Miesięczne archiwum: Grudzień 2018

KĄKOL W STRUKTURACH RELIGIJNYCH.

BIBLIJNE WYJAŚNIENIE PRZYCZYN SEKSUALNYCH WYNATURZEŃ W STRUKTURACH RELIGIJNYCH, ORAZ JAK KOŚCIOŁY MOGĄ JE WYELIMINOWAĆ.

Czasami gdy chcemy znaleźć coś konkretnego, po drodze odnajdujemy coś zupełnie innego, a co okazuje się, że było właśnie tym, co mieliśmy znaleźć. 

Po raz kolejny sięgając do listu mojego ulubionego apostoła Pawła (ulubionego być może ze względu, że jestem jego imiennikiem, 😉 ale być może bardziej ulubionego ze względu na jego historię życia oraz „kameleonowaty” styl dzielenia się (1Kor 9.19) tym, co było mu samemu dane poznać, doświadczać (Dz 9) , a dzięki czemu potrafił docierać do wielu różnych pogańskich grup wyznaniowych.

Tym razem szukałem odpowiedzi na pytanie jak praktycznie powinienem podchodzić do Prawa Mojżesza (w tym 10 przykazań) skoro w wielu miejscach NT Słowo Boże wyraźnie mówi, że nie podlegamy już nemu, ani tym bardziej nikt przez prawo nie zostanie zbawiony (np.Rz 3.19; Rz7; Rz14;) podczas gdy z drugiej strony Jezus stwierdza, że Prawo nie przeminęło (Mt5). Oczywiście nie ma w tym żadnej sprzeczności i znając całość Słowa Bożego, odpowiedź przychodzi szybko raz, za razem pokazując, że jeżeli zauważamy jakąkolwiek sprzeczność w Biblii, to  przyczyna niezrozumienia zawsze leży po stronie ludzkiej, a nie wynika ona z tego, że Bóg jest  niespójny.

Nie musimy już skupiać się na Dekalogu wyrytym przez samego Boga na kamiennych tablicach, ponieważ przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna wpisał tych 10 swoich słów-przykazań w nasze serca i od tamtej pory nosimy je cały czas w sobie. Dlatego być może kazał Mojżeszowi symbolicznie umieścić tablice w Arce Przymierza, jako obietnicę wlania w nasze serca swojego Ducha. Prawo natomiast spisane w księdze przez Mojżesza zostało złożone obok arki. Prawo Boga jest więc teraz naszym naturalnym Prawem Życia, natomiast pozostałych 614 przepisów zapisanych ręką Mojżesza dotyczyło Narodu Izraelskiego. Teraz więc słuchając swojego serca przez pośrednictwo Jezusa Chrystusa, słuchając upomnień sumienia,  w naturalny sposób wypełniamy wolę Boga, wypełniamy całe Prawo zawarte kiedyś na tablicach i jeszcze dużo więcej.(1 J 2.3)  <3. Musimy jednak zawsze pamiętać, że tak wrażliwe serce mamy tylko dzięki przelanej na krzyżu krwi Jezusa.

Tak więc patrząc na Jezusa i słuchając swojego serca zawsze będziemy wypełniać Boże Prawo, bez konieczności pośrednictwa jakiejkolwiek mega uduchowionej ludzkiej osoby, czy też instytucji religijnej. Tylko „Ja” wpatrzony umysłem w Jezusa, którego postać i nauki przedstawia Biblia, słucham głosu mojego serca, inspiracji i sumienia, przepuszczając to wszystko przez Słowo z Biblii. Postępując w życiu codziennym zgodnie z takim prowadzeniem, mam gwarancję bycia najmilszym dzieckiem Boga Ojca, mojego Stwórcy, do którego cały czas zmierzam. 

A teraz, ta mniej miła część z prośbą o rozważnie poniższych pytań dotyczących  tytułowego tematu, które pojawiły się na podstawie Listu do Rzymian:

  1. Czy opis z Rz 1.23 nie pasuje do relikwii, obrazów Marii- matki Jezusa i innych umarłych już ludzi, jakie znajdują się budynkach współczesnych kościołów?

