ODNOWIENIE ŚWIADECTWA WIARY

ODNOWIENIE ŚWIADECTWA WIARY.

Wychowywałem się w rodzinie katolickiej, wiec teoretycznie trochę wiedziałem o Bogu przedstawionym w Biblii. Niestety mimo już 30tu wiosen nadal nie  doświadczałem Go w życiu, ba nawet nie wiedziałem, że jest to możliwe by mieć z Nim osobistą relację. Być może dlatego, mając możliwość decydowania o sobie, odwróciłem się od tej religijnej drogi w stronę większego polegania na samym sobie. Cały czas jednak czując gdzieś w sercu, że Bóg jest, od czasu do czasu zwracałem się do Niego swoimi słowami. Czułem jednak jakbym mówił do powietrza i byłem pewnym, że tak ma być, że jest to normalne.

Poznawane techniki rozwoju osobistego (z NLP na czele) pozwoliły poczuć w jak dużym stopniu możemy polegać i decydować sami o sobie. Dzięki nim i hipnozie porządnie przepracowałem wiele ciemnych zakamarków swojego umysłu, przekonań i emocji, co pozwoliło chyba pierwszy raz w życiu poczuć wewnętrzną spójność i harmonię. Pierwszy raz mogłem poczuć się naprawdę fajnie sam ze sobą, bez względu na to czy jestem sam i bez względu na opinie innych ludzi. Czy jednak mogłem powiedzieć, że poznałem Boga? Nie. To dobre samopoczucie niewiele miało wspólnego z Tym, w którego wierzyłem, że dał mi duszę. Ponadto wewnętrzna spójność nadal nie dała odpowiedzi co się dzieje po śmierci. Czy jest coś dalej a jeżeli tak, to co? Katolickiej koncepcji piekła-nieba-zmartwychwstania, mimo katolickiego wychowania nie rozumiałem i nie czułem, była jak opowieść z krainy baśni na dobranoc, żeby lepiej się zasypiało i miało lepszy sen.

Wtedy już zaczął przenikać do mojej świadomości świat energii przedstawiany przez  duchowych nauczycieli jako Miłość uniwersalna, jako przestrzeń serca. Po dziesięcioleciach religijnej teorii, podświadomie wygłodniały również osobistych doświadczeń duchowych, oczywiście poczułem to całym sobą i wszedłem przyjmując te koncepcje  niemal bezkrytycznie. Działy się znaki i cuda- np. na kursie dwupunktu osoba, która mnie zupełnie nie znała, a z którą robiłem ćwiczenie zobaczyła w swojej wizji, że jestem strażakiem, zobaczyła około sześcioletniego chłopca, który na głowie miał dużego guza, ale który-skracając opis -przemienił się w kolorowe kwiaty. Wszystko się zgadzało i choć sam nie potrafiłem tak wniknąć w niewidzialną przestrzeń drugiej osoby, to dla mnie było to oczywiste, że nie było w tym przypadku więc moja pewność, że to jest właściwa droga poznania Boga wzrosła.

Stosując hooponopono oraz wiele innych energetycznych modlitw, medytacji, technik oddechowych, a także już chyba wtedy wchodząc w etap procesów brateriańskich, po krótkim czasie również poczułem miłość, akceptację wszystkich i wszystkiego. Byłem pewien, że teraz znam Boga i mam z nim piękną relację. Chodziłem jakbym nie należał już do tego świata, zanurzony w świecie duchowym odczuwałem totalny spokój, harmonię, akceptację, wdzięczność, Miłość. Nie musiałem już niczego szukać ponieważ wszystko miałem- przede wszystkim doświadczenie Boga. Jedyna koncepcja, z którą cały czas do końca wewnętrznie nie rezonowałem to gdy ktoś uważał, że on sam, jako człowiek jest Bogiem. Nie, ja czułem cały czas Boga jako życiodajną energię w której wszystko jest zanurzone i przez nią przeniknione, ale mimo tego ani ja, ani nic innego poza nią samą nie było tą energią. To było coś znacznie większego niż ja, moje Ja, moja świadomość.

