Miesięczne archiwum: Wrzesień 2019

NADZIEJA, KTÓRA UMIERA OSTATNIA ORAZ NADZIEJA, KTÓRA NIGDY NIE UMIERA.

NADZIEJA

MĘTNA WODA. Żyjemy w czasach zmaganych przez choroby ciała i psychiki, żyjemy w skażonym na skalę dotychczas niespotykaną, środowisku… Większość z nas zetknęła się z nowotworem w rodzinie lub wśród bliskich osób, a tendencja ta niestety się pogłębia.  ŚWIATEŁKO NADZIEI. Na szczęście, w takim otoczeniu pojawiają się osoby, które przez swoją postawę i działalność pomagają walczyć, pokonywać przeciwności. Osoby te inicjując różne formy wsparcia- od inspirowania zdrowym odżywianiem (czy też niejedzeniem) i trybem życia, przez medytację oddechową, pracę z podświadomością, po załatwianie kosztownych zabiegów medycznych jak chociażby zaawansowaną radioterapia, przeszczepy i skomplikowane operacje – sprawią, że istnieje szansa na przedłużenie życia i/lub poprawę jego jakości. Dla mnie jednak najcenniejszą wartością, którą dają te osoby to nadzieja. Bez względu jaka forma wsparcia jest oferowana, zawsze pierwszym efektem jest nadzieja…na zdrowie, na wyleczenie, na przedłużenie życia, na usprawnienie, na, na, na… Nadzieja umiera ostatnia, przynajmniej tak powinno być i te osoby oprócz namacalnej, fizycznej pomocy zdają się dążyć, by właśnie nadzieja żyła tak długo, jak żyje człowiek. Dziękuję za Was.

Nie mniej patrząc na zaangażowanie wielu z tych osób, aniołów w ludzkich postaciach, dostrzegam pewną pułapkę związaną z krótkowzrocznym patrzeniem na nadzieję. Oferowana pomoc większości z tych aniołów nie wykracza poza śmierć kończąc się wraz z  końcem życia. Wówczas też nawet najwytrwalsza nadzieja umiera. Tak więc śmierć, z którą prędzej czy później ciało każdego z nas będzie musiało się spotkać jest ostatecznym zakresem działalności tych osób.

Chwała Stwórcy, że są takie osoby niosące nadzieję na poprawę życia, jednak znacznie większa chwała Bogu należy się, za to, że dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa nadzieja pokonała barierę śmierci.

 Przyjmując sercem Jezusa a więc uznając uśmiercające nasze grzechy dzieło krzyża, oraz poznając Słowo Boga w Biblii wiemy, że ciało choć umiera to nasz duch po krótkim czasie snu  ponownie zostanie wskrzeszone do nowego, zdrowego ciała byśmy przyobleczeni w nie mogli żyć tu ale już na nowej Ziemi w 1000-letnim królestwie Chrystusa. Co ważne, dzięki łasce Ducha Świętego popartej umysłowym studium Biblijnemu nasza wiara zostaje zamieniona w pewność życia i jest to szlachetną modrością Boga- naszego Stwórcy, poświęcającą i uświęcającą łaską, którą jesteśmy zbawieni już teraz. Dlatego, jeżeli obserwuję anioły w postaci ludzi niosących tylko nadzieję ograniczoną śmiercią ludzkiego ciała, to chciałbym by te kochane osoby, dobrzy Samarytanie  również doświadczyli pewności zbawienia by potem z takim samym zaangażowaniem dzieliły się radością, pewnością życia oraz spokojem związanym z akceptacją śmierci jako początku chwilowego rozstania. Tak, śmierć chrześcijanina nie jest końcem tylko początkiem.

Aniołowanie bez osobistego doświadczenia życia po śmierci jedynie oddala niepokój związany z nią o kilka, kilkanaście, może kilkadziesiąt lat. Pewność życia wiecznego które mamy w Jezusie Chrystusie oraz świadomość jak będzie ono wyglądało pokonuje każdą chorobę, ułomność i ostatecznie śmierć, bez względu na to kiedy przychodzi. Chwała Ci Panie. <3

Domyślam się, że w świadomości wielu osób obecnie cierpiących, chorujących, biednych… wystarczające byłoby osiągnięcie jakiejś średniej przeciętnej, która wyznaczana jest przez innych, czyli przez doczesne standardy naszego bliższego lub dalszego otoczenia. Wiele osób myśli że osiągnięcie tak wyznaczonego poziomu dawałoby poczucie komfortu, spokoju, satysfakcji i zadowolenia. Średniej długości życia, średniego standardu zdrowia dla danego wieku, średniej wagi/nadwagi, średnich zarobków itd… Prawda jednak jest taka, że my nie należymy do tego świata a więc powinniśmy kierować się standardami wyznaczanymi przez naszego Stwórcę, a nie ludzi wokoło oraz upadający świat doczesny.

Dwie przeciwstawne siły.

Dlaczego z jednej strony ilościowo coraz więcej ludzi odwraca się od Boga ale z drugiej jakościowo coraz więcej osób czuje mega poruszenie w stronę Boga i potrafi doświadczać niezwykle bliskiej, intymnej z Nim relacji? 

