Miesięczne archiwum: Lipiec 2019

40 DNI ODŻYWIANIA KETO (20.V.-28.VI.2019)

Foto, źródło-internet.

-I-   PLAN

Niespełna tydzień po zakończeniu poprzedniego 40todniowego “eksperymentu” związanego z odżywianiem, podczas treningu biegowego pojawiło i przykleiło się do mnie pojęcie ketozy, o którym parę razy już słyszałem ale jakoś nigdy nie poczułem chęci wprowadzenia takiego sposobu odżywiania w życie. Teraz natomiast wiedziałem, że to jest to! Od dwóch dni jedząc 1 przetworzony posiłek dziennie jestem tak syty, że ciało w naturalny, bezwysiłkowy sposób samo domaga się dłuższej przerwy między ostatnim posiłkiem wczoraj a pierwszym dzisiaj. Dlaczego by nie zrobić z tego jakieś powtarzalnej reguły na postawie której będę mógł znów obserwować reakcje i zależności? Spodobał mi się ten pomysł i zacząłem układać w głowie takie swoje Keto-zasady z zamiarem wprowadzenia ich na 40dni. Ale czad, znów poczułem inspirację i co pierwszy raz się zdarza, na dodatek która pojawiła się tak szybko, bo po 10ciu dniach od skończenia poprzedniego procesu. Oczywiście wchodzę w ten przypływ pomimo, że z poziomu umysłu wydaje mi się, że przyzwolenie na systematyczne jedzenie przetworzone w stosunku do kierunku w stronę 100%wego witarianizmu, to cofnięcie w podróży ku całkowitemu wyzwoleniu z uzależnienia jedzenia czegokolwiek.

W stan ketozy można wprowadzić organizm na dwa sposoby. Pierwszy to spożywanie produktów tłuszczowych, a drugi to tzw post przerywany. Ja,  jako zwolennik postów oczywiście wybrałem tę drugą opcję ze stosunkiem 16h niejedzenia/ 8 jedzenia. 🙂

Zasady:

1. W codziennym ośmiogodzinnym okienku czasowym pomiędzy godzną 10tą a 18tą jem maksymalnie jeden przetworzony, wegański posiłek. Pozostałe produkty to surowe owoce, warzywa oraz soki z nich wyciskane.

2. Okienko zaczynam zawsze płynem- wodą, sokiem lub szejkiem.

Chciałbym jeszcze dodać parę zasad odnośne systematycznych godzin snu, ale w zmianowej pracy strażaka jest to niemożliwe, więc inne zasady odpuszczam. Wydaje mi się, że już na tyle dobrze znam i potrafię wsłuchać się w sygnały jakie daje moje ciało, umysł i emocje, że będę potrafił odpowiednio reagować na bieżąco. Ponieważ nigdy nie szedłem w stronę odżywiania by wprowadzać organizm codziennie w stan ketozy, więc znów wchodzę w coś nowego. Fajnie. 🙂

-II-   REALIZJCA

W Ciągu 40 dni zjadłem 12cie stałych, przetworzonych posiłków, nie licząc prawie codziennej kawy (w większości ekologiczna bezkofeinowa). Świadomie wybrałem taką, ponieważ pijąc już od jakiegoś czasu systematycznie nie byłem pewien, czy nadal robię to tylko dla czerpania radości ze smaku, czy przypadkiem nie jest to już sztuczne doładowywanie się energią kofeiny. Ponieważ jednak ta bezkofeinowa smakuje mi i piję ją z taką samą ochotą jak “normalną” mogłem przekonać się, że rzeczywiście piję dla smaku a nie dla “kopa”.

Głównym celem w tym eksperymencie było jednak przestrzeganie okienka czasowego, tak by ciało regularnie wchodziło w stan ketozy. Patrząc pod tym kątem, trzy razy nie przestrzegałem zasady. Było to podczas imprezy zmianowej, która przypadła na dzień 20 i 21 eksperymentu, kiedy gdy siedzieliśmy przy ognisku wydłużyłem okienko do godz 20-tej zajadając i popijając: 4 piwa bezalkoholowe, chrupki kukurydziano-orzechowe z ketchupem i musztardą, ogórki konserwowe, orzechy prażone, herbatę, tonic, ½ czekolady gorzkiej 🙂 , a w dniu następnym zacząłem jeść od 8 rano, gdy chłopaki zaczęli wstawać na śniadanie- tym razem jednak już surowiznę.  Rewelacyjna impreza. Trzecim dniem odejścia od reguły okna był dzień 30-ty, gdy byłem na spotkaniu na działce u przemiłych znajomych. Otoczony 1000m2 ogrodu pełnego owoców, warzyw i ziół to byłby grzech odmówić, więc tym razem jeszcze przed godziną 22 przeżuwałem domowe truskawki, pomidory itp… 🙂 Poza tymi dwoma przypadkami zasada okna żywieniowego była zachowana.

