Miesięczne archiwum: Październik 2019

CO TO ZNACZY BYĆ OSOBĄ?

GŁĘBIA BOŻEGO SŁOWA OBJAWIANA W POJEDYNCZYM WERSECIE.

Od paru tygodni zauważyłem, że nie mogę sięgać do czytania I rozważania Biblii, jakbym miał rodzicielski szlaban. Powód? Nie potrafię podać otrzymanej informacji dalej tak, by przynosiła owoce. Dzieląc się Słowem czuję, że słowa padają na glebę w której cenne Ziarno Życia obumiera, ludzie odrzucają życie. Choć z jednej strony wiem, że przekonywanie nie do mnie należy, nie ja też podlewam i nie ja jestem świadkiem zbieranego plonu, to z drugiej strony badam siebie, czy dzieląc się pewnymi spostrzeżeniami wykonuję wolę Pana a nie przypadkiem własną, a ponieważ często nie mam pewności więc powstrzymuję dzielenie się, tym co poznaję. Być może moim dziełem jest tylko rozrzucać dobre ziarno które sam otrzymuję, które nie jest moje, a jedynie przeze mnie przechodzi.

Kontynuując jednak czytanie i rozważanie Pisma, pewność wiary wzrasta a nie dzieląc się tą pewnością następuje przepełnienie, które jeśli nie jest przekazywane dalej zaczyna wręcz ciążyć do tego stopnia, że pojawia się brak pozwolenia na dalsze pogłębianie zrozumienia. Biblia jest dla mnie takim dobrym ziarnem, a ponieważ nie potrafię jeszcze owocnie rozsiewać tego ziarna to Dobre Słowo staje się ciężarem. Czy to oznacza, że Boże słowo jest ciężarem? Jeżeli tak, to tylko dlatego, że ja jestem jeszcze niewprawnym robotnikiem. Tylko dlatego, że choć już nie raczkuję, już chodzę na dwóch nogach, to jeszcze nie potrafię biec w wyścigu o którym wspomina Paweł Apostoł.

Sobota, Szabat, dzień odpoczynku i szczególnego weselenia się bliskością z Bogiem, Jezusem oraz Duchem Świętym. Osobistego z Nim spotkania I ich doświadczenia. To dzień, w którym staram się z różnym skutkiem oddzielić od spraw tego świata i poświęcać czas oraz uwagę tylko dla Boga, na modlitwę, medytację, spacery z uwielbieniem i wdzięcznością na ustach, duchowe z Nim i w Nim spotkania. Dzisiaj jest właśnie sobota I poza powyższym sposobem spędzania sięgnąłem także do Biblii zaczynając od miejsca, w którym skończyłem ostatnie rozważania:

1KOR6:2-3

Czy nie wiecie, że święci będą sądzić świat? A jeśli świat będzie sądzony przez was, to czy nie jesteście godni osądzać sprawy pomniejsze? Czy nie wiecie, że będziemy sądzić aniołów? A cóż dopiero sprawy doczesne?

Boże jakie twoje słowo jest piękne i głębokie, ile w nim nadziei oraz obietnic dla nas. Pomimo, że znam ten fragment i wielokrotnie go czytałem, to za każdym razem ma do przekazania coś nowego. Pomimo, że dotyczy rozwiązywania sporów między wierzącymi, to między słowami można wyczytać wiele wspaniałych informacji, a informacje te są tak wspaniałe, ze choć chciałem dzisiaj więcej tekstu rozważyć, to moc już tego jednego nie pozwoliła czytać dalej. Dzisiaj wewnętrzne Słowo jeszcze pełniej pokazało i utwierdziło w wiedzy odnośnie naszego losu, naszego stanu po drugiej stronie śmierci, a także potwierdziło pogląd na to kim jestem jako osoba. Został odkryty kolejny rąbek tajemnicy kim jest Bóg Osobowy, który na swoje podobieństwo mnie stworzył a przez to głębsze doświadczenie samego siebie, świadomości tego, kim ja jestem jako święta osoba przeznaczona do życia wiecznego. W tym momencie warto wyraźnie zaznaczyć nawiązując do różnych nurtów duchowości niechrześcijańskiej, że osoba jest kimś więcej niż nawet najczystsza energia. Ponieważ osoba ma uczucia i wolną wolę, jest dużo ponad każdą energią. Osoba tętni życiem i sama może świadomie nadawać kierunek, energia wibruje z różną częstotliwością będąc kierowaną. Myśl jest energią ale nie osoba myśląca w duchu. Rozważanie jednak tego, jakie ma znaczenie odkrycie siebie i traktowanie jak osoby a nie energii to temat na oddzielny wpis.  

Znaczenie poznania siebie.

Chrześcijanin, który rozpoznał kim jest jako osoba stworzona na podobieństwo Stwórcy nie powinien mieć problemów z akceptowaniem śmierci. Po przyjęciu swoim sercem Zbawienia przez śmierć Jezusa, strach przed śmiercią nie powinien mieć dłużej panowania nad wierzącymi. My, wierzący zanurzeni już teraz w śmierci Jezusa przez przyjęcie świadomego chrztu, umarliśmy już teraz razem z Nim dla grzechu, który jest śmiercią. A wynurzając się z wody, na wzór Jego zmartwychwstania, otrzymaliśmy,  jak On, nowe nieśmiertelne życie, czego świadomość już teraz pozwala nam chodzić w wielkiej radości. Chwała Ci Panie, że dokonałeś tego dla nas.