Ponieważ z jednej strony standardy świata doczesnego są cały czas zaniżane i jego rosnąca atrakcyjność wciąga w siebie coraz więcej nieświadomych dzieci świata, a z drugiej strony  dzięki rozlewanej na nas mocy Ducha Świętego standardy wyznaczone przez Boga są coraz bliższe czystej, nieskazitelnej Miłości pobudzając do życia i umożliwiając wzrost coraz więcej dzieci Bożych. Niestety rozłam ten pomiędzy światem a Bogiem będzie do samego ponownego przyjścia Pana Jezusa się pogłębiał powodując coraz większe napięcia i w zależności za którą stroną się opowiemy, taka moc będzie w nas działać uzdatniając do owocowania owocami świata lub Boga. 

Wybór należy do nas. 

Bez względu jak grzeszną mieliśmy  przeszłość, zawsze możemy podjąć decyzję by odwrócić się od niej. Codziennie, wielokrotnie w ciągu dnia przy okazji zwykłych, pojawiających się codziennych okoliczności i wydarzeń wybieramy w którą stronę idziemy- za Jezusem czy za światem. Na szczęście jednak, mimo coraz niżej upadającego świata Duch Chrystusa działa z coraz większą mocą uzdalniając ludzi do podążania za wypełnianiem Bożych a nie światowych norm. Chciałbym zobaczyć wszystkich swoich bliskich i znajomych gdy przyjdzie Dzień Pana i Bóg będzie wskrzeszał nas do nowego życia, byśmy wspólnie żyli w tysiącletnim królestwie Jezusa Chrystusa obcując z naszym Panem, a także razem  ze sobą.  Amen.

Paweł Śliwiak

inedianin.pl

NIEŚWIADOMA STRONA WEGETARIANIZMU ORAZ TEST NA …HOLIZMY.

Ponieważ spotykam wegetarian, którzy piętnują osoby jedzące mięso ale którzy sami jedzą produkty zawierające nabiał i jajka zrobiłem porównanie chowu krów mlecznych ze świniami hodowanymi na mięso, pokazujące najważniejsze etapy w życiu tych zwierząt hodowlanych. Celem jest odpowiedź na pytanie czy więcej zwierzęcego cierpienia znajduje się za jedzeniem mięsa czy może za jedzeniem produktów zawierających mleko. 

 Najpierw skrótowe zestawienie tabelaryczne:

ŚWINIE-cel: mięso.

KROWY-cel: mleko.

ZAPŁODNIENIE

inseminacja

inseminacja

CZĘSTOTLIWOŚĆ ZAPŁADNIANIA

Już 2giego dnia po odsadzeniu prosiąt.

Co 6-7 tygodni po każdym wycieleniu.

LOS DZIECI

Świnia gotowa jest do uboju w wieku ok. 4 miesięcy.

Odłączenie od matki zaraz po wylizaniu. Cielaczki idą do rzeźni na cielęcinę w wieku ok 2 miesięcy, lub w wieku ok 2 lat na wołowinę.

MIEJSCE PRZEBYWANIA

W zamknięciu-chlewnia, sztuczna pasza, sztuczne oświetlenie, ograniczona możliwość poruszanie się zwierzęcia.

W zamknięciu-obora, sztuczna pasza, oświetlenie, ograniczona możliwość poruszanie się zwierzęcia.

KONIEC ŻYCIA

Rzeźnia.

Rzeźnia.

Jak widać życie jednych ani drugich nie różnihod się za bardzo od siebie, no może poza tym, że świnia zanim zostanie zabita porządnie sobie poje, podczas gdy krowa jest przez całe życie dojona. 1:0 na niekorzyść krów.

Nie mogąc znaleźć w necie informacji na temat okresów produkcyjnych, udało mi się skontaktować telefonicznie z osobą hodującą krowy i zadać parę pytań. To co usłyszałem przeraziło mnie. Jeszcze parę lat temu krowy były zapładniane 12 razy zanim traciły wydajność i trafiały do ubojni. Obecnie idą na śmierć po 4-5 ciążach. Hodowca powiedział, że jest to wynik nowoczesnego karmienia paszami które zawierających pełno sztucznych domieszek.Od razu nasunęło mi się pytanie: Jeżeli te pasze o ponad połowę skracają ilość cykli rozrodczych zwierzęcia, to przecież jedząc takie produkty my również wchłaniamy tą chemię, te substancje… Jak myślicie, jak to wpływa na nas i nasze dzieci?

JAKIM KOSZTEM UZYSKUJE SIĘ MLEKO OBECNIE?

1.Inseminacja-sztuczne zapłodnienie krowy, no bo przecież żeby mieć mleko, najpierw trzeba być mamą: https://www.youtube.com/watch?v=Rab2ndyGLLE

2. Oddzielenie maluszka od mamy, żeby nie kradło mleka-tego, na czym zależy człowiekowi:

Ahttp://www.farmer.pl/produkcja-zwierzeca/bydlo-i-mleko/szybkie-odlaczenie- cielat-od-matek,43712.html ;

B. https://www.youtube.com/watch?v=eBUYEbRsTgg

i C. dalsze jego życie na zawsze w oddzieleniu od mamy np w takich cielętnikach.

