyle się dzieje w nocy i co z tym powinienem zrobić. Choć jak pisałem bardziej cieszę się bo to oznacza, że  moja podświadomość lub Ktoś inny cały czas pracuje nad czymś ważnym.

Zbierałem się do wstania i czułem że nie muszę etapami, że mogę po prostu wstać. Etapy to jakieś blokady umysłu. Zbierałem się trochę czasu ale w końcu po raz pierwszy po prostu wstałem i normalnym krokiem poszedłem. Trochę kręciło mi się w głowie ale było nieźle. Wróciłem jeszcze do łózka równie sprawnym krokiem. To były 24 ważne kroki.

Niestety gdy po paru minutach ponownie stwierdziłem, że pora już wstać było znacznie gorzej. Po godzinnym wyciskaniu soków słabość pogłębiła się. Jutro mam służbę w straży i teraz mam obawy jak to będzie. Czy coś źle zinterpretowałem? Czy nie zauważyłem wskazówek jakie dawała mi intuicja? Próbowałem dodzwonić się do dowódcy by wpisał mnie na P.A ale nieskutecznie. Czas płynie i nie wiem co dalej. Odpoczywam. Mimo wszystko bardzo chciałbym dokończyć proces… zostało tylko 5 dni i gdy teraz przerwę nigdy już nie będę wiedział jakie efekty ma podążanie za swoim głosem a nie zgodnie z technicznymi wskazówkami.

Odwiedziła mnie siostra z rodziną. Powtarzali, że martwią się o mnie i niepokoją co było widać w ich oczach.

Po południu oddzwonił dowódca i nie będzie problemu, bym jutro był na PA. Co więcej, gdy usłyszeli, że jestem bardzo osłabiony to chłopacy byli gotowi przyjść jutro za mnie. Mam najlepszą zmianę na świecie. Wzruszyłem się i poczułem spokój.  Zadzwoniłem do dzieci żeby złożyć życzenia ale zajęci byli grą z kuzynami na Xboksie jakiego w końcu dostali więc uwagą byli tam a nie na rozmowie ze mną, nie pogadaliśmy. Cieszę się, że są szczęśliwe.

Zdecydowałem się jednak znaleźć w książce Joachima Werdin o jaki procent waga nie może spaść by uniknąć nieodwracalnych zmian. W sumie nie znalazłem ale wyczytałem taki fragment który wyjaśnia i potwierdza, że sny z emocjami to oczyszczanie i to  intensywne:

„Post oczyszcza nie tylko ciało fizyczne, także wszystkie pozostałe ciała człowieka. Zatem także umysł oczyszcza się, jego trucizny wychodzą na wierzch a blokady pękają. Zachodzące zmiany mogą być rewolucyjne – to temat na obszerny opis.”

Natomiast jeżeli chodzi o wagę to wyczytałem o symptomach które świadczą, że jest się na skraju wytrzymałości i żaden z nich u mnie jeszcze nie występuje.

Statystycznie, u “normalnie” odżywianego, nie wychudzonego i nie nadmiernie otyłego człowieka, poszczenie przez okres do ok. siedmiu tygodni, nie powoduje uszkodzenia ciała. Zatem jeżeli minęło więcej niż miesiąc postu a nadal jesteś bardzo słaby, brakuje ci siły na zajęcia fizyczne, trudno jest ci rano wstać z łóżka, nie promieniujesz radością i optymizmem – to wyraźna wskazówka do zakończenia postu. Instynkt jeszcze nie nauczył się zasilać ciała ze źrodeł niematerialnych. Statystycznie, nie wychudzony człowiek może bez jedzenia utrzymywać ciało w mocy życia nawet dwa miesiące. W tym czasie, jeżeli masa ciała stale zmniejsza się, to jest wyraźna wskazówka, że instynkt jeszcze nie umie utrzymywać bez jedzenia prawidłowo funkcjonującego ciała. Wtedy najrozsądniejszym działaniem będzie powrót do jedzenia.

 Te słowa bardzo mnie uspokoiły, poczułem chęć na muzkę Bacha i idealnie trafiłem za pierwszym razem: https://www.youtube.com/watch?v=0FdNlhZAYBE  leżąc, słuchając zdałem sobie sprawę ile we mnie jeszcze strachu, niepewności, braku zaufania i ile wprowadziło to przez ostatnie dni niepokoju, wątpliwości. Zacząłem odczuwać wdzięczność, dziękowałem Bogu i powtarzałem Ho’oponono. Znów płakałem ze wzruszenia. Oddychałem i Czułem, czułem, czułem… Jestem spokojny, myśli, emocje znów są delikatnie falujące- dziękuję.

Przeleciałem jeszcze raz całą książkę Joachima w poszukiwaniu tej granicznej wagi ale nie znalazłem. Czytałem inne treści co pozwoliło mi spojrzeć na ten proces z jeszcze innej strony- jako głębokie i pełnie oczyszczenie organizmu bez żalu i pragnienia niejedzenia na zawsze.  Dodatkowo jeszcze więcej mam spokoju bo często wspomina, że trzy tygodnie postu nie stanowią zagrożenia dla przeciętnego człowieka a wręcz jest to minimum by naprawdę głęboko się oczyścić, tak gruntownie. Przypomniałem też sobie informacje o wychodzeniu, o łączeniu produktów i jak je zagęszczać.  Stwierdziłem, że dużo sikam, za dużo i często, właściwie chyba tyle ile wypijam a potem czytam, że picie więcej niż domaga się ciało wcale nie jest korzystne. Tak, uległem zaleceniom technicznym Jasmuheen i piję więcej niż potrzebuję. Tak jak Joachim pisze, to, że nie osiągnąłem celu nie jest porażką tylko traktuję to jako bardzo cenne doświadczenia i nie tylko fizyczne, korzyści zdrowotne ale dzięki tym dniom pojawiło się zrozumienie, inne, szersze spojrzenie na otaczający świat a głębszy wgląd w siebie.  Jeszcze 5 dni ale ponownie patrzę na tę podróż z wdzięcznością i spokojem, jeszcze się nie skończyła i kto wie co jeszcze przyniesie. Póki co zamykam laptopa, jeszcze przygotowuję sok na jutro, pakuję by o 5 rano wstać gotowym do podróży ku kolejnemu wyzwaniu jakim jest służba w straży.

Wieczór-NIEOCZEKIWANY, SPONTANICZNY KONIEC POSTU…

Nie spodziewałem się takiego obrotu zdarzeń jeszcze w ten wieczór. Przygotowując soki na jutro do pracy, potem się pakując czułem jak znów słabnę. Niepokój, bo przecież to koniec już drugiego dnia integracji i wg procesu od wczoraj z każdym dniem powinno być lepiej a nie gorzej. Potem goliłem się i obserwując jak ręka zaczyna się trząść nie mogąc utrzymać nawet maszynki do golenia, coś było nie tak. Wszedłem na wagę i gdy zobaczyłem niecałe 51 kg pojawił się impuls, stanowcza decyzja że w tej chwili przerywam i zaczynam jeść. Mój wieczorny stan znów się pogorszył. Ciekawe, że wcześniej wkleiłem do dziennika poniższy tekst z książki Joachima:

Powrót do jedzenia jest procesem dość ryzykownym, bo jeżeli jest przeprowadzany niewłaściwie może spowodować, że stan zdrowia ciała będzie gorszy niż przed odstawieniem jedzenia. Literatura opisuje przypadki ludzi, którzy zmarli w bolach po gwałtownym zjedzeniu obfitego obiadu po dłuższym poście.