Wgryźmy się więc w werset nr 2 żeby odkryć tajemnicę tego kim jesteśmy jako osoby  i co to znaczy dla chrześcijanina, że nigdy nie umrzemy, a co powinno być wyzwalające od najsilniejszego ludzkiego strachu-przed śmiercią.

Napisane jest tam, że będziemy sądzić świat i aniołów. My, czyli kto i kiedy to będzie miało miejsce?

Sąd aniołów będzie miał miejsce dopiero po wskrzeszeniu nas z martwych, o czym Biblia mówi w innych miejscach.  W tym samym wersecie jest nawiązanie i nakaz byśmy skoro będziemy w przyszłości sądzić sprawy aniołów, tym bardziej  (teraz, czyli w obecnym życiu) nauczyli się rozsądzać sprawy doczesne, a które są pomniejsze.  Wyraźnie więc widać, że jest jakaś niezmienna część w nas, która tak jak funkcjonuje w obecnym życiu przejdzie przez śmierć i będzie trwała dalej, wiecznie. Biblia używa wyrazu Wy, czyli My-i oznacza to właśnie tę część, która w przeciwieństwie do śmiertelnego ciała, już nigdy nie umrze. Jak rozpoznać, jak odnaleźć tę część siebie? Ciało umiera, więc to nie jest ciało, czyli nie może mną być cokolwiek, co jest z nim związane jak np emocje, umysł podświadomość. Kim więc jestem jako osoba stworzona na podobieństwo Boga? Całość rozważanego fragmentu dotyczy sądzenia, osądzania więc chcąc odszukać prawdziwego siebie należy zwrócić uwagę na tę część w nas, która zajmuje się osądzaniem: siebie, innych, wydarzeń z życia, postępowania…

Czy myśl rozumowa jest tym osądzającym, a wiec mną? Ktoś powie, że osądza rozum przy użyciu mózgu, jednak czy rzeczywiści to rozum jest osądzający? Czy jesteśmy rozumem?

Przyglądając się jak bardzo ten rozumowy obszar naszego jestestwa uzależniony jest od zmiennych i chwilowo modnych czynników zewnętrznych, od tego gdzie się urodziliśmy, w jakim społeczeństwie I kulturze mieszkamy, jak wyglądał nasz proces edukacji… wskazuje, że jednak ja nie jestem rozumem. Rozum to jedynie niefizyczny efekt pracy I ukształtowania fizycznego mózgu. Dostrzegam, że ja osądzający jestem poza rozumem, a jedynie wykorzystuję go do rozsądzania. Ponadto skoro zostałem stworzony na podobieństwo Boga, to rozsądzające „Ja” wszystkich ludzi powinno być za sprawą tej wspólnej dla wszystkich ludzi Bożej części, połączone. Rozum nie wykazuje tej stałości i takiego połączenie.

Dopiero przechodząc poza rozum, wyciszając jak stację radiową lub jak nazywał to Budda wygaszając go, możemy dotrzeć znacznie bliżej prawdy o osobie, bliżej poznania tego kim jesteśmy w swojej duchowej, nieśmiertelnej osobie. Biblia w innych wersetach daje więcej wskazówek poszukiwaczom, by znaleźli odpowiedź kim jestem. My jednak skupiamy się tym razem tylko na pokazaniu wartości pojedynczego fragmentu. Rozważając jednak ten pojedynczy fragment należy pamiętać, że dopiero Biblia traktowana jak jedno całe, spójne pismo-od pierwszej księgi Starego Testamentu, do ostatniej Nowego daje właściwe poznanie. Poszukiwacz Prawdy musi spełnić warunek rozważania pojedynczych fragmentów przez pryzmat treści całej Biblii  ponieważ ze względów nazwijmy to bezpieczeństwa, ważne tematy umieszczone są fragmentarycznie w różnych częściach. Dzięki temu z jeden strony chroni to dzieło przed ludzką ingerencją w chęci wymazania ważnych ale niewygodnych fragmentów- chociażby ze względu na uprawianą religię, ale z drugiej strony taki układ treści wymaga włożenia większego wysiłku ze strony poszukiwacza, który dopiero znając i łącząc wszystkie te fragmenty otrzymujemy głębokie zrozumienie rozważanych obszarów. Szukanie odpowiedzi tylko na bazie pojedynczego fragmentu,  jest jak badanie przyrody jednego kontynentu w pragnieniu poznania środowiska całej Ziemi. Poniższe rozważanie jest więc bardziej pokazaniem wartości biblijnej treści niż pełną odpowiedzią na zagadnienie.

