O KONIECZNOŚCI KWESTIONOWANIA SWOICH PRZEKONAŃ


Tło tego posta?

Osoba, która miała znaczenie w mojej drodze rozwoju duchowego ale jeszcze  z czasu, kiedy nie dostrzegałem znaczenia  Jezusa, teraz podesłała ten wywiad, a ja poczułem pragnienie odniesienia się do poruszanych w nim treści także tutaj.

08m40s- Zostało stwierdzone, że „Najpierw człowiek żył plemiennie”  Na jakiej podstawie David  twierdzi, że pierwsze  było życie plemienne? Jest to jego zbadana wiedza, czy wiara? Czy przed plemionami nic nie było, nie było żadnego człowieka? Już przyjęcie samej kwestii powstania człowieka, jeżeli nie będziemy opierać  swojej wiary na najbardziej wiarygodnych, przekonujących,  możliwych do zbadania przez umysł faktach (tak, wg mnie, Bóg  tworząc nas dał również umysł, a badając  różne koncepcje Boga, mam coraz większe przekonanie, że po to nam go dał, byśmy mogli za jego pomocą  przede wszystkim móc odpowiedzieć na pytanie o nasze istnienie na Ziemi, poznać  Boga a więc tajemnicę  życia i śmierci)  wracając do Davida: …przyjęcie już na początku rozważań, takiego a nie innego poglądu odnośnie naszego pochodzenia- czy pochodzimy od Boga, czy z ewolucji, wielkiego wybuchu, powoduje, że każda kolejna nasza teoria na ten temat, oraz na istnienie Boga będzie obarczona wpływem tej pierwszej koncepcji.

Jaką masz wiarę (a może wiedzę?)  na temat naszego pochodzenia , oraz tego co się dzieje po śmierci ciała? A także najważniejsze: Na jakim fundamencie budujesz swoją wiarę lub wiedzę? Jest wiele mniej lub bardziej kosmicznych teorii, więc chcąc mieć jak najszersze spektrum poznania, z ciekawością i przyjemnością badam pod względem wiarygodności,  różne koncepcje.

16:40 Bingo! David  mówi o konieczności kwestionowania swoich poglądów. Także zauważyłem, że od momentu znalezienia  poglądu, z którym wyraźnie zarezonowaliśmy  zmienia się zupełnie nasze percepcyjne podejście. Przestajemy szukać, a od tej pory szukamy potwierdzeń dla przyjętego poglądu, a że na każde poruszenie serca możemy (nasz umysł, świadomość poprzez selektywne przyjmowanie informacji może)  znaleźć potwierdzenie, doprowadza to do coraz większego przyzwyczajenia nas do przyjętego za prawdziwe przekonania. Zaczynamy czuć się coraz pewniej, wygodniej, wpadamy w strefę mentalnego komfortu co powoduje , że przestajemy dalej szukać prawdy, tylko od tej pory chcemy utwierdzać się w swoich dotychczasowych przekonaniach. Nie potrafimy już spojrzeć krytycznie na to, co czujemy i kwestionować.- Bingo David!

Niedawno, gdzieś w połowie studiowania Tipitaki Buddy, złapałem się, na tym mechanizmie, że nie czytam z otwartością umysłu i serca, tylko cały czas potwierdzam rację chrześcijaństwa i kwestionuję drogę Buddy. Sporo wysiłku musiałem włożyć, by otworzyć umysł na neutralność- on bał się stracić to co czuł w swoim komforcie związanym z chrześcijaństwem.  Dopiero  poważne zadanie sobie pytania na czym mi zależy: Na wygodzie i potwierdzaniu tego co już wiem, czy na szukaniu i ciągłym poznawaniu tego, czego jeszcze nie wiem, na prawdzie w poznaniu prawdziwego Boga, spowodowało, że złamałem tendencję  umacniania dotychczasowych tez swojego umysłu i zdecydowałem rzucić się w przepaść prawdy. Stwierdziłem i poczułem całym sobą, że rozum jest częścią mnie, więc ktokolwiek mnie  takim stworzył, na pewno chciałby, by używać go przede wszystkim do poznania Prawdy. Nawet jeżeli to ja sam siebie tworzę, i tak w ramach swojego dzieła mam rozum, którego używam.  Mentalne zerwanie z chrześcijaństwem nie było łatwe, gdyż po doświadczeniu Miłości Jezusa i objawieniu jego dzieła na krzyżu, ostatnią rzeczą, jaką chciałbym to stracenie tej relacji. Jednak najbardziej pragnąc poznania Prawdy i swojego Stwórcy, który jest,( a przynajmniej jako stwórca powinien być) najpotężniejszą i najbardziej wiarygodną energią, postawiłem wszystko na jedną kartę. Kartę Prawdy.