Proces odbudowywania ciała po głodówce (wymuszone niedożywienie) można porównać do przyspieszonego wzrastania ciała niemowlęcia. Przede wszystkim oznacza to, że ciało buduje się na podstawie tego, co jest jedzone. Jeżeli wtedy człowiek zjada inne substancje, niż ciało potrzebuje, to jego struktura materialna będzie słabsza (gorsza) niż idealna. Tak zbudowane ciało jest słabsze, łatwiej poddaje się chorobom, szybciej zużywa i starzeje.

Najkorzystniejszym rozwiązaniem, przy powracaniu do „normalnego” odżywiania się po poście, jest zastosowanie metody świadomego jedzenia. Świadome jedzenie daje ciału to, tyle i wtedy, co, ile i kiedy potrzebuje. Dzięki tej metodzie, po głodowaniu albo poście, można odbudować silne i odporne ciało. Właściwy powrot do jedzenia jest ażniejszy niż sam post leczniczy.

Jeżeli nie masz cierpliwości na świadome jedzenie, warto abyś zastosował poniższe trzy zasady właściwego odżywiania.

  1. Ograniczać ilość spożywanego pokarmu, mimo „wilczego apetytu” – im mniej czasu upłynęło od zakończenia postu, tym mniej jedzenia. Powoli i stopniowo zwiększaj ilość. „Wilczy apetyt” może pojawić się bardzo szybko, jednak pójście za nim może sprawić ciału poważne szkody. Czytałem o człowieku, który zmarł w bolach, ponieważ zakończył kilkutygodniowy post sowitym obiadem w restauracji.
  2. Najpierw soki owocowe dość rozcieńczone wodą, pite bardzo powoli, kropla po kropli, dobrze mieszane ze śliną (tak jakby się płukało zęby). Potem stopniowo soki coraz mniej rozcieńczane. Inne płyny też są wprowadzane stopniowo, np. niesolone soki warzywne. Następnie owoce w małej ilości i małymi kęsami, żute tak długo, że zamieniają się w płyn, zanim są połknięte. Potem warzywa, tak samo jak owoce, wymagają nawet dłuższego żucia.
  3. Im bliższe naturze i im mniej przetwarzane pokarmy, tym lepszy materiał jest dostarczany ciału, na bazie którego buduje się. Dlatego im mniej przetwarzania tego co natura daje człowiekowi do jedzenia, tym korzystniej dla ciała.

Są ludzie, którzy wracając do jedzenia, pozostają na etapie jedzenia tylko owoców i warzyw. Jedzą to bez względu na to, czy planują następną próbę rozpoczęcia SŻBJ, czy nie. Inni stopniowo wprowadzają coraz bardziej gęste pokarmy.

Była  godz 22:00. Zacząłem zastanawiać się od czego zacząć bo tak naprawdę nie byłem głodny. Potrzebowałem tylko energii i siły której nie potrafiłem dać sobie, a nie jedzenia. Obserwowałem siebie i od razu zauważyłem, że wraz z decyzją zakończenia bardzo ale to bardzo wzrosła u mnie właśnie energia, zmieniły  mi się ruchy na dynamiczne, inaczej chodziłem jakbym nie miał żadnego postu. Zastananowiłem się nad tym i to tylko pozwoliło mi potwierdzić, że tak naprawdę tę energię i siłę mam cały czas w sobie tylko nie potrafię jeszcze jej wydobyć z innych źródeł niż układ trawienny.

Zanim wziąłem coś stałego do ust, 15 minut przed wypiłem pół szklanki 100% soku- tak żeby dać jeszcze jeden mały stopień. Był jednak za intensywny więc trochę rozcieńczyłem ciepłą wodą. Cały czas zastanawiałem się czy godzina 22 przed snem to dobry czas na pierwszy „posiłek” poczułem jednak, że minimalna ilość będzie dobra gdyż da sygnał do układu i przygotuje na jutro.

Po wypiciu tego soku nadal nie miałem ochoty na nic więc znów sugerowałem się tym, że dużo osób mówi by zaczynać od pomarańczy. Na siłę zjadłem jeden ząbek i więcej nie chciałem, szukałem dalej  „jakiegoś” smaku.  Wybrałem to co wzrokowo wydało mi się najbardziej odpowiednie. 5 winogron- lepiej, ale bez szału, tego też mój organizm nie potrzebuje. W końcu spróbowałem jabłka- zwykłego polskiego jabłka i to było to- czerpałem przyjemność z jego smaku i konsystencji.  Pomimo, że długo przeżuwałem jelita od razu odpowiedziały skurczami, odgłosami i gazami. Znów zauważyłem, że biorąc już pierwsze kęsy bez połknięcia, energia jeszcze bardziej mi się podnosi, a po zjedzeniu jak myłem naczynia i szedłem do łóżka zachowywałem się tak jakbym nie odbył żadnego postu. Nawet spakowałem jeszcze  dużą torbę podróżną by zabrać ze sobą, co godzinę temu było niemożliwe do zrobienia.

To oczywiste więc, że z tych paru kęsów owoców nie otrzymałem tej energii i siły tylko zmiana psychiczna, mentalna ją wyzwoliła. Leżąc długo rozmyślałem nad tym i nad tym co teraz czuję w związku z zakończeniem procesu tuż przed czasem, jakiś żal, poczucie porażki? Absolutnie nie.  Czułem radość całym sobą, nawet ciałem fizycznym które iskrzyło wzdłuż kręgosłupa miłymi, ciepłymi iskrami.

Zasnąłem ale obudziełem się o godz 1, Myśli były tak intensywne, że tej nocy już nie spałem do rana. Myślałem o Bogu i odczuwałem wdzięczność za to, że Jest.

Zamiast przegranej czuję olbrzymią wygraną bo nieświadomie, nie planując zrealizowałem to co zaplanowałem jakieś 20 lat temu czyli piętnastodniowy post na moje 40 urodziny. Nie potrafię odczytać tylko jaką naukę mam wyciągnąć. Zostawiam to na razie, może kiedyś się dowiem, po coś to na pewno się zadziało. Nie chcę już tego zrozumieć tylko poczuć. Próbowałem od razu, na gorąco wyciągnąć wnioski co mogło być główną przyczyną, że mój organizm tak się wycieńczył i oczywiście znalazłem pełno ważnych elementów: niepokoje w związku z brakiem zrozumienia i akceptacji tego co robię w rodzinie,  niepozałatwiane sprawy życia codziennego przed procesem a własciwie w pierwszym tygodniu wykonywanie wszystkich czynności tak jak zawsze, za dużo zewnętrznych bodźców przez cały czas: komputer, internet i motywowanie się z zewnątrz co skutkowało brakiem wewnętrznego wyciszenia i wglądu w siebie, brak zorganizowania wolnego w pracy na cały okres co w trzeciej części zaowocowało niepokojami czy zdążę dojść do siebie… Myślę, że to wystarczająca lista elementów które mogły uniemożliwić mi przejście transformacji sprowadzając ten proces jedynie do głębokiego, pełnego oczyszczenia organizmu oraz może jakiś jeszcze części podświadomości w nocy.