„https://www.youtube.com/watch?v=wOBJy38xiCU”

Los krowich dzieci wyznacza płeć: Sztucznie karmione jałówki na przyszłe dawczynie mleka lub cielaczki zabijane po około dwóch miesiącach dla cielęciny. Jeżeli cielaczek ma „szczęście”, to może dożyć do 2 lat by jako byczek stać się wołowiną.

3. Gdy jałówki dorosną by mieć swoje dzieci, historia się powtarza: sztuczne zapłodnienie i maksymalnie wydajna eksploatacja zwierzęcia przez jak najdłuższe utrzymywanie laktacji a potem…

4. …Po zmniejszeniu wydajności do progu nieopłacalności trafiają tam, gdzie wcześniej ich dzieci oraz świnie- do rzeźni: https://vimeo.com/182967273 by skończyć tu życie:

https://www.youtube.com/watch?v=_-1xoPP2KV8

https://www.youtube.com/watch?v=BHonVCSlKTY

Tak w skrócie wyglądają kulisy uzyskiwania mleka i cena, jaką muszą zapłacić zwierzęta dla ludzkiej przyjemności jedzenia wszelkich produktów je zawierających. Żaden z tych produktów nie jest jednak nam potrzebny do życia, a służy jedynie ludzkiej przyjemności.

No to może wiedząc już o cierpieniu krów wybrać eko-mleko?

Coraz więcej ludzi, w tym wegetarian wybiera z myślą o zdrowiu ale i losie zwierząt produkty eko. Przeanalizowałem regulacje prawne i niestety, jeżeli chodzi o ekohodowle krów, to „eko” dotyczy przede wszystkim środków używanych do karmienia zwierząt oraz o dobrostanie życia zwierząt. Takie krowy jednak nadal mogą być i przeważnie są sztucznie zapładnianie, często eksploatowane bez zapewnienia wystarczającego okresu regeneracji, ich młode również zaraz po urodzeniu mogą być odstawiane i karmione paszami zgodnymi ze standardem „non-eko”, a gdy już nie będą wydajne, również krowy eko sprzedawane są do rzeźni gdzie kończą życie tak, jak ich siostry non-eko. Tyle w kwestii górnolotnego krowiego „EKO”

Produkt eko nie oznacza humanitarności wobec zwierzęcia,

a bycie humanitarnym nie oznacza uzyskania produktu eko”

Ponieważ więc eko nie oznacza humanitarności a bycie humanitarnym nie oznacza bycia pro-eko więc, żebym ja mógł z czystym sumieniem czerpać radość z sernika czy gofra z bitą śmietaną musiałbym mieć pewność, że użyte mleko pochodziło z eko humanitarnego chowu krowy. Chyba nie ma jeszcze takiego pojęcia ani standardu więc dla mnie oznacza on, że spełnione muszą zostać WSZYSTKIE poniższe warunki, bym z czystym sumieniem mógł i chciał kupować produkty mleczne:

ZASADY EKOHUMANITARNEGO CHOWU KRÓW ORAZ POZYSKIWANIA MLEKA KROWIEGO:

1. ZGODNE Z NATURALNYMI CYKLAMI ROZRODCZYMI ORAZ W PEŁNI                     NATURALNE ZAPŁODNIENIE.

2. POZOSTAWIENIE DZIECKA PRZY MATCE DO CZASU NATURALNEGO                  ODSTAWIENIA GO PRZEZ MATKĘ OD KARMIENIA.

3. POZYSKIWANIE MLEKA TYLKO, GDY MATKA KARMI.                                               OKRESY REGENERACYJNE POMIĘDZY CIĄŻAMI.

4. TYLKO RĘCZNE DOJENIE.

5. EMERYTURA A NIE ŚMIERĆ W UBOJNI.

Ad 1. Żeby krówka dawało mleko, musi mieć dziecko. Więc pierwszym warunkiem jest zapłodnienie naturalne, a nie inseminacja która jest zwykłym gwałtem na zwierzęciu.

Ad 2. Każda „zdrowa” matka odczuwa  silną więź ze swoim dzieckiem i z wzajemnością, bez względu czy jest to człowiek, pies, krowa, kura czy świnia… Dlatego ekohumanitarny chów musi dawać możliwość przebywania matki z dzieckiem do czasu, aż nie dorośnie do wieku, w którym staje się samodzielne i w sposób zgodny z naturą matka sama je odstawia od wymion. W praktyce przemysłowej cielaczki zabierane są od mamy od razu:

Ad 3. Życie zwierząt musi przebiega w naturalnym środowisku, a nie w zamkniętych oborach i chlewniach. Zwierzę powinno wybierać gdzie chce być- czy na polu, czy w budynku z możliwością swobodnego przemieszczania się i dostępem do słońca oraz naturalnego pożywienia.

Ad 3. Pozyskiwanie mleka musi odbywać się tylko od krów, które karmią swoje młode i zostaje przerywane w momencie, kiedy ich młode przestaje pić. Karmiąca krowa ma tyle mleka, że z przyjemnością podzieli się nim z nami- ludźmi, o ile nie będzie odbywało się to kosztem jej praw do życia i gdy to my, kierowani szacunkiem  a nie pragnieniem zysku, będziemy podporządkowywać się pod jej naturalny rytm życia.