Ten, który mnie stworzył  razem z rozumem jest Bogiem, lub w religii energetyczno-nomenklaturowej, jest najwyższą  stwórczą  i utrzymującą istnienie  energią.   Musi  więc jednocześnie  dawać najbardziej logiczne,  możliwe do intelektualnego  potwierdzenia informacje pozwalające  nam poznać,  jakby nie było, Ojca wszelkiego stworzenia. Dał mi też sumienie i czujące serce.  Rozum i serce muszą więc się uzupełniać i działać razem przede wszystkim dla poznania Prawdy o naszym istnieniu.  Ani używając  wyłącznie rezonowania w sercu, ani tylko logicznie myśląc nie poznamy naszego Stwórcy.

Dopiero mając  takie przekonanie powiedziałem naprawdę szczerze- Jezu sorry, ale  ja pragnę oddać życie tylko Bogu prawdziwemu, który jest najpotężniejszy i którego pozostawione na Ziemi  znaki, odciski muszą być najwyraźniejsze. Jeżeli  więc jakaś  inna koncepcja da mi bardziej stabilne podstawy by uwierzyć, że tamtędy prowadzi droga prawdy do Ojca, to oznaczać będzie, że tam jest ukryte Źródło życia i zgodnie ze słowami, które przekazałeś w Biblii,  w J.5:39 byśmy badali pisma, w J 4.1, byśmy badali duchy i nie dowierzali każdemu,  oraz  w 1Tes5:21 byśmy wszystko badali, a co szlachetne zachowywali,  za Bożą prawdę przyjmę to, co da mi najstabilniejsze dowody. A do Źródła, do którego zwracałem się cały czas, jeszcze gdy nie znałem i nie miałem relacji z Jezusem zawołałem- Boże proszę, trwaj we mnie i poruszaj moje serce tak, bym i ja cały czas trwał tylko w Tobie.

To był cud i odkrycie wolności.  Po takiej zmianie nastawienia i poczuciu, rzeczywiście, że puściłem swoją chrześcijańską koncepcję gotowy odwrócić się od Jezusa , pragnąc rzeczywiście poznać Prawdę, a nie szukać potwierdzeń, wróciłem do studiowania Buddy, a potem  Wed.  Czytając to samo, zacząłem zauważać zupełnie inne myśli, już nie negujące, tylko żywo poszukujące prawdy.  Na początku czułem się bardzo niewygodnie, myśląc, co się stanie, jeżeli rzeczywiście  Inne niż chrześcijańskie poznanie, da mi bardziej wiarygodne podstawy do wiary? Konieczność przyznania się do błędnej interpretacji wcześniejszej koncepcji, jeżeli nasza podświadomość utożsami się z nią, nie jest wygodna. Jednak ustalenie przed samym sobą, czego szukam i że Prawda jest dla mnie najważniejsza, spowodowało uwolnienie nawet od  takich obaw i gotowość do zmiany poglądu a więc również zmiany drogi do Boga.

Puściłem przywiązanie!!!! I stała się magia, bo po zbadaniu argumentów, które mogłyby mi dać oparcie by przyjąć nauki Buddy, a także Wed,  a potem skonfrontowaniu samej treści tych ksiąg, okazało się, że w odniesieniu do wiarygodności Biblii,  moja wiara w zbawczą misję Jezusa umocniła się 1000 krotnie. Podobnie przebadałem podejście głoszące, że Prawda jest tylko w moich subiektywnych poruszeniach serca i uczuciu Miłości. Nawet w tej kwestii , analizując doświadczenia z przeszłości, stabilność i trwałość Biblii okazała się przewyższać trwałość i stabilność subiektywnych poruszeń serca.

