DOJRZAŁA ŚWIADOMOŚĆ CHRZEŚCIJAŃSKA

Poddałem pod rozważanie pewne własne doświadczenie, które obserwuję również u  wielu innych chrześcijan.
Chodzi o fakt, że mając świadomość, tego, że Jezus oddał za mnie życie czuję się smutny z tego powodu. Pomimo ogromnej wdzięczności, zamiast radości, częściej żyję w poczuciu żalu, wyrzutów sumienia oraz poczuciu bycia niegodnym.
Czy ulegam jakiemuś ludzkiemu psychicznemu mechanizmowi?
Przecież Jezus nie chce mojego smutku tylko pełni radości w byciu wolnym. Przecież dlatego oddał swoje życie dla mnie.  O co kaman?….
Całe poniższe rozważanie wyniknęło po przeczytaniu chyba setny raz znanego fragmentu Biblii, kiedy to serce zostało poruszone aż do łez. Sięgając do tych samych fragmentów Pisma Świętego, Bóg  poza ukazywaniem uniwersalnej prawdy dotyczących wszystkich, cały czas potrafi odkryć przed nami to, co najlepsze na dany czas tylko dla nas.

Rz 4.2-5.

Jeśli bowiem Abraham został usprawiedliwiony z uczynków, ma się czym chlubić, ale nie przed Bogiem. Cóż bowiem mówi Pismo? Abraham uwierzył Bogu i zostało mu to poczytane za sprawiedliwość. A temu, kto pracuje, zapłata nie jest uznana za łaskę, ale za należność. Temu zaś, kto nie pracuje, lecz wierzy w tego, który usprawiedliwia bezbożnego, jego wiara zostaje poczytana za sprawiedliwość.

Świadomość, że ja obecnie żyję tylko dlatego, że ktoś inny oddał za mnie życie odbiera mi radość cieszenia się z tego ofiarowanego życia, w tym przede wszystkim doczesnego.
Szukam jakiejś metafory dla tego co przeżywam…
Czuję się tak, jak ktoś, kto był w obozie koncentracyjnym, do którego trafił z przeznaczeniem na śmierć. Żeby jednak dostać się do miejsca stracenia skazani musieli być przewiezieni pod strażą oprawców w miejsce stracenia. Ja również, jako potomek Adama byłem w takim transporcie. Jednak podczas przewożenia, pojawił się ktoś z wolnych ludzi, kto mając świadomość, że prowadzą nas na śmierć, wszedł za mnie w szereg skazańców dzięki czemu ja mogłem odejść wolny. Teraz, choć wojna jeszcze trwa otrzymałem znamię „ułaskawiony przez ofiarę wolnego” dzięki czemu mogę żyć bez strachu, że okupant coś mi zrobi. Takie są zasady prowadzenia tej wojny.
Teraz jednak, choć mam papiery by móc w pełni żyć jak wolny człowiek, nie potrafię ponieważ czuję smutek, żal, przygnębienie świadomością, że ktoś inny umarł za mnie. Poczucie to jest tym silniejsze, że życie oddała osoba nie musząca tego robić. Osoba, która była wolna a mimo to zdecydowała się wybawić mnie z tego marszu skazańców i sama umrzeć jako całkowicie niewinna.
Jak znalazłem się w tym obozie zagłady? Dawno temu, ktoś z moich rodaków rozpoczął tę wojnę uwikłójąc w nią wszystkie kolejne pokolenia.