  2. Czy treści Rz 1.26 nie można odnieść do postępowania niektórych księży współczesnego kościoła katolickiego? A jeżeli tak, to czy Bóg nie wyjaśnia jasno i wyraźnie dlaczego jest tam dzisiaj tyle wynaturzeń na tle seksualnym? (Pomijając jako przyczynę także niebiblijny, nakładany na wszystkich księży, obowiązek zachowania celibatu? (1 Tym 3.1-5; 1 Tym 4.1-4)

  3. Czy w Rz 1.32 Bóg przez Pawła nie uprzedza, że wynaturzenia dotykają także tych, co zgadzają się z tymi co w tym procederze trwają? A jeżeli tak, to czy nie jest to przestrogą dla wiernych takich osób i religii? Dla rodziców, by uważali na swoje dzieci, do kogo i na jakie nauki oddają? Jeżeli dzieje się tragedia wobec dzieci, to zanim zaczniemy obwiniać Boga zadajmy sobie pytanie: Czy jako rodzice, opiekunowie robimy wszystko co powinniśmy robić by do tego nie dopuścić. Czy nie docierają do nas jakieś ostrzegawcze sygnały? Czy to, że nagłaśnia się takie incydenty nie powinno być dla nas ostrzeżeniem, zachętą do zachowania wzmożonej czujności? 

  4. A teraz pytania-wnioski: Jeżeli  ktoś na powyższe trzy pytania odpowie twierdząco, to czy nie występuje korelacja  listu Rz1 z tym co się dzieje we współczesnych wielu religiach?  Czy więc sposobem na wyleczenie współczesnych „uczonych w Piśmie” z seksualnych i innych odstępstw, nie jest zaprzestanie bałwochwalczego oddawania czci przez obrazy, relikwie i martwe sakramenty? Analizując Biblię, żaden z katolickich sakramentów nie jest przeprowadzany wg Słowa Bożego-żaden! Małżeństwo jest najbliżej ale i tam wprowadzono niebiblijne elementy. 🙁  A także czy odejście od ustaleń ludzkiej religijnej tradycji wymuszającej celibat  (Kościół katolicki narzucił go podczas soborów laterańskich w Rzymie w roku 1123 oraz 1139 co miało powstrzymać odpływ majątku przekazywanego w spadkach przez księży swoim dzieciom)  i powrót do zgodnego ze słowem Bożym zawierania związków małżeńskich przez księży, nie uleczy tego środowiska? 

Jednocześnie zaznaczam, że wśród księży jest także wiele wspaniałych, oddanych Jezusowi duszą i ciałem ludzi, którzy tylko w ramach szkolenia jakie odbyli zostali zdoktrynalizowani. Nie polegają już na prowadzeniu przez potężnego, niosącego Bożą Moc Ducha Świętego  działającego w ich sercach, tylko ulegli religijnej tradycji. Nie korygują, nie napominają się  przez Słowo Boże, którym jest Biblia, tylko czytają katechizm encykliki i inne ludzkie przepisy narzucającym im jak mają interpretować Biblię i nauczać innych. 🙁 Rozumiem, że nie jest łatwo wyrwać się z takiego duszewnego więzienia, ale wiedząc o co toczy się gra, jeżeli tylko sumienie ich upomina, muszą iść za głosem Boga Prawdziwego. Niech „tak” będzie „tak” a „nie” będzie „nie” bo co nadto, od złego pochodzi (Mt5. 37). Jeżeli serce nas oskarża, to Bóg jest większy od naszego serca i wie wszystko… (1 Jana 3.18)

Bóg patrzy na każdego z nas indywidualnie. Chce każdego z nas prowadzić w intymnej, osobistej relacji ze sobą. Musimy tylko zapragnąć tego, szukać Jego obecności i Mu na to pozwolić… (J 16.1-15;  1 J 2.27)

Nie jest przyjemną rzeczą odkrywać słabości swojego ciała, jednak dzięki uświadomieniu sobie choroby, można zacząć ją leczyć. A ponieważ społeczność wszystkich chrześcijan, bez względu na religię, jest jednym ciałem duchowym, ponieważ widząc tak wiele słabości, śmiertelnych chorób,  sam odczuwam  niemoc, to mimo zakłopotania piszę o tym licząc przez należenie do tego ciała na uzdrowienie także swoich słabości. 