Czy powtórzę taki post albo proces? Czuję taką chęć ale tym razem w pełnym odosobnieniu,  zjechać gdzieś do jaskini gdzie będzie pełna cisza i ciemność. Być może zrobię to ale dopiero gdy będę na emeryturze oraz moje dzieci staną się  samodzielne by mieć pełen komfort. Do tego czasu chcę wrócić do czerpania radości z bycia dualistycznym stworzeniem. Ciekawe do jakiego zagęszczenia pokarmu wrócę bo na ten czas nie mam zielonego pojęcia. Myśląc o tym poczułem kolejną falę energii. Dziękowałem za moją kochaną zmianę w straży i zastanawiam się, jak im mogę podziękować. Tak minęła cała noc i nie wiem kiedy przyszedł czas wyjazdu do Poznania.

DZIEŃ 1 WYCHODZENIA Z POSTU SŁUŻBA W STRAŻY

Godz 5 po prostu wstałem bez ociągania, bez problemów, jak za dawnych czasów. Nic się nie zadziało, brak zawrotów czy czegokolwiek, jeszcze lepiej niż wczoraj. Łyk wody i trochę się poruszałem w delikatnym tańcu całego ciała żeby dobudzić się i rozruszać. Oczywiście czułem słabość ale to nie było już paraliżujące. Potem pół szklanki wczoraj przygotowanego soku z 3 pomarańczy, 2mandarynek, 1jabłka, plastra ananasa rozcieńczonego może do 70%. Po 15 minutach właściwe owoce: 4 winogrona bez skórek dobrze pogryzione i połknięte- bez ekscytacji, plaster melona- wyżuty z soku i wypluwany, nie miałem ochoty go połykać- nie smakował mi, podobnie z ananasem- tylko wyżułem sok i wyplułem. Dopiero  połowa jabłka bez skórki zjedzona znów z wielką przyjemnością. Myślę, że na drugi posiłek wystarczy- trochę więcej niż wczoraj. Jest koniec grudnia a pogoda jak w październiku- pięknie, może z 5 st, jeszcze przed wyjazdem poszedłem do ogrodu pooddychać trochę.

Niestety na służbie chłopacy widząc mnie przerazili się, a w trakcie co któryś podchodził by pogadać czy wszystko u mnie ok. Miłe uczucie. Bez problemu na środę również załatwiłem urlop więc mam jeszcze tydzień na dojście do siebie by nie straszyć i niepokoić kumpli. Wszystko więc się fajnie ułożyło.

Co do jedzenia dzisiaj:

Przez cały dzień częste jedzenie owoców, bardzo dokładne żucie i sporo z tego wypluwane. Jelita cały czas spokojne, delikatnie pracują, wsłuchuję się czego moje ciało będzie się domagało dalej. Głodu też nadal nie czuję. Wody prawie nie piję, nie mam ochoty, małe mini łyczki tylko ze względu na cały czas drapanie w gardle. W ciągu dnia dwa razy musiałem wejść na pierwsze piętro co było wyzwaniem ale z wysiłkiem udało się. Jest bardzo dobrze. Fajnie się czuję.

Wieczór- nie jestem głodny ale trochę się zmuszam żeby pobudzić układ do pracy. Chciałem wypić sok ale w sumie po paru łykach wylałem bo picie go powoduje drapanie w gardle.Trochę za dużo, trochę na siłę a na pewno bez poczucia, że mam na to ochotę, czuję się zbyt syto oraz znów zaczynam odczuwać zmęczenie przy poruszaniu się.

Wieczorem naprzemienny prysznic gorąco-zimny który jakby dodał mi trochę energii.

Podsumowanie dnia: wagi nie mam, samopoczucie (0) znów najlepsze jak i kondycja fizyczna (-1) Pomimo, że byłem na PA więc nie wyjeżdżałem do akcji, obawiałem się tego dnia w straży. Był jednak bardzo przyjemny, spokojny i stonowany. Odpocząłem i posłuchałem Bethovena. Jeżeli chodzi o jedzenie to w sumie: wyżuty sok z plastra melona i ananasa; 1,5 jabłka;  12 winogron; 1,5 banana; 1 gruszka co dało uczucie sytości przez cały dzień. Plus wypiłem może z 0,7l płynów przez cały dzień a teraz  miałbym ochotę na napój z siemienia lnianego.

Mam poczucie jednak, że patrząc na jedzenie i picie nie do końca dzisiaj słuchałem ciała. Muszę być jutro bardziej uważnym. Ciekawe, że widząc jak chłopaki gotują i jedzą aż podszedłem żeby wąchać co sprawiało mi przyjemność, podobał mi się ten zapach bez jednak konieczności czy pragnienia by samemu jeść, tak jakby sam zapach mi wystarczył.

NOC- fatalna

Tyle rzeczy w tym pomieszczeniu mi przeszkadzało. Zegar tyka, komputery, ekrany, buczenie skrzynki elektrycznej, cieknąca woda w toalecie, światła, odgłosy bliskiej ulicy oraz co chwilę jakaś informacja w radiotelefonie o wyjazdach z innych jednostek, zapach…  Czułem nieprzyjemne dreszcze, trzęsło mną powodując zdenerwowanie. Bardzo źle się tam czułem, bardzo niekorzystny mikroklimat i otoczenie na samo przebywanie tam a gdzie wypoczynek. Dziwne tylko, że w dzień nic nie czułem. Noc chyba jednak potęguje wszelkie wibracje.  Ok. po północy nie wiedząc co dalej usiadłem i zacząłem medytować by choć trochę emocje uspokoić, dopiero to przyniosło ulgę i spontanicznie zacząłem eliminować źródła zakłóceń- najpierw tykający zegarek rozbroiłem, potem naprawiłem wodę w kibelku i zacząłem wyłączać tyle urządzeń ile się dało dzięki czemu trochę się uspokoiłem. Inne jednostki cały czas jeździły co było słychać na radiotelefonie, którego już nie mogłem wyłączyć.  Koszmarna noc.

DZIEŃ 2 WYCHODZENIA „SAM w DOMU”

Jednostkę przywitałem o poranku puszczając przez radiowęzeł jedną z moich ulubionych piosenek na miłe rozpoczęcie dnia 🙂

https://www.youtube.com/watch?v=xg5WUIcVPNA

Poranek ciężkawy, zmuszenie się do ćwiczeń. Gdy zaczęli się schodzić osoby z innych zmian niemal każdy podchodził i się mnie pytał co mi się stało bo fatalnie wyglądam, jak kościotrup i mówili to poważnie z przejęciem. Dowódca wezwał mnie do siebie mówiąc z niepokojem, że jeżeli po długim urlopie który zaczynam od  następnej służby dalej tak będę wyglądał wyśle mnie na badania lekarskie żeby potwierdzić moją zdolność do służby… O dziwo nie zaniepokoiło mnie to  bo wiem, że do tego czasu obiecałem moim dzieciom formę na ferie i tak będzie.

Podróż do domu.

