2018.IV- DNI NA SOKACH

CZAS OD OSTATNIEGO POSTU:

Ostatni post był w sierpniu  zeszłego roku, a więc 7 miesięcy temu. Od tamtego czasu wielokrotnie próbowałem wejść w post ale po paru dniach (najdłużej 4) wracałem do jedzenia. Powroty powodowane były najczęściej słabą wolą, przede wszystkim w pracy, gdy bardzo często ktoś przynosi ciasta. Brakiem snu, gdy np wracałem po służbie w straży do domu i nie miałem możliwości odespania-jedzenie wówczas-przeważnie słodkie, na jakiś czas zagłuszało potrzebę snu. A normalne w pierwszych dniach postu, rzeczywiste osłabienie ciała , które nie pozwalało mi aktywnie spędzać czas z dziećmi najrzadziej mnie wybijało.

CODZIENNE PRIORYTETY:

To od ponad roku przede wszystkim w dalszym ciągu studiowanie Biblii i otwieranie się na Ducha Świętego. Coraz głębsze odkrywanie znaczenia tego, co dokonało się w Jezusie na krzyżu i coraz głębsze pragnienie dbania o relację z Nim. Pogłębiająca się wdzięczność za to, co dla nas zrobił oddając swoje życie. Nauka słuchania i wykonywania woli Ducha Ojca, który działa przez przychodzące wraz z poznawaniem Słowa i różnymi życiowymi sytuacjami, poruszenia serca oraz przemyślenia.

ODŻYWIANIE:

Najfajniejsze to po pierwsze: Ani razu od ostatniego postu, nawet nie czułem potrzeby jedzenia jakiegokolwiek mięsa, a po drugie chyba ani razu nie włączyło mi się kompulsywne jedzenie, choć co jakiś czas (może raz w tygodniu) objadałem się tak dla przyjemności doznań smakowych oraz dla tego uczucia pełności w brzuchu. 🙂 Cieszę się, że po ostatnim poście niemal zupełnie straciłem ochotę na lody- to jest największą zmianą, a jeżeli już objadałem się, to był to przeważnie mój ulubiony kebab wegetariański z oliwkami i paroma kostkami sera feta. Niemal codziennie piłem kawę, i za każdym razem w połączeniu z czymś słodkim. (czekolada gorzka, chałwa lub robiłem kogiel-mogiel. Sporadycznie ciasta: jabłecznik, sernik i/lub drożdżówka z ulubionej cukierni. Nie wszystko na raz oczywiście. 🙂 ) Razem z lodami,  coraz mniej smakowała mi bita śmietana, podobnie jak mleko  więc z produktów mlecznych pozostały przede wszystkim kefir, zsiadłe mleko i maślanka.

Jeżeli chodzi o główne posiłki, to przeważnie na surowo: szejki owocowe, soki lub sałatki z surowych roślinek, choć czasami (może raz w miesiącu) nachodziła mnie ochota na coś smażonego lub gotowanego więc przez te ponad pół roku trafiło się parę jajek, parę razy usmażyłem ser camembert podawany z chrupiącym pieczywem z patelni. Z nowości, to polubiłem avokado i używam je gdy czuje potrzebę zagęszczenia pokarmu ale nie chcę wychodzić z raw food.

Gdybym miał w subiektywnym przybliżeniu określić procentowy skład poszczególnych grup produktów w całym pożywieniu to byłoby:

60% to surowe owoce i soki z nich,

20% surowe warzywa i soki z nich,

5% orzechy,

5% nabiał,

5% słodycze, łakocie, alkohol (piwo). Cukru jako słodzika w ogóle. W zamian ksylitol.

3% pieczywo i produkty mączne (przede wszystkim bułka z wegekebaba lub naleśniki (w które zawijałem surowe warzywa i owoce)

2% gotowane lub smażone: (ziemniak z ogniska, pieczony chleb, jakieś warzywa z grilla, smażony ser cammembert, także kawa itp. Czasami tak dla smaku a czasami bardziej dla towarzystwa podczas imprez z jedzącymi „normalnie”, czyli jak (jeszcze) większość naszego społeczeństwa.

Jeżeli chodzi o ilość, to nadal więcej niż w rzeczywistości potrzebowałem. Dla wyobrażenia ilości, koszt takiego wyżywienia wynosił średnio 150zł/ tydzień.

AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA:

To codzienne treningi z przerwami parudniowymi, gdy przetrenowałam się lub gdy po cięższej służbie w straży nie miałem kiedy odespać. Warunek na aktywność to przede wszystkim bycie wypoczętym. Nie czując się wypoczętym, nie trenowałem.

Jeżeli chodzi o radzaj aktywności, to zima, więc przede wszystkim łyżwy i odmiana jazdy freestyle oraz kalistenika i cały czas budowanie bazy (siły) mięśniowej pod handstanda oraz mascle-upa, jednak bez planu treningowego, po prostu robiłem to na co miałem w danym dniu ochotę. Mimo totalnie spontanicznym ćwiczeniom, efekt w postaci przyrostu masy mięśniowej jest dostrzegalny więc potwierdza się, że kluczowa jest systematyczność, właściwy dobór ćwiczeń i sposób ich wykonywania (szybkie czy wolne ruchy) a nie suplementowane odżywianie. Oczywiście, kulturystą się nie stałem, jednak chodzi o sam fakt, że masa mięśniowa przyrasta także gdy nie je się żadnych zwierząt i w moim przypadku przy 85% surowych, roślinnych produktach w całej diecie.

CHOROBY I DOLEGLIWOŚCI?

Z popularnych dolegliwości typu jakieś przeziębienie, ból głowy?- Ani razu, może raz, przez dwa dni, czułem jakieś dziwne osłabienie, ale minęło samo, więc to już parę lat bez zachorowania. Parę razy ból kręgosłupa, gdy upadałem na łyżwach lub nie zrobiłem wystarczająco intensywnej rozgrzewki przy kalistenice ale ból wówczas pojawiał się w wyniku lekkomyślności, na własne życzenie. Patrząc globalnie, lekkomyślność i beztroska w odżywianiu oraz brak ruchu, to są przyczyny większości pospolitych dolegliwości u większości ludzi, które przy pogłębiającej się beztrosce i stagnacji, przeradzają się w poważniejsze schorzenia.

DZIEŃ 1: wt 10.04.18. „ROZMYŚLANIA NAD UZALEŻNIENIAMI I POSTAMI”

Pomimo, że zupełnie nie czuję ani własnej potrzeby, ani wewnętrznego wezwania do poszczenia zrobiłem dzień bez jedzenia i prawie bez picia. Nie wiem dlaczego. Być może z okazji wiosny chcę się trochę oczyścić? Być może dlatego, że już tak dawno nie pościłem, cały czas czekając na pojawienie się tego znanego uczucia, które zachęca i rozbudza potrzeby od wewnątrz? A być może, pragnę trenować swoje ciało w posłuszeństwie samemu sobie więc podejmuję kolejną próbę.

Moment rozpoczęcia dziwi mnie, ponieważ jeszcze wczoraj po południu, czując silny głód i nie mogąc nic zjeść do wieczora, przed snem znów zjadłem trochę więcej niż powinienem, a kończąc dzień nie miałem żdnego planu na dzisiaj. Pragnienie zrobienia 40 dni na samych sokach odpuściłem po tym, jak przez ostatni rok, parokrotnie, mimo szczerych chęci nie udawało mi się wejść w dłuższy post i po paru dniach wracałem do jedzenia.

Jak to możliwe, że jeszcze rok temu poszczenie i robienie dni, tygodni na sokach lub nawet na sucho przychodziło tak łatwo i nasiąknięte było pasją, jakimś zewnętrzno-wewnętrznym prowadzeniem by to robić?.. a dziś?… cisza? Umysł planuje, chciałby dalej iść w stronę coraz lżejszego odżywiania i niejedzenia, jakby czuł, że to sprzyjający kierunek, a jednak brak wyraźnego odzewu z serca więc i efektu nie ma.

Znajduje parę powodów dlaczego wcześniejsze tak wyraźne pragnienie dążenia do bretarianizmu teraz zniknęło:

1.Przede wszystkim zmiana dotychczasowych przekonań a więc utrata motywacji.

Wcześniej stan niejedzenia miał być sposobem na jednoczenie się z Bogiem. Odkąd jednak mogę doświadczać najgłębszej Miłości  jaką okazał i okazuje nam Chrystus, oraz odkąd wiem, że jedynym Pełnym Bogiem jest Bóg Ojciec, nasz Pan-Jezus i Duch Święty, nie chcę bratać się z żadną inną formą boskości. Prawda wyzwala. Tym bardziej, że w tym samym czasie trafiłem na tekst z którym do tej pory się utożsamiałem, a okazuje się, że jest  jednym z postulatów satanistów…

"Dzień po dniu materia zastąpowana jest przez ducha, 
człowieczeństwo przez boskość.
 Ostateczna zmiana będzie kompletna, Bóg objawiony w ciele
- takie będzie jego imię" 
 Aleister Clowley, teoretyk satanizmu... 
"Magick in Theory and Practice" str 162 

Tak więc droga w stronę braterianizmu bez Jezusa Chrystusa, w pragnieniu odkrycia swojej boskości?.. Każdy, kto doświadczył tej Miłości Chrystusa pragnie przylgnąć tylko do Niego i nie chce, nie potrafi już nawet patrzeć na żaden inny duchowy kierunek, w którym nie ma Świętego Ducha naszego Ojca, chyba że w pragnieniu zachęcenia innych, by wszyscy mogli mieć i cieszyć się przez łaskę Jezusa osobistą z Nim relacją. Dziękuję Bogu, że pozwolił mi dostrzec, jak działa antychryst, że satanizm to nie czarne msze, zjadanie kotów, diaboliczne tatuaże i muzyka death-metalowa, bo to są wynaturzenia zagubionych młodych ludzi. Szatan znacznie częściej posługuje się pięknymi, wrażliwymi i uduchowionymi ludźmi, by za ich sprawą odciągać od Jezusa. Zły dla osiągnięcia swojego celu posługuje się często postaciami tak idealnymi i pod tak wzniosłymi hasłami jak Miłość, serce, braterstwo, że jedyną możliwością rozpoznania jaki duch kryje się za osobą jest to, w co wierzy i kogo wyznaje. Niestety,  bardzo duża liczba przeróżnych aktywność, które odciągają człowieka od poznania Jezusa jako Drogi Życia, to przejaw aktywności szatana.

A teraz proszę cię, pani, nie piszę ci jako nowe przykazanie, 
ale jako to, które mieliśmy od początku, abyśmy się wzajemnie miłowali. 
A na tym polega miłość, żebyśmy postępowali według jego przykazań.
 A przykazanie jest takie, jak słyszeliście od początku, 
że macie według niego postępować.
Gdyż pojawiło się na świecie wielu zwodzicieli, 
którzy nie uznają, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele. 
Taki jest zwodzicielem i antychrystem.
Miejcie się na baczności, żebyśmy nie stracili tego, nad czym pracowaliśmy, 
ale żebyśmy otrzymali pełną zapłatę. Każdy, kto wykracza poza naukę Chrystusa, 
a nie pozostaje w niej, ten nie ma Boga. 
Kto pozostaje w nauce Chrystusa, ten ma i Ojca, i Syna.
2J1.7
A co do duchowych darów, bracia, nie chcę, żebyście byli w niewiedzy.
Wiecie, że gdy byliście poganami, do niemych bożków, jak was wiedziono, 
daliście się prowadzić. Dlatego oznajmiam wam, że 
nikt, kto mówi przez Ducha Bożego, nie powie, że Jezus jest przeklęty. 
Nikt też nie może powiedzieć, że Jezus jest Panem, jak tylko przez Ducha Świętego. 
1Kor.12.3

Tak więc, jeżeli przed nawróceniem braterianizm miał być formą jednoczenia się z Bogiem, to otrzymując łaskę poznania Źródła Wody Żywej w Jezusie, straciłem kawał solidnej motywacji i muszę teraz, ze spokojem poukładać jak ma się to, co było przed, do pragnienia podążania za Chrystusem gdyż nie chcę iść w żadnym kierunku, który miałby oddalić mnie od Niego. A ponieważ  na Chrześcijańskiej drodze, takie kwestie jak odżywianie same w sobie nie ma wpływu na zbawienie, to i przestał być priorytetem. Mimo, że serce nie powstrzymuje by iść dalej w tym kierunku, a Biblia nawet zachęca, to jednak wolę zachować ostrożność. A ostrożność, na obecnym etapie mojego rozwoju chrześcijańskiego  ostudziła dawną motywację.

2.Osiągnięcie i ustabilizowanie zadowalającego mnie poziomu odżywiania.

To drugi powód dla którego pytając w duchu czy mam wejść w post, znacznie częściej słyszę- nie, idź na rolki!  Podążam więc za tą zachętą ćwiczeń fizycznych wierząc, że pochodzi ona od Boga i choć nie wiem jak, to wierzę, że kiedyś On wykorzysta to dla Swojej chwały.

W pragnieniu bycia posłusznym Duchowi Ojca, mam także w pamięci słowa Jezusa:

 Jezus odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: 
Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. 
Co się narodziło z ciała, jest ciałem, a co się narodziło z Ducha, jest duchem.
Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić.
Wiatr wieje, gdzie chce, i słyszysz jego głos, ale nie wiesz,
 skąd przychodzi i dokąd zmierza. 
Tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha. 
J3.5-8

Więc gdy słyszę szum wiatru i czuję jego powiew sprawdzam czy nie wieje przeciw Biblii. Jeżeli nie, to staram się pozwolić by mnie poruszał tak jak On chce.

Oddając się jakiejkolwiek pasji, ludzkiej przyjemności, badam jednak siebie, czy pasja życia doczesnego nie zapanowała nade mną. Czy cały czas jestem gotów, by na wyraźne poruszenie serca w innym kierunku, zgodnym ze Słowem Boga, w jednej chwili odłożyć każde zajęcie i posłusznie iść we wskazaną stronę. Uczę się tego na małych, codziennych sprawach.

Wracając do odżywiania, to jak napisałem we wstępie, największa radość wypływa przede wszystkim z tego, że nie jem już żadnych zwierząt, więc nie przyczyniam się do zadawania niepotrzebnego cierpienia. Bóg, jakby przewidując to jak obecnie traktuje się zwierzęta, szczególnie trzodę hodowaną na mięso, wspomina coś na ten temat w Biblii:

Oto bowiem PAN przyjdzie w ogniu, a jego rydwany będą jak wicher, 
by wylać zapalczywość swego gniewu i ukazać swoją grozę w płomieniu ognia;
Gdyż PAN będzie sądził ogniem i mieczem wszelkie ciało, 
a wielu będzie pobitych przez PANA.
I ci, którzy się uświęcają i oczyszczają w środku ogrodów, jeden za drugim, 
którzy jedzą mięso wieprzowe oraz inną obrzydliwość,
 a także myszy, wszyscy razem zginą – mówi PAN.
Ja znam bowiem ich uczynki i myśli. 
I przyjdzie czas, że zgromadzę wszystkie narody i języki,
a one przyjdą i ujrzą moją chwałę. 

Iz 66:15

Być może jest to moja interpretacja, trochę na wyrost, ale mi pomaga i utwierdza w kierunku jaki obrałem jeszcze przed nawróceniem- świadomego kształtowania coraz lżejszej relacji z jedzeniem,  także teraz,  jako chrześcijanina.

Słowo jednak nie kłamie więc nawet jeżeli Bóg nie będzie mnie prowadził w kierunku życia bez jedzenia, to na pewno kierunek w stronę coraz dłuższych postów nie jest wbrew Biblii. Chrześcijanie mają naśladować Jezusa, który dał przykład samemu poszcząc bez jedzenia przez 40 dni. A mówiąc, że jego naśladowcy będą czynić to, co On i jeszcze większe dzieła (Ew. J.14- cały rozdział 14 jest mega!), być może nie miał na myśli tylko dążenia do otrzymania darów charyzmatycznych jak cudowne uzdrawianie, czy wypędzanie demonów ale wskazał także jakich wyzwań powinniśmy podejmować się w odniesieniu do panowania nad własnymi ciałami. Czy my, uważający się za Chrześcijan, mamy naśladować swojego Mistrza jako praktycy czy teoretycy? Czy mamy sobie wybierać tylko te, efektowne i wygodne aspekty chrześcijańskiej praktyki, czy mamy być naśladowcami Jezusa we wszystkim, do czego wezwie nas Duch Ojca?

Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. 
Jeżeli zaś nie - wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła! 
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: 
Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, 
owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. 
A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, 
aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu.
 O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię.
J14.11-14 
Niech się nie trwoży serce wasze. 
Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! 
W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. 
Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, 
przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem.
J14

(Ten cytat nie związany z postami, ale  już czując tę obietnicę, nie mogłem się powstrzymać)

Mam przekonanie, że szczególnie współcześnie, kiedy w takim stopniu straciliśmy kontrolę nad tym co, ile i jak jemy, to jest ważne, by pościć, a Duch Święty nawołuje do tego coraz wyraźniej coraz więcej Chrześciajan. Na pewno nie dla każdego i nie od razu, tak jak Jezus  jest post przez 40 dni bez jedzenia i picia, choć na pewno dla wielu odbycie takiego postu pod natchnieniem Mocy Ducha, oraz podjęcia własnego wysiłku jest w zasięgu możliwości. Jeżeli tylko w pragnieniu naśladowania naszego Pana będziemy zwracać się z takim pragnieniem w stronę Ojca, a sami wykażemy zaangażowanie podejmując świadomy wysiłek, On nas pokieruje.