Znajdując się w ciągłym stanie Miłości, nadal wyrażałem wdzięczności w tym samym kierunku- do Boga Stwórcy, tylko teraz odkrytego w postaci energii o najwyższej wibracji, najmocniej odczuwanej podczas medytacji, w której umysł się wyłączał a doznania przejmowało czyste uczucie i jakaś głębsza świadomość Ja, będącego dokładnie w tu i teraz. Było cudnie. Niczego więcej mi nie było potrzeba. Był to ten rodzaj doświadczenia, którego nie można oddać żadnymi słowami, żadną opowieścią serca wychodzącą przez wąskie gardło słów. Jest to jedno z tych uczuć, które żeby „zrozumieć” trzeba doświadczyć …

…Jeżeli ktoś ma takie piękne doświadczenia, to niech sobie wyobrazi, co się dzieje, gdy w takiej nieopisywalnej błogości pojawia się nieoczekiwany gość. Najpierw dostrzegasz go z daleka, czujesz, że coś zaczyna się dziać, a potem w jednej chwili czujesz przejmujące całe twoje ciało i calutką świadomość ciepłe światło. W przebłysku świadomości pojawia się na ułamek milisekundy znana ci postać w której rozpoznajesz Jezusa… W tej samej sekundzie wszystko się zmienia i choć ani światła, ani postaci już nie ma, przenikające uczucie Miłości, które On pozostawia po sobie zostaje i zmienia wszystko. Nic już nie jest takie, jak było przed tym spotkaniem. Jedyne co możesz robić to płakać nad sobą, że byłeś tak zadufany w sobie myśląc, że znasz Boga i wiesz co to Miłość… Wraz z osobistym doświadczeniem miłości Jezusa, odkrywasz, jak niewiele wiesz o tym co to znaczy kochać i bezwarunkowa Miłość. To, co czułem przed tym doświadczeniem było skierowane do własnego wnętrza, na swoje doznania i odczucia. Miłość Jezusa jest w całości skierowana na drugiego człowieka- na mnie, na każdego z nas. Czując to, mogłem tylko zapłakać nad sobą. Wobec Miłości Jezusa poczułem się jak narcystyczny egoista zanurzony i pływający w miłości swoich doznań.

To spotkanie było początkiem zmian, całego procesu puszczania starych przyzwyczajeń, koncepcji i przekonań, których, chcąc być uczciwym wobec swojej nowej świadomości, musiałem się oduczyć, a co trwa do tej pory. Ponieważ było i jest to związane z przyznaniem się do pomyłki w rozpoznaniu Boga które miałem,  a o którym tak dużo osób wiedziało, oznaczało to konieczność uwolnienia przywiązania ego do dawnych koncepcji. Mentalnie chyba nadal jeszcze tkwię w niektórych obszarach starego siebie. Ludzkie części ciała, umysłu cały czas trzymają się jeszcze przeszłości. Dobrze rozumiem o czym pisał Paweł Apostoł w swoich listach biblijnych wspominając o konieczności zapierania się starego siebie, a w moim przypadku przede wszystkim starego sposobu myślenia.

Jedną ze zmian, której doświadczyłem po tym spotkaniu, to zmiana nastawienia do Biblii. Wcześniej, ile razy zaczynałem czytać, tyle razy zaledwie po paru minutach zasypiałem totalnie znudzony. Spotkanie z Jezusem zachęciło mnie by jeszcze raz spróbować do niej sięgnąć.  Tym razem jednak, żeby nie być zbyt łatwowiernym i mając przekonanie, że Biblia to pismo nie dość, że baśniowe, to jeszcze totalnie zmienione i przekłamane dla użytku religijnego, zanim zacząłem ją rozważać, sprawdziłem czy i jakie są argumenty tych, którzy mimo wszystko uwierzyli w jej Boże, natchnione pochodzenie. Dopiero potem, znalazłszy sens w tych naukowych, statystycznych, historyczno-archeologicznych dowodów, zacząłem po raz kolejny czytać samodzielnie, zastanawiając się nad znaczeniem dla mojego życia odkrywanych treści które tym razem bardzo mocno poruszały serce. Rozważając Słowo w połączenie z wewnętrznym poruszeniem i życiowymi doświadczeniami, odkrywana zostaje coraz to głębsza, przeznaczona dla każdego z nas indywidualna tajemnica wiary do której nie są w stanie dotrzeć ci, co mają zamknięte dla Jezusa serca i umysły i np tak jak ja wcześniej- zasypiają po paru wersetach.  Od spotkania z Jezusem i wejścia na biblijnie-chrześcijańską drogę poznawania Boga, już trzy razy przeczytałem całość, za każdym razem w przekładzie innej „religii” i mimo zauważalnych manipulacji na Słowie, ciągle czuję głód. Różnice tłumaczeń nie mają znaczenia dla Duchowego poznania Prawdy.  Czytając z rozważaniem wiara się umacnia i zapala  pragnienie oddania każdego aspektu swojego życia Jezusowi i jedynemu prawdziwemu Bogu przedstawionemu w Biblii, którego tak długo i w tak wielu różnych miejscach szukałem, do którego nieświadomie się modliłem, a który w końcu odpowiedział.