Odczuwanie wdzięczności za minioną służbę ale i za Wszystko. Potem  radość i energia. Byłem pełen energii jakiej nie miałem od dawna- jak mi tego brakowało!

W domu obserwacja siebie i podążanie za odczuciami. Ciekawe tak żyć w pełnej obserwacji siebie gdy nie wiesz co się wydarzy i kiedy. Sprawia mi to frajdę, żadnych schematów, programów nie mam pojęcia co się wydarzy za minutę, tylko czucie i podążanie za Tu i Teraz. A gdy czasami mimo uważności nie wiem na co mam ochotę i co dalej zatrzymuję się, zastygam w ciszy pozwalając by następny krok sam się ukazał…

Rozciąganie mięśnie, trochę ruchu, szklanka rozcieńczonego soku którą właściwie się najadłem, spacer po ogrodzie z ćwiczeniami oddechowymi- tu po raz pierwszy zauważyłem, że idę i nie czuję wysiłku, nie czuję mięśni!  posprzątanie  kuchni, dużego pokoju co mnie jednak zmęczyło przypominając o ramionach i udach Potem chwila relaksu przy muzyce: Andrea Bocielli https://www.youtube.com/watch?v=gPRESlT4Ccg&index=3&list=RDsbJdeBNpTZM

Jestem ogromnym okrętem na morzu życia. Myślę o procesie i przedłużającym się osłabieniu. Ruchy sterem to wszelkie zmiany w życiu jak np. ten proces a oktręt to ciało fizyczne. Potrzeba czasu by okręt zareagował na ruch sterem. Słucham muzyki i wzruszenie przepełnia moje serce, dlaczego płaczę? To nic, chcę tego, takie uczucia warto pielęgnować i nie chcę się ich wstydzić nawet mimo tego, że okazując takie przejawy potem słyszę od pewnych osób, że jestem gejowaty… Boże dziękuję. Dzięki takim łzom wiem, że wraca czucie w sercu, po ostatnich dniach wychodzę z głowy, powracam. Spokój. Piękno, błogość… a potem po raz pierwszy poczułem moment… nudy… chciałem coś zrobić ale nie wiedziałem co i gdy poczułem pragnienie napicia się czegoś, obserwowałem czy oby to nie jest z nudy.

Zjadłem najwięcej jak do tej pory ale coraz trudniej określić ilość ze względu na to, że część wypluwam tak więc na tym etapie chyba przestanę dokładanie pisać ilość i co jem. Obserwowałem jednak siebie czy to nie obżarstwo i niestety tak było dlatego żeby nie obciążać się tym „jedzeniem” na noc, trochę zmusiłem się na spacer do lasu. Na początku ciężko, czułem uda idąc i nie miałem ochoty, tylko do lasu pomyślałem.  Podchodząc po górkę było znów słabiutko ale gdy już wszedłem poczułem lekkość w udach, moje mięśnie jakby się zaprawiły do tego stopnia, że chciałem sprawdzić jak zrobię przysiad, zrobiłem a  potem jeszcze  5 i nie było z tym problemu. Skoro tak to jeszcze sprawdzę pompki i również bez problemu zrobiłem 5 mogąc dalej, nie chciałem jednak przesadzać. Sama świadomość tych możliwości na dzisiaj mi wystarcza. Znów poczułem się doenergetyzowany. Mam ochotę znów działać w jakimś kierunku.

Tęsknię za dziećmi ale muszę sobie dać jeszcze  ten tydzień na dojście do siebie. Co innego spotkać się na chwilę a co innego opiekować wypełniając obowiązki przez cały dzień. Mam nadzieję, że mi to wybaczą…

Właśnie dzisiaj myślałem też o tej uważności w byciu Tu i teraz bez planowania, bez schematów tylko podążania za bieżącym głosem i wiem, że mogę sobie na to pozwolić tylko dzięki temu, że jestem sam. Rozumiem więc wszystkie osoby które nie mają takiej możliwości.  Ja również zdaję sobie sprawę, że po Nowym roku wrócę do funkcjonowania w świecie schematów ale przyznam się że patrząc na myśli dzisiejszego wieczora chyba nie mogę już się tego doczekać, cieszę się na ten powrót zaciekawiony czy ten okres 3 tygodni zmieni coś w moim funkcjonowaniu „na zewnątrz” Zobaczymy. Cieszę się, że mogę balansować pomiędzy tymi dwoma światami bo chyba dzięki temu pełniej doświadczam człowieczeństwa. Dostrzegam piękno również tego świata materialnego.

Noc spokojna, od dzisiaj pobudki na zegarek by nie spać za długo potem mogąc spać w nocy. Nad ranem jeden sen z emocjami ale fajny, trochę śmieszny choć emocje to wkurw. Obudziłem się w spokoju jedynie z uśmiechem przypominając sobie ten sen. No – w końcu coś normalnego i fajnego.

WT 29.12.15r DZIEŃ 3 WYCHODZENIA  (a dzień 19/5 procesu)

Obudziłem się sam o 5 rano i o 6 stwierdziłem, że czas wstawać- koniec tego rozleniwiania ciała, biadolenia, chcę robić coś to muszę działać. Ciało nie chciało ale zmusiłem się. Znów jednak trochę łatwiej niż dzień wcześniej, ba o niebo lepiej, żeby tylko te ręce i nogi nie były takie słabe. Dzień zacząłem od pootwierania wszystkich okien i drzwi wejściowych żeby porządnie wymienić powietrze, małe siorbnięcie ciepłej wody i po przewietrzeniu 40 min ćwiczeń rozruchowo- rozciągająco- oddechowych, taka intuicyjna własna joga. Z każdym ruchem czułem się coraz swobodniej a w pewnym momencie zrobiłem zaskoczony wielkie pozytywne oczy bo rozciągając się pomyślałem by poćwiczyć do pozycji lotosu choć jedną nogą i co się okazało? że po raz pierwszy w życiu tak po prostu założyłem obie nogi do lotosu i siedziałem ale czad! Przecież wcześniej ledwo co po założeniu pierwszej stopy mogłem zgiąć drugą a teraz obie i na obie strony!!!

Po ćwiczeniach przyszła ochota na rozcieńczony sok pomarańczowy więc dawaj, usiadłem i zacząłem pić ok. 1szklanki ale jednak to nie było to. Gdy jednak zmieniłem sposób picia i przestałem łykać sok tylko nabierałem minimalną ilość, może trochę więcej niż wydzielało się śliny w ustach, przesączałem przez zęby pozwalając się zmieszać ze śliną to zacząłem mieć zupełnie inne doznania.  Tak mi zasmakował, że w pewnym momencie chwyciłem się, że już nie piję dla pragnienia tylko dla przyjemności więc odstawiłem. Parę razy jeszcze czując pragnienie sięgałem, brałem do ust i potem znów zapominałem się nie wiedząc czy piję bo potrzebuję czy dla czysto emocjonalnej przyjemności. Godzinę czasu tak sobie siorbałem patrząc za okno jak budzi się nowy dzień, jak ciemność i mrok ustępują światłu. Bardzo fajny poranek.