Więcej nie będę się rozpisywał, ponieważ nie ma o czym. Odżywianie w systemie ketozy nie było żadnym wyzwaniem, a wręcz czułem jak organizm fajnie reagował na taki system, szczególnie gdy ograniczałem jedzenie do posiłków witariańskich (raw=surowych owoców i warzyw). Przykładowe parę dni z dziennika:

DZIEŃ 4 CZ 23.05.19 “BASEN” (obiad 4)

Zadecydowałem i wykupiłem 15 obiadów wegańskich.

Dość długo rozważałem tę decyzję, ponieważ coś mi się wydaje, że i tak powrót do przetworzonego jedzenia nie będzie stały. Czy warto więc wydawać pieniądze? TAK! I nie ze względu na mnie, tylko na moją kochaną córkę. Odkąd odkryłem tę stołówkę staram się zabrać moje dzieci, a szczególnie córkę tu na obiad, gdyż mieszkając z mamą dieta moich dzieci jest bardzo mięsna i mają bardzo mocno wpojone przekonanie, że mięso jest potrzebne by być zdrowym, mieć siłę co oczywiście jest przeciwieństwem prawdy. Mam ogromne pragnienie wykupienia tych obiadów dla niej. Ma 17 lat, ma chłopaka, który pomimo, że uczy się w szkole gastronomicznej, pewnie również nie zna kuchni wegańskiej. Pewnie on także ma podobne przekonania, że jedzenie bez mięsa jest bezpłciowe, bez smaku i mało sycące. Tak- dawno nie czułem takiej inspiracji i tak dawno nie doświadczyłem takiej pewności co do tego, że to co robię jest dokładnie tym co mam robić. Cieszę się na samą myśl, że moje dziecko będzie mogło spróbować czegoś innego, niż to do czego jest przyzwyczajone. Mam nadzieję, że skorzysta z tej okazji, będzie sobie sama zamawiała na dowóz te obiady, a przy tym ponieważ z abonamentu mogę cały czas ja również korzystać, to jeżeli nadal będę miał ochotę na takie jedzenie, to również będę realizował ten abonament. Super!

DZIEŃ 5 PT 24.05.19 “IMPREZA CAŁEJ JEDNOSTKI” (raw)

Dzień na surowo. Czuję, jak ciało odżyło po tych paru posiłkach gotowanych. Czuję, jak surowizna przeczyszcza, wymiata to, co zaczęło zalegać po tych paru posiłkach przetworzonych. TRENING- wieczorem, po kręglach, mimo cały czas dyskomfortu w kręgosłupie wysiłek siłowy, full body building. Godzinka tak na 50% +rozciąganie i rozluźnianie. Jest bardzo ok! Znów normalnie.

DZIEŃ 6 SB 25.05.19 “SŁUŻBA STRAŻ” (raw)

Drugi dzień w odżywianiu keto w wersji raw i Rewelka! Mistrzostwo świata!!!! Myśl, że w poniedziałek mam możliwość wrócić do obiadów wegańskich przetworzonych jest tak bardzo odpychająca, że przyprawia o mdłości. Wiem jednak, że wrócę, że jeszcze nie nastąpiło całkowite przesycenie. Po tym, jak pozytywnie rozwalił mnie wegański sernik chcę przetestować jeszcze parę serwowanych tam dań- np naleśniki i polecany przez znajomych wege żurek. Jestem jednak przekonany, że to tylko chwilowe zatrzymanie. Napięcia i sprzeciw ciała są zbyt stanowcze by na dłużej zmagać się z tą niechęcią. No chyba, że jeżeli dalej będę się przymuszał to organizm znów przyzwyczai się, uzależni i znów chcąc zrezygnować będę musiał powalczyć. Zobaczymy. TRENING-brak. Do popołudnia redagowałem wpis na bloga, a potem wyjazd na interwencję i zrobiła się 21 godzina.

DZIEŃ 7 ND 26.05.19 (raw)

Trzeci dzień na surowym Keto i czuję, jak cały wołam YES! YES!S YES!

DZIEŃ 8 PN 27.05.19 (obiad 5)

Rano tak ogromny przypływ radości, energii, witalności, wdzięczności, siły, chęci działania, że nie wiedząc jak sobie z tym poradzić zacząłem szukać sposobu, by zmniejszyć te uczucie przepełnienia. Szczęście. Do bólu kręgosłupa, który cały czas zauważam już się chyba przyzwyczaiłem więc treningi są coraz bardziej systematyczne i intensywne.

Jedzenie: Przetworzony tylko posiłek w stołówce. Boczniaki z młodą kapustką. Coraz mniej mi jednak podchodzą te potrawy. Jem bez przekonania. Dzisiaj już odpuściłem ziemniaki i z zupy makaron wypijając tylko płyn. Obserwuję i cieszę się z tego jak niechętnie reaguję bez najmniejszego przymuszania. TRENING: Basen- test dystansu 500m na 70% mocy max. Niestety przerwa wyraźnie wpłynęła na pogorszenie techniki. Konieczność powrotu do ćwiczeń chwytu wody i synchronizacji napędu obydwu rąk.