Ad 5. Koniec życia. W zamian, za to, że zwierzęta dzieliły się z nami ich własnością, ekohumanitarny chów musi zapewnić im możliwość życia, aż nie umrą ( oczywiście w naturalnych okolicznościach) pomimo, że już nie dają mleka. Czy to w rodzimej zagrodzie, czy w specjalnych oazach “starości” finansowanych przez społeczeństwo pijące I jedzące produkty mleczne. Koszt wliczony w cenę. Dopiero wówczas skóry takich zwierząt mogłyby być wykorzystywane do wyrobu różnych produktów skórzanych, jak buty, paski, kurtki i inne.

JA NA TLE POWYŻSZEGO

Nie znam żadnego gospodarstwa Eko spełniającego również humanitarne wartości, więc oprócz tego, że już od dawna nie jem mięsa, dopóki nie znajdę nabiału pochodzącego z takiego jak opisane powyżej źródło, wybieram weganizm. Fajnie było zjeść sobie serniczka, pączka, lody, czy bitą śmietanę ale trzeba dokonywać wyborów zgodnie z wartościami, wg których chcemy żyć, a moimi naczelnymi wartościami są przede wszystkim sprawiedliwość oraz miłość, która dla mnie nie może istnieć bez  okazywania szacunku. Czy może być coś cenniejszego od szanowania życia i zdrowia nie tylko własnego ale i innych żywych, czujących istot?

Pij mleko, będziesz wielki?

Nie!.

Bądź człowiekiem a nie cielakiem i nie pij zwierzęcego mleka!

Powyższe normy ekohumanitarnego chowu są jednocześnie lekarstwem wobec uchybień, jakie dostrzegam w obecnym sposobie chowu krów i dopóki nie znajdę dostawcy spełniającego wszystkie te warunki, dążę by odżywiać się w 100% wegańsko,a najlepiej surowo czyli wg zasad tzw. vitarianizmu). Ponieważ jednak nie jestem jeszcze (2017/18 r) w stanie całkowicie zrezygnować z mlecznych produktów dlatego żeby choć trochę złagodzić oskarżenia sumienia, jeżeli sięgam po coś zawierającego mleko, to staram się by jednak pochodziło z hodowli eko, traktując to podjadanie jako etap przejściowy w procesie przechodzenia na 100% weganizm i vitarianizm.  A jest to nie lada wyzwanie. Skoro jednak z mięsem w przeciągu roku zmagań dałem radę i już od dwóch lat zupełnie nie jem żadnych zwierząt, to mam nadzieję, że z vitarianizmem będzie podobnie. Z czasem smaki się zmieniają, po okresie przejściowym teraz myśl o zjedzeniu mięsa jest wręcz odpychająca,  więc mam nadzieję, że jak już przejdę ten etap zmagań z nabiałem, to będzie podobnie. Organizm rozpozna, że nie jedzenia nabiału jest korzystniejsze dla niego niż pragnienie smaku i potrzeba ta zniknie, zamieni się w zniechęcenie.

Czy po odzwyczajeniu się od zwierzęcych produktów nigdy już nie zjem, nie wypiję niczego co zawiera mleko? Jestem tylko człowiekiem, mogę czegoś bardzo pragnąć i się starać to osiągać, ale… no właśnie zawsze jest jakieś ludzkie „ale” więc nie wiem. Na razie  myśl o cierpieniu zwierząt sprawia, że choć dawne mleczne smaki jeszcze czasami się odzywają, to jednak pracuję nad panowaniem nad takimi zachciankami i stwierdzam, że w coraz większym stopniu mi się udaje. Nadal jednak muszę cały czas być uważnym by utrzymywać dawne nawyki  pod kontrolą. Taki czas „słabości” mam właśnie od paru tygodni i widząc, że sięganie po nabiał stało się częstsze i co najgorsze wzbudza coraz mniejszą niewygodę, powstał ten artykuł jako jedna z form przypominania, upominania samego siebie na drodze kształtowania pożądanych nawyków.

Póki co kierując się współczuciem wybieram 100% weganizm do którego cały czas świadomie zmierzam coraz bardziej ograniczając i eliminując wszelakie produkty odzwierzęce i cieszę się, że już wiele ich nie zostało (2019r), że zaledwie parę razy w roku sięgam po produkty mleczne, że już w 80-90% podstawą mojego odżywiania są surowe, nieprzetworzone owoce, trochę warzyw i trochę orzechów. Pozostałe 10-20% to wegańskie przetworzone posiłki, przeważnie w formie dania obiadowego serwowanego od czasu do czasu. Produkty odzwierzęce stanowią nie więcej jak 1% wszystkiego co jem i są to przede wszystkim: sos czosnkowy lub składniki słodkich wypieków do kawy. Vitarianizm natomiast wybieram ze względu, że jest to najbardziej korzystny sposób stałego odżywiania dla utrzymania ludzkiego ciała w zdrowiu więc dopóki jestem uzależniony od odżywiania jelitowego staram się wybierać i dążyć do tego, co jest optymalne.