Tak więc kontynuując: Inną informacją poza wskazaniem kim jestem jako osoba, a którą możemy odczytać między słowami przytoczonych wersetów jest to, że w duchu tacy, jacy jesteśmy teraz, tacy będziemy także po zmartwychwstaniu. Paweł zwraca się do wierzących jako do tych samych, którzy po zrzuceniu obecnej, cielesnej powłoki oraz zmartwychwstaniu, będą sądzić aniołów, a co wskazuje na ciągłość naszego życia w tej samej duchowej osobie jaką jesteśmy w obecnym ciele . Dla mnie to mega zapowiedź tego, że umierając I po śmierci, cały czas będę mógł obserwować I dalej rozeznawać w trwaniu obecnej świadomości  tego, co się będzie działo wokoło, tylko już bez ciała. Poznam jak to jest z drugiej strony, będę doświadczał zupełnie nowych stanów będąc tą samą osobową świadomością. Przekonam się, że stan obecny, który jest ściśle połączony z ciałem był tylko chwilowym zanurzeniem, a po obumarciu tego co fizyczne wróciłem do Domu. Wow! A jak jeszcze dołączymy zapowiedź z innych miejsc Biblii, że po chwili snu CI, co przyjęli zbawienie przez Jezusa Chrystusa- zostaną przez Niego obudzeni do życia w Tysiącletnim Królestwie I znów wrócą tu na Ziemię, która jednak będzie zupełnie Nową Ziemią, w ciele, które jednak będzie zupełnie nowym ciałem, podobnym do tego, jakie miał Jezus po zmartwychwstaniu, to serce aż wyrywa się by te czasy już nastąpiły i woła Maranatha! Tak Biblia buduje I pogłębia chrześcijańską tożsamość I miłość do naszego Pana- Jezusa Chrystusa, bo to wszystko przez Niego, dla Niego I dzięki Niemu. Chwała, chwała, chwała Panu.

Narzędzia praktyczne do budowania osobistej relacji z Bogiem.

Czy są jakieś narzędzia przydatne do praktycznego budowania osobistej bliskości z Bogiem? Ja takie dostrzegam. Żeby jednak wykorzystywać je świadomie i we właściwy sposób przydatne jest zrozumienie postrzegania Boga objawionego nam Przez dwie osoby: Jezusa Chrystusa oraz Ducha Świętego. 

Miejsce człowieka w Bożym planie zbawienia i prowadzenia.

Skoro już potrafimy rozpoznać tę duchową, Osobową część człowieka która podobna jest Bogu, możemy przyjrzeć się w jakim miejscu Bóg umieścił nas w swoim planie Zbawienia i jak genialny jest to projekt, jak wszechstronnie zostaliśmy otoczeni Bożą opieką. 

Bóg Stwórca objawia nam siebie poprzez poznanie i naszą osobistą relację z dwoma swoimi postaciami: Jezusem i Duchem Świętym, z których każda dla naszego zbawienia, znajduje się w innym miejscu oraz wykonuje różne zadania.

Jezus Chrystus- Syn Człowieczy, Bóg- człowiek poświęcił swoją Boskość i stał się jak my człowiekiem by jako niewinny oddać swoje życie za nas biorąc na siebie każdy nasz grzech. Przyjmując ten dar stajemy się wolni od grzechu i śmierci. Musiał umrzeć ale i zmartwychwstał jak zapowiadali to Boży Prorocy jeszcze długo przed tym, zanim się pojawił na Ziemi. Obecnie znajduje się w przestrzeniach Niebiańskich i czeka ze swoim powrotem by wypełniły się dane nam proroctwa, by jak najwięcej osób miało szansę rozpoznać Go jako Pana Ziemi i być zbawionymi. Nie wraca jeszcze, gdyż jego powrót oznaczać będzie sąd sprawiedliwy i koniec świata znanego w takiej formie w jakiej widzimy go teraz, a początek nowej ery jego rządów w obfitości i pokoju przez 1000 lat. Do tego życia zostaną wskrzeszeni wszyscy wierzący sercem. Ponieważ Jezus znajduje się na zewnątrz nas,  bliskość i osobiste poznanie  Go można umacniać poprzez modlitwę, uwielbienie, dziękczynienie i czytanie z rozważaniem Biblii. Generalnie  przez kierowanie naszej uważności na zewnątrz siebie, ku Jego osobie.  Większość chrześcijan skupia się właśnie na takiej formie, przez co ma fajną relację z osobą Jezusa. Niestety, jeżeli nasza uwaga będzie kierowana tylko na Jezusa, to chrześcijańska wiara nabywa „tylko” duchowego bogactwa doświadczania jego łaski miłosierdzia. Poza duchowo-duszewnymi uniesieniami i intelektualną wiedzą, nadal możemy nie doświadczyć Bożej mocy, co oznacza, że Bóg nie wykorzystuje nas w pełni. Ponadto ograniczając się tylko na zewnętrznym aspekcie Boga łatwo wpaść w gołosłowną i martwą religijność.  Być może właśnie o takich ludziach Jezus wyraził się w Mt 7:21.   

Nie każdy, kto mi mówi: Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto wypełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie mi tego dnia: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w twoim imieniu i w twoim imieniu nie wypędzaliśmy demonów, i w twoim imieniu nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im oświadczę: Nigdy was nie znałem. Odstąpcie ode mnie wy, którzy czynicie nieprawość.