Własnie teraz są odpowiednie czasy, by i chrześcijanie weszli na drogę zelżenia swojego związku z tym co jedzą. Z jednej strony wylewanie się na całym świecie wspierającego Ducha Świętego a z drugiej straszne skażenie i zmutowanie żywności, którą bardziej lub mniej świadomie niszczymy nasze ciała będące przecież Świątynią Boga.

Patrząc na jakość produktów jakie jemy. Odżywianie dzisiaj bliższe jest odurzaniu. Jeżeli tak, to większość ludzi przez cały czas chodzi w narkotycznym transie. Jak mają więc nie nasilać się rozchwianie emocjonalne, depresje, przemoc, gwałty, choroby, nowotwory i wszelkie te badziewie? Nasze ciała po prostu już nie nadążają oczyszczać się z toksyn jakimi obciążamy nasze ciała. A najgorsze, że do czasu ponownego przyjścia na Ziemię Jezusa, co będzie oznaczało koniec tego świata, lepiej już nie będzie:

Żałośnie wygląda ziemia, zmarniała;świat opadł z sił, niszczeje,
niebo wraz z ziemią się wyczerpały.
Ziemia została splugawiona przez swoich mieszkańców,
bo pogwałcili prawa, przestąpili przykazania,złamali wieczyste przymierze.
Dlatego ziemię pochłania przekleństwo,a jej mieszkańcy odpokutowują;
dlatego się przerzedzają mieszkańcy ziemii mało ludzi zostało. 
Iz24.4-6

A gdy siedział na Górze Oliwnej, podeszli do niego uczniowie
 i pytali na osobności: 
Powiedz nam, kiedy się to stanie 
i jaki będzie znak twego przyjścia i końca świata?
I odpowiedział im Jezus: Uważajcie, aby was ktoś nie zwiódł.
Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem, mówiąc: Ja jestem Chrystusem.
 I wielu zwiodą.
Usłyszycie też o wojnach i pogłoski o wojnach.
 Uważajcie, abyście się nie trwożyli.
 Wszystko to bowiem musi się stać, ale to jeszcze nie koniec.
Powstanie bowiem naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu 
i będzie głód, zaraza i trzęsienia ziemi miejscami.
Lecz to wszystko jest początkiem boleści.
Wtedy wydadzą was na udrękę, będą was zabijać 
i będziecie znienawidzeni przez wszystkie narody z powodu mego imienia.
A wówczas wielu się zgorszy, będą się wzajemnie wydawać
 i jedni drugich nienawidzić.
Powstanie też wielu fałszywych proroków i wielu zwiodą.
A ponieważ wzmoże się nieprawość, miłość wielu oziębnie.
Lecz kto wytrwa aż do końca, ten będzie zbawiony.
A ta ewangelia królestwa będzie głoszona po całym świecie 
na świadectwo wszystkim narodom.
 I wtedy przyjdzie koniec. 

Mt24.3-14

Mam też przekonanie, że doprowadzając swoje ciało w posłuszeństwie do takiego stopnia, że będziemy mogli przynajmniej raz w życiu przepościć 40 dni „na sucho”, okaże się, że już nie będziemy musieli wracać do jedzenia. Przygotowując się do takiego postu, przygotujemy nie tylko nasze ciała, ale i duszę i umysł, by mogły funkcjonować bez konieczności jedzenia. Jeżeli tylko zapragniemy, naszym pokarmem stanie się wówczas wyłącznie pokarm Boga:

Tymczasem uczniowie nalegali na niego, mówiąc: „Rabbi, jedz”. 
Ale on im rzekł: „Ja mam pokarm do jedzenia, o którym wy nie wiecie”.
Toteż uczniowie zaczęli mówić jedni do drugich:
 „Czyżby ktoś przyniósł mu coś do jedzenia?” 
Jezus powiedział do nich: 
„Moim pokarmem jest wykonywanie woli tego, który mnie posłał, 
i dokończenie jego dzieła. 

 J4.31-34

Póki co, bez względu na wiarę i przekonania religijne odżywianie bez jedzenia zwierząt oraz w przewadze roślinnego RAW-food jest dostępne dla każdego i jest pod każdym względem wspierające zdrowie oraz życie!

Tak więc, szukając powodów dla których dzisiaj jestem na sucho, pomimo braku starej motywacji oraz wyraźnego prowadzenia, znajduję parę:

1. Dobre przyzwyczajenie z okresu zeszłego roku, kiedy, gdy miałem wolne w pracy, poświęcałem na wejście w mniejszy lub większy proces oczyszczający. Wolne w pracy to mniej pokus wybijających, szczególnie silnie odczuwanych w pierwszych dniach postu. Teraz też miałem przed sobą parę dni wolnego, więc być może zachętą była podświadoma tęsknota mająca w pamięci wcześniejsze posty, które nawet jeżeli chwilowo osłabiają, to  w perspektywie całego życia wzmacniają.

Jeżeli tak, potwierdza to, jak ważne są i jaką siłę wpływu mają nasze przyzwyczajenia, a więc jak istotne jest świadome ich kształtowanie. Jeżeli wnikliwie spojrzymy na swoje życie, może okazać się że większość naszego postępowania opiera się na takich lub innych nawykach. Warto zadać sobie wtedy pytanie czy są to świadomie wybrane i ukształtowane nawyki? Czy może takie, które otrzymaliśmy w”w dziedzictwie” po rodzicach, lub po prostu przypałętały się na jakim etapie życia i teraz zapanowały nad nami? Właśnie, wspominając o nawykach, drugim powodem wejścia dzisiaj w post suchy mogło być:

2.Pragnienie kontroli panowania nad sobą i swoimi nawykami.

Jak wspomniałem wcześniej, robiąc cokolwiek regularnie (ja np pijąc kawę z kawałkiem słodycza) budujemy nawyk, który w pewnym momencie może stać się uzależnieniem. Ponieważ uważa się, że cukier ma uzależniające działanie silniejsze od heroiny, to co jakiś czas staram się robić przerwy by sprawdzać czy nadal mam kontrolę nad tym kawowo-cukrowym nawykiem.

Niestety, nie zawsze powrót do świadomej kontroli przebiega łatwo i przyjemnie, jednak doświadczanie porażek w tej kwestii nauczyło mnie akceptacji, że zanim przerwę ten nawyk, najpierw kilka razy nie udaje mi się zapanować nad własną wolą. Będąc jednak wytrwałym i nie zrażając się niepowodzeniami, w końcu udaje się i nawyk przestaje mnie pociągać. Oznacza to, że znów mogę świadomie decydować, więc znów mogę wrócić do czerpania radości z delektowania się łakociami ale w poczuciu wolności a nie słabej woli. Być może dzisiaj jest właśnie taki dzień sprawdzenia kto jest panem: Ja nawyku, czy nawyk stał się już moim.

Ktoś zapyta: To dlaczego wracać do jedzenia (słodyczy), po tym gdy już nie pociąga? Dlatego, że całkowita rezygnacja oznacza odebranie sobie niesamowitej przyjemności i wcale nie oznacza bycia wolnym.

"Wolność duszy w ciele, 
to zdolność panowania woli nad ciałem i emocjami.
To możliwość decydowania kiedy, ile i co robię,jak reaguję,
 z płynną, pełną kontrolą w poruszaniu się
 pomiędzy działaniem a wstrzymywaniem się od działania i reagowania"

"Wolność w odżywianiu to możliwość decydowania
 kiedy, ile i co jem 
z płynną, pełną kontrolą w poruszaniu się pomiędzy jem- nie jem "

Czy umiejętność panowania nad swoim ciałem i emocjami nie jest wskazaną cechą praktykującego Chrześcijanina, który ma sprawnie poruszać swoim ciałem wg woli Ducha Świętego?  Może osiągnięcie takiej kontroli, na razie nad słodyczami, jest wprawką przed dążeniem do kontroli swobodnego przechodzenia pomiędzy jem-nie jem w ogóle?

Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; 
a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, 
ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. 
Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, 
prawdziwe dobro kto wam powierzy?

 Łk16.10 

W kształtowaniu posłuszeństwa ciała wobec duszy zauważyłem, że mimo porażek, to czas jaki zajmuje odzyskanie kontroli jest coraz krótszy. Coraz mniej razy od podjęcia decyzji , że chcę czegoś, wybija mnie, a wszytko odbywa się jakby coraz bardziej łagodnie, nawet jeżeli później nie poszczę tyle dni ile planuję. Na podstawie dzisiejszego dnia mogłem przekonać się też, jak bardzo zwiększa posłuszeństwo podążania ciała za wolą, świadome kształtowanie i wzmacnianie wspierających przekonań. Tym razem wystarczyło ok 2 godzin oglądania materiałów o szkodliwości cukru, o tym jak traktowane są zwierzęta hodowlane i o zaletach postów by wejść w kolejny post, podczas gdy wcześniej bez równoczesnego kształtowania sprzyjającej świadomości nie udawało mi się.

Można powiedzieć, że jest to tzw modelowanie znane z NLP, od którego odcinają się chrześcijanie. Bóg jednak nie może poruszać naszymi członkami, tylko porusza naszą duszą, byśmy my ruszyli swoje członki. Skoro tak, to czując poruszanie Boga w duszy, to ja muszę poruszać swoim ciałem, zgodnie z wolą Ducha. Żeby jednak to zrobić, ciało musi słuchać woli słyszącej Ducha. Myślę więc, że istotnym zadaniem każdego chrześcijanina w kształtowaniu swojego posłuszeństwa wobec Boga jest samodzielne kształtowanie zdolności posłuszeństwa ciała względem duszy, panowania nad swoim ciałem w każdym aspekcie.

Dlatego jako master NLP i hipnoterapeuta, który przed nawróceniem doświadczył korzyści ze stosowania tych narzędzi, nie znajduję sprzeczności stosowania ich w pracy NAD SOBĄ, z postawą Chrześcijańską. I choć sam niemal zupełnie przestałem korzystać, z takich narzędzi jak hipnoterapia, NLP, czy medytacja, które zostały zastąpione modlitwą oraz rozważaniem Biblii, to jeżeli komuś, na jego obecnym poziomie różnych „dolegliwości”, serce ewidentnie wskazuje takie metody pracy nad sobą, to może jest to także poruszenie Ducha Świętego? Nie chcę zachęcać, bo nic nie zastąpi osobistego zwracania się do Boga, Stwórcy w szczerości i z głębi swojego serca oraz czytania z otwartym sercem i umysłem Biblii, szczególnie gdy Duch Ojca do tego zachęca.  Nie wydaje mi się jednak, by narzędzia ludzkie, które są tylko najnowszymi technikami pracy nad swoimi duszewnymi i cielesnymi ułomnościami były nieodpowiednimi dla Chrześcijan. Zapierajcie się… bierzcie w niewolę swoje członki… wielokrotnie nawołuje Paweł Apostoł w swoich listach. Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe. (Mk14.31).  Czy wykorzystywanie technik wiedzy ludzkiej do pracy z niewspierającymi Chrześcijański styl życia emocjami, nawykami, przekonaniami, można zaliczyć jako poprawę umiejętności zachowywania czujności?

Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących, i powiedział do Piotra: 
Czy nie mogliście przez jedną godzinę czuwać ze mną?
Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. 
Duch wprawdzie jest ochoczy, ale ciało słabe.
Mt26.30-41

Jeżeli nie i ktoś ewidentnie zabrania, to należy zadać mu pytanie, czy sam będąc już nawróconym, kiedykolwiek stosował jakieś medykamenty, czy poddał się jakiemuś zabiegowi gdzie użyto narkozy lub znieczulenia? Jaka jest różnica w leczeniu ciała od leczenia emocji? Pomocy psychologicznej leczenia uzależnień, od zastosowania hipnoterapii do tego samego celu? Czy hipnoterapia użyta gdy osoba jest na etapie nieumiejętności poradzenia sobie z emocjami jest zła? Jak więc mogę wytłumaczyć, że ja kiedyś nie mogąc poradzić sobie z emocjami, nie znając jeszcze Jezusa ale modląc się gorliwie do Boga- Stwórcy, zostałem pokierowany właśnie na takie szkolenia z NLP, hipnoterapii, które pomogły mi bardziej zrozumieć i poukładać duszewne części siebie? Czy medytacja przywracająca spokój umysłu, jaką praktykowałem wierząc w Boga ale nie znając Jezusa była, demoniczna? Ponieważ modliłem się do Stwórcy, mam poczucie, że to Duch Boga wtedy mnie kierował, bym mógł uwrażliwić duszę na przyjęcie Jezusa. Nie potrafię więc teraz z taką pewnością wydać wyrok skazujący na to, czego sam doświadczyłem w przeszłości, a co wniosło tyle dobrego do mojego życia.  Oczywiście przede wszystkim osobiste zwracanie się w modlitwie do Boga, którego nic nie może zastąpić. Bóg może wszystko i nie ma nałogu, dolegliwości, ułomności czy choroby, które w ułamku sekundy nie poddałyby się Jemu. Są osoby, które mają taką wiarę i determinację, by oddać się całkowici Bogu i w żadnym przypadku nie skorzystać ze zdobyczy ludzkiej nauki.  Pytanie, czy mam taką siłę? Na pewno pragnę i do niej dążę, o co się modlę i czego wyrazem są posty, ćwiczenia ciała i duszy.

Nie zawsze czuję prowadzenie Ducha Świętego ale za to jasno widzę swoje ludzkie ułomności, a że znam techniki pozwalające nad nimi pracować, dlatego nie przestając modlić się i jeżeli tylko serce nie będzie się sprzeciwiać, może jeszcze kiedyś wykorzystam, to czego się nauczyłem w mojej świeckiej przeszłości gdyż wiem, że to wszystko u Źródła i tak pochodzi od Boga.  Może nie wszystko, ponieważ w każdej ze wspomnianych naukowych metod są techniki, zabiegi i procesy ewidentnie niebiblijne. Ponieważ mam osobiste doświadczenia, ten temat także prosi się o omówienie, co z Bożą pomocą kiedyś zrobię.  Nie mogę więc jednoznacznie powiedzieć, że zachowują modlitwę  korzystanie z różnych metod pracy ze sobą jest wbrew woli Pana. Ale  jeżeli w kogoś przekonaniu tak, to na pewno nie powinien po nie sięgać i całym sercem oddać się tylko modlitwie. Jeżeli jednak w modlitwie, kogoś Bóg zachęci do skorzystania z pomocy odpowiedzialnego hipnoterapeuty czy innego „lekarza” człowieczego, to pamiętając, że Bóg i tak jest lekarzem prowadzącym,  nr 1,  nie powstrzymywałbym takiej osoby. Doradziłbym tylko by zachował uważność,  badała swoje serce  i pamiętała o tym, że nawet gdyby nie wiem jak wspaniałe i szczytne cele osiągnęła dzięki technikom rozwoju osobistego, to że zbawienie mamy tylko dzięki łasce Pana Jezusa.

Uważajcie na siebie, abyście nie utracili tego, coście zdobyli pracą, 
lecz żebyście otrzymali pełną zapłatę. 
Każdy, kto wybiega zbytnio naprzód, a nie trwa w nauce Chrystusa, 
ten nie ma Boga. Kto trwa w nauce [Chrystusa], ten ma i Ojca, i Syna.”
2 J 8-9 
Moje dzieci, nie miłujmy słowem ani językiem, ale uczynkiem i prawdą.
Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy i uspokoimy przed nim nasze serca.
Bo jeśli nasze serce nas potępia, Bóg jest większy niż nasze serce i wie wszystko.\
Umiłowani, jeśli nasze serce nas nie potępia, mamy ufność ku Bogu;
 o cokolwiek prosimy, otrzymujemy od niego, 
bo zachowujemy jego przykazania i robimy to, 
co miłe w jego oczach. A to jest jego przykazanie, abyśmy wierzyli w imię jego Syna, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie, jak nam przykazał. Bo kto zachowuje jego przykazania, mieszka w nim, a on w nim. A wiemy, że w nas mieszka, przez Ducha, którego nam dał. 

1J3.18-24

 Doświadczając Bożej obecność w niesamowitej miłości Jezusa, bretarianizm przestaje być sposobem szukania swojej boskości ale nadal może stać się odpowiedzią na wezwanie Ducha Świętego lub formą doskonalenia swojego ciała w byciu posłusznym naszej woli. Ponieważ jednak termin braterianizm ( podobnie jak nazwy: NLP, hipnoterapia, joga itp)  jest tak bardzo związany z rozwojem i duchowością niechrześcijańską, która niestety odciąga od Jezusa, że coraz częściej szukam innych nazw nawiązujących do Biblii. Przyznam, że „zmagając się” z tym zadaniem, znalazłem elementy hipnoterapii, medytacji,  NLP, których odpowiedniki można znaleźć w Bożym Słowie. Stara i stała zagrywka szatana, który wykrada to, co daje nam Bóg i przerabia na swoje „światowe” techniki i oczywiście zatruwa to, co w nich Boże. żebyśmy tylko nie odkryli, że ich autorem jest Bóg objawiony w Jezusie.