Tutaj prześledziliśmy tylko proces produkcji mleka ale wegetarianie jedzący jajka powinni w podobny sposób prześledzić proces produkcyjny jaj i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Dla mnie fermy drobiarskie do jeszcze okrutniejszy sposób na zarabianie pieniędzy. https://www.cda.pl/video/35908b5

ZAKOŃCZENIE

W tym wpisie poruszyłem tylko kwestię cierpienia zwierząt ale są jeszcze inne negatywne obszary związane ze spożywaniem produktów mlecznych. Jest nim chociażby negatywny wpływ na środowisko, na zanieczyszczenie naszej planety., a jak ogromna jest skala oddziaływania tej gałęzi zdałem sobie sprawę dopiero niedawno, po obejrzeniu poniższego filmu, który m inn. zachęcił do dokończenia i opublikowania powyższego artykułu:

https://www.cda.pl/video/570570a2?fbclid=IwAR2tZpE6ZXcFoWl7zlU87Gp0Ps2cxsHN8HI6YOMFe4RT_aJ_0QR-tjzdXEY

Kolejnym nieporuszanym tu obszarem związanym ze spożywaniem produktów odzwierzęcych, a mlecznych w szczególności, jest ich negatywny wpływ na nasze zdrowie. Temat poruszany chociażby w takim filmie: https://youtu.be/jTMSrQIQNPQ

 W tym artykule jednak, chciałem zająć się tylko odpowiedzią na pytanie o zasadność krytykowania osób jedzących mięso przez wegetarian. Wierzę, że jeżeli takie akty mają miejsce, to wynikają z nieświadomości. Jeżeli natomiast krytykujący mięsożerców wegetarianin, będąc świadomym, że jedząc nabiał również zadaje cierpienie zwierzętom nie widzi w tym nic złego, to wg mnie takie zachowanie jest hipokryzją.

PROSTY TEST NA  nasze HOLIZMY

Często wydaje nam się ,ze jest nam coś niezbędne do życia, podczas gdy ewidentnie ta potrzeba jest wynikiem uzależnienia. Alkoholizm, narkomania, papierosy, cukroholizm, zakupokoholizm, pracoholizm, pornografia, seksoholizm, altruizm… można uzależnić się praktycznie od wszystkiego. Objawem tego jest fakt, że już nie my panujemy nad tym co robimy, tylko przyzwyczajenie panuje nad nami. Każdy holizm jest więc formą zniewolenia naszej woli. Im mniej uzależnień, tym więcej swobody a naszą ludzką naturą jest bycie wolnym od wszystkich holizmów i o taki stan wolności, swobody  panowania nad swoim ciałem powinniśmy zabiegać. Nie chodzi o całkowitą rezygnację tylko o wolność wyboru.

Żeby sprawdzić swój każdy holizm  można przeprowadzić prosty test pokazujący czy jest się uzależnionym- w naszym przypadku od nabiału czy nie. Wystarczy przez 40 dni nie jeść niczego co zawiera mleko. Jeżeli ktoś uważa, że jest ono niezbędne do jego życia, to wystarczy na ten okres znaleźć jakiś roślinny produkt zastępczy zawierający to co taka osoba uważa, że jest niezbędne, żeby mieć pewność, że dostarczamy organizmowi wszystkiego co potrzebuje. Jeżeli wówczas przez 40 dób uda się nie sięgnąć po cokolwiek zawierającego nabiał to możemy stwierdzić, że jesteśmy wolni od nabiało-uzależnienia albo mamy tak silny charakter, że potrafimy nad nim panować. Jeżeli jednak nie wytrzymamy to znaczy, że wpadliśmy w uzależnienie. Żeby wykluczyć, że to, z czego chcemy zrezygnować nie jest naszą rzeczywistą potrzebę ciała, to przed rozpoczęciem testu należy świadomie przeanalizować czy rezygnując z czegoś nie zabierzemy organizmowi jakiegoś elementu, który jest mu potrzebny do prawidłowego funkcjonowania i jeżeli nie jesteśmy pewni, należy na ten okres wprowadzić jakiś zamiennik, suplement. Wówczas, jeżeli w trakcie tych 40 dni ciało i tak domaga się nawyku, oznacza to, że to nie ciało tylko mentalny nałóg domaga się swojej działki.

Tak więc chcąc sprawdzić czy jest się od czegoś uzależnionym:

