ETAP II: “PŁYWANIE-PEŁNY DYSTANS IRON MAN”

Wg planu sezon 2019 miałem zakończyć we wrześniu biorąc udział oraz pokonując kolejny dystans na skali triathlonowej, czyli tym razem ¼ IM. Jednak jak to bywa plan to jedynie pewne moje założenie, z którego zawsze chcę być gotowy zrezygnować lub raczej zmienić na inny kierunek, jeżeli życie będzie prowadziło inaczej. Uczę się niezwykle ważnej umiejętności odpuszczania, kiedy mam odpuścić I konsekwencji oraz wytrwałości, kiedy nie mam odpuszczać.

Tym razem realizację planu uniemożliwił mi nieustępujący, a wręcz pogłębiający się ból kręgosłupa, przez który cały czas odpada trening biegowy oraz nadal nie naprawiony rower (w chwili pisania to już 2 miesiące jak jest w serwisie!) przez co całkowicie odpadł na ten rok trening etapu kolarskiego. Z trzech dyscyplin mogłem więc doskonalić tylko pływanie. Tak oto pewne okoliczności same wyznaczają takie a nie inne kierunki podejmowania aktywności.

Mogę założyć, że skupienie na pływaniu rozpocząłem od dnia startu w swoim pierwszym wyścigu 1/8 IM, czyli od 07 lipca i był to poziom umiejętności przepłynięcia około 500 m kraulem w 15 min na basenie. (Na zawodach było krócej ponieważ płynęliśmy z nurtem). Dłuższych odległości nie byłem w stanie pokonać inaczej jak żabką ze względu na problemy z oddychaniem, zmęczenie mięśni i krztuszenie się wodą.

Pływanie wiąże się dla mnie z poważnym wyzwaniem pokonywania bariery związanej z zimnem. Ponieważ i niestety dla mnie zimną, nieprzyjemną wodą jest nawet ta latem w jeziorach, więc pierwszym zakupem była pianka 2 mm oraz bojka asekuracyjna by móc komfortowo i bezpiecznie pływać na wodach otwartych a nie w chlorowanym basenie.

Od razu poczułem różnicę, a treningi stały się prawdziwą przyjemnością. Przez półtora miesiąca systematycznie oglądałem i analizowałem filmy instruktrażowe zamieszczane na YT (dziesiątki godzin) oraz pływałem próbując wdrażać to, co widziałem i tak pomału, pomału dystanse, jakie potrafiłem przepłynąć wydłużały się, aż 02 września przepłynąłem kraulem dystans całego IM, czyli 4km.

Co ciekawe, zauważyłem że łatwość płynięcia nie zwiększała się prostoliniowo w czasie, tylko po pierwsze skokowo, a po drugie w pierwszym miesiącu niemal w ogóle nie zaobserwowałem wyraźnej poprawy. Wkurzało mnie to, bo nie wiedziałem co robię nie tak. Dopiero pod koniec miesiąca powtarzania, kombinowania coś zaskoczyło i potem z treningu na trening mogłem pokonywać odległości większe o kilometr. Przyrost skokowy polegał na tym, że ćwicząc w pewnym momencie miałem wrażenie, że zamiast coraz lepiej, jest coraz gorzej. Odpuszczałem wówczas na parę dni by po powrocie stwierdzić, że zaczynam z dużo większym luzem niż przed przerwą. Muszę o tym pamiętać i nie zniechęcać się przy braku poczucia doskonalenia. Ono jest, cały czas postępuje, tylko nie liniowo.

TRENING OPTYMALNY

Płynąc te 4 km, w odniesieniu do zmęczenia organizmu wyraźnie mogłem wyczuć cztery różne etapy treningu. Ponieważ jest to chyba powtarzalny schemat muszę go sobie opisać ku pamięci na przyszłość.

Etap 1. Ciało uczy się koordynacji poprawnego ruchu.

Jest to pierwszy etap treningu właściwego następujący po rozgrzewce ogólnej. Są to pierwsze powtórzenia ruchu, który się ćwiczy. W moim przypadku pełnego stylu pływackiego. Na moim bardzo średnim poziomie jest to etap kiedy pomimo, że staram się ogarnąć ruch mentalnie, wg znanego poprawnego schematu, to nie do końca to wychodzi. Nie potrafię skoordynować prowadzenia rąk z rytmem nógi jeszcze oddechem. Za każdym razem ciało jakby dopiero się uczyło synchronizacji choć zna już ten poprawny ruch. Bardzo się męczę, jestem zniechęcony i taki break dance trwa przez około kilometr. Dopiero potem coś zaskakuje i przechodzę do etapu drugiego.