Takie jest moje świadectwo wiary w Jezusa, jako jedynego pośrednika do Boga…

Na drodze poznawania Prawdy o Bogu można zauważyć, jak osoby, które z różnych względów nie szukają lub nie wyrażają szczerej chęci poznania Boga Prawdziwego, zagłuszają swoją niepełność uciekając albo w obszar intelektu, albo w wyizolowaną przestrzeń serca.

KREACJA  SWOJEGO ŻYCIA

Jest grupa osób, która, żeby skompensować swoje narzucone lub przyjęte wyparcie Boga jako siły sprawczej, ucieka w formy intelektualnego poznania i opanowania technik rozwoju osobistego sprawiających wrażenie, że ma się całkowite panowanie nad swoim życiem, celami, podświadomością.

Z drugiej strony są osoby które całkowicie negują sprawczość samodzielnego wyznaczania i osiągania celów, starając się całkowicie podążać  z nurtem „wszechświata” wg poruszeń ich serc.

Jest także koncepcja energetyczna i wiara, że Bóg jest wszystkim i wszyscy jesteśmy Bogami i na tej podstawie, nie rozumiejąc jeszcze na obecnym poziomie naukowego rozwoju ludzkości wielu „normalnych” mechanizmów energetycznych, część ludzi zaczyna bawić się w kreatorów życia sądząc, że kreują Życie, a niestety, choć w ten sposób życie doczesne rzeczywiście może być kreowane, to Życie się oddala. Osoby korzystające z niezbadanych jeszcze energii i biorąc je z Boga zachowują się jak ludzie żyjący w bardzo odległych czasach, którzy pierwszy raz zobaczyliby obraz 3d z projektora, czy jakiekolwiek oglądane dzisiaj zwykłe multimedium i nie znając jeszcze zasad ich działania, uznaliby tę wizję za Boga.

W Biblijnej chrześcijańskiej koncepcji, jest jeden Bóg, który porusza serce, inspiruje pasją, ale potem zachęca do świadomego, czyli opartego także na rozumowym rozeznaniu, podążania za tym natchnieniem wykazując ludzką wytrwałość, sumienność i pracowitość.

POZNANIE BOGA

TYLKO W SERCU:  Jeżeli chodzi o Prawdę, to kierowanie się samym sercem z negacją umysłowego poznania i doświadczania Boga przeczy samo sobie. Uczenie nawiązywania czucia Miłości uniwersalnej negującej umysł, polega na intelektualnym tłumaczeniu. Prowadzone medytacje opierają się na słowie, które jeżeli nawet wychodzi z serca, to przetwarzane i rozpoznawane jest tylko przez umysł. Nie tylko wychodząc przez nasze usta, ale nawet już na etapie formowania w naszej wewnętrznej przestrzeni każde słowo musi przejść przez wąskie gardło umysłu. Można ograniczać, ale nie sposób całkowicie pozbyć się wewnętrznego słowa myśli, które nawet w głębokiej medytacji pozostaje jako samoświadomość. Jeżeli ktoś zachęca do poznawania Boga poprzez eliminację umysłowego poznania, to najprawdopodobniej wynika to z tego, że sam nie wie jak zaangażować swój umysł w głębsze poznanie Prawdy. Negacja przydatności umysłu jest więc formą kompensacji poczucia niewiedzy jak wykorzystać ten element, który przecież jest integralną częścią każdego człowieka, a więc darem naszego Stwórcy.