Wracając do odżywiania. W umyśle trwa taniec myśli pragnących bycia uległymi Duchowi, z pragnieniami, które same chcą prowadzić ciało. Czekać na prowadzenie Ducha, czy iść za pragnieniem umysłu? Przypomniałem sobie rozważania z przeszłości, co należy zrobić mając wątpliwości czy to, co chcemy zrobić lub nas porusza pochodzi od Boga i nas do Niego zbliży (Są to wskazówki wyczytane w jakiejś książce):

Należy zadać sobie 5 pytań:

1.Czy to co chcę zrobić zbliży mnie lub innych do Boga Stwórcy? 
 (Czy należy do obszaru Ducha?)
2.Czy jest zgodne z naukami i postępowaniem Jezusa?
3.Co na ten temat mówi Biblia.- (Czy  nie jest wbrew Pismu?)
4.Jak to wpłynie na mnie, na relację z samym sobą? 
 (Czy nie oskarża mnie sumienie?)
5. W jakiej relacji ze światem znajduje się moje pragnienie? 
  (Jeżeli wbrew standardom i pożądliwościom tego świata to dobrze.)

Test „postu” wypadł w każdym punkcie pozytywnie więc to ode mnie zależało czy będę pościł czy nie. Chciałem, chociażby z tego względu, żeby przekonać się jak będzie przebiegał gdy przeprowadzę go wychodząc z mojej siły umysłowego pragnienia, a nie jak dotąd podążając za prowadzeniem serca. Trening ciała w posłuszeństwie własnej woli, by w przyszłości być bardziej posłusznym Duchowi.

Tak więc dzisiaj zrobiłem sobie taki dzień prawie na sucho- prawie ponieważ ok 15 gdy dzieci już wróciły ze szkoły czułem, że coś jest nie tak, tzn fizycznie wszystko ok ale wyraźnie poczułem jakąś niewytłumaczalną potrzebę napicia się. Własnie takie poruszenia najbardziej lubię, ponieważ wiem, że nawet jeżeli umysł chciałby inaczej, to przy tak wyraźnym uczuciu, należy je wybrać. Napiłem się więc ok 0,2l wody z sokiem z cytryny i łyżeczką ksylitolu. Niemal od razu jelita zaczęły pracować wydalając  sporo, z tego, co w nich było, od razu powodując lepsze samopoczucie. Tak więc pomimo, że do południa byłem pewien, że ten dzień zrobię na sucho, okazało się, że jeżeli chcę oddać życie Bogu to muszę pamiętać, że w swoich pragnieniach, przede wszystkim mam iść za głosem serca, sprawdzając jedynie co jest źródłem tego poruszenia- czy Bóg, czy moja ludzka natura czy nie jest to może jakiś demon i zawsze wybierać wolę Boga jako najlepszą dla mnie i innych. Biblia pomaga mi to weryfikować.

Po odwiezieniu chłopaków prawie dwugodzinny trening na rolkach w trakcie którego, pomimo dnia bez picia, znacznie bardziej spociłem się niż zwykle. Dziwne, czy organizm nie mając płynów z zewnątrz nie powinien mniej się pocić? Nie rozumiem. Siłówkę dziś odpuściłem czując jeszcze dumsy po codziennych treningach w ostatnich dniach. Wczoraj np były to rolki do południa i muscleupy wieczorem. Tak. Nie wiem jak do tego doszło ale od tygodnia potrafię robić muscle upy, co było moim marzeniem! Nie szło nie szło nie szło, nie potrafiłem aż w końcu któregoś dnia wskoczył jeden, a jak jeden to teraz nawet krókie serie fajnie mi się robi. Najwyraźniej wielokrotna „porażka” stała się matką osiągniętego celu.

Do ok 15 cały czas poświęcony na rozważanie Biblii oraz kolejnego rozdziału Św. Augusta. Niesamowite. Ponieważ pogoda sprzyjała mogłem poznawać te szlachetne pisma na ogrodzie ciesząc się ze słońca, przy śpiewie ptaków.

Po wieczornych rolkach i prysznicu jednak poczułem jakieś osłabienie w ramionach i lekko sucho w ustach, Nie wpływa to jednak w żaden sposób na funkcjonowanie.

Ani kawy ani słodyczy mi nie brakowało.

Jutra nie planuję ale ciekawi mnie co się wydarzy- wrócę do jedzenia czy nie.

NOC 2: wt/śr 23-09 (10h) „Niespokojna”

To nie była spokojna noc. Najpierw nie wiem jak długo nie mogłem zasnąć przewracając się z boku na bok, a potem ok 4 obudził mnie sen w którym jadłem zapiekane chleby z przeróżnymi serami jakie serwował mi na siłę właściciel lokalu do którego wszedłem zaciekawiony szyldem. W serowym śnie zrobiło mi się tak niedobrze, że obudziłem się czując jego smak jeszcze w ustach i żołądku. Zabrało mi chwilkę by zauważyć, że to był tylko sen. Gorąco w ciele, musiałem wyjść na zewnątrz ochłodzić się rześkością nocnego chłodu. Znów jednak myśli różnej maści jakiś czas nie pozwalały zasnąć. Do rana jeszcze jakieś dwa sny mnie wybudzały ale na chwilę, po których zaraz znów zasypiałem. Obudziłem się ok 8 rano, jednak nie miałem ochoty wstawać więc kolejną godzinę przeleżałem walcząc z wyraźnie niemrawym ciałem i pobolewającym kręgosłupem.

Ale skąd te żółte sery we śnie, skoro już dawno temu przestałem je jeść, a teraz sama myśl o ich smaku jest odpychająca?

DZIEŃ 2: śr11.04.18  „BEZ GŁODU ALE NA WYRAŹNYM OSŁABIENIU”

Do południa przede wszystkim rozważania Pisma i Wyznań Św Augustyna, przeplatane delikatnym ruszaniem całego ciała gdy czułem, że zastygałem. No i ten ciągły dyskomfort w kręgosłupie. Ciężko, choć stanie na rękach nadal wychodzi. Cały czas jednak największe osłabienie w mięśniach obręczy barkowej, które najintensywniej ćwiczyłem przed wejściem w post.

Ok godz. 15 znów wypit szklanka wody z cytryną i łyżeczką ksylitolu. Znów od razu odczułem to w ruchach jelit i uczuciu głodu, którego przed piciem nie czułem. Nie podoba mi się taki stan fizyczny, nadal nie czuję prowadzenia, anie nie znajduję wyraźnego powodu dla którego to robię więc coraz bardziej mam ochotę wrócić. Być może jeżeli nie będę miał ochoty wieczorem na rolki to od jutra wrócę do systematycznego picia i jedzenia.

Nie wiem dlaczego ale mam poczucie, że bliższe woli Boga jest to bym dalej intensywnie prowadził kalisenizcne treningi siłowe z nauką nowych technik rolkowych. Wiem, że bez sensu ale jeszcze większym bezsensem jest kłócenie się z tym jak prowadzi nas wewnętrzne przekonie o ile tylko nie jest wbrew Słowu Bożemu. Biblia nic nie mówi na temat rolek i kalisteniki więc kontynuuję. A może potrzeba tych popołudniowych treningów wynika z tego, że przed południem, codziennie po parę godzin, roztrząsam sprawy nie z tego świata i ruch zapewnia równowagę oraz gotowość, by następnego dnia znów z pasją siadać do rozważań Biblii?

Wczoraj towarzystwo głodu przy normalnej energii, dzisiaj brak głodu przy osłabieniu. Na dworze piękna pogoda, a ja po przyjściu chłopaków ze szkoły zupełnie nie mam ochoty by pójść pokopać z nimi piłkę, powygłupiać się czy cokolwiek wspólnie porobić. Najchętniej siedziałbym lub leżał. O nie! Stracony fajny czas, jaki mam z chłopakami to zbyt duża cena za sprawdzenie czy mogę obyć się bez jedzenia i picia ileś tam dni dłużej niż wcześniej. Nie ten czas na ten czas.

Najlepsze, że znów wystarczyły dwa dni by przestać mieć ochotę na cokolwiek i gdyby nie ten spadek witalności niczego mi nie brakowało. Nie wiedząc na co mam ochotę, trochę po omacku wypiłem 0,5l przefiltrowanego mleka z wiórek kokosowych z kawałkiem imbiru, zmiksowanym bananem i łyżką kakao z łyżeczką ksylitolu. Nie napiłem się tym, tylko najadłem rozpychając brzuch, a energia wróciła nie jak zwsze parę minut po piciu, tylko po dwóch godzinach, co jednak pozwoliło mi z ochotę znów zrobić wieczorem trening.

Przed wypiciem zważyłem się i po dwóch dobach o szklance płynu schudłem tylko 1kg więc niemal niezauważalnie. Jednak decyzja o zakończeniu tego mini postu i powrocie do jedzenia zapadła.

WNIOSKI

Myślę, że jest to ostatni wpis z tego działu dotyczącego odżywiania.

Niejedzenie zwierząt, minimalne i coraz mniejsze jedzenie nabiału przy coraz wyraźniejszym utwierdzaniu się na sokach, sałatkach z surowych owoców, warzyw i orzechach w zupełności pozwala mi cieszyć się takim stanem rzeczy. Kawę i łakocie traktuję jako przywilej doświadczania ludzkiej przyjemności, a przy okazji okresowego odmawiania sobie, możliwość dążenia do całkowitej swobody w posłuszeństwie przechodzenia z „jem” do „nie jem” jako sposób kształtowania panowania nad własną wolą.

Po dwóch latach od rozpoczęcia przygody z jedzeniem i dążenia do bretarianizmu nie udało mi się osiągnąć stanu możliwości życia bez jedzenia. Czy to oznacza, że nie jest to możliwe w ogóle? Oczywiście, że nie! To, że my (ja) nie potrafimy czegoś osiągnąć, nie oznacza, że ktoś inny nie osiągnie tego. Wchodząc na tę drogę chyba bardzo mocno traktowałem osiągnięcie tego przywileju jako sposób na zbliżenie się do Boga. Teraz jednak wiedząc, że zbawienie jest przez łaskę Chrystusa, nie zależy mi życiu bez jedzenia. Oczywiście chciałbym również doświadczyć stanu wolności od jedzenia, przynajmniej takiego jaki mam obecnie nad słodyczami, jednak tylko jeżeli będzie to w zgodzie i przy akceptacji z Bogiem.

Wiedząc jak wygląda układ sił duchowych oraz, że moja przyszłość po śmierci leży w Jezusie Chrystusie nie interesuje mnie żaden stan, zaszczyt, chwała związana z życiem doczesnym. Wiedząc, czego dokonał dla nas, nie chcę iść w żadnym kierunku, który choć trochę mógłby osłabić naszą relację. Przy doświadczaniu tak głębokiej Miłości jak Jego, wszystko inne traci na znaczeniu.

Mam świadomość, że wiele osób doświadczających miłości uniwersalnej, zachwycona tym stanem nie czuje potrzeby by patrzeć na Jezusa. Jednak zachęcam by otworzyć serce na Prawdę o naszym przeznaczeniu do życia wiecznego, które mamy przez i w Nim, a co objawia nam Bóg w Piśmie Świętym.

Jeżeli ktoś w bretarianiźmie szuka łączności z Bogiem to dopóki nie będzie tam miejsca dla Jezusa proszę o zbadanie fundamentów swoich poszukiwań, źródła które porusza serce by dążyć do osiągnięcia tego stanu. Bóg jest tak wspaniały, że pozwala nam Siebie doświadczać nie tylko sercem ale także poznać rozumem i co więcej, wiedząc jak Mocne i pewne zostawił nam argumenty i znaki które można badać by dotrzeć do Źródła Wody Żywej (uwielbiam ten poetycki zwrot oddający Prawdę), zachęca byśmy badali rozumem to co porusza nasze serca.

Szatan natomiast, wiedząc, że badając umysłem przy otwartym sercu, zawsze poznamy Prawdę, która doprowadzi nas do naszego Ojca Boga, namawia i zwodzi twierdząc, że boskości możemy doświadczać wyłączając myślenie, dążąc do stanu pustki lub kierując się tylko uniesieniami serca. Rozumiem dlaczego osoby zaangażowane w duchowość uniwersalną i dalekowschodnią dążą do „oświecenia”, „nirwany” „pustki”. Jeżeli już samo przerwanie potoku myśli jest tak poruszające, to jakim doświadczeniem muszą być te przerywające sansarę?  Jakie są jednak fundamenty założeń reinkarnacji? Buddyzmu? Taoizmu? Czy możemy zbadać autentyczność takich założeń? Czy są jakieś nadprzyrodzone znaki? Niemożliwe do zaistnienia a jednak zaistniałe wydarzenia, które  byłyby wołaniem  Stwórcy Życia:  Patrz moja ukochana trzódko, tutaj jestem? Jam Jest. Nasz Tatuś jednak woła:

Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo.
 Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę! Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją,
 skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy.
 Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze.
 (Łk12.32-34)

Pisząc to, zachęcam do obiektywnej otwartości I kierując się miłością do środowiska, do którego jeszcze niedawno sam należałem. Poznając łaskę Miłości Jezusa nie jestem w stanie milczeć, by nie obnażać kłamstw ukrytych za fałszywym światłem, byśmy tylko odwrócili wzrok od Jezusa Chrystusa, naszego brata ale i Pana, dla którego wszyscy jesteśmy przeznaczeni jako Boże dziedzictwo, a co zostało zapowiedziane przez Boga już w momencie założenia tego świata.

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa,
On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym
na wyżynach niebieskich- w Chrystusie.
                             W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata,                                abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem.
         Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów
przez Jezusa Chrystusa,
                   według postanowienia swej woli,ku chwale majestatu swej łaski,                   którą obdarzył nas w Umiłowanym.
              W Nim mamy odkupienie przez Jego krew -odpuszczenie występków,                  według bogactwa Jego łaski.
Szczodrze ją na nas wylał w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia,
przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli według swego postanowienia, 
  które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni czasów,
aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie:
to, co w niebiosach, i to, co na ziemi 
 (Ef1.3-10)

                     Piękne! Dziękuję Ojcze.

NOC 3: śr/cz (23-08) 9h snu

Normalny sen.

DZIEŃ 3 CZ12.04.18 „NA ZEWNĄTRZ CISZA ALE WEWNĄTRZ INTENSYWNA PRACA”

Rano telefon od przełożonego: Dlaczego nie ma mnie jeszcze na służbie?.. postawił mnie na nogi, w gotowość, by zaraz wyjechać i jak najszybciej te 100 km pokonać. Po wyjaśnieniu okazało się, że mogę zostać w domu. Trochę nerwowy poranek, jednak dzięki tej sytuacji stwierdziłem, że wstałem z lekkością i nie czuję żadnego osłabienia, głodu ani chęci na cokolwiek do jedzenia, więc przecież nie będę się zmuszał i poczekam z jedzeniem aż na coś przyjdzie mi ochota. Do tego czasu jak co dzień kontynuowałem rozważania kolejnych duchowych zagadnień.

Ok 11 czując znużenie łyknąłem ok 0,5l podpiwka, mojego warzenia, co wystarczyło by poczuć pełny brzuch. Z mijającym czasem, siedząc, coraz bardziej zastygałem i czułem jak słabnę. Czy już mam ochotę by coś zjeść? Chyba nie, bo myśl o czymś stałym była odpychająca więc poprzestałem tym razem na 0,3l przefiltrowanego soku ze zmiksowanego 1 banana i garści czarnej porzeczki.

Odwożąc chłopaków, mieli ochotę na bagietkę czosnkową więc wizyta w sklepie i myśli co by tu zjeść, na co mam ochotę? Ponownie nic stałego ale może kupić kawę? Tak mam ochotę na kawę. Już trzymałem w ręku, jednak przyjrzałem się temu pragnieniu i gdy stwierdziłem, że to ewidentnie jest tylko potrzeba doznań smakowych ograniczonych tylko do kubków smakowych w ustach, trochę powalczyłem i odłożyłem. Jeszcze nie. Rozpoznałem, że prosiło się o kawę właśnie to przyzwyczajenie, nad którym chcę panować i nie uległem. Tak właśnie rozumiem wezwanie Pawła Apostoła do zapierania się siebie, które ma na celu kształtować naszej dojrzałości. Post nie ma polegać na wyniszczaniu swojego ciała, które przecież jest świątynią Ducha, tylko na odmawianiu sobie przyjemności których brak nie wyrządza szkody a wręcz przynosi podwójny pożytek.

Cały czas daję sobie pozwolenie na powrót do jedzenia ale próbuję nie ulegać, jeżeli rozpoznałem w tym tylko wołanie nawyku. Gdyby to było rzeczywista potrzeba ciała oczywiście już rano przekąsiłbym jakieś śniadanie.

Po powrocie, ok 18 ponownie osłabienie do tego stopnia, że postanowiłem odpuścić dzisiaj trening. Ciekawe, że mimo osłabienia nadal brak ochoty na jedzenie. Wypiłem więc tylko ok 0,3l herbaty z sokiem z połowy jabłka i gruszki oraz może 0,5l soku z pomidorów z czosnkiem w połowie rozcieńczonego wodą. Okazało się, że po takiej dawce energia szybko wróciła i pognało mnie na trening. (Standardowo ponad godzina rolek przeplatana pompkami w sumie ok 70, bar dipami 4serie x6 i paroma podciągnięciami na drążku) Szału nie ma ale wszystko na 70% mocy. Nie chcę jeszcze progresować. Póki z ciekawością sprawdzam jak reaguję na przejście na soki, wystarczy utrzymanie codziennej aktywności na takim poziomie, by mięśnie nie odzwyczaiły się od wysiłku.

Po treningu jescze 0,5l kakaa na mleku z wiórek kokosowych co w zupełnosci dało przyjemne nasycenie i tak minął trzeci dzień na sokach.