Teraz więc tak często jestem smutny, ponieważ zatrzymałem się w swojej świadomości na tym, że Jezus umarł za mnie. Wypełnia mnie smutek, ponieważ mentalnie zatrzymałem się i nadal trwam w chwili, kiedy po wypchnięciu z tego pochodu straceńców patrzę za oddalającymi się, a może nawet trochę dalej, widzę jak z kominów krematoria wydobywa się dym świadczący, że kolnie ludzie zostali spaleni,w tym mój wybawiciel.
I choć teraz fizycznie jestem już daleko od tamtych wydarzeń, psychicznie są one w moim tu i teraz, a to nie pozwala cieszyć się z życia.
Zapomniałem o bardzo ważnym wydarzeniu, najważniejszym, że przecież Jezus zmartwychwstał i teraz żyje. Pomimo, że wszedł za mnie w ten szereg straceńców nie został zgładzony. To znaczy fizycznie umarł ale tylko na chwilę, na trzy dni, po których ożył a;e teraz ma się dobrze.
Jeżeli więc ktoś już przyjął zbawienie, czuje, że również został uratowany z tego transportu na śmierć, ale nie potrafi cieszyć się z życia, może to oznaczać, że tak jak ja, nadal żyje przeszłością. W swoim doświadczeniu chrześcijańskim i życiu codziennym bardziej skupia się na Jezusie umarłym-ukrzyżowanym, zamiast rozejrzeć się i poszukać Jezusa zmarwychwstałego- czyli żywego. On jest tutaj i przez Ducha Świętego pragnie mieć z nami bliską relację, pragnie być częścią naszego życia w codzienności.
Po nawróceniu bardzo cieszyłem się poczuciem, że mam osobistą relację z Jezusem, właśnie przez Ducha Świętego, ale potem skupiłem się i zatrzymałem tylko na świadomości krzyża przez co chyba straciłem tę piękną codzienną relację.
Radość osobistego doświadczenia zbawienia zamieniła się w doświadczenie smutnej wdzięczności. Mam świadomość wolności, wiem co się stało na krzyżu ale wpatrując się w martwego Jezusa, chyba skala tej ofiary przygnębiła mnie, podczas gdy żywy Duch Święty stoi za mną, dotyka w ramię pragnąć powiedzieć, hej, Jam jest, żyję- bądź ze mną, porozmawiajmy, poświęć mi swoją uwagę…
Teraz jest czas Łaski, czas by każdy z nas doświadczał obecności Ducha Świętego w codzienności a bliskość ta zawsze będzie wydawała piękne owoce.

„Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa*. (Ga 5:22)

Oczywiście krzyż jest kluczowy, bez krzyża nie ma wyrwania z tego pochodu straceńców, ale gdy już otrzyma się Ducha Świętego to przede wszystkim należy się skupić na osobistym Jego doświadczaniu. Przez krzyż się przechodzi, czasami trzeba zatrzymać się na krzyżu, ale w codzienności żyje się w obecności Ducha Łaski.

Ten wpis jest przede wszystkim dla mnie, bym przepełniony wdzięcznością za rozbudzenie we mnie świadomości chrześcijańskiej, po poznaniu dzieła krzyża i przejściu przez nie, teraz bardziej podążał za życiem zamiast wpatrywać się w śmierć. Pragnę w swojej codzienności Boga żywego, Jezusa Zmartwychwstałego, a nie religijnej doktryny.

Oczywiście są osoby, które na swoim obecnym poziomie wzrostu duchowego bardzo potrzebują by zatrzymać się na ofierze krzyża i pozostać tam tak długo, ile potrzeba by zrozumieć i przede wszystkim przeżyć w swoim sercu ofiarę Jezusa, dzięki czemu ziarenko świadomości zbawienia może zapaść bardzo głęboko nie tylko w naszą świadomość ale przede wszystkim w serce, by ugruntować nas, byśmy mogli później wydawać obfite owoce.
Ja od początku nawrócenia zatrzymałem się i cały czas pozostaję przy krzyżu przeżywając go cały czas, a jest to około trzech lat. I dopiero teraz zaczyna budzić się myśl, by pójść dalej i żyć nie tyle w byciu pod krzyżem tylko w doświadczaniu bliskości Boga przez bardzo żywego Ducha Świętego.
Nie mniej, powtórzę, że zrozumienie ofiary Jezusa oraz jej głębokie osobiste przeżycie jest nieodzowne by móc zostać wszczepionym w Chrystusa i potem żyć mając świadomość zbawienia z łaski. Przychodzi jednak czas, kiedy chrześcijańskie życie już nie odbywa się pod krzyżem związanym ze śmiercią tylko w osobistej bliskości z Jezusem zmartwychwstałym który jest życiem.
Głęboka świadomość oczyszczenia przez ofiarę kogoś innego pozwala zachowywać zdrową równowagę pomiędzy pokorą a pychą. W dojrzałym chrześcijaństwie radość bycia oczyszczonym przed obliczem Stwórcy, równoważy świadomość ceny jaka została za to zapłacona, dlatego w zależności od różnych okoliczności życiowych i wewnętrznych poruszeń, chrześcijanie powinni świadomie przenosić swoją uwagę pomiędzy świadomością krzyża a doświadczaniem radości życia.