ROZUMEM: Druga skrajna grupa uważających, że poznała Boga to intelektualiści (tzw. uczeni w piśmie) skupieni na religijnej wiedzy o Bogu i jeżeli należą do którejś z religii chrześcijańskich, to także skupieni na wiedzy o Jezusie ale  bez wpuszczenia Go do serca. Szczególnie dużo ich jest wśród katolików. Katolickie nauki nadal najczęściej opierają się na szkolnej formie przekazu suchej Biblijnej teorii i to, co najgorsze- zniekształconej przez katechizm religijny oraz encykliki papieskie. W ramach tej organizacji i szkolnych zajęć, często o Bogu (Prawdziwym!) niestety uczą osoby nie mające z Nim osobistej społeczności. Przykre jest to, jak zachęcając od małego do nauki martwych, a niekiedy bałwochwalczych modlitw, czy przyjmowania nic nie wnoszących do duchowego życia sakramentów, uczeni w piśmie stwarzają wrażenie, że ta martwica serca jest normalna. Sami nie będąc przepełnieni prowadzeniem Ducha Świętego, zabijają od małego i zniechęcają do samodzielnego szukania pięknej osobistej relacji z Bogiem i odbierają ludziom możliwość doświadczania Miłości Jezusa Chrystusa w życiu codziennym. Ubolewam, ponieważ są to moi bracia i siostry w wierze…

Tak wiele rzek dzisiaj jest zanieczyszczonych, że koniecznie trzeba rozeznawać skąd wypływa źródło tej, z której chcemy się napić lub już pijemy. I nawet jeżeli źródło naszej wody jest czyste, to  trzeba jeszcze  sprawdzić, czy po drodze ktoś nie wlewa zanieczyszczeń, byśmy pijąc nie ulegli zatruciu.

SERCEM I UMYSŁEM: Boża Prawda odkrywa nas dopiero w połączeniu serca z umysłem. W stanie wrażliwego serca umacnianego przez wnikliwe, intelektualne poznanie. Intelekt jest Ok jeżeli wiemy jak z niego korzystać i w jakim celu używać. Jego podstawowym zadaniem, jakie ma spełnić w naszym życiu jest intelektualne badanie i rozpoznanie Boga Prawdziwego. Musi to iść jednak w parze z żyjącym i wrażliwym sercem. 

Dopiero znając intelektualnie Boga oraz czując relację z Nim w sercu, można bawić się umysłem czerpiąc maksimum frajdy i wykorzystywać go do tworzenia, bycia płodnym, do coraz głębszego naukowego poznawania fizycznych, psychicznych mentalnych mechanizmów funkcjonowania człowieka i innych marności związanych z tym przemijającym ciałem i światem. Dopóki jednak umysł w połączeniu z sercem nie mówią jednym głosem, że znają i doświadczają swojego Stwórcy, należy całą życiową energię poświęcić na intensywne szukanie swego Duchowego Ojca.

 OWOCE CHRZEŚCIJAŃSKIEJ, BIBLIJNEJ ŚWIADOMOŚCI BOGA  czyli ważne cechy poznania i doświadczania Boga:

1.Uczucie wolności od śmierci. Bóg daje pewność tego, co się dzieje z nami, czyli duchową, indywidualną osobą (samoświadomością), którą jesteśmy tak na prawdę, po śmierci ciała i nie jest to wiara, tylko pewność więc choć obawy przed umieraniem mogą pozostać, to znika głęboki podświadomy strach przed śmiercią.

2.Umiejętność wybaczania. Pragnienie wydawania owoców, a więc pozytywne myśli skupione na innych, bez względu na ich nastawienie do nas. Głębokie uczucie braterskiej duchowej miłości, emocjonalnego szacunku oraz fizycznej pomocy nie tylko przyjaciołom, ale przede wszystkim tym, co nam złorzeczą.