Między łykami wracałem do wczorajszych rozważań o możliwości prowadzenia życia tu i teraz tylko w przypadku gdy jest się samemu, ale jednak tak nie jest bo kto komu broni wstać godzinę wcześniej i zacząć dzień wsłuchując się w siebie? Zawsze, w ciągu każdego dnia można znaleźć takie chwile. Kwestia wyboru, świadomości, motywacji i podjęcia działania a potem staje się to czymś naturalnym. Pomyśleć ile wśród ludzi zachodu jest takich niewspierających zachowań, które z łatwością można by zastąpić innymi by mogli odczuć życie piękniej? Mnóstwo. Tylko trochę wsłuchania się we własny wewnętrzny głos zamiast ślepego, nawykowego podążania za tłumem…

Delektując się owocowym śniadaniem zauważam , że zaczynam jeść z potrzeby ciała ale nie potrafię wyłapać momentu kiedy ta potrzeba zostaje zaspokojona i zaczyna się jedzenie dla przyjemności, dla smaku, chciałbym to umieć wyłapać.  Często też żując długo owoca on zmienia smak właściwie traci i nie mam ochoty już połykać tej brei. Próbuję to zrobić z bananem ale nie udaje mi się, nie chce stracić smaku zanim nie połknę go. Fajna zabawa. Dzisiaj ogarniam papierowe sprawy związane z rachunkami bo przed nowym rokiem muszę pozmieniać wielkości zleceń stałych. Potem  umyłem okna, znów trochę zmuszenia się pozwoliło zrobić kolejny krok i nie było tak ciężko a jest dużo przyjemniej.

Po „obiedzie” 15 min rozluźniania całego ciała i wyjście na spacer którego nie czułem ale chciałem jeszcze dzisiaj trochę wzmocnić nogi. Ręce pracowały myjąc okna a teraz nogi dla równowagi. Poszedłem do lasu i jak przeważnie bywa gdy wyszedłem to zrobiłem po lesie może z 2km przez prawie godzinę przy czuciu ud ale z każdym krokiem było jakby swobodniej. Jest ok co potwierdził nawet siostrzeniec stwierdzając podczas spotkania, że już inaczej mówię, widać, że mam więcej siły. Teraz też to czuję- okręt zareagował na ster.

Ciągnie mnie już do „normalnego” życia i zadbania w końcu o sferę materialną. Zadaję sobie pytanie o forex, czy to ta droga, nie wiem co czuję. Chcę ale nie czuję. Czekam więc.

Ciągnie mnie do finansów, do świata materialnego, tym chcę się zająć ale ponieważ to nie jest związane z tzw duchowością to pomimo przyciągania odpycham to i powstają napięcia. Dlaczego tak się ograniczam? Bo oświeceni mówią, że finanse są fe choć na każdym kroku trzeba płacić za ich zabiegi, książki itp.? Masakra.  Przecież czując radość podczas wykonywania czegokolwiek  jesteśmy bliżej Boga? Czyż nie?

Coś mnie skusiło by wejść na wagę i gdy zobaczyłem 51kg cała energia zeszła- no bo jak to można mieć energię gdy taka waga, znów seria myśli i nie pomagały tłumaczenia, że waga nie ważna, mam więcej energii i siły i to jest najważniejsze- dobry nastrój nie wracał.

Dopiero dzisiaj po kąpieli po raz pierwszy od rozpoczęcia jedzenia wydaliłem niestrawione resztki z siebie. Jelita pracują więc jest ok. ale z drugiej strony poczułem wielki żal, bo to oznacza, że znów zanieczyściłem ciało. Trudno, takie jest życie i skutki przemiany materii w energię. Dopóki nie nauczę się czerpać energii, siły z bezpośrednich źródeł muszę jakoś poradzić sobie z tym faktem.

ŚR 30.12.15 DZIEŃ 20/6 PROCESU (DZIEŃ 4 WYCHODZENIA)

Po przebudzeniu (ale przed wstaniem) znów włączył mi się program, że skoro spałem tylko 2 godziny to będzie ciężko. Nie było, więcej rozmyślałem zbierając się do wstania niż to było warte. Muszę się przyzwyczaić, że być może inaczej teraz będę funkcjonował. Chciałbym traktować wszystko jak nowopoznawane rzeczy ale stare programy, oczekiwania gdzieś tam się odzywają. Po dwóch godzinach snu i reszty nocy przeleżeniu wstałem rozpoczynając dzień jak wczoraj, przewietrzeniem i godzinnymi ćwiczeniami. Dziś dodałem na koniec asany z jogi na równowagę.  Jest ok choć to jeszcze nie to co przed postem.

Wyjście do sklepu po owoce. Pierwszy mróz ok. -5st i dziwnie się czuję. Skóra twarzy jakby się naciągała nieprzyjemnie na mrozie i ciężej oddycha. Po powrocie muszę się położyć na godzinkę odespać a potem znowu wyjść i sprawdzić czy ta ciężkość w porównaniu z dniem wczorajszym to osłabienie, mróz czy może niewyspanie. Na razie nie mam siły by posprzątać ostatnie pomieszczenie- łazienkę.

Jedzenie bez potrzeby ciała 🙁  1 gruszka, 1 banan, 1 jabłko. Jedząc w otwartym oknie przy promieniach słońca czerpałem radość ale nie jestem z siebie zadowolony. Widzę swoje zachowanie.

Do popołudnia sprzątanie łazienki ale słoneczko tak pięknie świeciło, że nie mogłem nie pójść na spacer do lasu, a jak poszedłem i usiadłem pod drzewem na polanie to chyba z pół godziny czerpałem przyjemność z promieni na twarzy, mrozu zupełnie nie odczuwałem- było pięknie. Zanim wstałem zrobiłem 10 pompek bez problemu. Wracając dwa razy energicznie dla treningu podszedłem sobie pod górę i było spoko a po tym coś jakby puściło znów nieco dalej bo idąc po płaskim czułem się swobodnie, chód nabrał energii i swobody choć nadal czułem, ze mam uda. Po powrocie rozciąganie całego ciała, w szczególności nóg.

Po powrocie zjedzone: 2 winorona, 1.5 banana a przeżute i wyplute: 1 jabłko, ½ małej pomarańczy, ¼ melona- czuję przesyt. Nie chciało mi się jeść ale tyle czasu minęło od ostatniego posiłku, że zacząłem się niepokoić, czy przypadkiem moje jelita znowu nie rozpoczęły jakiegoś wewnętrznego postu. Nie pomyślałem, że długo byłem w lesie i na słońcu więc z tego źródła trzyma mnie energia. Kurcze, znowu stare schematy się odezwały i skopałem trochę brakiem cierpliwości. Jadłem za to dalej eksperymentując z bananami co dawało mi wielką frajdę. Mega przyjemna zabawa. Miałem ochotę jeszcze popróbować ale czułem już od dawna pełność. I tak znów przesadziłem.