Takie „badanie” nie byłoby  możliwe, gdybym nie  puścił przywiązania i dalej szukał tylko potwierdzeń. Mega stan wolności poszukiwań, autentycznego pragnienia ciągłej eksploracji i sercem i umysłem każdej drogi traktowanej, jako tej prowadzącej do Boga. Jak do tej pory  wszystko jednak wskazuje, że tylko przez Jezusa można poznać Boga Prawdziwego. W niczym nie znalazłem większej spójności poruszeń serca z umysłem.  Przyjmując Jezusa, poza odwróceniem się od dotychczasowej, fałszywej drogi światła,  niewiele się zmienia na zewnątrz i w tym życiu. Nadal można być braterianinem (biblia wręcz do tego zachęca), nadal można medytować, ćwiczyć jogę (biblia zachęca także do ćwiczenia się w panowaniu nad swoim ciałem i duszewnością).  Przyjmując Miłość Jezusa i budując z nim osobistą relację w Duchu, dostrzega się natomiast bezcelowość takich rytuałów jak chrzest niemowląt, bałwochwalcze palenie zniczy na grobach (dziś jest 01.11) , konfesjonałowe spowiedzi i przyjmowanie fałszywych rozgrzeszeń, Nie! To wszystko jest religijny fałsz. Jezus to najczystsza Miłość, żywa, intymna, osobista, dynamiczna relacja, taka, jaką mamy z najbliższą, ukochaną osobą ale z Jego strony pozbawiona  ludzkich przywar starego człowieka, który niestety do końca tego życia będzie w nas jako aspekt bycia fizyczną, zmysłową, intelektualną istotą.

Gdy na początku drogi otwierania się, poznawania i budowania relacji z Jezusem, kiedy stojąc jeszcze jedną nogą w przekonaniu, że doświadczam Boga podczas zanurzania się w sobie, w tu i teraz, w samym odczuwaniu miłości uniwersalnej, w pomniejszaniu znaczenia poznania umysłowego, gdy pierwszy raz czytałem Ewangelię wg Jana- płakałem, gdyż podobnie jak  pierwszy i drugi list Jana,  pokazywała mi, że to co czuję,  nie jest żadną energią, tylko Duchem Świętym, danym nam dzięki Miłości Jezusa, gdy oddawał za nas w cierpieniu swoje życie.  Wiara w zbawienie przez Chrystusa, nie musi mieć żadnego związku z żadną religią, w tym katolicką, nie ma w niej żadnych zwierzchności ani rytuałów mogących cokolwiek wnieść w naszą z nim relację. Większość ludzi niestety nie potrafi oddzielić  zbawiennego daru Miłości Jezusa, od religii i przez to, widząc zachowanie większości ludzi religijnych, nie potrafią otworzyć się na Niego, nawet żeby obiektywnie zbadać tę postać i argumenty jakie mają Ci, co już wierzą słowom Biblii, jako  cały czas aktualnym i wiarygodnym i danym od Boga dla możliwości poznania Jego samego.

Dlatego prawie cała następna godzina wykładu Davida to błędne rozumienie  żywego, Biblijnego chrześcijaństwa, niereligijnego, bez jakichkolwiek pośredników ludzkich żywych czy „świętych” umarłych, w tym Maryją, ale z bardzo indywidualną, wyjątkową, niepowtarzalną, intymną relacją Boga z każdym z nas. Jest tylko człowiek i Bóg , Jezus jako jedyny pośrednik, nasz odkupiciel i  Król w przyszłym życiu. Wiara poparta tak możliwą do zbadania wiedzą daje prawdziwą wolność.   Cały czas jednak nadal nie chcę  ograniczać się  i zamykać w tej  chrześcijańskiej strefie komfortu, dlatego  badam dalej i jestem ciekaw, czy znajdę  coś , co da mi większą pewność  poznania Boga niż zbawienie przez Jezusa.

Co do omawianych w wywiadzie teorii spiskowych politycznych  i medialno-dezinformacyjnych  dla tłumu, nie będę się  odnosił, bo to jest oczywiste i chyba ani Ty, ani ja nie   ulegamy już  im. Oczywiście, my również czytając książki, oglądając filmy, medytując w uważności skierowanej do wewnątrz, czy ulegając subiektywnym poruszeniom serca, także cały czas ulegamy przeróżnym wpływom informacyjnym z zewnątrz lub wewnątrz. Dlatego tak ważne jest rozeznać, co pochodzi od Boga.

33m20s-  Etykieta „Jestem chrześcijaninem”  wg Davida rodzi polaryzację i konflikty. Twierdzenie to wynika z religijnego spojrzenia a nie duchowego. W moim doświadczeniu wiara w zbawienie przez Jezusa i utrzymywanie z Nim codziennej relacji sprawia, że nadanie  sobie  jakiejkolwiek etykiety już nie  zniewala ani nie ogranicza, nie polaryzuje gdyż jest tylko skrótem myślowym pozwalającym w jednym słowie najtrafniej opisać moje doświadczenia i poglądy- (w tej etykiecie z Bogiem) a w innych różnych, moje poglądy i relacje ze sobą i otoczeniem.