Duch Święty- Zanim Jezus wniebowstąpił po swoim zmartwychwstaniu, zapowiedział, że musi odejść na jakiś czas gdyż inaczej nie zstąpi na ziemię Duch święty. Jezus musiał wstąpić, żeby nam Go zesłać i teraz jest właśnie czas działania Ducha Świętego który będąc również czującą osobą (a nie energią) ma za zadanie prowadzić nas ku Ojcu, na tyle, na ile pozwolimy mu się prowadzić w rozpoznaniu w Nim Boga prawdziwego. Zgodnie ze słowami Biblii, osoba Ducha została wylana na wszelkie stworzenie, a miejscem jej przebywania jest świątynia naszego ciała, a dokładnie nasze Serce. Tak więc w przeciwieństwie do zewnętrznego miejsca przebywania naszego Pana Jezusa, Duch przebywa wewnątrz nas, w sercu. Z mojej obserwacji wynika, że niestety niewielu chrześcijan rozpoznaje taki podział przez co Duch przebywający w naszych sercach wydaje się zaniedbywany i osamotniony.  Drogą do łączenia się z tą Bożą osobą jest kierowanie uwagi do swojego wnętrza, do naszych duchowych obszarów, do wiecznej Osoby o której pisaliśmy w pierwszej części tego rozważania. Niestety na drodze poznania siebie, znajduje się wiecznie rozbiegany ludzki umysł. Jest to przeważnie największa bariera, którą trzeba wytresować i wyciszyć. Najlepszymi znanymi mi narzędziami którymi możemy się posłużyć by uczynić umysł sobie posłusznym jest medytacja relaksacyjno- oddechowa  lub dwupunkt, które pomagają w modlitwie bez słów w ciszy przestrzeni serca. Być może o takiej właśnie formie modlitwy wspominał Jezus w Mt 6:6-8 Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do swego pokoju, zamknij drzwi i módl się do twego Ojca, który jest w ukryciu, a twój Ojciec, który widzi w ukryciu, odda ci jawnie. A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie; oni bowiem sądzą, że ze względu na swoją wielomówność będą wysłuchani. Nie bądźcie do nich podobni, gdyż wasz Ojciec wie, czego potrzebujecie, zanim go poprosicie.

Kiedyś szukałem Mocy Ducha Św w znakach i cudach, w uzdrowieniach i nadprzyrodzonych zjawiskach. Odkryłem jednak, ze największą jego Mocą jest łaska współodczuwania miłości Chrystusowej. Nie ma potężniejszej Mocy niż doświadczanie tej miłości na sobie, w sobie i przez siebie.   Teraz patrzę na osoby niewierzące, które medytują i żyją w przestrzeni serca nie znając jednak jeszcze Jezusa. Dostrzegam w nich owoc jego krwi i ubolewam tylko, że nie pozwalają poprowadzić swojej świadomości ku poznaniu Jezusa. Ubolewam, bo choć ich życie wydaje się komfortowe, duchowo wzniosłe to bez rozpoznania, że Miłość ta została wylana na świat oraz w ich serca, za cenę drogocennej krwi Chrystusa, jest życiem w świetle, które jest ciemnością. Osoby takie niestety nie mają pewności  co  stanie się z nimi po śmierci, a nawet jeżeli mają to ich pewność nie ma solidnego fundamentu. Bądźcie ostrożni wobec wszelkich ludzkich nauczycieli. Gdy słyszycie, że ktoś mówi o Bogu, domagajcie się wyjaśnienia na jakiej podstawie Bóg został rozpoznany w ich teorii i weryfikujcie wiarygodność tych źródeł. Biblia mówi wyraźnie, że jest tylko jeden Bóg Stwórca. Jeżeli tak jest,  to wielobóstwo jest kłamstwem.

Tak więc rozpoznając w osobie Jezusa Chrystusa oraz Ducha Świętego, Boży zamysł na nasze zbawienie, a także identyfikując z gąszczu ludzkich obszarów swoją prawdziwą osobę, odkrywamy, w jaki sposób jesteśmy jednocześnie otoczeni przez, oraz  zanurzeni w, Bożej obecności. Będąc tego świadomi zaczynamy poszerzać swoje poznanie Boga zarówno na zewnątrz siebie- w stronę bliskości z żywym Jezusem oraz do wnętrza siebie- w stronę osoby Ducha Chrystusa. Zaczynamy pracować ze swoimi pożądliwościami ciała,  duszy i wyedukowanym wg świata oraz religii, a nie Boga, umysłem. Dążymy, by nie przeszkadzały, by to nie one kierowały naszą osobą, tylko my nimi. Taka zamiana podmiotowości sprawia, że nasz duch staje się coraz bardziej wrażliwy, dzięki czemu zaczynamy doświadczać Bożej obecności oraz rozpoznawać  Boże prowadzenie.  A mając uległe wobec ducha swoje członki, Boża obecność będzie mogła swobodniej poruszać się w nas i przepływać przez nas objawiając w Mocy swoją chwałę .