Gdy uświadomiłem sobie, że minęły święta a ja nie mam ani choinki, ani nawet kolęd nie słuchałem, włączyłem takie i wzruszyłem się, znów łzy wzruszenia popłynęły. https://www.youtube.com/watch?v=7GQDVJvMlPg  Być może pod tym wpływem poczułem chęć zerknięcia na bloga bliskiej mi osoby by zobaczyć co tam się dzieje z jej synkiem. Gdy zobaczyłem uśmiechnięte zdjęcia całej rodzinki i budujące wpisy, że guz się zmniejszył znów łzy wzruszenia popłynęły, rozryczałem się pełen wdzięczności.  Widząc też ile dostał kartek na święta od przeróżnych ludzi poczułem się bardzo źle, że nie pomyślałem o tym zajęty swoją osobą i procesem. Nie wiem jak to się stało. Napisałem więc od razu krótkie życzenia mailowe choć na Nowy Rok. Zacząłem myśleć o tym co czuję i miałem wyrzuty. Skupiony na sobie zapominam o ważnych dla mnie osobach. Dbam o swoje myśli, spokój, Miłość Uniwersalną ale nie przejawiam tego czynami wobec innych ludzi, a przecież tak naprawdę to czyny świadczą o człowieku… gdzieś się chyba pogubiłem i cały czas nie mogę odnaleźć. Pod wpływem tych refleksji poszedłem odwiedzić tatę który jest sam dwa domy obok.

Boże, proszę Cię naucz mnie większą uwagą obdarowywać innych ludzi.

CZW. 31.12.15 DZIEŃ 21/7 PROCESU (DZIEŃ 5 WYCHODZENIA)     ZAKOŃCZENIE

„SYLWESTER”

Dzień zaczęty rutynowo: wietrzenie, choć dziś w trakcie wietrzenia wyszedłem na boso do ogrodu pooddychać mroźnym powietrzem i pochodzić po zmrożonej trawie. Potem ćwiczenia, szklanka soku z 1 pomarańczy przesączona przy wschodzącym pięknie słońcu.

Podczas śniadania głód został zaspokojony już po zjedzeniu  winogron i ½ kaki  więc powinienem przestać a ja dalej jadłem  rozkoszując się do tego stopnia, że nawet biorąc do ust ostatnie kęsy zostawionej połowy kaki nie czułem w tym przyjemności, jadłem by nie wyrzucać 🙁   Po posiłku czułem się ociężały, nie za fajnie z dziwnymi falami elektrycznymi rozchodzącymi się po całym ciele- to akurat było przyjemne. Zauważyłem znów, że gdy tak przesadzę z ilością to po paru minutach chce mi się pić, tak jak teraz.

 Jedzenie spawia mi taką przyjemność,  że wręcz nie mogę się doczekac uczucia głodu. Przyjemność smakowania, delektowania się -chyba to jest głównym powodem dla którego zaczynam jeść.  Tym razem: ½ mango, 1 jabłko, 1 kiwi, 1 banan, 4 winogrona. Jak zwykle ponad potrzebę ale w granicy tolerancji sytości/przesytu.

Poczułem wielką ochotę na orzechy jakie kupiłem z zamiarem wprowadzenia dopiero jutro (czyli po zakończeniu trzeciego tygodnia) ale uległem pragnieniu mówiąc a co tam, w końcu jest Sylwester przyspieszenie o jeden dzień nic nie zmieni. Niestety jak zacząłem jeść i poczułem ten nowy smak nie mogłem się powstrzymać. Miało być tylko po jednej sztuce z każdego rodzaju a w sumie zżarłem ok: 3 włoskie, 8 migdałów, 5 laskowych i pełną garść nerkowca. Bawiłem się, łączyłem je w różne konfiguracje otrzymując coraz to inny smak. Byłem już dawno syty ale każdy nowy smak tak mnie zachwycał, że tworzyłem dalej. W pewnym momencie poczułem chęć by do suchych orzechów dodać w ustach oleju kokosowego i to było to, szczególnie z delikatnym nerkowcem który pod wpływem oleju zmieniał swoją konsystencję z nieco suchej na aksamitną a leciutki posmak kokosa dopełniał błogości! Jeszcze, jeszcze … miałem miejsce, mogłem jeszcze jeść ale w końcu jednak udało mi się zapanować. I tak za późno bo po godzinie odbijało mi się masłem kokosowym którego zjadłem może z 4 łyżeczki. Od razu miałem ochotę popić albo najlepiej zagryźć słodziutkim soczystym mango. Na szczęście powstrzymałem się pozwalając mojemu brzusiowi by mógł jak najlepiej poradzić sobie z tą zawartością nowych substancji i dopiero po godzinie wypiłem ½ szklankę wody. A miało być tylko zapoznanie się z pojedynczymi orzechami przed jutrzejszym wprowadzeniem… eh. Z drugiej strony nie do końca czuję się z tym źle. Przyjemność, radość. Obserwuję jedynie czy nie ma niepokojących sygnałów z trzewi jednak po dwóch godzinach jest ok.

Wieczór to czas u taty gdzie wyszło spotkanie imieninowo- sylwestrowe z siostrą, szwagrem i bratankiem z dwoma jego kumplami. Takie spokojne posiedzenie przy stole. Dla mnie czas oswajania ponownie z codziennością, przyjemny czas. W nocy przebudziłem się jedynie na chwilę o północy gdy zaczęły strzelać petardy ale nawet nie otworzyłem oczu i gdy jeszcze nie zamilkły  ja chyba już ponownie spałem do pobudki o 5, by wyruszyć do pracy. Pierwszy niezakłócony jakimiś wewnętrznymi wybudzeniami sen.

PODSUMOWANIE DNIA: myślę, że na tym skończył się ostatecznie ten  proces oczyszczania. Ciało jeszcze osłabione, co dzisiaj czułem bardziej niż wczoraj i dlatego odpuściłem wysiłek, spacer. Zajęcia codzienne które w końcu mogę wykonywać przejęły to. Niestety za dużo jadłem i to dużo za dużo bo do zaspokojenia potrzeby wystarczyłaby może 1,3 z tej ilości. Przyjemność doznań smakowych była tym razem silniejsza. Czuję się z tym jednak ok. Dobrze w tym obżarstwie, że przynajmniej wszystko zanim połknę zmienia w ustach konsystencję na płynną lub półpłynną. Samo żucie daje mi przyjemność i w sumie wyciskarki jaką kupiłem już nie potrzebuję bo użycie jej to odbieranie sobie przyjemności pełniejszych doznań smakowych jakie daje dokładne przeżuwanie tego co jem.

NOWY ROK, SŁUŻBA W STRAŻY.

Nadal na P.A, żeby nie wyjeżdżać  na interwencje, czyli przed komputerami.

W ciągu całego dnia wielkie, niemal nieustanne obżarstwo- owoce i orzechy. Wieczorem czułem się fatalnie, przestraszyłem się, że coś sobie zrobiłem. Dopiero po wieczornej wizycie w toalecie trochę ciężkości, kłucie i niepokój ustały- poczułem się nieco lżej. Niestety dzisiaj zero ruchu i aktywności, cały dzień właściwie na krześle przed pulpitem więc również czuję spory spadek energii do -2. Zależy mi na odzyskaniu sił a robię takie numery. Obżarstwo jak każdy nadmiar tylko odbiera energię powodując, że organizm musi ciężko pracować by to wydalić a brak ruchu jak każdy inny brak, że nie ma skąd czerpać tej energii… Dziś była obfitość w jedno i drugie.  Pierwszy dzień w nowym roku nie należy więc raczej do udanych. Dziękuję, że moje wyrozumiałe ciało znów sobie poradziło ze słabościami pewnie emocji i umysłu.