  1. Wybierz przyzwyczajenie które może być uzależnieniem. Uwaga: Nie każde uzależnienie musi mieć znamiona negatywne, czy szkodliwe (np treningi,  słuchanie muzyki…) jednak i te pozytywne są ograniczające naszą wolność, jeżeli nie potrafimy świadomie zapanować nad nimi. Uwaga2: Jeżeli ktoś już kiedyś dokonał zamiany holizmu negatywnego na jakiś pozytywny to ja nie zachęcam do samodzielnego testowania, ponieważ w ramach kompensacji może obudzić się stary nawyk. Znam osobę, która po wyjściu z alkoholizmu teraz jest uzależniona od pozytywnych aktywności związanych ze sztuką i sportem. Nie odważyłbym się doradzić jej testowania.
  2. Dokładnie przeanalizuj od kątem swojego zdrowia, czy rezygnując na 40 dni z czegoś nie stworzysz zagrożenia dla swojego funkcjonowania, zdrowia lub nawet życia. Jeżeli nie  to ok. Można zacząć. Jeżeli istnieje takie zagrożenie to znajdź suplement, inną aktywność zamienną.  UWAGA: W tym punkcie chodzi o to, bo przed wejściem w okres próby także nasz subiektywny umysł był w 100% pewny, spokojny, że ten test nie jest zagrożeniem dla naszego zdrowia, więc w pewnych próbach trzeba wprowadzić jakiś zamiennik nawet wówczas gdy obiektywnie dla kogoś innego pozbycie się danej aktywności nie byłoby i nie wzbudzałoby poczucia zagrożenia. Nasz subiektywny umysł przed wejściem w test musi być także spokojny, że nic złego się nie stanie, inaczej będzie nas sabotował w trakcie.
  3. Ustal poziomy, syndromy, reakcje organizmu po pojawieniu się których w trakcie testu  bez wahania przerwiesz.  Dla mnie przy postach suchych jest to np spadek wagi poniżej 65kg, ale żeby określić ten poziom musiałem trochę poznać swoje ciało, jego reakcje przekraczając tę granicę.  Jeżeli jeszcze nie znasz swojego organizmu, robisz to pierwszy raz, a nawet jeżeli jest to już kolejny raz to rozważ, by ustalić takie poziomy graniczne w porozumieniu ze swoimi bliskimi. Zaangażuj ich, spraw, by bliskie Ci osoby były częścią twojej drogi poznawania siebie, daj im pewność, że nie zrobisz sobie krzywdy. Być może ustalą zbyt ostrożne i łagodne poziomy ale czy nie lepiej iść wolniej,  wejść niżej  ale w towarzystwie kochających osób, cały czas ciesząc się wspólną drogą?
  4. Powodzenia!
  5. Po teście: Jeżeli uzależnienie okaże się silniejsze niż nasza wola pozostaje podjąć decyzję czy mam pragnienie by to zmienić. Jeżeli tak, to zaczyna się świadoma praca pokonywania swoich słabości,  budowanie charakteru i wręcz siłowania z nałogiem. Głównie jest to wewnętrzna walka dlatego  gdybym miał dać tylko jedną sugestię jak pracować, odrzekłbym 80% uwagi skupić na swoich przekonaniach. Kształtować, zmieniać, urabiać jak plastelinę swoją świadomość poprzez dwukierunkowe oglądanie filmów, czytanie wszelakich artykułów dołączenie do grupy wsparcia,  uczestniczenie w warsztatach… Dla wierzących oczywiście nieodłącznie modlitwa z prośbą o Boże prowadzenie mocą Ducha Świętego i słuchanie tego głosu, który będzie pojawiał się w sercu i nas prowadził.  Dwukierunkowa praca z umysłem polega na tym, że po pierwsze karmimy umysł informacjami jak niekorzystny wpływ ma nasz nałóg na najważniejsze obszary naszego życia- zdrowie, relacje z kochanymi osobami, dziećmi małżonkiem, rodzicami, a z drugiej strony patrzymy w przyszłość  przez ciągłe dostarczanie pozytywnych informacji o korzyściach z pozbycia się danego uzależnienia.  Natomiast 20% to praca z fizycznymi objawami odstawienia narkotyku.  W tym obszarze dla mnie okazały się kluczowe dwa elementy: A-zaakceptowanie potknięć, niepowodzeń, porażek, jak najszybsze pozbieranie się po niepowodzeniu i kontynuowanie procesu.  Zaakceptuj niepowodzenia jako nieodłączny element twojego sukcesu.  Szczególną uwagę należy zwrócić na pierwsze dni oraz te ostanie doby, nawet godziny, bo umysł będzie znajdował dziesiątki całkiem logicznych uzasadnień, że skoro jest już 39 i pół doby więc to tak jakby było 40 i mogę skończyć przed  ustalonym czasem. Nie, 40 to 40, chodzi o trzymanie się zasad jakie sam ustalasz i pokazywanie niepokornemu nałogowi, że to Ty panujesz nad nim. Jeżeli twój holizm wymaga innego okresu to jak najbardziej można ustalić inny okres. Najważniejsze by wytrzymać do samego końca określonego na początku czasu. Nie mniej z mojego doświadczenia 40 dób jest najbardziej miarodajnym okresem. A w przypadku niepowodzenia nie zrażać się, zadawać pytania co poszło nie tak, co mogę i powinienem zmienić, po czym kick-startować się od nowa…  B- Drugą ważną aktywnością w czasie takich testów które już same w sobie są oczyszczające jest systematyczne robienie notatek (najlepiej odręcznie) Pisząc wytwarza się połączenie psycho-somatyczne, ręka-mózg. Opisując daje się czas na ponowne przeżycie i przeanalizowanie zaistniałych sytuacji, napisanie wniosków. Dzięki temu patrzy się z dystansu na to co się działo i przeżywało, a co pozwala dostrzec zupełnie inne, nowe rzeczy, okoliczności ważne dla poznania siebie, zrozumienia i uzdrowienia. Psychologowie sugerują, żeby potem wracać do tych notatek. Ja rzadko kiedy wracam, prawie wcale, nigdy a i tak przekonuję się o pozytywnym znaczeniu takich jednorazowych zapisów subiektywnie istotnych faktów.