Nie ma sensu planować co będzie jutro bo moje plany zupełnie się nie sprawdzają, lepiej wychodzę gdy po prostu płynę z nurtem bieżącym.

AAA- to co mnie dzisiaj jeszcze trochę zmotywowało by nie zacząć jeść stałych produktów to od rana uczucie zalegania w trzewiach i chęć poczekania do jeszcze jednego wypróżnienia, by jeszcze przynajmniej tej porcji śmieci jelitowych się pozbyć. Oczywiście jest tam tego więcej ale przynajmniej jeszcze jedno oczyszczenie. Normalnie pomógłbym lewatywą ale apostołowie też pościli i Biblia nic nie wspomina by ktoś  robił lewatywy przed postem więc zostawiam ten aspekt swojemu czasowi. 🙂

NOC 4: cz/pt (23-06:30) 7,5h DRUGIE WYPRÓŻNIENIE

Jeszcze przed zaśnięciem trochę zawartości z jelita się usunęło. Patrząc na przebieg wcześniejszych postów, gdybym dalej pozostał na sokach, kolejne oczyszczenie powinno być ok 9tego dnia czyli za 5 dni. Jak dla mnie jednak nadal nie czuję by chcieć do tego czasu być na sokach więc co będzie to będzie. Noc tymczasem taka sobie, z krótkim wybudzeniem w środku.

DZIEŃ 4 pt 13.04.18 „CAŁKIEM FAJNY DZIEŃ”

Dziękuję Boże Ojcze, który jesteś początkiem i końcem wszystkiego,
za twoje światło i wsparcie, 
dzięki któremu i przez które mogę poświęcać uwagę rozważaniom duszy,
a przez to poznawać i zbliżać się do Twojego Ducha.

Rano przed 8-ą 0,3l przefiltrowanego soku z 1 banana i garści cz. Porzeczki. Czytanie Biblii i pojawienie się głodu więc ok 11 znów 0,5l soku pomidorowego z czosnkiem w połowie z wodą w zupełności załatwiło sprawę do ok 13.

W międzyczasie delikatny, półgodzinny trening handstanda i korpusu, tak na 30%. Powrót do zachwycania się rozważaniami Św. Augustyna z 1 w.n.e, które spisał w swojej książce „Wyznania”.  Patrząc, jak aktualne są dzisiaj, nie sposób nie dojść do wniosku, że pomimo iż świat pędzi coraz szybciej, to człowiek jako jednostka znajduje się od wieków w tym samym miejscu. Pomimo, że ludzkość poznaje coraz to bardziej zaawansowane tajemnice świata, zadanie każdego pojedynczego człowieka pozostaje takie samo: poznać Chrystusa w Tajemnym Planie Boga.

Przed przyjściem Przemka ze szkoły piłem więcej niż zwykle- tak jakbym w ten sposób chciał się doenergetyzować i mieć energię na poobiedni trening, na który obecnie zupełnie nie miałem ochoty.  Na 17-tą Szymek miał judo więc go zawiozłem.

Tak się złożyło, że na sali judo byliśmy pół godziny przed czasem więc weszliśmy na matę trochę się powygłupiać i powalczyć. Byłem niemrawy i bez chęci do ruchu ale po chwili szarpaniny z synem tak się nakręciłem, że gdy on miał swoje zajęcia, ja zrobiłem jak zwykle swój. Przyznam się, że totalne zaskoczenie, bo nie dość, że wychodziły spoko muscle upy, to jeszcze pierwszy raz w życiu udało mi się zrobić pół pompkę w staniu na rękach! Nie wiem o co chodzi ale jest dobrze.

Po raz kolejny zabawa i wygłupy z dziećmi pozwoliły mi wyrwać się z osłabienia, pokazując w jak dużym stopniu jestem skłonny do biadolenia nad sobą gdy za bardzo skupię  się na sobie, zamiast oddać się życiu, pasji, byciu z innymi ludźmi, tylko nie takimi, których pasją jest narzekanie i obgadywanie, jak ważny jest dość intensywny ruch, do którego często trzeba na początku się zmusić. Dziękuję za dzieci, które są ogromną motywacją.  Warto mieć kogoś takiego, kto będzie dla nas wsparciem, zachętą i inspiracją.

Po odwiezieniu Szymka ogromna ochota na sok z marchwi więc wizyta w sklepie i tam jeszcze większa chęć na piwo. Już nie dziwię się swoim wyborom tylko pytam czy to nie będzie wbrew woli Boga, i tak teź w duchu zapytałem się Najwyższego. Tym razem zupełnie na luzie miałem pozwolenie więc jeszcze odwiedziny taty, a wieczorem filmik przy popijaniu piwka.

https://www.youtube.com/watch?v=YS_RFrmFgyg  Na faktach, wzruszający i z przesłaniem chrześcijańskim. Pod koniec, po wypiciu 0,4l guinessa i 0,6l fishera chyba trochę mi zaszumiało w głowie. Jednak i na to jest czas w życiu, a tym razem dla mnie był to właściwy czas. Nie przewidywałem bym kogoś dzisiaj jeszcze mógł ewangelizować, nie czułem prowadzenia by dalej zgłębiać i rozważać Słowo Boże, nie czułem sprzeciwu na sumieniu, więc miałem pozwolenie. To jest wolność jaką daje mi Chrystus. Jest czas na zgłębianie Słowa, czas na dzielenie się Słowem i pokazywanie ludziom, że Jezus jest naszym Panem i czeka, aż wszyscy dokonają wyboru, ale jest też czas na czerpanie przywilejów dostępnych tylko dla ludzi. Wszystko jednak w zgodzie z wolą Boga. Czy bluźnię? Panie wybacz jeżeli odszedłem od Twojej woli i moja dzisiejsza sfawola wykroczyła poza twoje prowadzenie. Ty wiesz, że nie chcę robić nic wbrew Tobie.

Na dziś chyba to by było tyle.

NOC 5 pt/sb(23-03) 4h snu. „UPS…

…Z Chrystusem wszystko można, ale nie wszystko przynosi korzyść…(1Kor.)

Ból brzucha, pulsujący ból głowy, jakby ktoś ściskał ją w imadle i na pewno nie jest to otwarta czakra korony, w ustach stary kapeć… Stan znajomy ale jakby zza mgły, sięgam pamięcią kiedy ostatnio podobne objawy mi towarzyszyły. Parę lat? Może nawet parenaście lat temu bez możliwości przywołania okoliczności w jakich to miało miejsce.

Pomyśleć, 1l piwa i tak silna reakcja organizmu-kac.

A co ze słowami Jezusa, że chociażbyście wypili coś zatrutego nic wam nie zaszkodzi? (Mk16.15)

Niech ta sytuacja będzie świetnym przykładem na to, że wyrywanie biblijnych sloganów – i myśli z kontekstu to droga szatana. Picie alkoholu to wybór świadomy człowieka i jeżeli ktoś (ja) nie zachowuje umiaru, a potem cierpiąc w konsekwencji swojego wyboru, pyta: Dlaczego jakakolwiek obietnica Boga nie działa? wykazuję próżność. Dotyczy to nie tylko alkoholu ale i każdego braku umiaru, czy to obżarstwa czy pogoni za pieniędzmi i zaszczytami bez dbania o relację z Bogiem, czy zaspokajaniu popędu seksualnego bez zapraszania do tego aktu Boga, który przecież i tak wszystko wie i widzi.

"Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. 
Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę. 
Pokarm dla żołądka, a żołądek dla pokarmu. Bóg zaś unicestwi jedno i drugie.
Ale ciało nie jest dla rozpusty, lecz dla Pana, a Pan dla ciała. 
(1Kor.6.12)

To takie małe przypomnienie dla mnie, że pomimo znajomości z Jezusem, można nie chodzić w Jego Duchu, a to może sprowadzić nas nawet poniżej marności. Jeżeli więc marnością jest zabieganie o radości tego świata nawet mając Boga jako nr1, to marnością nad marnościami jest wszystko, czemu się oddajemy zapominając o Bogu. Król Salomon, w księdze Kaznodziei, przepełnionej optymizmem,  rewelacyjnie rozważa marności.

Ogromna jest różnica pomiędzy radością wypicia od czasu do czasu jednego piwa czy lampki wina w gronie znajomych, czy nawet dla włanej przyjemności, od picia dla doznań upojenia, co jest marnością nad marnościami. Ogromna różnica jest w dbaniu o swoje finanse, a niepohamowanej pogoni z mamoną. Pierwsze krzepi, drugie niszczy zarówno ciało jak ducha.

Niech ta noc przejdzie, alkohol wyparuje, a ja zachowam mądrość tej głupoty.

Po godzinie wszystkie „dolegliwości” ustąpiły.

Do rana słuchanie audiobooka i pragnienie dzielenia się przemyśleniami na temat „czasu” który poruszył Św. Augustyn, a który i mi wydał się ważny.

Czy rzeczywiście jest tylko „tu i teraz” a przeszłość i przyszłość istnieje jedynie jako wyobrażenia umysłu? Jak zatem wytłumaczyć liczne zapowiedzi przyjścia Chrystusa, dokładnych okoliczności w jakich to nastąpi i wypełnianie ich z dokładnością co do dnia, miejsca? Jak to możliwe, by wielu proroków na przestrzeni wielu lat i paruset lat przed narodzeniem Jezusa zapowiadało tyle wydarzeń, okoliczności które potem wypełnia jego osoba?

Dobry Boże Ojcze dajesz swoim dzieciom tak wyraźne znaki, że jesteś Panem przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, oraz że Jezus to twój Syn umiłowany a nasz Chrystus przez którego mamy zbawienie. Poznanie i wiara w Ciebie coraz mniej jest kwestią wiary, a coraz bardziej gotowością by mając otwarty umysł i przy chętnym sercu badać fakty i tylko przyjąć Prawdę objawioną.

Nie wiem kiedy ptaki zaczęły śpiewać, mrok zamienił się w świt i ok 8 rozpocząłem dzień.

DZIEŃ 5 sb 14.04.18 BARDZO STONOWANY DZIEŃ.

Dzień bez treningu. Bez spotkania z dziećmi, więc większość dnia znów pochyliłem się nad Augustem którego zależało mi by skończyć i ponownie przenieść uwagę tylko na Biblię. Mam wrażenie, że musiałem przeczytać całą książkę dla otrzymania jednego spostrzeżenia w przedostatnim rozdziale uzasadniającego dlaczego można a nawet powinno szukać się akceptacji dla różnych interpretacji tych samych fragmentów, o ile nie zaprzeczają Słowu z innych miejsc. Ważne, ponieważ rozpoznałem, że wraz z rozważaniem a także słuchaniem interpretacji innych autorytetów, coraz częściej przyjmowałem je za swoje i nie dopuszczałem odmiennych poglądów a przez to wchodząc w bezsensowne poróżnienia z rozmówcami, zamiast szukać tego co łączy, dzieliłem ciało Chrystusa. Boże proszę, by ta świadomość, którą traktuję jak twoje upomnienie sprawiła bym złagodniał, by moje serce nasiąknęło pokorą i łagodnością twojej Miłości.

Kolejny dzień picia ale trochę więcej niż zwykle ponieważ wolałem wypić niż wylać sok pomidorowy, który musiał być wypity do dzisiaj. W sumie więc przez cały dzień wlałem w siebie ok 2-3l rozcieńczanych soków.

Z aktywności to tylko 4 km spacer po lesie i dwukrotne w ciągu dnia, delikatne rozruszanie całego ciała z rozciąganiem. Nie miałem ochoty na więcej.

NOC 6 SB/ND (23-05) 6h „Taniec marzeń sennych z tym co na jawie”

Normalny, zdrowy odpoczynek, sen o jedzeniu tym razem jednak zupełnie inne wrażenia i emocje po chwilowym wybudzeniu. To była wegetariańska fasolka po bretońsku, znów czułem smak jakby w rzeczywistości, w przeciwieństwie jednak do snu z pierwszej nocy tym razem było to przyjemne. Jedynie nawet we śnie jedząc umysł jakby łącząc z myślami świadomymi jakie mam w ciągu dnia, dziwił się, że jem coś gotowanego podczas gdy na jawie już od paru miesięcy jem praktycznie tylko surowe produkty. (Nie licząc ciasta do kawy i pieczywa)

DZIEŃ 6 ND 15.04.18  „SŁUŻBA W STRAŻY”

Dzisiaj była pierwsza służba odkąd przeszedłem na sokowanie i zastanawiałem się jak zapachy, lody a przede wszystkim kawa i ciasta wpłyną na mnie. Czy wzbudzą pragnienia i będą kusiły? Dobrze mi na sokach więc nie chcąc jeszcze przerywać, trochę się obawiałem tej służby. Okazało się, jednak, że nic nie wzbudzało chęci by zjeść cokolwiek stałego, nawet łakocie i kawa więc wiem, że nawyk już został przerwany i mógłbym wrócić do jedzenia. Jest mi jednak tak dobrze, że jeszcze trochę zostanę na sokach.

Będąc pięć dni na tylko na sokach mam wrażenie, że strasznie dużo piję wiec chcąc to zweryfikować, dzisiaj spisywałem:

g08: 0,5l soku w połowie rozcieńczonego wodą

g10: 0,3l delikatnej kawy z ekspressu z mlekiem owsianym

g11:0,5l soku w połowie rozcieńczonego wodą

g13-15: sączone 0,7l rozcieńczonego w połowie z wodą soku pomidorowego z sokiem z kiszonej kapusty i zaraz potem 0,3l kawy na domoym mleku kokosowym

g 17-19 trening (rolki, muscle upy i handstand) wypite ok 0,7l wody z łyżką octu jabłkowego

g 20 ok 0,5l soku i 0.3l słabej kawy na mleku owsianym

Podliczyłem i miło się zdziwiłem, że wyszło tylko 4 litry przefiltrowanych płynów przez cały dzień ponieważ w trakcie dnia miaŁem wrażenie, że cały czas opijam się więc wchłonąłem znacznie więcej niż potrzebuje moje ciało, ale nie przeszkadza mi to. Jest git, tym bardziej, że nastąpiło przeczyszczenie takie jakie zachodzi podczas płukania jelit i do końca dnia nie wywołało to dyskomfortu co miało miejsce przy lewatywach. Przypuszczam, że wypłukując syf lewatywą następuje nagłe skurczenie się jelit co wywołuje ten dyskomfort mogący sprawiać wrażeni głodu podczas gdy jeżeli da się czas na samodzielne wydalenie zalegań, następuje to stopniowo (przez cały tydzień codziennie małe ilości) i dopiero dzisiaj,6-tego dnia porządne sprzątanie.

Pokorna Ewangelizacja

Mogę Boże być odłączony od wszystkich na tym świecie, byle byś Ty mnie Panie nie odłączył od siebie. Słucham głosu serca, umysłem zwracając się do Boga, mając nadzieję, że do Twój głos je porusza. Nie potrafię milczeć by nie głosić, ostrzegać i prosić innych, by zechcieli rozważyć Ciebie mieszkającego w naszych sercach. Ty jednak nadal każesz mi milczeć, dopóki ktoś sam nie poruszy tematu Ciebie lub losów człowieczych. Wyrywam się w radości, że znam Ciebie i w pragnieniu by inni także Ciebie mieli ale nie pozwalasz mi jeszcze głosić więc powstrzymuję się mając nadzieję, że to Ty a nie zwodziciel.

Nie tak dawno mogłem jednak dzielić się Tobą gdyż zostałem zapytany o pewną kwestię. Niestety tłumione pragnienie spowodowało, że w gorliwości zostałem posądzony o pychę. Wybacz Boże za moje ludzkie ułomności, gdyż nie ma w Tobie pychy i jeżeli mówię o Tobie tak, że inni dostrzegają pychę to jest to moja niedoskonałość.

Wlej proszę we mnie łagodność, cierpliwość i pokorę by stłumiła ten ogień jaki rozpaliła Twoja Miłość. Znając Ciebie jestem szczęśliwy, wolny i wiem, że bez Ciebie każde szczęście i wolność jest tylko ludzkim wyobrażeniem, bo jaka to wolność gdy ogranicza ją czas od narodzin do śmierci? Wyobrażenie wolności umiera wraz z ciałem, podczas gdy wolność w Tobie, wraz ze śmiercią ciała dopiero się rodzi. A może nie rodzi, bo rodzi się wraz z poznaniem Ciebie-Jezusa Chrystusa, tylko wtedy dojrzewa do swojej pełni, która jest częścią Twojej pełni.

Głosząc wśród osób religijnie katolickich, wśród osób na drodze ateistycznej i buddystycznej, na której sam jeszcze nie tak dawano byłem o tym, że Ty zbawiasz i będziesz niedługo tu panował, dziś zostałem ostrzeżony, że jeżeli dalej, z taką pewnością siebie będę ewangelizował, to nikt nie będzie chciał mieć ze mną do czynienia i zostanę sam. Przyjąłem z wdzięcznością i w pokorze to upomnienie. W sercu jednak pomyślałem, że na reszcie i mnie zaczynają dotyczyć proroctwa jakie powiedziałeś, że z powodu twojego imienia będą prześladowania i odrzucenia, Choć smucę się, że nie wszyscy chcą Ciebie przyjąć, to odrzucenie jest dla mnie chlubą, gdyż pozwala mieć nadzieję, że idę drogą oświetlaną przez Ciebie. A samotność? Przecież nie można być samotnym mając Ciebie za brata i przewodnika. Gdy ktoś ostrzega przed odrzuceniem, sam boi się odrzucenia a więc czy może znać Ciebie? Panie, proszę, niech twój Duch porusza swoja potężną mocą, takie osoby, które już pragną, ale jeszcze boją się zerwać ze strefą komfortu dotychczasowego, znanego życia, by otrzymały pragnienie woli i odwagę działania. 

Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, 
ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia.
2Tym1.7

Proszę też o to dla siebie.

NOC7 nd/pn (23-5) 3h „ZMNIEJSZENIE ILOŚCI POTRZEBNEGO SNU”

Tylko trzy godziny snu, ale wszystko się zgadza. Gdy zmniejszamy ilość wchłanianego pokarmu przecież zmniejsza się także ilość potrzebnego snu. Noc więc spędzona na czytaniu Biblii.

Ponadto analizując miniony dzień, chyba dostrzegam, jak zaczyna mnie nosić ogromny przyrost energii. Dzięki świadomości, że w Jezusie mam życie wieczne, wiedza, że wraz ze śmiercią ciała, tylko na chwilę zasypiamy, by za chwilę znów narodzić się ale już od życia wiecznego, jest wyzwalająca. A teraz jeszcze przestanie jedzenia i dzisiejsze porządne wyjście kolejnych złogów jeszcze bardziej potęguje radość, witalność. Czuję, że znów zaczynam nie radzić sobie z nadmiarem i popełniam głupstwa. Nie zdążę pomyśleć, nie zastanowię się tylko mówię co ślina na język przyniesie i działam chaotycznie. Mam ochotę coś zjeść, choć orzechy albo jakąś marchewkę, żeby trochę przystopować. Kumuluje się za dużo zmian na raz zwiększających odczuwanie radości życia tego tymczasowego i wiecznego.

TYDZIEŃ I. Podsumownaie 09-15.04.18r

Wejście w ten post było najprawdopodobniej wyborem mojej woli, a niestety nie podążaniem za prowadzącym wezwaniem Ducha Świętego. Niestety, ponieważ mając wsparcie i prowadzenie Mocą Bożego Ducha, zarówno podejmowanie decyzji jak i działanie, to czysta przyjemność.

Nie czując takiego natchnienia, po podjęciu decyzji, zacząłem więc od zbudowania i wzmocnienia wspierającego przekonania zarówno negatywnego jak i pozytywnego. Obrazy cierpiących zwierząt oraz świadectwa tych, co już nie jedzą wogóle, utrzymywały się w świadomości i czuję, że to bardzo pomogło w tych pierwszych dniach postu.

Ponieważ po chwili serce znów wyraźnie wskazywało co robić, zastawiam się czy okresowy brak prowadzenia nie jest swego rodzaju testem naszej woli po której stronie sami się opowiemy, czy po stronie bezczynności lub przyjemności świata, czy po stronie kształtowania swojego charakteru. Gdy od jakiegoś już czasu nie czujemy głosu Boga, to może jest to Jego otwarcie ramion gdy pozwala nam odejść, ale kiedy możemy sami pokazać, jak blisko Niego sami chcemy iść, lub gdy wcześniej trzymał nas w ramionach, jak mocno potrafimy sami objąć Go i uwiesić się na Jego szyi. Kocham Cię, Daję ci wolność i co teraz zrobisz moje kochane dziecko? Gdy mocno przylgniemy do Niego, w odpowiedzi i On mocno znów nas obejmie, a Duch Jego znów zaczyna prowadzić.

Jest jednak także możliwość, że jakiś czas temu Ojciec mówił do nas i poprosił, byśmy coś zrobili, jednak my tego z różnych względów, jeszcze nie wykonaliśmy. Bóg więc nie może iść z nami dalej, jeżeli mamy zaległości. Nadal więc cierpliwie czeka aż to zrobimy. Musimy tylko cofnąć się do ostatniej sytuacji, kiedy jeszcze czuliśmy powiew wiatru. Jeżeli było to tak dawno, że nie pamiętamy, gdy poprosimy, On nam przypomni i podpowie co mamy zrobić. Czy tym razem zrobimy to?

TYDZIEŃ 2:

DZIEŃ 7 PN 16.04.18 „NORMA”

Powrót do studiowania źródłowych pism LaoTse i Buddy by mieć solidne i możliwe bliskie źródłu podstawy poznania tamtych teorii w kontekście tego co dzieje się po śmierci ciała- reinkarnacji, tylko własnych objawień, czy może, tak ja kw Biblii, są jakieś poprzedzające proroctwa, zapowiedzi? Na jakiej podstawie twórcy tych doktryn je tworzyli? Dużo pracy by nabyć choć podstawy wiedzy o głównych nurtach religijnych, za którymi z taką ufnością podążają ludzie. Czy dam radę? Sam nie, dlatego proszę Boga, by dał mi Ducha wytrwałości i poznania, by owoce tej pracy odzwierciedlały stwórczą koncepcją Boga.

Przed przyjściem ze szkoły syna musiałem jednak zrobić pół godziny bezsennej drzemki.Jednak 3 godziny snu w nocy i brak potem drzemki do południa to za mało. Mimo pogorszenia kondycji nie kusiło mnie do jedzenia- cały czas wystarcza picie rozcieńczonych soków, choć równie dużo jak wczoraj.

Nie będąc wyspanym oczywiście trening odpuściłem, nie chcąc narażać się na kontuzję, a że i skupienie nie pozwalało rozważać głębszych zagadnień, to żeby przeciągnąć pójście spać, by potem nie obudzić się w środku nocy, obejrzałem film „Śniadanie do łużka” idealna na dzisiaj, przyjemna komedia romantyczna.

Mam wrażenie, że już stan sokowania został ugruntowany co oznacza, że znów potrzebowałem na przestawienie się z jedzenia stałego o parę dni mniej a przy tym bez jakichkolwiek zabiegów wspomagających. Czy to lewatywy, czy jakiś medytacji lub osiągania dziwnych stanów umysłu. Cieszę się i dziękuję Bogu- temu od nomenklatury chrześcijańskiej, bo nawet jeżeli nie zawsze czuję Jego obecność, to wiem, że On zawsze obdarza mnie swoją uwagą.

NOC 8 (23-4:30) 5,5h +2h „PRZEJRZYSTOŚĆ MYŚLI”

Znów obudziłem się wyspany gdy jeszcze było ciemno. Nadal nie przyzwyczaiłem się do tego i nie bardzo wiem co z tymi bonusowymi godzinami zrobić. Modlitwa? Medytacja? Słuchanie audiobooków? Spacer? Jest parę możliwości ale na razie żadnej nie czuję w sercu.

Noc, to czas wyjątkowej ciszy na zewnątrz dzięki której myśli wewnątrz stają się bardziej przejrzyste. Jest to więc dobry czas by zamieniać myśli na słowa i wyrazy. Minione tygodnie, to rozmyślania i ciągłe poznawanie jak wielka jest Boża miłość, a potem pragnienie dzielenie się- napisanie paru zdań, po czym- stop. Kompletnie brak ciągłości myśli tak jasnych, gdy pojawiają się niewypowiadane w środku głowy. Jak tylko wydobywam je na zewnątrz, przez słowa, wyrazy, pojawia się jakieś zaciemnienie i przerwanie ich strumienia, a ja pozostaję z poczuciem bezradności, że nie potrafię wypuścić na zewnątrz tego co zostało poruszone w sercu. Dlatego też, gdy dzisiaj, pierwszy raz od dawna, myśli w miarę płynnie wydostawały się na zewnątrz, bardzo ucieszyło mnie to.

DZIEŃ 8 wt.17.04.18 SMUTNA REFLEKSJA”

No to od 8-10 dospanie by dopiero tak naprawdę dopiero potem zacząć dzień.

Do przyjścia dzieci listy Pawła i trening stania na rękach. Po odwiezieniu chłopaków prawie od razu jak zostałem sam, wyraźne poczucie, że ten dzień z jakiegoś względu nie jest fajny… Nie chce mi wyjść z głowy 1Tym5.8, który rozważam pod kątem dbania o swoją rodzinę, w moim przypadku dzieci, z którymi czuję, że od jakiegoś czasu osłabiła się nasza bliska relacja.

"A jeśli ktoś nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników,
 ten wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego" 
1Tym5.8 

Bóg cały czas nam pokazuje co robimy nie tak, tylko nie cały czas my Go słuchamy. Czasami nie chcemy, bo to oznacza konieczność konfrontacji ze swoimi słabościami oraz wprowadzenie niewygodnych dla ludzkiej wygody, zmian. A czasami nie słyszymy, bo oddaliliśmy się tak bardzo od relacji z nim, że zapomnieliśmy jak rozmawia się z Ojcem.

Pragnę więc, by Bóg za każdym razem kruszył mnie na tyle, na ile będzie trzeba, bym spostrzegł co robię nie tak, a potem gdy widząc to, nadal nie będę szedł za Jego wskazówkami, kruszył i upominał dalej aż do skutku. A mam takie miejsce w swoim życiu, że wiem co powinienem zrobić, a jednak ludzka słabość mi nie pozwala. Dlatego być może równie mocno poruszają mnie wersety dotyczących pokory, przy których szczególnie długo zatrzymuję się i rozważam w stosunku do swojego postępowania, oraz tego co się dzieje w moim duszewnym świecie wewnętrznym: Jakie mam myśli i uczucia w odniesieniu do siebie, innych oraz do sytuacji, jakich doświadczam?

Wieczorne rolkowanie odpadło bo odpadło kółko w rolce. Zajechałem kółka w miesiąc od kupna. Myślę więc. Ostatnie tygodnie a dni w szczególności to rzeczywiście spore przyspieszenie w zdobywaniu nowych umiejętności kalisteniki i trików rolkowych ale czy jestem szczęśliwszy? Chyba nie, a na pewno nie przez to. Bliskość Boga daje mi szczęście a ze spraw ziemskich bliskość z dziećmi, z którymi od jakiegoś czasu nie mam już takiej relacji jak kiedyś.

Dlaczego to się zmieniło? Szukam przyczyn. Nie mam telewizora ani kompa do gier. Przy dość ograniczonym budżecie, coraz częściej brak mi pomysłu na nasz wspólny czas. A gdy nawet coś się pojawi, to brak stanowczości by zachęcić nastoletnich chłopaków, którym chyba coraz częściej się nie chce być z ojcem, gdy nie ma dodatkowych atrakcji. Jakaś bezradność. Czuję, że bardzo nie fajny jest ten kierunek bezwładnego obsuwania, jakby pod wpływem siły ciężkości. Gdy pojawiają się dni, w których uświadamiam sobie, że nasza relacja ojciec-dzieci słabnie, inne postępy coraz mniej mnie cieszą. Czy tak samo może czuć się nasz Ojciec w Niebie, gdy czuje, jak nasza z Nim relacja się osłabia?

Tak więc ten dzień już do końca w trochę smutnym nastroju. Niech to, razem z innym dzisiejszym wersetem (1Tym4.8) również będzie sposobnością do zatrzymania i przemyśleń.

Wieczorem zwrócił moją uwagę stary film, który obejrzałem po raz drugi „Bezcenny dar” i choć czułem jeszcze przed włączeniem senność, to w trakcie poruszał na tyle mocno, że obejrzałem do końca.

NOC 9 wt/śr (23:30-05) 5,5h „ZDROWA NORMA SNU”

Od razu zasnąłem i wstałem na budzik gdy trzeba było wyruszyć do pracy.

DZIEŃ 9 śr PRACA I GŁÓD „OWOCÓW”

W czasie, gdy chłopaki przygotowywali obiad, jako niejedzący, udało mi się ponad 30min zdrzemnąć i to wystarczyło by do końca dnia świetnie się czuć włącznie z dwugodzinnym treningiem łączącym rolki i drążek.

Jeżeli chodzi o jedzenie, to nadal picie i pomimo, że znów ktoś stawiał słodkie potwierdziło się, już mnie to nie pociąga. Nie wydzielam, nie kombinuję, po prostu piję to na co mam ochotę, byle było dobrze przefiltrowane i maksymalnie po ok 0,5l na jeden raz. Plus, gdy jestem w pracy, przez cały dzień trzy „cieniutkie” kawy na bazie pojedynczego espresso dopełnione do ok 0,3l wodą i napojem sojowo-ryżowym.

Subiektywnie, czuję się świetnie, jakby samo picie było moim naturalnym, optymalnym sposobem zapewniania sobie energii do normalnego, intensywnego funkcjonowania. Nie czuję osłabienia, a wręcz przeciwnie, żadnej apatyczności, ale gdy dłużej nie piję pojawia się uczucie głodu na które reaguję jak najszybciej pijąc, by nie doprowadzać do jakiś silnych wahnięć.

W sumie często piję, połowa z tego jednak to nie z głodu ani z braku energii tylko z… no właśnie nie wiem jaki jest najczęstszy powód. Często, gdy pojawiają się jakieś intensywne przemyślenia i czuję, że muszę się tym podzielić bo to jest ważne i może komuś pomóc inaczej spojrzeć na Jezusa, ale nie wiem jak to zrobić. Nie potrafię tych myśli przelać, uczucie bezradności więc i być może, żeby zapić je- piję. Tylko, że wówczas, niemal od razu „natchnione” myśli znikają a ja znów nie wydaję owocu.

Drugim najczęstszym powodem picia jest bardziej psychiczna potrzeba dodania sobie energii np przed przyjściem dzieci lub gdy zbliża się czas treningu. Piję, nie czując jednak głodu. więc jest to raczej kwestia psychiki i nastawienia niż rzeczywistych potrzeb. Kolejną przyczyną picia bez czucia głodu lub spadku energii, jest picie dla towarzystwa, co ma miejsce przede wszystkim w pracy, gdy pozostali jedzą wspólne posiłki.

Powiem jednak szczerze, zupełnie mi nie przeszkadza, że piję wtedy kiedy piję, bo pomimo, że zajmuję się wieloma innymi sprawami, cały czas gdzieś w pobliżu rozmyślam o Jezusie, czuję obecność Ducha Świętego i jeszcze nigdy nie czułem takiej wolności jeżeli chodzi o kwestie odżywiania. Dziękuję Bogu, który wyzwolił mnie z nieświadomego więzienia filozofii, religii i koncepcji podszywających się pod Miłość, Boga ale w których nie było miejsca dla żywgo Jezusa.

W tej wdzięczności siadam do Twojego Słowa, czytam pierwsze zdania 2Tym1.6 i muszę przerwać bo nie przestając być wdzięcznym, jednocześnie zaczynam czuć smutek zmieszane ze złością.

Nie dał nam bowiem Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i zdrowego umysłu.
Nie wstydź się więc świadectwa naszego Pana ani mnie, jego więźnia, 
 lecz weź udział w cierpieniach dla ewangelii według mocy Boga; 
Który nas zbawił i powołał świętym powołaniem nie na podstawie naszych uczynków, ale na podstawie swojego postanowienia i łaski, 
która została nam dana w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasy.
 A obecnie została objawiona przez pojawienie się naszego Zbawiciela, 
Jezusa Chrystusa, który zniszczył śmierć, 
a życie i nieśmiertelność wydobył na jaw przez ewangelię;
(2Tym1.7-10) 

Coraz częściej muszę zakładać wędzidła swoim myślom, które nie dostrzegając owoców, zaczynają podnosić się w niecierpliwości przeciw takiemu stanu rzeczy. Do tej pory przelewałem tę niemoc na swoją słabość początkującego ucznia Chrystusa, a przez to konieczność uczenia się. Jednak coraz częściej, gdy czytam Pawła, oglądam świadectwa współczesnych mi ludzi, widząc ich owoce, zaczynam czuć frustrację na brak własnych. Przecież to Ty obdarzasz nas Swoją Mocą i to Ona ma być naszą energią do działania a nie mamy polegać na sobie. Dlaczego więc mimo pragnienia służenia Tobie, jakbym stał w miejscu? Dlaczego blokuję Twoją Moc podczas gdy zostało już tak mało czasu i mam świadomość, że jeszcze tak dużo twoich dzieci nie ma relacji z Tobą? Jest też tyle osób, które w pewności, że idą za Tobą, idą za światłem złego…

Mówię o Tobie ale bezowocnie, tak jakby świat był zaszczepiony szczepionką nie pozwalającą poznać twojego Syna. Czy nazwa tej szczepionki to „religie”? Ubolewam, że wszyscy nie dostrzegają wolności jaka jest w Jezusie i albo nie wychodzą swoim spojrzeniem poza to chwilowe życie doczesne, które ma tylko jeden koniec i to bez happy endu, albo idą w stronę miłości uniwersum, zadowoleni samymi poruszeniami swoich wrażliwych serc, zamykając rozum, świadomość by zastanowić się nad fundamentem, na którym zbudowali swoje duchowe światopoglądy. Nie zgadzam się na taki stan a jednak nie potrafię nic zrobić… poza tym by prosić Ciebie, byś jeżeli nie przeze mnie, to przez innych, którym także dałeś Siebie poznac, a oni Ciebie rozpoznali- działał. By dzięki nim, wszyscy ludzie mogli cieszyć się Życiem przyszłym oraz wolnością od śmierci.

NOC 10 śr/cz (00-6) 6h

Pomimo, że była już północ nadal nie chciało mi się spać. Poczytałbym jeszcze Biblię ale oczy były już zmęczone. Zanim więc zasnąłem, trochę jeszcze poleżałem. by znów obudzić się na dłuższą chwilę o 2 w nocy. Dopiero potem, do 6 rano, ciągły sen dający pełne wypoczęcie.