3.Szczęście, uczucie wdzięczności i akceptacji bez względu na okoliczności w jakich się znajdujemy, jakie nas spotykają w ramach tej egzystencji. Mając świadomość, że Jezus oddał za nas życie i w jego śmierci my mamy życie, teraz i potem i już na zawsze, z głębi serca czujemy potrzebę by móc się odwdzięczać za jego Miłość i poświęcenie. Chcemy wykonywać wolę Ojca więc staramy się przesuwać swoje ludzkie pożądliwości w cień, pozwalamy by rozpuszczało je światło Jezusa za którym podążamy.

Chrześcijańska świadomość pewności wskrzeszenia z martwych do ponownego życia w 1000-letnim okresie panowania Jezusa na Ziemi, które będzie miało miejsce po jego powrocie, oraz wiedza, że te lata, które nam zostały jeszcze teraz do przeżycia- 120?, nie ważne ile, wobec przywrócenia na nowej Ziemi długości ludzkiego życia sprzed Potopu, ze średnią wynoszącą ok 850lat i to w zdrowiu i sprawności jest wyzwalająca. Dodatkowo świadomość późniejszej Duchowej Wieczności w zjednoczeniu z Bogiem Ojcem jest nieopisywalna żadnymi ludzkimi słowami.

4.Doświadczanie obfitości. Jest to stan wewnętrzny, połączony z odczuwaniem szczęścia i wdzięczności i nie jest zależny od niczego co dotyczy tego życia, czyli nie jest związany z czymkolwiek co jest przemijające. Można mieć wszystkie skarby i pieniądze tego świata, ale gdy nie ma się pewności społeczności ze swoim Tatą (nie chodzi o posiadanie wiedzy o Bogu tylko o osobistą relację), to te ziemskie świecidełka tracą swój blask i wartość. To pewność przyszłego życia sprawia, że już teraz zostajemy przepełnieni  świadomością obfitości i tak się czujemy.  Świadomość przyszłości ma ogromny wpływ na odczuwanie teraźniejszości. Oczywiście, nadal pewne doświadczenia możemy odbierać jako nieprzyjemne- ból, zimno, głód, choroby, agresywne zachowania innych ludzi, czy nawet materialne ubóstwo…  ale mimo tego, wewnętrzne poczucie obfitości pozostaje.  Nieprzyjemne doświadczenia są jak fale na oceanie podczas sztormu- widoczne i odczuwalne tylko na powierzchni podczas, gdy jego głębia, nasz duch, pozostaje spokojna i niezmącona. Biblia  wyraźnie mówi, byśmy  skupili się tylko na wypełnianiu woli Ojca, a On sam będzie nam zapewniał wszystko czego potrzebujemy w tym życiu.  Pomimo, że nadal uczę się puszczać ziemskie troski, to  już mam takie doświadczenia, że angażując coraz mniej uwagi w doczesność, na rzecz skupiania się na Bogu (spotkania tylko z Nim w ciszy, kierowanie myśli w Jego stronę, rozmowa, zadawanie pytań, dziękowanie, modlitwy, czytanie Biblii)  to On sprawia, że i tak w doczesności niczego mi nie brakuje.  Oczywiście, jeżeli kiedyś z Jego woli poczuję inspirację do wkładania wysiłku w budowanie jakiegoś biznesu to pójdę w tę stronę, gdyż pewnie będzie chciał  to wykorzystać  dla swojej chwały. Tak samo, staram się dbać o taką mentalność i  stan umysłu, by w sytuacji, kiedy poczuję, by wszystko zostawić i pójść tam, gdzie On będzie chciał, zrobić to bez ociągania i żalu. 

Jest jeszcze dużo więcej cech wynikających z połączenia intelektualnego poznania Prawdy oraz doświadczania Boga w sercu. Wiele z nich jest bardzo osobistych przeznaczonych dla każdego z osobna, w ramach naszej indywidualnej społeczności z Panem, wrażanej działaniem na nas, w nas i przez nas Ducha Świętego.

To chyba tyle. Takie jest moje świadectwo wiary, znajomości Boga, społeczności z Jezusem i doświadczania Ducha Świętego (O działaniu którego więcej w innych miejscach). 🙂 <3