Część z powyższych wskazówek można spokojnie odnieść nie tylko do pracy z niechcianymi nawykami ale także do budowania pożądanych, korzystnych nawyków.

Oczywiście pisząc zwracając się w drugiej osobie, tak na prawdę piszę do siebie, o swoich doświadczeniach i błędach. Jak  zawsze zachęcam, by każdy przede wszystkim szukał swojej drogi i pozwolił sobie na wolność podążania zgodnie z własnymi inspiracjami serca.

Na koniec Trochę wegańskiego humoru-link  🙂

Niech tylko ten wesoły akcent nie przysłoni powagi sytuacji i przeżywanego cierpienia wykorzystywanych w hodowli przemysłowej zwierząt. 

Z pozdrowieniami .

Paweł Śliwiak

inedianin.pl

ETAP II: “PŁYWANIE-PEŁNY DYSTANS IRON MAN”

Wg planu sezon 2019 miałem zakończyć we wrześniu biorąc udział oraz pokonując kolejny dystans na skali triathlonowej, czyli tym razem ¼ IM. Jednak jak to bywa plan to jedynie pewne moje założenie, z którego zawsze chcę być gotowy zrezygnować lub raczej zmienić na inny kierunek, jeżeli życie będzie prowadziło inaczej. Uczę się niezwykle ważnej umiejętności odpuszczania, kiedy mam odpuścić I konsekwencji oraz wytrwałości, kiedy nie mam odpuszczać.

Tym razem realizację planu uniemożliwił mi nieustępujący, a wręcz pogłębiający się ból kręgosłupa, przez który cały czas odpada trening biegowy oraz nadal nie naprawiony rower (w chwili pisania to już 2 miesiące jak jest w serwisie!) przez co całkowicie odpadł na ten rok trening etapu kolarskiego. Z trzech dyscyplin mogłem więc doskonalić tylko pływanie. Tak oto pewne okoliczności same wyznaczają takie a nie inne kierunki podejmowania aktywności.

Mogę założyć, że skupienie na pływaniu rozpocząłem od dnia startu w swoim pierwszym wyścigu 1/8 IM, czyli od 07 lipca i był to poziom umiejętności przepłynięcia około 500 m kraulem w 15 min na basenie. (Na zawodach było krócej ponieważ płynęliśmy z nurtem). Dłuższych odległości nie byłem w stanie pokonać inaczej jak żabką ze względu na problemy z oddychaniem, zmęczenie mięśni i krztuszenie się wodą.

Pływanie wiąże się dla mnie z poważnym wyzwaniem pokonywania bariery związanej z zimnem. Ponieważ i niestety dla mnie zimną, nieprzyjemną wodą jest nawet ta latem w jeziorach, więc pierwszym zakupem była pianka 2 mm oraz bojka asekuracyjna by móc komfortowo i bezpiecznie pływać na wodach otwartych a nie w chlorowanym basenie.

Od razu poczułem różnicę, a treningi stały się prawdziwą przyjemnością. Przez półtora miesiąca systematycznie oglądałem i analizowałem filmy instruktrażowe zamieszczane na YT (dziesiątki godzin) oraz pływałem próbując wdrażać to, co widziałem i tak pomału, pomału dystanse, jakie potrafiłem przepłynąć wydłużały się, aż 02 września przepłynąłem kraulem dystans całego IM, czyli 4km.

Co ciekawe, zauważyłem że łatwość płynięcia nie zwiększała się prostoliniowo w czasie, tylko po pierwsze skokowo, a po drugie w pierwszym miesiącu niemal w ogóle nie zaobserwowałem wyraźnej poprawy. Wkurzało mnie to, bo nie wiedziałem co robię nie tak. Dopiero pod koniec miesiąca powtarzania, kombinowania coś zaskoczyło i potem z treningu na trening mogłem pokonywać odległości większe o kilometr. Przyrost skokowy polegał na tym, że ćwicząc w pewnym momencie miałem wrażenie, że zamiast coraz lepiej, jest coraz gorzej. Odpuszczałem wówczas na parę dni by po powrocie stwierdzić, że zaczynam z dużo większym luzem niż przed przerwą. Muszę o tym pamiętać i nie zniechęcać się przy braku poczucia doskonalenia. Ono jest, cały czas postępuje, tylko nie liniowo.

TRENING OPTYMALNY

Płynąc te 4 km, w odniesieniu do zmęczenia organizmu wyraźnie mogłem wyczuć cztery różne etapy treningu. Ponieważ jest to chyba powtarzalny schemat muszę go sobie opisać ku pamięci na przyszłość.

Etap 1. Ciało uczy się koordynacji poprawnego ruchu.