DZIEŃ 10 CZ 19.04.18 „CHWILA SŁABOŚCI”

Nie wiem, czy po wczorajszym upadku na rolkach, czy po muscle upach z rolkami na nogach, czy może po burzeniu młotem konstrukcji budowlanych w ramach remontu siłowni, ale od wieczora, przez cały dzisiejszy dzień towarzyszył mi dość silny ból w krzyżach. Nie lubię tego ale funkcjonuję.

Rano, w sklepie pewnie pod wpływem wczorajszych rozważań poszukujących przyczyny jedzenia, dzisiaj również przyjrzałem się jakie emocje towarzyszą mi, gdy wybieram co mam kupić w sklepie. Okazało się, że ewidentnie szukam na co ma ochotę moje podniebienie. Idąc niechrześcijańską drogą w stronę bretarianizmu upomniałbym siebie, że pewnie mam jakiś problem z emocjami, pewnie chęć poczucia przyjemności doznań smakowych to wynik jakiejś mojej nieprzepracowanej blokady lub deficytu.  Boże dziękuję, że mnie wybawiłeś również z takiego postrzegania. Dziękuję, że w słowach twojego sługi Salomona, przez którego przemówiłeś w księdze Koheleta, dostrzegłem marność wszystkiego, w czym nie ma Chrystusa. Dziękuję, że wdzięczność i radość świadomości zbawienia przez i w twoim Synu, jest tak ogromna, że rozlewa się na każdą marność tego świata, ale już bez konieczności posiadania, doświadczania, osiągania czegokolwiek, co i tak skończy się wraz ze śmiercią naszego ciała.

W takim układzie czerpanie przyjemności ze smakowania to jedna z przyjemności bycia człowiekiem z której korzystam  we wdzięczności. Kupiłem kawę i był pomysł na czekoladę ale… to oznaczałoby, że wróciłem do łakoci i to cukrowych. Czy już chcę wrócić? Nie. Nie chcę jeszcze i chyba trochę się zdziwiłem gdy nic mnie nie kusiło. Powiedziałem, że jeszcze nie chcę i na tym się skończyło-ciało już się nie burzyło. Było potulne w posłuszeństwie woli. Czekoladę odłożyłem, biorąc jedynie kawę na którą rzeczywiście miałem i ochotę i wewnętrzną akceptację.

Po południu jednak ogrooomna potrzeba na tłuszcz. Połączenie głodu, osłabienia i sam nie wiem czego. Trochę zdziwiła mnie taka potrzeba ale nie będę kłócił się z ciałem bo ani brak snu, ani przegłodzenie ani żadna emocja to nie była, więc stwierdziłem, że to rzeczywista potrzeba ciała. Przy tak silnym pragnieniu oczywiście już nie powstrzymuję się, tylko szukam w myślach co miałbym zjeść.  Analizuję jednak skąd ta potrzeba tłuszczu i jedyne co mi przychodzi na myśl, to wczoraj wypiłem trzy małe espresso oraz dzisiaj do południa jeszcze dwie mini kawy. Właściwie kawy, to za dużo powiedziane, bo to była woda zabarwiona dla smaku kawą, która nawet kolorem bardziej przypominała herbatę niż kawę. Nie mniej wcześniej nie piłem w ogóle od jakiegoś czasu więc może i te „trochę”, coś zadziałało.

Było jż po 18 i zanim wypiłem nie czułem się zbyt fajnie: Od dwóch godzin jeździłem rozwożąc chłopaków „na i z” zajęć dodatkowych, gorąco, wybitne korki, brak klimatyzacji w aucie, czułem znużenie i podirytowanie, apatyczność a dodatkowo ból w krzyżach. Nawet po wypiciu nie było dużo lepiej.

Mimo tego, a może własnie dlatego zmusiłem się i podjechałem bez przekonania na plac, gdzie ćwiczę na rolkach. Niechętnie, ale ubrałem i bez entuzjazmu ale jednak wjechałem na boisko. W chwili, gdy poczułem jak gładki jest tam asfalt, natychmiast zapomniałem o korkach, irytacji i takich tam badziewiach. Kubeczki rozstawione i prawie dwie godziny śmigania. Dziś zacząłem uczyć się nowego triku Chip-chap’a. Oczywiście parę minut po rozgrzewce i ból kręgosłupa gdzieś się ulotnił. Mistrzostwo, Korzyści z aktywności są nieocenione, często trzeba tylko się zmusić by zacząć!

Do końca dnia świetne samopoczucie, tym bardziej, że z Córką, która od wczoraj do piątku ma egzaminy gimnazjalne, codziennie chwilę rozmawiamy, a na jutro umówiłem się z chłopakami nad jezioro, jeżeli tylko będzie taka słoneczna pogoda jak dzisiaj. Piękny dzień!

Przed południem drugie w tym tygodniu wypróżnienie, może stąd też była ta chęć na tłuszcz? Może to pomogło w przeczyszczeniu? Nie wiem.

Przed 22 senność więc po wczorajszych 6-ciu godzinach snu i bez drzemki w dzień, a także  intensywnym treningu wieczorem, to był dobry czas na położenie się- jak co wieczór z Biblią i paroma wersami Bożego Słowa na dobranoc. <3

NOC 11 cz/pt (23-08) 9h „DŁUGI ZDROWY SEN”

DZIEŃ 11 pt 20.04.18 „NAJLEPSZY”

Ponieważ dzisiejszy dzień był w pełni spełniony, od pierwszych do ostatnich minut, pod każdym względem, opisuję dla pełniejszego uświadomienia samemu sobie, co w życiu daje mi szczęście by powracać do takich wspomnień i dbać właśnie o te elementy życia.

Poranek. To spokojne budzenie się, bez pośpiechu, jeszcze chwila leżenia, jeszcze bez dalszego planu, ale już wyrażając Bogu wdzięczność za Życie, za Jezusa, za to, że świeci słońce i oddycham. Tak, dzień rozpoczęty modlitwą dziękczynną to najlepszy sposób na przywitanie nowego dnia.

Do południa ciągłe zgłębianie Pisma Świętego (List do Hebrajczyków) z możliwie dogłębnym rozmyślaniem nad tym, co chcą mi przekazać poruszenia serca i myśli w kontekście przekonań jakie mam zbudowane na fundamencie wcześniejszej wiedzy i życiowych doświadczeń. Korzystając z pięknej pogody, karmienie się słowem Duchowym mogłem połączyć z wygrzewaniem na słońcu w ogrodzie.

Dzisiaj np. był czas głębokiego upamiętania i spokorrnienia wobec hałaśliwego krytykowania wszelakich religii, a katolickiej szczególnie, jakiego dopuszczałem się od jakiegoś czasu będąc pod wpływem innych „Nawróconych” chrześcijan, szczególnie z nurtu protestantyzmu, ale także osób podkreślających, że nie należą do żadnej religii czy denominacji, a którzy bardzo mocno piętnują religie tak, jakby sami byli poza nią. Słuchając ich charyzmatycznych wystąpień, uległem i przyjąłem ich zdanie jako swoje, że to co robią, jest wolne od religijności. Straciłem pokorę i zamiast łagodnie, z miłością dzielić się ewangelią, unosiłem się. Dzisiaj jednak Bóg mnie upomniał wskazując, że droga jaką ja idę oraz ci, którzy mnie inspirują jak Torben czy Fabian, również jest religią gdyż wszyscy mamy jakieś rytuały. Chrzest i łamanie chleba, to przecież także religijne rytuały zgodne z Nowym Przymierzem zawartym w Biblii. Co więcej, myślę, ze Jezus celowo przykazał nam te dwa akty, właśnie dlatego, byśmy nie unosili się nad innymi religiami pychą wolności. Byśmy z łagodnością, w jedności Ciała Chrystusowego, wzajemnie się upominali, widząc, gdy do tych dwóch wskazanych w Biblii, są dokładane jakieś inne, pogańskie obrządki, lub z tych dwóch robiony jest pogański festyn społeczno-kulturalny. I tu muszę z żalem nawiązać do religii katolickiej.W Piśmie Świętym chrzest i łamanie chleba są opisane i niestety niewiele wspólnego mają z tym, co się dzieje w katolicyźmie. Nie mogąc tego zmienić ani już zaakceptować, odszedłem z tej instytucji i chyba nie mogę uważać się za katolika. Pomimo chrześcijańskich korzeni, strasznie zaśmiecona jest ta religia innymi pogańskimi obrzędami oraz religijnością więc musiałem odejść. Zamieniłem to wszystko na duchowy pokarm, który jest najbliższy Źródłu, czyli osobiste spotkania z Bogiem w ciszy i modlitwie , a od niedawna, gdy Bóg wskazał mi dalszą drogę, dodatkowo czytanie i rozważanie Pisma Świętego.

Wiara(wikipedia, psychologia) nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia w warunkach braku wystarczającej wiedzy[1][2]. Jeśli subiektywne prawdopodobieństwo jest małe, to potocznie taką wiarę nazywamy przypuszczeniem, a przy znikomym prawdopodobieństwie mówimy, że czegoś nie wykluczamy. Twierdzenie, które jest przedmiotem wiary nie musi być do końca (lub w ogóle) wyrażone słowami – np. roczne dziecko wierzy, że zaspokoi głód gdy zbliża się pora karmienia. Dotyczy to także bardziej inteligentnych zwierząt, które również dokonują subiektywnej oceny prawdopodobieństwa i często wahają się jeśli ryzyko jest zbyt duże. Wiara jest także ważnym składnikiem nadziei.

Religia (wikipedia) System wierzeń i praktyk, określający relację pomiędzy różnie pojmowaną sferą sacrum (świętością) i sferą boską, a określonym społeczeństwem, grupą lub jednostką. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wiara), w czynnościach religijnych (np. Kult czy rytuały), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in.mistyka).

Religijność– (PWN) …2) w psychologii i socjologii religii postawa człowieka lub grupy społ. wobec dogmatów, nakazów i zwyczajów rel. obowiązujących w danej religii, która manifestuje się poprzez przyswojenie tych zasad, ich akceptację i zgodne a nimi postępowanie; badania nad religijnością mają charakter empiryczny i stosują typowe dla psychologii i socjologii techniki badawcze.

Pobożność(wikipedia) cecha osoby, która odznacza się głęboką wiarą i poświęca chętnie czas na pogłębianie swojej wiary (zamiast jak jest w wiki: spełnianie form kultu religijnego. , które nie musi oznaczać pogłębiania pobożności).

Łacińskie słowo pietas wyrażało oryginalnie wysoko cenioną rzymską cnotę. Człowiek posiadający pietas spełniał swe obowiązki wobec bogów, kraju, rodziców i krewnych. W najwęższym sensie był to rodzaj miłości syna należny wobec ojca[1].

Pobożność to pojęcie używane wobec osób, które modlą się czy też uczestniczą w liturgii szczerze, z pokorą i czystą intencją. (Liturgia gr. Λειτουργια działanie na rzecz ludu, od laoslud i ergonpraca [1] w starożytnej Grecji działania konkretnej osoby lub społeczności na rzecz obywateli) Do osób o przesadnej i drobiazgowej pobożności, które zwracają szczególną uwagę na zachowania rytualne, (religijność?) stosuje się termin dewocja.

Należy rozgraniczyć te pojęcia i pamiętać, że Boga możemy nigdy nie doświadczyć mimo największego naszego zaangażowania w jakikolwiek kult religijny. Boga doświadczymy, gdy w ramach swojej religii, zamienimy obrządkową, kultową religijność na pobożność, gdy przez modlitwę, poznawanie Słowa będziemy pogłębiać wiarę, a uczynkami dawać temu świadectwo.

Studiując pisma takich religii jak buddyzm czy taoizm, tylko się utwierdziłem, że Biblia jest jedynym pismem duchowym, przez które Bóg mówi do nas bezpośrednio. Świadomie przyjąłem więc niedawno chrzest w wodzie- zanurzenie, jako akt zanurzenia się w śmierci Jezusa, przez który wyraziłem wolę uśmiercenia starego człowieka oraz wynurzenia z wody, na wzór zmartwychwstania Jezusa, jako symbol narodzin nowego, wolnego od prawa i śmierci człowieka. Akt zanurzenia się w śmierci Chrystusa, pozwala doświadczać Jego miłości. Dekalog wyryty na kamiennych tablicach już nie obowiązuje, ponieważ od teraz Chrystusowe Prawo Miłości zostaje zasadzone w naszych sercach. Wolni od grzechu ale zakorzenieni w Jezusie, postępując niegodnie z wolą Boga, czujemy jakbyśmy sami sobie wbijali gwoździe w członki, a ból jest tym większy, im nasza świadomość Chrystusa obfitsza.

1Choćbym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.2I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak, żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.3I choćbym rozdał na żywność dla ubogich cały swój majątek, i choćbym wydał swoje ciało na spalenie, a miłości bym nie miał, nic nie zyskam.4Miłość jest cierpliwa, jest życzliwa. Miłość nie zazdrości, nie przechwala się, nie unosi się pychą;5Nie postępuje nieprzyzwoicie, nie szuka swego, nie jest porywcza, nie myśli nic złego;6Nie raduje się z niesprawiedliwości, ale raduje się z prawdy;7Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko przetrzyma.8Miłość nigdy nie ustaje. (1Kor1.1-6)

Dlaczego Bóg zostawił nam w tym nowym przymierzu nadal rytuały, skoro otworzył serca na bezpośrednią z Nim relację? Nie wiem, ale w moim przypadku świadomość tego pozwoliła upamiętać się ku równości z innymi, by pamiętać, że jeżeli jakiś brat lub siostra oddalają się od Jezusa, mam wskazywać to przez miłość, oraz być gotowym samemu przyjmować takie upomnienia, nawet gdy upomina ktoś z innej religii. Świat przesiąknięty jest religijnymi rytuałami od zawsze. Być może Bóg wiedział, że człowiek tamtych czasów, jak i nawet większość ludzi dzisiaj, po prostu potrzebują choćby najmniejszych rytuałów i dlatego zostawił chrzest i łamanie chleba.  Jednak pomimo zachęcania przez Jezusa do nich, nigdzie nigdy nie powiedział, i nigdzie w Biblii nie jest napisane, że nie podejmując ich ale wierząc w Chrystusa, tracimy zbawienie. Najciekawszy werset z Pisma na ten temat to  Mk16:

 I rzekł do nich: 
«Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!
 Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; 
a kto nie uwierzy, będzie potępiony. 
Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: 
w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; 
węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić.
 Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie».
 (Mk 16.15-18)

Wywód myślowy nad znaczeniem tych słów Jezusa każdy musi przeprowadzić w swoim sercu sam i poczuć, co Duch Święty mu powie. Czy jeżeli zbawienie jest przez chrzest i wiarę, a potępienie tylko dla niewierzących, to czy brak chrztu jest powodem do utraty zbawienia skoro nie oznacza potępienia?

Dlatego żeby wiedzieć, kiedy odchodzimy od naszego Pana , tak ważne jest by badać, badać i jeszcze raz badać nie tylko sercem, ale i rozumem to, co uważamy, że jest dla nas ważne. Czy jest coś ważniejszego niż zgłębienie tajemnicy ukrytej za naszymi narodzinami, życiem i śmiercią? Tak wielu ukochanych moich znajomych myśli, że poznało wszystkie tajemnice polegając tylko na tym co czują w sercu. Niestety, by odkryć Prawdę Tajemnicy Życia, same poruszenia serca nie wystarczą, gdyż i szatan może sercem zwodniczo poruszać w rytm np. melodii miłości uniwersalnej.

Błogosławiony człowiek, który ufa PANU, a którego nadzieją jest PAN.
               Będzie bowiem jak drzewo zasadzone nad wodami, 
                 które swoje korzenie zapuszcza nad strumieniem
     i nie zauważa, gdy upał przychodzi, ale jego liść pozostaje zielony. 
        W roku suszy nie troszczy się i nie przestaje przynosić owocu.
  Najzdradliwsze ponad wszystko jest serce i najbardziej przewrotne.
                                       Któż zdoła je poznać?
                     Ja, PAN, badam serca i doświadczam nerki, 
 aby oddać każdemu według jego dróg i według owocu jego uczynków.
                                                  (Jer17.7)

Dlatego trzeba także wysilić otwarty, bezstronny umysł i badać pisma, które choć same w sobie nie dają życia, to dają świadectwo o Prawdzie.

                           A Ojciec, który mnie posłał, on świadczył o mnie. 
             Nigdy nie słyszeliście jego głosu ani nie widzieliście jego postaci. 
I nie macie jego słowa trwającego w was, bo temu, którego on posłał, nie wierzycie. 
        Badacie Pisma; sądzicie bowiem, że w nich macie życie wieczne, 
a one dają świadectwo o mnie.A jednak nie chcecie przyjść do mnie, aby mieć życie.
                              (J5.37-40)

Popołudnie i wieczór to najradośniejszy czas, bo czas spędzony z dziećmi. Wspólny trening z synem, trochę wygłupów zapaśniczych, trochę pokopania piłki i zawody w staniu na rękach, które oczywiście wygrał nastolatek.

Wieczorem wypad z dziećmi do kina na „Player nr One” Wybrałem go, patrząc by podobał się synom, ale i bym ja go strawił. Ten miał całkiem fajne recenzje i zwiastun a mnie zachęcił fakt, że reżyserem był Spielberg. No, przyznam się, że całkiem nieźle wyszedł dziadkowi Spielbergowi ten film i zwraca uwagę, szczególnie młodemu pokoleniu, na istotne wartości. Fajnie spędziliśmy czas. Szkoda tylko, że córka, po ostatnim dniu egzaminów, miała wyjście z koleżankami więc znów nie dołączyła do nas.