 

BIBLIJNY POMIAR CZASU I JAKI MA TO WPŁYW NA OKREŚLENIE WIEKU NASZEJ PLANETY.

Rozważania nad wiekiem Ziemi.

 

Powszechna doktryna oparta na interpretacjach faktów pozabiblijnych twierdzi, że:  Ziemia ma miliony lat.

Powszechna doktryna oparta na interpretacji Biblii:  Ziemia ma 6000 lat.

Moja teza na podstawie interpretacji Biblii oraz wydarzeń tam przedstawionych:   Choć człowiek został stworzony około 6 000 lat temu, czwartego dnia kreacji całego wszechświata, nie można wykluczyć, że Ziemia ma miliony lat.

 

CEL ROZWAŻANIA: Pokazanie, że z jednej strony na podstawie Biblii, nie można jednoznacznie określić wieku Ziemi, a z drugiej z łatwością można naukowo podważyć „naukowe” argumenty pozabiblijne przez co spory na ten temat nie mają biblijnych podstaw. Jednocześnie zaznaczam, że uważam się za biblijnie wierzącego chrześcijanina. Wierzę w każde słowo zawarte w Biblii, w każdą sytuację tam opisaną i oddaję swoje życie Jezusowi Chrystusowi jako zbawicielowi wszystkich ludzi którzy w Niego wierzą, jako jedynej drodze do Boga i Życia.  Wbrew powszechnym przekonaniom wśród kreacjonistów, choć także do nich się zaliczam, nie mogę zgodzić się z niebiblijną I niechrześcijańską postawą moich braci I sióstr tak zaciekle spierających się o wiek naszej planety. Nie wiem skąd powstał ten niebiblijnie agresywny trend osób uważających się za biblijnie wierzących, skoro w Piśmie świętym nie ma ani jednej wzmianki, by którykolwiek z proroków starego testamentu, czy apostołów walczyli w obronie teorii wieku Ziemi. Już więc sam fakt tej walki zamiast głoszenia Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie, o jego miłości jaką nas obdarzył jest niebiblijny.

GENEZA PROBLEMU: Skąd wziął się spór nad wiekiem Ziemi? W Biblii jest napisane, że Bóg stożył świat w 6 dni a siódmego odpoczywał ( Pierwsza księga Starego Testamentu) I to jest informacją, która była pierwsza. Potem, stosunkowo niedawno, naukowcy badając różne procesy i zjawiska geologiczne, antropo, fizyko, chemiczne… I wiele innych, doszli do wniosku w oderwaniu od Biblii, że Ziemia ma miliony, czy nawet miliardy lat. W tym miejscu należy uwzględnić pewien istotny fakt: Należy mieć świadomość, że obie teorie nie wynikają z faktów, bo nikt z badanych nie żył w tamtych czasach, tylko obie teorie powstały z naukowych interpretacji pewnych faktów, wyników doświadczeń i obserwacji lub w przypadku części kreacjonistów z przyjęcia tej tezy na swoją wiarę, bez wgłębienia się w treść Słowa Bożego.

Tak więc od pojawienia się koncepcji ewolucjonizmu zaczyna się wojna, którą postaram się zakończyć podpierając się słowem zawartym w Piśmie Świętym  oraz wynikami doświadczeń naukowych: Ponieważ w Biblii podane są dokładne lata kiedy rodzili się poszczególni potomkowie Adama I Ewy, oraz jak długo żyli, słusznie możemy przyjąć, że wg Pisma Bóg stworzył pierwszych ludzi około 6000 lat temu (teraz jest 2019r). (Skrin z filmu do którego link podaję w dalszej części tekstu)

Wobec powyższego interpretatorzy Biblii stwierdzili, że skoro można na podstawie Biblii określić dokładnie czas od teraz, do stworzenia pierwszych ludzi i wiedząc również, że Bóg stworzył ich w szóstym dniu po rozpoczęciu działa stwarzania Świata, to jest to jednoznaczne, że Ziemia może być starsza co najwyżej o te 5 dni niż pierwsi ludzie, a więc nie może mieć milionów lat. Broniąc takiego toku myślenia wielu biblijnie wierzących chrześcijan weszło w dobrej wierze w trwającą do dziś ten teoretyczno-teologiczno-egzystencjonalny spór  z teorią wielomilionowego wieku Ziemi.

Nauka Świata udowadnia swoją teorię swoimi metodami, a Naukowcy Biblijni udowadniają SWOJĄ teorię Biblią oraz przeprowadzając badania naukowe  skutecznie podważające te teorie ewolucjonizmu, czego przykładem może być chociażby dane z filmu poniżej:  https://www.cda.pl/video/201479171/vfilm 

O ile pozabiblijne argumenty podważające teorię milionowego wieku Ziemi są jak najbardziej merytoryczne i przekonujące, pokazują, że wiele założeń na których opierają się ewolucjoniści jest błędna, o tyle twierdzenie, że Bóg stworzył Wszechświat w ciągu sześciu dwudziestoczterogodzinnych dób nie ma poparcia w Biblii, w każdym razie przy pomocy Biblii równie łatwo można udowodnić, że nasza Planeta może mieć miliony lat.