Z jednej strony chrześcijaństwo obrośnięte tłuszczem, przez co zwyrodniałe, z drugiej strony kościół oddający swe ludzkie życie za wiarę https://www.gpch.pl/filmy.  Strasznie jest rozszarpywane lub sami rozszarpujemy święte Ciało, przez które zostaliśmy zjednoczeni… a najgorsze, że po środku jest cała szara masa letnich dusz…(Znam twoje czyny, że nie jesteś ani zimny ani gorący; życzę ci, obyś był zimny albo gorący! A tak, ponieważ jesteś letni, i ani zimny ani gorący, mam zamiar zwymiotować cię z moich ust. Ap 3.15

Módlmy się o wolność, jedność i duchowe uwolnienie całego kościoła Chrystusowego, wszystkich wierzących a szczególnie tych, co głoszą Dobrą Nowinę. By przepełnieni Mocą Ducha Świętego pozwolili, by Bóg mógł rozlewać Go na innych, a sami, by dając przykład swoim codziennym życiem, przynosili owoc obfity na chwałę nie swoją, tylko Boga. Byśmy byli jednością, jednym odczuwającym się na wzajem, tętniącym życiem Ciałem wypełnionym i połączonym przez krew Jezusa. Niech odkupieńcza krew naszego Pana nie została przelana na darmo. Niech świadomość, że każdy nasz uczynek i nawet zamysł niezgodny z wolą Ducha Św. to zadawanie i pogłębianie ran naszemu Zbawicielowi. Napełnieni jego wiarą i jego miłością pielęgnujmy te dary i  jednoczmy się w duchowym ciele. (Rz 14; 1 Kor 1.9-13, 1 Kor 3.3)

P.S

Katolicyzm, Protestantyzm (dodatkowo podzielony na ok 8 różnych nurtów religijnych),  Prawosławie, Mormoni, Świadkowie Jehowy i jeszcze parę innych… to wszystko są różne religie dzielące jedno chrześcijańskie Ciało. Niestety wielu z ich wiernych swoje dusze ofiarowuje bardziej ludzkim religijnym przewodnikom i doktrynom, niż prowadzeniu przez Ducha Św. Nie chcąc wnosić własnego wkładu do robienia szwajcarskiego sera  z Ciała Chrystusa, widząc, że miłość jaką nam okazał przez krzyż, często zostaje wyparta przez ludzkie religijne ego, nie należę już do żadnej z tych religii, choć jestem częścią każdej z nich. Staram się być chrześcijaninem, który za jedynego swojego zwierzchnika i Bożego pośrednika przyjął Jezusa. Staram się być człowiekiem, który znając swoje ludzkie słabości zabiega o codzienną społeczność z Duchem Św. Staram się pozwalać, by On działał na mnie , we mnie i przeze mnie. Staram się, by nie wywyższyć głosu żadnego innego człowieka ponad Jego głos, … Obserwując swoje potknięcia widzę, jak dużo mam pracy do wykonania. Wdzięczność jednak za łaskę miłosierdzia Jezusa oraz pewność bycia na właściwej drodze warte są doświadczania każdego bólu związanego ze świadomością upadku. Byle szybko się podnosić, skorygować i iść dalej jedyną Drogą Prawdy i Życia.

ODNOWIENIE ŚWIADECTWA WIARY

ODNOWIENIE ŚWIADECTWA WIARY.

Wychowywałem się w rodzinie katolickiej, wiec teoretycznie trochę wiedziałem o Bogu przedstawionym w Biblii. Niestety mimo już 30tu wiosen nadal nie  doświadczałem Go w życiu, ba nawet nie wiedziałem, że jest to możliwe by mieć z Nim osobistą relację. Być może dlatego, mając możliwość decydowania o sobie, odwróciłem się od tej religijnej drogi w stronę większego polegania na samym sobie. Cały czas jednak czując gdzieś w sercu, że Bóg jest, od czasu do czasu zwracałem się do Niego swoimi słowami. Czułem jednak jakbym mówił do powietrza i byłem pewnym, że tak ma być, że jest to normalne.