Wracając z kina po 22 poczułem wyraźny głód i to znów na coś tłustego, więc w domu wypiłem znów ok 0,3l napoju z łyżki przecieru pomidorowego z czosnkiem, carry i 2 łyżki oliwy z orzechów.

Będąc w sklepie kupiłem także piwo, ale przed wypiciem skierowałem swoją uwagę ku Bogu i sercu czy myśl o piciu alkoholu nie powoduje jakiegoś dyskomfortu i ponieważ wszystko było ok, pozwoliłem sobie na ostatnią przyjemność tego pięknego dnia i tak dzień zakończyłem grubo po 23, już całkiem zmęczony ale bardzo szczęśliwy.

Czas na osobiste spotkanie z Bogiem i rozważanie jego słowa, fajnie i aktywnie spędzony czas z dziećmi, zrobienie tego co od jakiegoś czasu odkładałem (skoszenie trawy), intensywny trening oraz radość ze smaku piwa…. Boża obecność, czas z bliskimi, wypoczynek, radość, aktywność, poczucie sumienności, obfitość… to sprawia, że dni zanurzone są w poczuciu szczęścia.

NOC 12 pt/sb (23:30-02) 2,5h „KRÓTKI SEN CAŁKOWITA REGENERACJA”

Dwie i pół godziny snu w nocy plus 40min drzemki do południa następnego dnia całkowicie wystarczyło.

Patrząc na dzień poprzedzający mam refleksję, że: „Dbając o jakość spędzanego czasu w dzień na to, co buduje, wpływamy na zmniejszanie się ilości potrzebnego snu do regeneracji w nocy” No bo jak wytłumaczyć, że zaledwie po dwóch godzinach od zaśnięcia obudziłem się całkowicie wyspany?

Może tak, jak zmniejszając ilość pochłanianego jedzenia i zwracając uwagę na jego jakość, pozytywnie wpływamy na nasze fizyczne organizmy, a przez to nie potrzebują w nocy zużywać tyle energii (i czasu) na przerobienie i wydalenie zawartości jelit, tak i podobnie jest patrząc na psychikę, podświadomość, które również defragmentuje i układa sen?  Im bardziej nasze dzienne doświadczenia emocjonalno-uczuciowe są pozytywne, uporządkowane, radośniejsze, tym łatwiej naszej podświadomości je ogarnąć w nocy, co znacznie skraca regenerujący czas snu?

DZIEŃ 12 SB 22.04.18 STRAŻ „ZDARZENIE KTÓRE NA DŁUGO POZOSTAJE W PAMIĘCI”

Kurcze, to już drugi lub trzeci dzień pod rząd jak parę razy w ciągu dnia czuję silny głód, a ok południa także osłabienie. Przy czym największe osłabienie przychodzi po paru godzinach siedzenia bez aktywności fizycznej, kiedy czytam lub piszę. Nie lubię tak się czuć. Zauważam także wyszczuplenie ciała, szczególnie na twarzy. Trzeci więc dzień do soku pomidorowego dodałem ok 2 łyżki oliwy. Dodatkowo na jednym piciu, kolejny dzień nie przecedziłem owoców tylko ok pory obiadowej gdy był obiadowy grill, wypiłem szejka z banana i paru małych truskawek. Dzisiaj, to także dwie baaardzo słabe, bo z 1 łyżeczki, kawy. Ciekawe wydaje mi się natomiast, że to już kolejny dzień (w sumie chyba 4 w minionym tygodniu) w którym następuje wydalenie zawartości jelit, mimo picia tylko klarowanych soków. W głowie dojrzewa myśl by wrócić do jedzenia stałych produktów.

Na razie te symptomy w niczym nie przeszkadzają by nie zrobić codzinnego treningu na rolkach i drążku. Jednak ponieważ wczoraj był mocniejszy, dzisiaj podszedłem bardziej fitnessowo-rekreacyjnie do wysiłku.

W końcu udało się przemycić do rozmowy w otoczeniu niechrześcijańskim choć „jedno zdanie” o Bogu, gdy pojawiły się wypowiedzi, że każdy z ludzi ma w życiu takie „coś”, co może go złamać. Gdzieś między innymi zdaniami mogłem dać świadectwo, że odkąd zwróciłem się w stronę Jezusa, jest znacznie mniej takich spraw, że żyjąc z Bogiem na co dzień, po prostu jest łatwiej. Jednocześnie poczułem, że na tym miałem poprzestać, że jak na pierwsze promienie Światła, to miało wystarczyć więc mimo wewnętrznej gorliwości i pragnienia gadania, czułem, że dalsza chęć ewangelizacji jest tylko moim emocjonalnym pragnieniem. Duch Święty nie chce bym je w tym momencie uzewnętrzniał. Posłuchałem i mimo, że język świerzbił, ograniczałem się do cierpliwego słuchania innych.

Przykład zdarzenia, które najprawdopodobniej będzie się pamiętało do końca życia.

Parę godzin potem przyszła sytuacja jakby nawiązująca do wcześniejszej rozmowy. Alarm- akcja- pożar mieszkania w którym był nastolatek. Chłopacy, którzy pierwsi wchodzili gasić, musieli go znaleźć w zadymieniu i wynieść z budynku, gdzie mogliśmy prowadzić reanimację. Najprawdopodobniej próba samobójcza… Każdy ma coś, co może go złamać- pomyślałem, modląc się gdzieś pomiędzy prowadzonymi działaniami i dostrzegając, że moje dzieci są rówieśnikami tego chłopaka…Pytania, jakim jestem ojcem? Czy postępuję tak, by chronić moje dzieci przed takimi decyzjami?… Po godzinie lekarz przerwał reanimację stwierdzając zgon.

Nie jednak śmierć, która nie jest pierwszą z jaką spotykam się w swojej pracy, będzie przyczyną zapamiętania tego zdarzenia ale to, co się odbywało wewnątrz mnie i co tak na prawdę dojrzało dopiero następnego dnia.

Z punktu widzenia medycznych procedur zrobiliśmy wszystko co mogliśmy, jednak czy jako chrześcijanin zrobiłem wszystko?

Wiedząc, że Bóg Mocą Ducha Świętego może wszystko, czy to nie była sytuacja w której miałem być wykorzystany? Czy jako funkcjonariusz Państwowej Straży Pożarnej mogłem to zrobić? Nie odważyłem się i już nigdy nie będę wiedział czy to nie była jedna z tych sytuacji, kiedy Duch Boży chciał przeze mnie zaświadczyć o Chrystusie. To już któryś raz po nawróceniu, kiedy nie będąc pewnym co zrobić jako Chrześcijanin, nie podjąłem działania. Kiedyś wychodząc z basenu mijałem się z dziewczynką o kulach. Blizny na nogach wskazywały, że była po jakimś strasznym urazie. Też takie wezwanie, by podejść, nałożyć ręce i pomodlić się, zrobiłem nawet krok w jej stronę ale drugiego już nie odważyłem się zrobić…

W swojej posłudze  cały czas czekam na jakieś dodatkowe znaki, silniejsze poruszenia. Wyobrażam sobie, że gdy będę miał nałożyć na kogoś ręce i modlić się za niego, poczuję to tak wyraźnie jak się czuje zakochanie. Pomimo, że spotykasz kogoś pierwszy raz w życiu, po prostu czujesz, że to jest to i działasz. Czy te wezwania do modlitwy to jest coś takiego, a tylko przez moje ludzkie ograniczenia nie podejmuję działania, podobnie jak nieśmiałe osoby nie wychodzą ku innym pomimo, że coś ich w sercu do nich przyciąga? Nie wiem. Badam siebie i nie jestem pewien, więc roszę Boga o wyrozumiałość, cierpliwość względem moich ograniczeń oraz o jeszcze wyraźniejsze prowadzenie.

NOC 13 SB/ND (00-5) 5h 

Czas nocny bez wyjazdu ale znów z krótkim wybudzeniem ok 2.

DZIEŃ 13/1 ND 22.04.18 POWRÓT DO JEDZENIA

Po prawie pół roku znów pojawiła się chęć uczestnictwa w jakiejś wspólnocie stawiającej Jezusa na pierwszym miejscu więc po służbie, wykorzystując, że jestem w Poznaniu pojechałem na nabożeństwo do zielonoświątkowców. Dlaczego Zieloni? Nadal mam najlepsze doświadczenia z nabożeństw zboru zielonoświątkowego w Toruniu, w trakcie których czułem fajną równowagę pomiędzy uwielbieniem i dzieleniem się słowem wszystkich wiernych ze społeczności, a nie tylko pastora. Nabożeństwo nie staje się dzięki temu biernym słuchaniem nauczania, jak ze szkolnej ławki lub kościoła katolickiego, tylko czuć Ducha Żywego. Dodatkowo Kościół jaki poznałem w Toruniu stanowi grupę osób znających się po imieniu, co przypomina relacje jakie są w rodzinie. Nie ma tam anonimowości. Po nabożeństwie wszyscy zostają na wspólnej kawie, a w tygodniu spotykają się w ramach kościoła domowego w grupkach paroosobowych wspierając i budując w wierze. Jest to najlepsza forma organizacji społeczności chrześcijańskiej z jaką się spotkałem. Będąc dzisiaj w Poznaniu, pomimo, że nie miałem okazji z nikim porozmawiać to również, nawet w trakcie nabożeństwa wyczuwałem, że jest to spotkanie znającej się rodziny. Jeżdżąc na nabożeństwa po różnych Kościołach mogłem przekonać się, że jednak nie w każdym zborze jakieś denominacji chrześcijańskiej (np. Zielonoświątkowcy) jest tak rodzinnie, co świadczy, że to nie sama doktryna, lecz  ludzie, a szczególnie przełożeni zborów, mają duży wpływ na społeczność.

Jak tylko ruszyłem w drogę powrotną wzmógł się głód, który już rano był dużo wyraźniejszy niż w dniach poprzednich. Już rano, pijąc pierwszy sok, nie przecedzałem owoców tylko je przetarłem (banan, truskawki), a teraz głód nasilił się jeszcze bardziej i z każdą minutą narastał mieszając dodatkowo ze znanym z wcześniejszych postów osłabieniem i specyficznym uczuciem naciągania skóry, szczególnie na twarzy oraz pierwszy raz w okolicy ramion. I to były oznaki, że przyszedł czas na zakończenie sokowania. Tak sobie myślałem, że fajnie byłoby dalej zostać na produktach tylko roślinnych, ciało jednak bardzo domagało się nabiału.

Co zrobić gdy ciało domaga się czegoś, wbrew naszym pragnieniom? Przede wszystkim uświadamiam sobie czy jest to rzeczywiście potrzeba ciała, tak ja teraz, czy bardziej emocji lub przyzwyczajenie. Bez względu jednak na powód, już nie dążę za wszelką cenę do tego, czego pragnę ja, tylko uświadamiam sobie prawdziwe motywy pragnienia. Po prostu chcę być świadomy, nawet jeżeli oznacza to przyznanie się do jakiejś swojej słabości lub niemocy. Patrząc na doświadczenia z przeszłości walka wychodząca poza takie punkty przesilenia, zbyt mocne naciągnięcie gumy, przeważnie kończyło się utratą kontroli nad tym z czym się siłowałem, kompulsywnością i w efekcie tzw efektem jo-jo. Zobaczymy, czy ustępując na poziomie, kiedy to pragnienie nie jest jeszcze bardzo silne będę potrafił utrzymać kontrolę i nie ulec. Myślę, że taki mechanizm „naciągania gumy” i przesilenia występuje nie tylko w odniesieniu do odżywiania, postów i diet ale dotyczy każdego obszaru, który stanowi dla nas wyzwanie.

Pierwsze jedzenie więc, to serek grani zmieszany z jogurtem typu greckiego oraz bagietka czosnkowa i mała cebula. Największą ochotę miałem na cebulę i to było z rzeczywistej potrzeby ciała. Kupiłem jeszcze gotową kanapkę z jajkiem i warzywami, co już nie było potrzebą ciała, tylko ewidentnie wynikiem pojawienia się wilczego apetytu na samą myśl o wróceniu do jedzenia. Na szczęście po ugryzieniu tego syfu wyplułem i wywaliłem resztę tego, co w smaku nie przypominało niczego, co można by uznać za jedzenie w naturze. Jest to jeden z efektów po-postnych, gdy przerywając jakieś przyzwyczajenie odzwyczajamy się od niego, po czym gdy sięgamy po nie ponownie, mamy możliwość spojrzenia z zupełnie innej pozycji i jakby odkrywać na nowo wartości zarówno w sensie pozytywnym tego co nam służy jak i pozytywnym tego co nam nie służy. Dlatego warto podejmować wyzwania i co jakiś czas pościć w każdym obszarze życia.

To pierwsze jedzenie wystarczyło w zupełności, żeby poczuć sytość. Fajnie, że mimo obecności ciągłego wilczego apetytu oraz chwilowej łapczywości, czując, że głód zniknął nie dojadłem do końca wszystkiego co miałem.

Oczywiście od podjęcia decyzji o przerwaniu sokowania i pierwszego kęsa, do końca dnia wilczy apetyt nie odpuszczał. Cały czas musiałem sobie przypominać wcześniejsze posty, po których wpadałem w łapczywość i to, jak fatalnie się potem czułem. Przypominałem sobie to, co wtedy mówiłem, że ważniejsze od poszczenia jest to, jak się go kończy, że powrót do „normalnego” stanu funkcjonowania sprzed, powinien trwać tyle samo co czas poszczenia. W praktyce jednak nie przychodzi to łatwo i przyznaję, że i tym razem nie do końca udało mi się wytrwać w umiarkowaniu z ilością.

Po powrocie do domu, pomimo chęci ciągłego wpychania czegoś w siebie stwierdziłem, że absolutnie to nie jest już RPC bo brzuch był nadal pełny. Cały czas nasilała się  senność, więc w niej doszukiwałem się prawdziwej przyczyny dla chęci jedzenia i  zamiast znów jeść zaspokoiłem potrzebę snu pół godzinną drzemką. Wystarczyło. Dopiero, gdy po paru minutach od wstania trzewia nadal intensywnie pracowały, nadal czułem głód i nadal osłabienie, tym razem zjadłem to, co zostało po pierwszym posiłku. Od tego momentu już nie jadłem z potrzeby ciała, tylko uległem wilczemu apetytowi. W jakim stopniu? Na szczęście w porównaniu z przeszłymi postami bez utraty kontroli, bez łapczywości, choć nadal przekraczając ilość, która mogłoby wystarczyć by fajnie się poczuć.

Co do jakości, to jak w poprzednich postach i tym razem najpierw ochota na nabiał ( w sumie do końca dnia 5 jajek) i tłuszcz (śmietana 30%). Przed dokonywaniem wyboru myśli kierowałem w stronę przynajmniej warzyw ale nie, to nie było zupełnie to, przynajmniej nie na te pierwszy posiłki. Dopiero czując trzeci raz chęć na jedzenie ( nie wiem czy rzeczywista czy nie) pojawiła się ogromna ochota na surówki. Sięgnąłem po wegetariańską tortillę, z której jednak większość gumiastego naleśnika wywaliłem.

Dopiero po tym posiłku poczułem, że jest ok i nawet nabrałem ochotę na ostrzejszy trening na rolkach, którego zupełnie nie brałem pod uwagę wcześniej.

Czułem się tak świetnie,  że gdy auto zepsuło się w mieście i nie mogłem odpalić, przyjąłem to z uśmiechem. Dojadłem lody, po czym wbiwszy się w rolki podjechałem na stację benzynową po paliwo. Trochę to śmiesznie wyglądało jak facet na rolkach tankuje paliwo do dwóch pojemników po spryskiwaczach. Totalny luzik i dystans od tego co myślą inni, przynajmniej w tej kwestii. Są jednak takie, w których bardzo zwracam uwagę na opinie innych osób, jako obserwatorów, którzy będąc na zewnątrz dotykających mnie sytuacji, widzą z dalszej a więc z szerszej perspektywy i mogą zauważyć coś, czego ja nie widzę będąc w środku wydarzeń. Nie jednak tym razem i w takich przypadkach jak ten.

Próbę odpalenia auta pojąłem dopiero po treningu, na którym po drugim dniu ćwiczeń całkiem płynnie zaczął wychodzi chip-chap ichoć nie od razu odpalił to cały czas nie miało to wpływu na moje rewelacyjne samopoczucie. Najwyżej, wróciłbym do domu na rolkach i jutro zajął się tym. Do końca dnia poza piciem nie miałem ochoty na nic do jedzenia ale i tak leżąc czułem, że trochę za dużo jest w brzuchu, szczególnie turecki naturalny Ayran wypity do tortilli dawał o sobie znak.

Podsumowanie dnia: Pierwszy dzień mimo wszystko, trochę za dużo niż mogłoby być. Szczególnie przesadziłem jedząc aż 5 jajek podczas gdy dwa wystarczyłyby. Tu zadział mechanizm: dojeść do końca, by się nie zmarnowało: miałem w domu tylko jajka i ostanie pięć, które sporo już leżą więc wykorzystałem okazję by je zutylizować przepuszczając przez swój organizm. Wiem, fatalne podejście. Fajnie natomiast i to co uważam za największy postęp to brak popadania w kompulsywność. Nie mam pojęcia co będzie jutro, chyba nadal chciałbym jeszcze wrócić do samego picia soków i nie sięgać już ani po nabiał ani jeszcze po produkty z cukrem.