Czy rzeczywiście przy pomocy Biblii można założyć, że Ziemia ma miliony lat?

Żeby to rozpatrzyć przyjmijmy jako chrześcijanie postawę prawdziwie Biblijną, a więc zamiast kłócić się oderwijmy się na czas tego rozważania od swoich osobistych przywiązań i poszukajmy prawdy Słowa Bożego zawartego w Biblii. Wejdźmy w argumenty naszych opozycjonistów i sprawdźmy własne poglądy  z nastawieniem pragnącym uczciwie i szczerze zbadać czy przy pomocy Biblii da się obronić teorię wielomilionowego wieku Ziemi. W tym celu musimy zacząć od określenia wspólnej bazy tak samo rozumianych kluczowych pojęć takich jak wiek, czas, dzień, doba…

WIEK ZIEMI:  Celem jest ustalenie prawdziwego wieku Ziemi na podstawie Biblii, a więc musimy sobie jasno powiedzieć, jaką przyjmiemy jednostkę czasu, jak będziemy go mierzyć, a skoro chcemy szukać odpowiedzi na fundamencie biblii, to powinniśmy dobrać tę jednostkę wg tego jak Bóg chce byśmy podchodzili do określania upływu czasu.  No I tu zaczyna się myślę, że kluczowe źródło niezrozumienia pomiędzy interpretatorami badań pozabiblijnych I biblijnych. Jedni I I drudzy mówiąc o wieku Ziemi używają liczb wrażanych w latach. Jedni I drudzy przyjmują, że 1 rok to 365 dni, a dzień to 24h I tak dalej… Generalnie jedni I drudzy przyjmują za podstawę określenia wieku Ziemi system zegarowy, dwudziestoczterogodzinny. No I tu leży pies pogrzebany bo o ile w podejściu interpretatorów nauki jest to jak najbardziej dopuszczalne to jednak w przypadku podejścia moich braci I sióstr w wierze niestety nie do końca jest zgodne z Biblią.

Jaki system pomiaru czasu powinien przyjmować chrześcijanin?

Czy znajdziemy w Biblii Boże polecenie, że powinniśmy posługiwać się dwudziestoczterogodzinnym systemem zegarowym? Jeżeli tak, to poproszę podać choć jeden fragment w którym Bóg wskazuje nam, że mamy określać czasy na podstawie systemu zegarowego dwudziestoczterogodzinnego. Czytałem parokrotnie Biblię I nie znajduję takiego. Za to już w pierwszej księdze Biblii, w Rdz 1,14-19 Bóg podaje nam powód, dla którego tworzy Słońce I Księżyc- to one mają określać przepływ czasu:

Rdz 1.13-19 
I nastał wieczór i poranek, dzień trzeci. 
Potem Bóg powiedział: Niech się staną światła na firmamencie nieba, 
by oddzielały dzień od nocy, i niech stanowią znaki, pory roku, dni i lata. 
I niech będą światłami na firmamencie nieba, aby świeciły nad ziemią. 
I tak się stało.
 I Bóg uczynił dwa wielkie światła: światło większe, aby rządziło dniem,
 i światło mniejsze, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy. 
I Bóg umieścił je na firmamencie nieba, aby świeciły nad ziemią; 
I żeby rządziły dniem i nocą, i oddzielały światłość od ciemności.
I Bóg widział, że to było dobre.
 I nastał wieczór i poranek, dzień czwarty.

Co więcej, nawet czasy biblijnych świąt ustalane są na podstawie faz księżyca i pór roku a nie zegarków. Proszę zauważyć, że cotygodniowy Szabat, który również obchodzę jako cudowny, radosny czas duchowego spotkania z naszym Zbawicielem, trwa wg Biblii od piątku zachodu słońca do soboty zachodu słońca, a więc nie na podstawie systemu dwudziestoczterogodzinnego jak ma to miejsce w poganizujących religiach typu chociażby Rzymsko-katolicka, która cotygodniowy pseudo szabat obchodzi w niedzielę od północy do północy. Nie ma to potwierdzenia w Biblii.

Wielu jest nauczycieli wojujących  na rzecz młodego wieku Ziemi i to tylko przypadek, że przepełnieniem czary smutku, po którym zdecydowałem się napisać ten tekst było poniższe nauczanie jednego z nich- Pana Dr Ken Ham, który w swojej działalności poświęca bardzo wiele energii na walkę o sześciotysięczny wiek Ziemi:

https://youtu.be/4dr1sUALWE4

Skonfrontujmy więc tę teorię oraz argumenty Dr.K.H ze Słowem Bożym, czy rzeczywiście mają tam potwierdzenie:

Jak wspomniałem podstawą nieporozumienia jest (moim zdaniem) niebiblijne podejście do pomiaru upływu czasu. Dr Ken H. utrzymuje, że dla Boga, w Biblii 1dzień=24h. Pokazaliśmy już jednak, że w Rdz1.13-19 Bóg wyznaczył Słońce I Księżyc do określania czasu. Prawdą Biblijną jest natomiast twierdzenie Pana KH, że upływ czasu określają ruchy Planet, że to ruchy ciał niebieskich decydują o dniach, miesiącach I latach, plus to, że tygodniowy standard również pochodzi z Biblii na wzór dzieła Stworzenia:

Jeżeli jednak tak jest, to Bóg Ciała Niebieskie stworzył dopiero w dniu czwartym, kiedy na Ziemi były już utworzone wszystkie struktury geologiczne oraz roślinność ale jeszcze przed stworzeniem istot żyjących. Tak więc dopiero od dnia czwartego można przyjąć, że to ruchy planet wyznaczają upływ czasu.  Czy więc nie mogło być tak, że przed stworzeniem Słońca I Księżyca dzień trwał np 5mln wspłczesnych godzin zegarowych ludzkiego standardu pomiaru czasu?