Poznawane techniki rozwoju osobistego (z NLP na czele) pozwoliły poczuć w jak dużym stopniu możemy polegać i decydować sami o sobie. Dzięki nim i hipnozie porządnie przepracowałem wiele ciemnych zakamarków swojego umysłu, przekonań i emocji, co pozwoliło chyba pierwszy raz w życiu poczuć wewnętrzną spójność i harmonię. Pierwszy raz mogłem poczuć się naprawdę fajnie sam ze sobą, bez względu na to czy jestem sam i bez względu na opinie innych ludzi. Czy jednak mogłem powiedzieć, że poznałem Boga? Nie. To dobre samopoczucie niewiele miało wspólnego z Tym, w którego wierzyłem, że dał mi duszę. Ponadto wewnętrzna spójność nadal nie dała odpowiedzi co się dzieje po śmierci. Czy jest coś dalej a jeżeli tak, to co? Katolickiej koncepcji piekła-nieba-zmartwychwstania, mimo katolickiego wychowania nie rozumiałem i nie czułem, była jak opowieść z krainy baśni na dobranoc, żeby lepiej się zasypiało i miało lepszy sen.

Wtedy już zaczął przenikać do mojej świadomości świat energii przedstawiany przez  duchowych nauczycieli jako Miłość uniwersalna, jako przestrzeń serca. Po dziesięcioleciach religijnej teorii, podświadomie wygłodniały również osobistych doświadczeń duchowych, oczywiście poczułem to całym sobą i wszedłem przyjmując te koncepcje  niemal bezkrytycznie. Działy się znaki i cuda- np. na kursie dwupunktu osoba, która mnie zupełnie nie znała, a z którą robiłem ćwiczenie zobaczyła w swojej wizji, że jestem strażakiem, zobaczyła około sześcioletniego chłopca, który na głowie miał dużego guza, ale który-skracając opis -przemienił się w kolorowe kwiaty. Wszystko się zgadzało i choć sam nie potrafiłem tak wniknąć w niewidzialną przestrzeń drugiej osoby, to dla mnie było to oczywiste, że nie było w tym przypadku więc moja pewność, że to jest właściwa droga poznania Boga wzrosła.

Stosując hooponopono oraz wiele innych energetycznych modlitw, medytacji, technik oddechowych, a także już chyba wtedy wchodząc w etap procesów brateriańskich, po krótkim czasie również poczułem miłość, akceptację wszystkich i wszystkiego. Byłem pewien, że teraz znam Boga i mam z nim piękną relację. Chodziłem jakbym nie należał już do tego świata, zanurzony w świecie duchowym odczuwałem totalny spokój, harmonię, akceptację, wdzięczność, Miłość. Nie musiałem już niczego szukać ponieważ wszystko miałem- przede wszystkim doświadczenie Boga. Jedyna koncepcja, z którą cały czas do końca wewnętrznie nie rezonowałem to gdy ktoś uważał, że on sam, jako człowiek jest Bogiem. Nie, ja czułem cały czas Boga jako życiodajną energię w której wszystko jest zanurzone i przez nią przeniknione, ale mimo tego ani ja, ani nic innego poza nią samą nie było tą energią. To było coś znacznie większego niż ja, moje Ja, moja świadomość.

Znajdując się w ciągłym stanie Miłości, nadal wyrażałem wdzięczności w tym samym kierunku- do Boga Stwórcy, tylko teraz odkrytego w postaci energii o najwyższej wibracji, najmocniej odczuwanej podczas medytacji, w której umysł się wyłączał a doznania przejmowało czyste uczucie i jakaś głębsza świadomość Ja, będącego dokładnie w tu i teraz. Było cudnie. Niczego więcej mi nie było potrzeba. Był to ten rodzaj doświadczenia, którego nie można oddać żadnymi słowami, żadną opowieścią serca wychodzącą przez wąskie gardło słów. Jest to jedno z tych uczuć, które żeby „zrozumieć” trzeba doświadczyć …

…Jeżeli ktoś ma takie piękne doświadczenia, to niech sobie wyobrazi, co się dzieje, gdy w takiej nieopisywalnej błogości pojawia się nieoczekiwany gość. Najpierw dostrzegasz go z daleka, czujesz, że coś zaczyna się dziać, a potem w jednej chwili czujesz przejmujące całe twoje ciało i calutką świadomość ciepłe światło. W przebłysku świadomości pojawia się na ułamek milisekundy znana ci postać w której rozpoznajesz Jezusa… W tej samej sekundzie wszystko się zmienia i choć ani światła, ani postaci już nie ma, przenikające uczucie Miłości, które On pozostawia po sobie zostaje i zmienia wszystko. Nic już nie jest takie, jak było przed tym spotkaniem. Jedyne co możesz robić to płakać nad sobą, że byłeś tak zadufany w sobie myśląc, że znasz Boga i wiesz co to Miłość… Wraz z osobistym doświadczeniem miłości Jezusa, odkrywasz, jak niewiele wiesz o tym co to znaczy kochać i bezwarunkowa Miłość. To, co czułem przed tym doświadczeniem było skierowane do własnego wnętrza, na swoje doznania i odczucia. Miłość Jezusa jest w całości skierowana na drugiego człowieka- na mnie, na każdego z nas. Czując to, mogłem tylko zapłakać nad sobą. Wobec Miłości Jezusa poczułem się jak narcystyczny egoista zanurzony i pływający w miłości swoich doznań.