Etap 2. Ciało załapało ruch, umysł świadomie nim kieruje.

To jest najprzyjemniejszy etap, kiedy mięśnie nie są jeszcze zmęczone, ale już załąpały technicznie ruchy. Na tym etapie jest się najbardziej świadomym całości ciała “Wie prawica co czyni lewica” 😀 a ręka z nogą dają się fajnie prawadzić wg porządanego schematu. Generalnie jest duża świadomość całego ciała, które w miare fajnie, posłusznie daje się prowadzić. Oczywiście niedociągnięcia nadal są ale ponieważ jest się świadomym ich to można pracować nad poprawą szybko korygując. I znów na moim poziomie na tym etapie mogę przpłynąć około kolejnego kilometerka.

Etap 3. Umysł puszcza ciało swobodnie.

Ten etap jest najprzyjemniejszy ze względu na luz jaki się pojawia. Ciało jest już zmęczone a umysł znudzony ciągłym skupianiem się na technicznych aspektach ruchu wię umysł zaczyna sobie wędrować w przyjemne obszary netreningowe. U mnie jest to np wielbienie Boga, rozmyślanie o dzieciach, pojawiają się wtedy jakieś fajne radosne wspomnienia z ostatnich dni, albo rozważam coś nieprzyjemnego co wymaga uwagi. W każdym razie ciało nie kierowane świadomie, a będąc już zmęczone samo zaczyna wybierać najlepszy, najbardziej optymalny ruch dzięki czemu np puszczają przypięcia mięśni, które nie biorą udziału w ruchu a okazuje się, że do tej pory i tak były napięte, inne mięśnie, jak np korpusu z kolei zaczynają się napinać biorąc większy udział stabilizując poziom, przez co ruch staje bardziej płynny. Generalnie pokonuje się metry właściwie nie wiedziąc o tym i trwa to do czasu aż nie zaczną pojawiać się pierwsze objawy ostatniego etapu. Odległościowo przyjemność etapu 3 pozwala pokonać mi kolejny kilomtr -trzeci.

Etap 4. Ciało nie ma już siły wykonywać poleceń umysłu.

No tak. W końcu przychodzi czas, gdy mięśnie zaczynają być zmęczone do tego stopnia, że znów przywołują świadomość ku sobie. Jednak tym razem mimo pełnego skupienia świadomości na zaczynających pojawiać się dodatkowych przyruchach, błędach technicznych, mięśnie odpowiedzialne za poprawny ruch nie są już w stanie wykonywać poprawnych ruchów. Zaczyna się angażowanie dodatkowych mięśni wykoślawiajacych technikę. Myślę, że rozpoznając ten etap, w zależności od charakteru treningu należy go zakończyć lub zmenić ćwiczenia na takie, które nie będą angażować zmęczonych już mięśni. Chyba, że w założeniu jest to trening mający na celu tylko przetestowanie siły lub wyrzymałości granicznych. Jednak takie treningi na których gubi się technikę powinny być sporadycznością.

Ponieważ gdy rozpoznałem początek tego etapu byłem na drugim końcu jeziora, to oczywiście świadomie nie przerwałem. Godząc się na pogorszenie techniki chciałem zrealizować cel pełnego IM i przypuszczając, że może tyo być mój ostatni trening na jeziorze w tym roku, chciałem dopłynąć do tych pełnych 4 km. Sokojnie udało się, zakończyłem mając jeszcze całkiem spory zapas by płynąć dalej, jednak byłoby to niepotrzebne utrwalanie niewłaściwych ruchów. Mając tyle niedociągnięć technicznych to nie jest jeszcze czas na sprawdzanie granic wytrzymałościowych.

WNIOSKI

Z jednej strony jest satysfakcja bo pierwszy raz w życiu udało mi się pokonać taki dystans. Osiągnąłem nieplanowany cel. 🙂 Z drugiej strony oglądając zawody długostystansowe widzę w czasie, w jakim ja pokonałem 4km, zawodnicy przpeływają dystans 10 km! Płyną więc ponad dwa razy szybciej! Pozwala mi to przypuszczać, jak wiele błędów muszę jeszcze popełniać, ile technicznych elementów jest do poprawy. Najważniejsze jednak, że świadomość ta nie jest deprymująca tylko inspirująca, zachęcające do dalszego odkrywania siebie i ulepszania techniki.

Teraz żeby tylko kręgosłup odpuścił, ta stopa doszła do siebie, no i jeszcze rower w końcu został naprawIOny… Jest co robić a najważniejsze, że cały czas są chęci… 😉