Chrześcijaństwo to Wiara w Boga, w i przez Jezusa, w Mocy  Świętego Ducha, który porusza na mocy indywidualnej relacji z Chrystusem nasze serce, wzbudza rezonanse i umysłowe refleksje. Czy komuś coś to przypomina?   Jezus to Miłość uniwersalna razy 10 000, to najczystsza osobowa miłość ale i sprawiedliwość. To świadome chodzenie po tym świecie  ale  Duchem będąc już w przyszłym, wspaniałym życiu, o które zabiegam i którego nie  mogę się doczekać, dlatego wołam Maranatha!  <3

Życie w relacji z Jezusem jest proste, na  planie tego świata bardzo linearne, ale Duchowo nie do ogarnięcia w głębi tej Miłości jaką ma dla nas.  On chce, byśmy przyjmowali ją, trzeba tylko zapragnąć i powiedzieć „ tak”. Nie mam pojęcia co musi się  stać, żeby zapragnąć tej  relacji,   bo ja nie pragnąłem i gdyby Jezus sam do mnie nie podszedł, dalej szczęśliwy tkwiłbym w systemach energetycznych miłości uniwersalnej i nie miałbym pragnienia badać  jego postaci, a więc rozważać Biblii.

57m- Piramidy mogli budować chociażby opisywani w Biblii  Nefilim- olbrzymi, zmutowane  dzieci upadłych aniołów, którzy przyjmowali postać fizyczną i współżyli z ludzkimi kobietami.

1h08m- Mówi o rewolucjach- Droga podążania z Jezusem jest drogą miłości ale także  głoszenia prawdy o zbawieniu, co wielu ludzi może odbierać  jako rewolucyjne. Kochając Miłością Chrystusa wszystkich ludzi, wszystkich traktujesz na duchowym poziomie jak współbraci, jak siebie samego więc gdy chrześcijanin doświadcza realności zbawienia już teraz, i wie, że Jezus jest jedyną bramą, przez którą można dotrzeć do Boga, to nie może milczeć widząc gdy jego żywe, bratnie lustrzane odbicia idą ślepą uliczką, a niektóre wręcz zmierzają w stronę przepaści. Dlatego nasza ewangelizacja, głoszenie Dobrej Nowiny o zbawieniu i Życiu w przyszłym królestwie Chrystusa, wiara, która daje  wolność od śmierci,  jeżeli zabraknie w niej powściągliwości, może być zbyt odważna i odbierana jako natarczywa. Ale to wynika tylko z miłości. Oczywiście trzeba rozróżnić, tych którzy robią to z poziomu umysłu, czyli religii namawiając do religii, od tych którzy chodzą wypełnieni Bożym żywym Duchem i zachęcają do indywidualnej relacji. Tak, musimy i cały czas uczymy się pokory i powściągliwości kiedy, komu i ile możemy powiedzieć. Dla świata oraz ludzi o zatwardziałych serca te doświadczenia niestety nie są zrozumiałe dlatego żywi chrześcijanie są tak piętnowani, wyśmiewani a w wielu krajach prześladowani. My jednak wiedząc jak mało czasu zostało,  w każdej chwili może nastąpić pochwycenie, cały czas robimy swoje, a właściwie nie swoje, gdyż  starając się, byśmy to nie my żyli ale Chrystus w nas,  mamy nadzieję, że to „On Jest” przez nas. Przykro, gdy inni nawet nie chcą zbadać kwestii swojego zbawienia lub budują  życie na mało stabilnym gruncie, co w rezultacie może zaowocować katastrofą pogrążającą ludzi pod gruzami swojej Ziemskiej budowli.

Jeżeli chodzi o mechanizmy percepcyjne, to spostrzeżenia  Davida bardzo często pokrywają się z chrześcijańskim postrzeganiem, tylko inne słownictwo  np. intuicja, niespodziewane zbiegi okoliczności, podczas gdy w chrześcijaństwie jest to działanie i prowadzenie  przez Ducha Świętego.  Coraz wyraźniej widzę, że inne słownictwo, to może być niestety działanie, które ma za zadanie, podobnie jak wiele elementów różnych religii chrześcijańskich,  odciągnąć  nas od poznania i osobistego doświadczenia Jezusa -Źródła  Życia, z którego wypływa  najdoskonalsza Miłość.