ND 03.01.02016, DZIEŃ ODPOCZYNKU I REGENERACJI

Po wczorajszej aktywności na  imprezie tanecznej pojawił się jednak całodniowy spadek energii więc to był dzień odpoczynku bez forsowania się. Od jutra wchodzę w normalny cykl zajmowania się dziećmi.

PODSUMOWANIE

Myślę, że to na tyle jeżeli chodzi o mój indywidualny proces którego nie planowałem ani jeżeli chodzi o czas, ani miejsce. Pomimo, że po przejściu tego doświadczenia nadal nie przystosowałem organizmu do życia bez przyjmowania pokarmów stałych (bez powodowania osłabienia), to nadal czuję,  że inedia jest najbardziej naturalnym stanem dla Człowieka, tylko jak większość ludzi i ja przez 40 lat zatraciłem tę zdolność żyjąc wg utartych schematów społecznych. To było jednak piękne doświadczenie. Czy zrobiłbym go jeszcze raz? Tak, ale mając tą wiedzę i doświadczenie jakie mam teraz, już nigdy nie dopuściłbym do takiego wycieńczenia swojego ciała. Podszedłbym z Miłością i szacunkiem, mniej siłowo. Co mnie najbardziej dziwi? To doświadczenie największej słabości nie w pierwszym, suchym tygodniu czy chociażby w drugim, tylko wręcz w trzecim i to pod koniec kiedy byłem pewny, że energia będzie wracać.

TYDZIEŃ PIERWSZY PO.   04-10.01.2016

BARDZO SZYBKIE ZAGĘSZCZANIE ODŻYWIANIA

PON 04.01.16

Jedzenie: duuuża zmiana. Nowe najbardziej niezdrowe co jadłem: -chrupki kukurydziano-orzechowe o składzie( 33% orzechów, grys kukurydziany, olej słonecznikowy, sól), 1/2 zapiekanej w piekarniku kromki chleba pszennego z masłem, żółtym serem i sporą szczytpą zasmażanej cebulki, 1/2 pomidora i kiszonego ogórka, łyżeczka ketchupu.

Dzieci na kolację miały ochotę na zapiekanki więc zrobiłem. I już przygotowując produkty ugryzłem ogórka kiszonego i pomidora ale pomimo, że mi zasmakowały wyplułem. Po chwili jednak nie wytrzymałem, nabrałem takiej ochoty by to połknąć że jeszcze raz ugryzłem i po dokładnym przeżuciu połknąłem. Co za uczucie. Oznacza, to że wszedłem w kolejny etap zagęszczania pożywienia lub zakończyłem poprzedni oparty tylko na owocach. Po kolacji, gdy została jedna kromka nie chciałem jej wyrzucać ale i zjadać więc przeżułem delektując się smakiem i wyplułem. Podobnie z kiszonymi ogórkami które zostawili chłopcy i zasmażaną cebulką z okruchami przypieczonego żółtego sera jaki zeskrobałem z blachy. Część wyplułem ale z częścią nie mogłem się powstrzymać i połknąłem zachwycony nowym smakiem. Tak, ewidentnie jem przede wszystkim dla smaku, uwielbiam to, daje mi to tyle frajdy i dobrego samopoczucia…

Tak więc chyba to już koniec mojej przygody z inedią i wróciłem do dawnego stylu odżywiania. Jak się czuję? Czuję, że to konieczność by być uziemionym.  W tym roku nastawiam się na uzyskanie dodatkowych stabilnych przychodów z mojej pasji.  Ponadto chcę nadal zajmować się, dbać i opiekować trójką moich dzieci włącznie z szalonymi zabawami a jak pokazał dzisiejszy, pierwszy dzień spędzony z nimi nie potrafię tego robić nie chodząc twardo po Ziemi. Nie wiem jak czerpać energię z innych źródeł niż pożywienie i dopóki tego nie będę potrafił wracam do Ziemskiego, materialnego życia.

WTOREK 05.01

Nowe: Nabrałem ochotę by jutro wprowadzić ser kozi, a kupując go i widząc pleśniowy wziąłem po kawałku obydwu. Po powrocie do domu niestety nie wytrzymałem do jutra i kontynuowałem jedzenie bawiąc się smakami, łącząc sery z innymi produktami jak pomidor, kiszony ogórek, dużo masła, swojski wiśniowy dżem a najgorsze co jadłem to 1 wafel pszenny tortowy w którym już były dziwne symbole E. Niemniej jedzenie dawało mi przyjemność niesamowitą. Jadłem właściwie bez przerwy żując do 14… do opchania się jednak bólu na szczęście nie czułem. Dopiero po paru godzinach zgaga i kłócie w brzuchu dało  znać, że sporo przesadziłem. Wieczorem pół kubka wywaru z 2 łyżeczkami siemienia lnianego i poza tym jednym długim objedzeniem się nic już nie jadłem dzięki czemu zasnąłem fajnym snem.

ŚR-CZW

To cały czas przede wszystkim sery, masła w olbrzymich ilościach łączone z innymi produktami przede wszystkim na słodko-kwaśno, jedzone do przesytu z nieukrywaną przyjemnością doznań smakowych.

PIĄTEK- 08.01 (RYBA I SŁODKIE, KETCHUPY, MAJONEZ ITP. )

Poczułem chęć na rybę więc zrobiłem całego dorsza w piekarniku z talarkami cebulki, pieczarkami, z ogórkiem kiszonym a na koniec obłożyłem go chyba z 0,5kg sera i zapiekłem żeby ser się rozlał. Madzia lubi i pomyślałem, ze zjemy sobie jak wróci ze szkoły. Córka jednak zadzwoniła, że gdzieś idzie i skończyło się, że sam zżarłem tego dorsza. Był tak pyszny, że nie potrafiłem przestać pomimo, że głodu właściwie nie czułem  ( w trakcie przygotowań pojadałem ser, ogórka, z ketchupem, musztardą i majonezem co już mnie widocznie nasyciło). Właśnie- do tego posiłku zjadłem pół słoika majonezu, 1/3 słoika musztardy i chyba z pół tubki ketchupu. Nie wiem gdzie mi się to zmieściło ale tej przyjemności smakowej nie jestem w stanie opisać i powstrzymać.

Po obiedzie mogłem doświadczyć Bożej ochrony. Byłem pewien, że za jakiś czas będę umierał z bólu, ale nie, byłem objedzony lecz nie bolało. Po chwili było mało i poczułem chęć na słodkie, a że nie miałem to wypiłem 0,4l zsiadłego mleka zagryzając miodem, chyba ze dwie łychy, czułem jak mnie wciąga i że to także mało. Zerwałem się szybko idąc do sklepu gdzie wybrałem trzy rodzaje czekolad gorzkich, najlepszych, nie patrzyłem na cenę, dopieszczałem siebie, i ptasie mleczko wedla. Czułem jak poddaję się, czułem, że to przesada i nie kontroluję się ale nie byłem w stanie się oprzeć dlatego chyba mój Anioł ochronił mnie przed samym sobą. Gdy byłem przy kasie i przyszło do płacenia kartą,  zablokowały się wszystkie terminale w sklepie. Czekałem z 10 min czując jak nie nadążam połykać śliny aż w końcu wziąłem tylko jedną gorzką czekoladę, bo tylko tyle miałem gotówki  zjadając w całości z resztą zsiadłego mleka.