Jednak w 16min i 18sekundzie filmu Pan KH żeby poprzeć swoją teorię nie szuka argumentów w Biblii tylko sięga do autorytetu ludzkiego w osobach żydowskich twórców Słownika Hebrajskiego Baumgartnera, w którym to dzień powiązany jest na stałe z systemem dwudziestoczterogodzinnym. Cz pamiętamy kto wydał na śmierć  Jezusa? Specjaliści, najwięksi żydowscy interpretatorzy Tory. Czy więc argument specjalistów ludzkich jest zawsze zgodny z prawdą?

Biblijny, starożytny system dwudziestoczterogodzinny.

Badając temat czasu ogromnie się zdziwiłem czytając informację, że system godzinowy jednak był stosowany już w starożytności i to przez Żydów. Czy więc Pan KH słusznie zakłada, że Bóg musiał Stworzyć świat w systemie dwudziestoczterogodzinnym? Tak!!! Tak więc tym razem specjaliści od słownika właściwie powiązali na stałe dzień z systemem dwudziestoczterogdzinnym tylko być może Pan KH nie wziął pod uwagę, że godziny starożytne były inaczej wyznaczane niż godziny współczesnego systemu zegarowego.  Przede wszystkim były ściśle związane ze wchodem i zachodem słońca. W systemie tym 1 godzina= 1/12 czasu od wschodu do zachodu słońca, a więc nie miały takiej samej długości trwania w przeciwieństwie do współczesnej godziny złożonej z 60 równiutkich sekund. Myślę, że to zmienia wszystko. 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Godzina

 W ujęciu ludzkim jestem tylko zwykłym strażakiem który żadnymi słowami nie potrafi wyrazić wdzięczności Bogu dla Jezusa Chrystusa I respektu wobec Ducha Świętego ale… Biblia nie pozwala mi przyjąć takiego ścisłego łączenia dnia ze współczesnym systemem zegarowym na co znajduję potwierdzenie w Biblii. Czytając w Iz38:7-9 widzimy, że Bóg tam cofnął cień o 10 stopni, a więc  cofając ruch słońca wydłużył dzień o prawie godzinę czyli można powiedzieć, że w pewnym sensie cofnął czas:

 Iz 38:7-8 
A taki będzie znak dla ciebie od PANA, że PAN uczyni to, o czym mówił: 
Oto cofnę cień o dziesięć stopni w stopniach, 
po których przesunął się na zegarze słonecznym Achaza.
 I cofnęło się słońce o dziesięć stopni w tych stopniach, 
po których przesunęło się.  

Jeżeli więc Bóg jest poza czasem:

2 Piotra 3:8
Niech zaś dla was, umiłowani, nie będzie tajne to jedno,

że jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat,
a tysiąc lat jak jeden dzień. 

Jeżeli  także w Rdz 1:13-19 Pan określa, że to Słońce z Księżyc będą wyznaczać czas i w końcu  jeżeli później w Iz 38:7-8 swobodnie cofa ruch Słońca zaburzając prządek wg współczesnego systemu dwudziestoczterogodzinowego, to czy równie dobrze nie mógł sprawić, że np do potopu doba trwała nie 24 a 244 współczesnych godziny? Skoro Bóg cofnął Słońce, to czy nie mógł zmienić zależności  pomiędzy ruchem Słońca, Księżyca i Ziemi w dłuższej perspektywie czasowej? Ludzie żyli wtedy po 800 lat więc prawdopodobnie Świat nie wyglądał tak samo.

 Być może współczesny system zegarowy w życiu codziennym jest wygodniejszy, bardziej praktyczny niż ten na podstawie Słońca i Księżyca, a być może uważam tak tylko dlatego, że jestem do niego przyzwyczajony.  Weźmy jednak chociażby Żyda mieszkającego na kole podbiegunowym  gdzie dzień polarny może trwać do sześciu miesięcy na samym Biegunie. Jak wówczas miałby mierzyć czas obchodzonych przez siebie świąt które wyznaczają zachody słońca? Nie potrafię na to odpowiedzieć, ale nie wynika to z tego, że Bóg coś przeoczył, tylko z tego, że  ja nie mam pełnej wiedzy, tym bardziej, że nie badałem kwestii świąt pod tym kontem. Musimy jednak pamiętać, że Słońce i Księżyc stworzył Bóg, zegarki współczesnego systemu wymyślili ludzi. Czy możemy więc wynosić to co wymyślili ludzi ponad dzieło Boga?