DZIEŃ 9 wt 28.05.19 “SŁUŻBA STRAŻ” (raw)

Znów na surowo i najlepsze, że cieszy mnie to. Cieszę się, że mam służbę, bo będąc w domu i mając wykupione obiady na stołówce, pewnie znów zjadłbym przetworzony wege obiad. Zerknąłem na dzisiejsze menu i poczułem, że nic nie jest atrakcyjne. W czwartek zaprosiłem córkę, chcę by Ona korzystała z tych obiadów- taki był cel wykupienia ich. Myślę, że po czwartku już nie będę stałym bywalcem tej stołówki choć od czasu do czasu, gdy pojawi się jakiś ciekawy smak, chciałbym spróbować. Jest fajnie.

Po miesiącu zastępowania d-cy zmiany chyba zaczynam się przyzwyczajać. Dopiero teraz dostrzegam różnicę. Obecny chyba większy wewnętrzny spokój pozwala mi dostrzec ile wewnętrznej nadpobudliwości miałem przez ten pierwszy miesiąc nowej sytuacji. Rozpoznając zaistnienie jakichkolwiek nowych sytuacji wokół nas warto dać sobie na wstrzymanie i nie podejmować ważnych decyzji dopóki to, co nowe nie stanie się znów czymś zwyczajnym.

-III-   WNIOSKI

To jest to!.

Do tego stopnia, że po 40tym dniu nie przerwałem codziennego wchodzenia w stan ketozy, tylko cały czas utrzymywałem okienko żywieniowe od 10-18tej. Niestety jedzenie przetworzone sprawiało, że jednak jadłem coraz więcej i znów zacząłem czuć potrzebę jedzenia przetworzonego. Objawiało się to tym, że z czasem, gdy po paru dniach (jednym dwóch) bycia na raw, jednak coraz bardziej czegoś mi brakowało i coraz częściej, w coraz większych ilościach sięgałem po jedzenie przetworzone wegańskie. Nadal jednak utrzymując regułę okienka 10-18.

Tak było aż do dnia startu w pierwszym triathlonie na odcinku 1/8 IM, czyli do 07.07.2019r. Dwa dni po starcie uległem jakieś chwili. Pojawiły się jagodzianki, a myśl o nich, wspomnienie smaku sprzed roku i pragnienie były tak silne, że pozwoliłem sobie na powrót do przeszłości. Niestety oznacza to, że wróciłem pierwszy raz od ponad pół roku znów do jedzenia zawierającego produkty odzwierzęce, gdyż bułki zawierają pewnie jajka lub mleko, lub jedno i drugie. Nie podoba mi się to, nie czuję się z tym fajnie ale uzależnienie chyba wróciło gdyż już od trzech dni pozwalam sobie na te słodkości. Czuję jak głos sprzeciwu jest coraz słabszy, świadomość cierpienia zwierząt już mnie tak nie dotyka, czyżbym stał się mniej wrażliwy? Czuję też, że chcę to przerwać, ale nie mogę. W miniony weekend był festiwal witariada na który planowałem jechać razem z córką, gdy jednak zrezygnowała, to i nie pojechałem. Mając ograniczony budżet wybierałem kupno pianki do pływania.

A ten festiwal miał być takim moim kick starterem do kolejnego ekspymentu, tym razem 40dni 100% witariańskiego keto z jeszcze o dwie godziny krótszym okienkiem żywieniowym, czyli od 12:00 do 18:00. Wiedząc o tym, pozwoliłem sobie na jagodzionkowe rozluźnienie.  Na Witariadę jednak nie dojechałem i teraz, choć od dwóch dni coraz bardziej zbliżam się do godziny 12 z rozpoczęciem jedzenia, to jeżeli chodzi o surowość, to jeszcze nie poszło i cały czas zmagam się by znów wstrzelić się w tylko w surowe jedzenie. Przydałby się jakiś bodziec zewnętrzny, tylko impuls na start bo potem już idzie. Witariada byłaby idealna.  Chcę, nawet bardzo, codziennie zaczynam dzień z planem bycia tylko na surowo ale… no właśnie nadal ulegam jagodzionkowo-drożdżówkowym niezdrowym przyjemnościom. Eh, Wystarczyły cztery dni by przywołać uzależnienie od przetworzonych potraw i cukru. Jak łatwo nadszarpnąć to, co z taką pracowitością budujemy.

Nie mniej wiem, że to tylko chwila, że czując się z jednej strony tak nie fajnie, jak teraz się czuję a z drugiej pamiętając jak się czuję bez tych cukrowo-ciastkowych i przetworzonych zamienników prawdziwego jedzenia, w końcu odrzucę i te wegetariańskie “ogłupiacze” i znów będę się cieszył świadomością coraz bardziej surowego odżywiania.

Cel jaki zakorzenił się teraz to: 40dni na 100% wege-raw z oknem żywieniowym pomiędzy godziną 12 a 18 i jednym stałym witariańskim posiłkiem dziennie. Czuję, że to jest dobre, na pewno nie komfortowe, wymagające podjęcia wysiłku pracy ze sobą ale dzięki czemu strefa komfortu znów zostanie poszerzona i co najważniejsze w łagodny, bezpieczny dla mojego organizmu sposób.