Po odwiezieniu dzieci o 18 poczułem chęć na spotkanie z kumplem i napicie się z nim piwa.   Siedzieliśmy do 23 rozmawiając o  tym, co niematerialne, o Bogu, ile oboje Mu zawdzięczamy i życiu. Mamy wiele wspólnych spostrzeżeń i to był bardzo przyjemnie spędzony czas na podjadaniu tym razem prażonej kukurydzy jaką przyniósł. Wypiłem nie całe dwa piwa i potem objadłem się znów czekoladami. Nie wiem ile w sumie zjadałem, może jeszcze  ze dwie tabliczki.

Mimo tego zasnąłem od razu choć obudziłem po 1 w nocy czując strasznie dużo energii. Wstałem, pracowałem przy laptopie, rano intensywnie ćwiczyłem i tańczyłem spontanicznie pełen wolności, wzruszeniem poczucia Miłości.  Łzy wzruszenia przechodzące w rzewny płacz. Płakałem jak bóbr, Myślałem o pewnym chorym chłopcu, przytulałem zdjęcia moich dzieci do serca płacząc wzruszony jak bardzo Bóg mnie wspiera.  Na koniec poczułem wielką potrzebę oczyszczenia mieszkania i spaliłem dużą ilość białej szałwii. Podążałem za jakimś głosem nie racjonalizując tego co robię.

Było już przed 6 gdy poszedłem do ogrodu na boso, oddychałem i siedziałem parę minut w seiza na śniegu. Nie czułem zimna, było mi dobrze, orzeźwiająco. Dzień zaczęty pełen energii, Miłości i wzruszenia.  I to po takim obżarstwie, po jedzeniu słodkiego choć miałem nadzieję, że do tego nie dojdzie… dobrze się jednak z tym czuję, jestem szczęśliwy.

SOBOTA 09.01 (mięso)

Jedzenie- ugotowałem rosół z królika, tak więc nie dość, że słodkie to i mięso już jem…  Nie,  nie jem- obżeram się bez kontroli, nie potrafię i już nawet nie próbuję jej utrzymać, poddaję się czerpiąc maksymalnie przyjemności z delektowania się smakami. Dzisiaj po obiedzie przez dwie godziny jadłem czekolady ale inaczej  niż wczoraj bo nie pożerałem łapczywie tylko brałem do ust i w pełnym skupieniu odczuwałem smak, konsystencję zapach łącząc z innymi w zależności od pragnienia pozwalając by smak trwał jeszcze po połknięciu aż do samoistnego wygaśnięcia- jak dźwięk który jeszcze drga pomimo że instrument już go nie wydobywa… Niestety jak się kładłem spać to czułem, że  kwasy żołądkowe podchodzą do gardła powodując straszne pieczenie. Bolało. Zasnąłem po może godzinie.

Muszę rozluźnić swoją relację z jedzeniem bo widzę, że chyba z 6 godzin dziennie jem. Dzisiaj zupę gotowałem może godzinę, a jadłem ją dwie. Nie chcę reszty życia poświęcać jedzeniu a tak teraz się dzieje. Mam nadzieję, że to tylko taki etap po okresie niejedzenia na który daję sobie obecnie przyzwolenie, czując, że to jest to, co najszybciej przywróci mi siłę by spełnić obietnicę daną dzieciom.

NIEDZIELA 10.01

Rano znów się objadłem podczas dwóch godzinach jedzenia. Dzisiaj ochota na jajko gotowane na miękko które okazało się tylko niewielkim wstępem. Pierwszy posiłek więc składał się z: 1 jajka, 1 poru naciowego wyłożonego ogórkiem kiszonym, pomidorem, kawałkiem zwykłego ogórka, szczypiorkiem z cebulką, pół pojemnika sera topionego zasmażanego, 1 pomidor, 0,7 litra maślanki, ze dwie czubate łyżki majonezu i ketchup. Dwie kromki chleba z prażyta posmarowanego dosyć grubo masłem. Po tym przyszła chęć na słodkie więc znów po pasku z każdej czekolady jakie miałem plus  małe opakowanie herbatników i z 8 kawałków ptasiego mleczka. To wystarczyło. Poczułem sytość do tego stopnia, że parę kostek czekolady odłożyłem nie zjadając do końca.  Tym razem odczułem to dość boleśnie w postaci zgagi co jest nowym doświadczeniem.

Po obiedzie  3km spacer w lesie. Modląc się do Boga pełen wdzięczność znów wzruszałem się i płakałem. Nie wiem co się dzieje. W drodze powrotnej  5 razy wbiegałem i zbiegałem z mojej górki wykonując na górze pięć nieudanych prób stania na rękach co pokazywało jak słabe mam ramiona, a na dole góry po 5 różnego rodzaju pompek- tu było lepiej.  Z nogami jest już ok. Ręce  na koniec tego tygodnia trochę lepiej ale najgorzej nadal z podciąganiem na drążku bo ledwo co udało mi się 5 razy- brak poprawy. (przed postem robiłem 25)

Dopiero teraz dostrzegam też inne niekorzystne efekty jakie się pojawiają: kolana- ból przy wysiłku.  Wygląd- przed postem mając 40lat ludzie dawali mi 30ci. Teraz wyglądam na 50 choć i tak już jest lepiej bo dzisiaj zauważyłem,  że oczodoły w końcu nie są zapadnięte i kości policzkowe jakby mniej odstają.  To wszystko powoduje pojawianie się fal wątpliwości o to czy rzeczywiście podążam swoją drogą…

PODSUMOWANIE TYGODNIA

To był tydzień utraty kontroli i obżarstwa do granicy możliwości. Nie potrafię nad tym zapanować, czerpię jednak niesamowitą przyjemność ze smakowania i objadania się mimo świadomości, że to nie jest dobre dla mojego ciała i, że po paru minutach będę doświadczał bólu.

PODSUMOWANIE PROCESU?

Być może opisałem go zbyt szczegółowo ale patrząc jak wiele osób  jest gotowych i wchodzi na tę drogę, chciałbym by jak najwięcej informacji było dostępnych ponieważ dla każdego może być przydatna inna. Tak jak ja uczę się  z doświadczeń tych co już przeszli dzieląc się tym, może choć komuś przyda się skrawek mojego doświadczenia w jego drodze –  Niech więc płynie…

Co dalej?

Myślę, że jeszcze kiedyś powtórzę taki proces ale zapewniając sobie wystarczający komfort odosobnienia oraz przestrzeń czasową. Wybiegam w przyszłość i na ten czas taką możliwość dostrzegam gdy dzieci będą już niezależne a ja na emeryturze, jednak pragnę pozostać otwartym na wszystko co przynosi każdy kolejny piękny dzień, każda chwila.

Za trzy tygodnie spędzę z dziećmi narciarskie ferie i teraz najważniejsze dla mnie jest do tego czasu odzyskać energię i siłę na tyle by dotrzymać obietnicy danej dzieciom fajnej wspólnej zabawy. Oznacza to zagęszczanie pożywienia ale do jakiego stopnia, nie mam pojęcia- na tyle by dotrzymać słowa.

Z  Miłością

Paweł

Ferie… 🙂

Dodaj komentarz