Czy wobec powyższego posługiwanie się współczesnym systemem zegarowym jest niebiblijne? Tak, ponieważ w tamtych czasach był on zupełnie inaczej ustalany. Czy  w takim razie biblijnie wierzący chrześcijanie powinni zaprzestać się nim posługiwać? Nie wiem. Należałoby odpowiedzieć sobie na pytanie nie tyle czy znajdujemy wzmiankę o nim w Biblii tylko czy przypadkiem nie jest wbrew Biblii. Jeżeli jest wbrew- to tak-powinniśmy wyrzec się posługiwania nim, jeżeli nie- to nie muszę rezygnować, nawet jeżeli nie ma dla niego bezpośredniego potwierdzenia w Piśmie.  Musimy pamiętać, że Biblia została napisana 2000 lat temu i świat różni się od tamtego. Współcześnie jest wiele sytuacji, których nie znajdziemy w Biblii dlatego ja przyjmuję postawę najpierw szukania potwierdzeń czy coś jest zgodne z Biblią- jeżeli jest, to mam 100% pewności, że pochodzi od Boga, ale jeżeli nie ma takiego potwierdzenia w Piśmie, to zgodnie z tym co powiedział Jezus w J16:12-13  „Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz nie możecie tego znieść.  Lecz gdy przyjdzie on, Duch prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę. Nie będzie bowiem mówił sam od siebie, ale będzie mówił to, co usłyszy, i oznajmi wam przyszłe rzeczy.On mnie uwielbi, bo weźmie z mojego i wam oznajmi.” staram się weryfikować, badać czy postępując w jakiś sposób, przyjmując pewne koncepcje, nie występuję przeciw temu, co zawiera Biblia. Przyznam się, że kwestia z respektowaniem współczesnego systemu godzinowego pojawiła dopiero teraz, podczas pisania i nie potrafię jeszcze odpowiedzieć czy stosowanie przeinaczonego w stosunku do Biblijnego pomiaru czasu nie jest przypadkiem wbrew Słowu, tym bardziej, że niepostrzegalne przeinaczanie Prawdy to specjalność Szatana. Nie wiem…

PODSUMOWANIE:

Wobec powyższych rozważań, czy zanim nie było Słońca I Księżyca Bóg nie mógł  tylko w sobie znany sposób wyznaczać czas dla długości dnia i nocy? Czy mamy prawo narzucać naszemu Stwórcy ludzką koncepcję dwudziestoczterogodzinną i to jeszcze uwspółcześnioną? Ja nie mam takiej odwagi więc bazując na słowie Biblii  całym sercem przyjmuję sześciodniowe dzieło Stworzenia. Jednocześnie powyższe, mam nadzieję oparte na Biblii podejście do upływu czasu pozwala mi nie wykluczać, że Ziemia ma miliony lat. Czy przez to tracę zbawienie? Czy występuję przeciw Biblii? Nie czuję tak, wręcz przeciwnie, zrozumienie czasu w taki sposób pozwala mi nie wchodzić  w zupełnie niepotrzebne spory teologiczne I skupić się na przekazywaniu Miłości Boga, którą okazał nam w osobie jedynego pośrednika do Niego- Jezusa Chrystusa, o którym mówi całe Pismo Starego i Nowego Testamentu.

Chciałbym więc by nas, chrześcijan bardziej łączyła prawdziwa jedność w Duchu świętym poprzez wzajemną miłość a niżeli teologiczne spory jak ten wokół wieku naszej Planety. Jeżeli chcemy naśladować Jezusa Chrystusa I żyć, wypowiadać się zgodnie z Biblią to popatrzmy na to, co głosił, jak postępował sam Jezus, wróćmy jeszcze raz I jeszcze raz do Dziejów Apostolskich I prześledźmy jakie tematy I w jaki sposób działali pierwsi uczniowie Jezusa. Czy zajmowali się wiekiem Ziemi? Ktoś powie nie, bo wtedy nie było jeszcze koncepcji ewolucjonizmu. Pewnie, że nie ale było znacznie gorsze jak chociażby pogańskie wierzenia w bogów i boginie typu Zeus, Atena- to im nadawano tytuły stwórców Ziemi a jak w takich przypadkach reagowali uczniowie mamy przykład chociażby Pawła podczas jego mowy na Aeropagu w Atenach opisany w DzAp17:23. Nie kłóci się z wierzeniami pogan tylko znajduje przestrzeń pomiędzy ich poglądami, w którą można wprowadzić Boga Prawdziwego i Jezusa Chrystusa, po czym to robi.   W dzisiejszych czasach nadal jest jeszcze tyle osób niezbawionych, czy te kłótliwe teoretyzowanie częściej przybliża do Jezusa czy może częściej wprowadza waśnie wśród chrześcijan, a w oczach niewierzących obserwatorów zniechęcenie do Biblii?

Niech Bóg nas wszystkich błogosławi obfitością poznawania siebie i mądrością działania, przez Jezusa Chrystusa i w mocy Ducha  Świętego.  Amen.