NOC 14/1 sb/nd (23-8) 9h

Długi sen, noc bez wybudzeń. Jest to norma po rozpoczęciu jedzenia, szczególnie, gdy od razu z postu wchodzi się w ciężkie produkty odzwierzęce (nabiał).

DZIEŃ 14/2 PN 23.04.18 . „NIEMOC”

Mimo długiego snu od samego rana straszna flegmatyczność, ospałość i osłabienie. Z pierwszym posiłkiem czekałem do pierwszego sygnału z ciała i gdy już się pojawił po południu, poprzedziłem jedzenie szklanką wody z sokiem z grejfruta. Dzisiaj ewidentnie ochota na surowe sałatki owocowe przełamane rukolą i tego się trzymałem.Do 17tej dwa razy zrobiłem miseczkę z taką surową sałatką owocowo-warzywną.  Co więcej nie pojawił się wilczy apetyt ani  lapczywość i to jest największą zmianą w porównaniu z przeszłymi powrotami do jedzenia. Mimo fajnego uczucia sytości, przez cały dzień dziwiłem się temu osłabieniu w rękach, całym ciele, i braku energii do działania.

Gdy Szymonek miał judo miałem godzinę czekania. Padało, Mimo sytości w brzuchu czułem się oklapnięty, kawy jako dopalacza nie chciałem-kiepsko. Myślę, że nawarstwiło się kilka przyczyn:

1 Wyjście z postu i jedzenie, co choć z jednej strony pozwala organizmowi czerpać energię ze znanych od lat źródeł, to jednak po poście, zanim ta cała maszyna nie wejdzie znów na obroty jest obciążające.

2. Dwa tygodnie codziennych intensywnych treningów siłowych oraz dodanie wysiłku dynamicznego przez rolkowanie, którego nie robiłem wcześniej. Mogłem wiec się przećwiczyć.

3.Brak kawy, który przed postem stał się chyba codziennym dopalaczem, do którego przyzwyczaiłem organizm gdy normalnie jem.

Tak więc sporo tych możliwych czynników kumulujących możliwość bycia osłabionym.

PODSUMOWANIE: Dzisiaj ze zwierzęcych produktów to camembert i po nim zsiadłe mleko. Tak właśnie powstają łańcuchy w jakie wikłamy się w naszych życiach. Nie miałem zupełnie ochoty na sfermentowany nabiał aż nie zjadłem kebaba z camembertem, a tego zjadłem w dużym stopniu chcąc podbić kiepskie samopoczucie po braku kawy. Ile to niby nic nie znaczących takich „niewinnych” i „drobnych” przyjemności daje początek całkiem długim łańcuchom, jakie potem  nas związują na lata a często całe życie?

Mimo tego fajnie, bo nadal bez wilczego apetytu więc i z umiarem- na surówkach owocowych wzbogaconych orzechami i oliwkami.

Wieczorem chciałem popracować, popisać, dalej poczytać Biblię ale nic z tego, przy takiej senności nie byłem w stanie się skupić na niczym. Miałem do wyboru albo przetrwać jeszcze parę godzin do snu albo krótka drzemka regeneracyjna i do roboty. Wybrałem drzemkę nie dłuższą niż 30 min bo potem noc miałbym z głowy. Niestety budzik wyłączyłem ale nie wstałem i obudziłem się po trzech godzinach głębokiego snu gdy było już po 22. Do rana już nie zasnąłem. Fatalnie, tym bardziej, że o 5 rano wyjeżdżam na służbę.

NOC 15/2 (19-22) 3h plus dwie drzemki następnego dnia

DZIEŃ 15/3 PRACA-STRAŻ. „ROZREGULOWANIE I BRAK POWERA”

Po obfitym i ciężkim wspólnym śniadaniu z chłopakami (dwie kromki razowego pieczywa, surowe warzywa, ale i ser topiony) totalnie straciłem moc. Dzisiaj było parogodzinne spotkanie z psychologiem, dla strażaków biorących udział we wspomnianym wyżej zdarzeniu z ostatniej służby. Dla mnie najważniejsze było, że w jego trakcie mogłem podzielić się tym, że jestem wierzącym chrześcijaninem i jak zbawienny wpływ ma wiara w Jezusa w takich sytuacjach,  gdy życie i śmierć się przenikają. Zdecydowanie pewność życia, które jest po śmierci, jaką daje wiara w Boga, Jezusa pozwala łagodnie podchodzić do takich zdarzeń z jakim mam do czynienia w swoim zawodzie. Dziękuję Ci Boże za to, że pozwoliłeś mi znaleźć Siebie w twoim synu..

Podsumowanie: 2 grzanki, 1 serek topiony, 1 mała śmietana ukwaszona 18%, 1 jajko do zrobienia naleśników i może 1 szklanka mleka do kawy- to dzisiejsze grzechy produktów odzwierzęcych, z których ewidentnie serek topiony i mleko to syf. Jajka i śmietanę ukwaszoną, czuję, że w dniu dzisiejszym były z jakiś względów przydatne. Pozostałe produkty, to jak dawniej surowa roślinność tylko, że w wyraźnie za dużych ilościach.

Nie podoba mi się osłabienie, odczuwalny ból w kręgosłupie i trzeci dzień brak chęci na trening oraz totalne rozregulowanie dnia i nocy, godzin snu i aktywności. Nie jest fajnie. Ciężkość apatyczność, słabość, senność. Całe szczęście, że nikt dzisiaj nie stawiał słodkiego bo pewnie przy tak przebiegającym dniu również jadłbym. Co do kawy, to podobnie jak wczoraj, czując ogromną senność nie chciałem dopalacza zanim nie zagwarantowałem trochę drzemki, czyli tego czego najbardziej domagał się organizm. Po drzemce natomiast z przyjemnością wypiłem słabą.

NOC 16/3 wt/śr (00-07) 7h

No- w końcu normalne godziny snu. Tzn czuwania bo w straży się w nocy nie śpi, tylko czuwa w gotowości by w razie alarmu wyjechać z jednostki w nie dłuższym czasie niż 2 min.

W nocy coś jednak chyba się działo poza moją świadomością, gdyż sen był bardzo wyraźny i wyraźnie odczuwalne w ciele emocje po przebudzeniu. Lekki niepokój i szukanie powodów.

DZIEŃ 16/4 ŚR 25.04.18

Od przebudzenia cały czas uczucie pełnego brzucha i to osłabienie. Z każdą jednak minutą znikało jedno i drugie, a po paru godzinach gdy poza piciem nie wkładałem niczego w siebie, pierwszy raz od ostatniego treningu znów poczułem ochotę na rolki i trening. Nadal jednak kręgosłup pobolewa więc dam sobie jeszcze spokój z treningiem.

Dzisiaj już nie miałem ochoty na nic odzwierzęcego ani nawet na słodkie. Pewnie, że zjadłbym ale mogłem wybrać, sam zdecydować czy chcę. I to jest właśnie wolność od jakiej zmierzam- wolność podejmowania świadomych decyzji bez poczucia, że coś mnie zniewala. „Przez co bowiem ktoś jest pokonany, przez to też jest zniewolony” Biblia 2P2:21 Dopiero możliwość wyboru w poczuciu wewnętrznej wolności i przyzwolenia na każdy świadomy wybór jest wolnością. Dzisiaj byłem wolny! W ramach tej wolności z odzwierzęcych produktów wypiłem 1 kefir a reszta to przeważnie soki, sałatki owocowe i orzechy.

Przed powrotem dzieci ze szkoły koncentracja wyraźnie spadła więc pół godziny drzemki. Tym razem pilnowałem się by nie przedłużyć i nie wejść w fazę głębokiego snu. To wystarczyło, by po południu powróciła ochota na trening i tylko ze względu na kręgosłup nadal wstrzymałem się od rolek i kalisteniki a poszedłem na basen,(choć przejeżdżając obok placu na którym ćwiczę kusiło). Chciałem iść z synami ale nie mieli ochoty, szkoda.

Dziś zacząłem zgłębiać ostatnią księgę Biblii i przyznam się, że podchodzę do Apokalipsy z bojaźnią. Czytając ją poprzednio zupełnie nie zrozumiałem umysłem ani nie poczułem sercem. Trochę przeraża mnie zgłębianie tego Bożego przekazu więc modlę się o uważność bym był w stanie zrozumieć to co mam zrozumieć na obecnym moim etapie chrześcijańskiej świadomości. Zdaję sobie sprawę, że Boży przekaz jest kompletny tylko moja niekompletność ogranicza zrozumienie. Bóg mi chce dać wszystko a to ile otrzymam zależy między innymi od tego, na ile wyćwiczę swoją ludzką naturę.

NOC 17/4 śr/cz (23-08) 9h +0,5h next day afternoon.

Niewiele się zmienia, więc przestaję zapisywać.

DZIEŃ 17/5 CZ

Pierwsze wersety apokalipsy, bardzo duża uwaga na każde słowo, żeby czegoś nie przeoczyć, żeby zrozumieć wszystko to, co jest mi dane zrozumieć i poczuć.

Jeżeli chodzi o jedzenie, to rano nie było głodu więc poza szklanką wody z cytryną czekałem zgłębiając Biblię. Głód pojawił się po 12, i zjadłem główny posiłek dnia:( kefir, serek i śmietanę ukwaszoną 18% oraz bagietkę czosnkową- to najcięższe produkty, a do tego cebula pomidor, ogórek zielony i kiszony oraz banan i pół gruszki). Dużo za dużo i chyba dlatego nie minęła godzina i tak mnie zmogło, że znów mimo 9-ciu godzin snu w nocy, zrobiłem trzydziestominutową drzemkę. Idealna długość na regenerację bez rozleniwienia. Wykorzystuję technikę relaksacji na bazie autohipnozy, by szybciej wejść w stan odprężenia i efektywniejszy był wypoczynek. Działa.

Po odwiezieniu chłopaków, dzisiaj już nie potrafiłem minąć obojętnie placu gdzie jeżdżę na rolkach. Tylko chwilę- pomyślałem, ale jak poszedłem to zrobił się trening 2h. Przede wszystkim to co najgorzej idzie czyli różne warianty jazdy tyłem na jednej nodze oraz nowy element- jazda przodem w przysiadzie na jednej nodze. Na razie kiepściutko, brakuje siły a przez to równowaga się sypie, ale to nie ważne, bo największa frajda i radość  z samej jazdy i ćwiczeń, nawet jeżeli jutro miałoby mi obciąć obydwie nogi to i tak z perspektywy dzisiaj to było to, co chciałem najbardziej robić i robiłem wypełniając się radością dopełniającą szczęście.

Oczywiście najpierw był czas dla Boga i spotkania z Jezusem więc być może dlatego, że zadbałem o naszą relację, czyli o to, co najważniejsze, co jest źródłem życia i największego szczęścia, teraz mogłem z dziecięcą radością cieszyć się rolkową marnością tego świata. Może dlatego, że do południa parę godzin pochylam się nad Bożym słowem pragnąc poznawać Ojca, popołudniami On, w swojej miłości, sam zachęca mnie do aktywnego odpoczynku co odpręża umysł i buduje ciało. Pewnie jeżeli chodziłbym na treningi a zaniedbywał Boga, sumienie szybko odezwałoby się i upomniało Biblijnymi wersetami jak chociażby ten: 

1J 3.20 A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko.Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża, mamy ufność wobec Boga,i o co prosić będziemy, otrzymamy od Niego, ponieważ zachowujemy Jego przykazania i czynimy to, co się Jemu podoba.

Pisałem o radości z rolek, ale prawda jest taka, że i tak najwięcej szczęścia do dzisiejszego dnia wniosła możliwość spędzenia choć krótkiego czasu z synami. W takich chwilach myślę jedynie także o córce, z którą bardzo rzadko się spotykamy.

Pamiętam siebie, że majac 16cie lat też wolałem kolegów niż rodziców, więc czekam, pełen nadziei, że gdy wyrośnie z okresu nastolatki, znów nawiążemy fajną relację, jaką mieliśmy kiedyś. Teraz jednak, wraz z dojrzewaniem dzieci, to im muszę zostawić coraz większą możliwość samodzielnego wyboru oraz możliwość nauki ponoszenia konsekwencji. Najcenniejszy aspekt bycia dorosłym to możliwość dokonywania wolnego wyboru, który ma jednak swoją cenę- konieczność ponoszenia konsekwencji. Wiek nastoletni ma do tego przygotować nasze dzieci- do odpowiedzialnej samodzielności więc jako rodzice powinniśmy pozwalać na coraz więcej, nawet widząc, że konsekwencje tego mogą nie być dla nich przyjemne. Zapewnić jednak o  gotowości wspierania i zagwarantować bezpieczne miejsce, w którym mogłyby się zawsze schronić. Nie wiem czy jest inny sposób jak pozwolić naszym dzieciom popełniać błędy, by mogły nauczyć się  samodzielności i odpowiedzialne za swoje życie kiedy nas już nie będzie.

Patrząc na konsekwencje, tym razem jakie ja ponoszę, to brak możliwości codziennego, choć na chwilę, spotkania z córką, a co za tym idzie osłabienie relacji, jest chyba konsekwencją, jaką ja ponosze za podjęcie decyzji o rozwodzie.

Czy samemu czując jak osłabiła się relacja z moim dzieckiem, mogę rozumieć, co może czuć Ojciec w niebie, gdy tyle jego dzieci odwraca się od Niego? Od Niego i jego jednorodzonego Syna, który jest naszym bratem, który oddał życie byśmy my- dzieci przybrane, mogły mieć rodzinę, bezpieczne schronienie i życie? Jak bardzo zasmucamy Ich, gdy nie chcemy dbać o naszą relację, a nawet buntujemy się wchodząc w układy z antychrystem? Myślimy, że możemy sami do wszystkiego dojść, że to my mamy moc, ale to tylko cierpliwość naszego Ojca pozwala nam żyć, gdyż ma nadzieję, że w końcu zechcemy przyjąć Jego Miłość i wrócimy tam gdzie jest nasz Dom.

TYDZIEŃ 3 PODSUMOWANIE:

Tydzień stopniowego pod względem ilości oraz rodzaju produktów, powrotu do stanu sprzed postu. Trzy pierwsze dni to wilczy apetyt. Patrząc na wcześniejsze pierwsze dni po postach , wyjście dużo łagodniejsze i co najważniejsze, chyba pierwszy raz, pomimo większych ilości niż potrzebowałem, nie było kompulsywności. Zauważam też, że po każdym poście wybija mnie do coraz lżejszych pokarmów. Nie ma już mowy o mięsie, a nawet gdy starym zwyczajem sięgam po nabiał, to co cięższy (sery) zaczynają też odpychać. Myślę, że z każdym takim okresem poszczenia organizm coraz bardziej ma się w stronę RAW-Food a może i fruteranizmu lub niejedzenia?

Największą wątpliwością przed postem był brak prowadzenia zewnętrznego oraz motywacji wewnętrznej. Jak się okazało, nawet gdy siłowo podejmujemy działania, kierując się decyzją wolnej woli, to gdy jest to decyzja zgodna z Bożymi zasadami, po jakimś czasie ponownie wraca czucie Bożego prowadzenia, tak jakby Bóg nie zachęcając nas, chciał przetestować na ile nasza ludzka osobowość i dusza gotowe są podejmować wyrzeczenia.

Ponieważ pragnę i szkolę się, by moje plany i cele w coraz większym stopniuie zastępowane były tym, czego pragnie ode mnie Bóg, nie mam pojęcia czy i kiedy będzie kolejny post. Tzn, po tym doświadczeniu, jeżeli za jakiś czas nadal Duch Św, nie będzie zachęcał mnie do postu, to chciałbym znów, sam zainicjować go, w ramach kolejnego treningu panowania woli nad ciałem. Nie mam tylko pojęcia kiedy.

KONIEC 🙂

Uwaga wstępna:

Zamieszczone tu cytaty z Pisma Świętego pochodzą z różnych przekładów ( UBG, Nowy Świat, Tysiąclecia). Nie jestem za rozważaniem tylko jednej wersji Biblii. Każda ma zalety i wady. Każda pewne miejsca tłumaczy w specyficznym dla „swojej” religii  słownictwie i czasami niestety „naginając” tekst oryginalny. Ponieważ jednak pierwszym przekładem, jaki poznałem w całości, był ten ponoć najbardziej przekłamany, a mnie, czytając Boże słowo i tak dotykało, przyjmuję więc, że  wszystkie te teorie spiskowe przeciw Biblii, mające na celu zniechęcić przed pochyleniem się nad nią, są daleko przesadzone.  Biblia jest tak napisana, że jej słowo potrafi samo obronić się przed każdą próbą hakerskiego ataku. (Szczegóły o takich „zabezpieczeniach” można znaleźć chociażby na YT) Coraz wyraźniej natomiast dostrzegam, że większość osób, które choć same nigdy nie przeczytały Biblii w całości (nie wspominając o rozważaniu),  a  zniechęcają innych, niestety działa pod mocą antychrysta. Nie należę do żadnej religijnej denominacji i stawiam na wszechstronność, wierząc, że bez względu, jaki przekład mam, jeżeli tylko umysłem i sercem wyjdę poza dogmaty lokalnej religii, Bóg i tak przemawia do mnie za pośrednictwem zamieszczonego tu słowa.