Jest to pierwszy etap treningu właściwego następujący po rozgrzewce ogólnej. Są to pierwsze powtórzenia ruchu, który się ćwiczy. W moim przypadku pełnego stylu pływackiego. Na moim bardzo średnim poziomie jest to etap kiedy pomimo, że staram się ogarnąć ruch mentalnie, wg znanego poprawnego schematu, to nie do końca to wychodzi. Nie potrafię skoordynować prowadzenia rąk z rytmem nógi jeszcze oddechem. Za każdym razem ciało jakby dopiero się uczyło synchronizacji choć zna już ten poprawny ruch. Bardzo się męczę, jestem zniechęcony i taki break dance trwa przez około kilometr. Dopiero potem coś zaskakuje i przechodzę do etapu drugiego.

Etap 2. Ciało załapało ruch, umysł świadomie nim kieruje.

To jest najprzyjemniejszy etap, kiedy mięśnie nie są jeszcze zmęczone, ale już załąpały technicznie ruchy. Na tym etapie jest się najbardziej świadomym całości ciała “Wie prawica co czyni lewica” 😀 a ręka z nogą dają się fajnie prawadzić wg porządanego schematu. Generalnie jest duża świadomość całego ciała, które w miare fajnie, posłusznie daje się prowadzić. Oczywiście niedociągnięcia nadal są ale ponieważ jest się świadomym ich to można pracować nad poprawą szybko korygując. I znów na moim poziomie na tym etapie mogę przpłynąć około kolejnego kilometerka.

Etap 3. Umysł puszcza ciało swobodnie.

Ten etap jest najprzyjemniejszy ze względu na luz jaki się pojawia. Ciało jest już zmęczone a umysł znudzony ciągłym skupianiem się na technicznych aspektach ruchu wię umysł zaczyna sobie wędrować w przyjemne obszary netreningowe. U mnie jest to np wielbienie Boga, rozmyślanie o dzieciach, pojawiają się wtedy jakieś fajne radosne wspomnienia z ostatnich dni, albo rozważam coś nieprzyjemnego co wymaga uwagi. W każdym razie ciało nie kierowane świadomie, a będąc już zmęczone samo zaczyna wybierać najlepszy, najbardziej optymalny ruch dzięki czemu np puszczają przypięcia mięśni, które nie biorą udziału w ruchu a okazuje się, że do tej pory i tak były napięte, inne mięśnie, jak np korpusu z kolei zaczynają się napinać biorąc większy udział stabilizując poziom, przez co ruch staje bardziej płynny. Generalnie pokonuje się metry właściwie nie wiedziąc o tym i trwa to do czasu aż nie zaczną pojawiać się pierwsze objawy ostatniego etapu. Odległościowo przyjemność etapu 3 pozwala pokonać mi kolejny kilomtr -trzeci.

Etap 4. Ciało nie ma już siły wykonywać poleceń umysłu.

No tak. W końcu przychodzi czas, gdy mięśnie zaczynają być zmęczone do tego stopnia, że znów przywołują świadomość ku sobie. Jednak tym razem mimo pełnego skupienia świadomości na zaczynających pojawiać się dodatkowych przyruchach, błędach technicznych, mięśnie odpowiedzialne za poprawny ruch nie są już w stanie wykonywać poprawnych ruchów. Zaczyna się angażowanie dodatkowych mięśni wykoślawiajacych technikę. Myślę, że rozpoznając ten etap, w zależności od charakteru treningu należy go zakończyć lub zmenić ćwiczenia na takie, które nie będą angażować zmęczonych już mięśni. Chyba, że w założeniu jest to trening mający na celu tylko przetestowanie siły lub wyrzymałości granicznych. Jednak takie treningi na których gubi się technikę powinny być sporadycznością.

Ponieważ gdy rozpoznałem początek tego etapu byłem na drugim końcu jeziora, to oczywiście świadomie nie przerwałem. Godząc się na pogorszenie techniki chciałem zrealizować cel pełnego IM i przypuszczając, że może tyo być mój ostatni trening na jeziorze w tym roku, chciałem dopłynąć do tych pełnych 4 km. Sokojnie udało się, zakończyłem mając jeszcze całkiem spory zapas by płynąć dalej, jednak byłoby to niepotrzebne utrwalanie niewłaściwych ruchów. Mając tyle niedociągnięć technicznych to nie jest jeszcze czas na sprawdzanie granic wytrzymałościowych.

WNIOSKI

Z jednej strony jest satysfakcja bo pierwszy raz w życiu udało mi się pokonać taki dystans. Osiągnąłem nieplanowany cel. 🙂 Z drugiej strony oglądając zawody długostystansowe widzę w czasie, w jakim ja pokonałem 4km, zawodnicy przpeływają dystans 10 km! Płyną więc ponad dwa razy szybciej! Pozwala mi to przypuszczać, jak wiele błędów muszę jeszcze popełniać, ile technicznych elementów jest do poprawy. Najważniejsze jednak, że świadomość ta nie jest deprymująca tylko inspirująca, zachęcające do dalszego odkrywania siebie i ulepszania techniki.

Teraz żeby tylko kręgosłup odpuścił, ta stopa doszła do siebie, no i jeszcze rower w końcu został naprawIOny… Jest co robić a najważniejsze, że cały czas są chęci… 😉