To spotkanie było początkiem zmian, całego procesu puszczania starych przyzwyczajeń, koncepcji i przekonań, których, chcąc być uczciwym wobec swojej nowej świadomości, musiałem się oduczyć, a co trwa do tej pory. Ponieważ było i jest to związane z przyznaniem się do pomyłki w rozpoznaniu Boga które miałem,  a o którym tak dużo osób wiedziało, oznaczało to konieczność uwolnienia przywiązania ego do dawnych koncepcji. Mentalnie chyba nadal jeszcze tkwię w niektórych obszarach starego siebie. Ludzkie części ciała, umysłu cały czas trzymają się jeszcze przeszłości. Dobrze rozumiem o czym pisał Paweł Apostoł w swoich listach biblijnych wspominając o konieczności zapierania się starego siebie, a w moim przypadku przede wszystkim starego sposobu myślenia.

Jedną ze zmian, której doświadczyłem po tym spotkaniu, to zmiana nastawienia do Biblii. Wcześniej, ile razy zaczynałem czytać, tyle razy zaledwie po paru minutach zasypiałem totalnie znudzony. Spotkanie z Jezusem zachęciło mnie by jeszcze raz spróbować do niej sięgnąć.  Tym razem jednak, żeby nie być zbyt łatwowiernym i mając przekonanie, że Biblia to pismo nie dość, że baśniowe, to jeszcze totalnie zmienione i przekłamane dla użytku religijnego, zanim zacząłem ją rozważać, sprawdziłem czy i jakie są argumenty tych, którzy mimo wszystko uwierzyli w jej Boże, natchnione pochodzenie. Dopiero potem, znalazłszy sens w tych naukowych, statystycznych, historyczno-archeologicznych dowodów, zacząłem po raz kolejny czytać samodzielnie, zastanawiając się nad znaczeniem dla mojego życia odkrywanych treści które tym razem bardzo mocno poruszały serce. Rozważając Słowo w połączenie z wewnętrznym poruszeniem i życiowymi doświadczeniami, odkrywana zostaje coraz to głębsza, przeznaczona dla każdego z nas indywidualna tajemnica wiary do której nie są w stanie dotrzeć ci, co mają zamknięte dla Jezusa serca i umysły i np tak jak ja wcześniej- zasypiają po paru wersetach.  Od spotkania z Jezusem i wejścia na biblijnie-chrześcijańską drogę poznawania Boga, już trzy razy przeczytałem całość, za każdym razem w przekładzie innej „religii” i mimo zauważalnych manipulacji na Słowie, ciągle czuję głód. Różnice tłumaczeń nie mają znaczenia dla Duchowego poznania Prawdy.  Czytając z rozważaniem wiara się umacnia i zapala  pragnienie oddania każdego aspektu swojego życia Jezusowi i jedynemu prawdziwemu Bogu przedstawionemu w Biblii, którego tak długo i w tak wielu różnych miejscach szukałem, do którego nieświadomie się modliłem, a który w końcu odpowiedział.

Takie jest moje świadectwo wiary w Jezusa, jako jedynego pośrednika do Boga…

Na drodze poznawania Prawdy o Bogu można zauważyć, jak osoby, które z różnych względów nie szukają lub nie wyrażają szczerej chęci poznania Boga Prawdziwego, zagłuszają swoją niepełność uciekając albo w obszar intelektu, albo w wyizolowaną przestrzeń serca.

KREACJA  SWOJEGO ŻYCIA

Jest grupa osób, która, żeby skompensować swoje narzucone lub przyjęte wyparcie Boga jako siły sprawczej, ucieka w formy intelektualnego poznania i opanowania technik rozwoju osobistego sprawiających wrażenie, że ma się całkowite panowanie nad swoim życiem, celami, podświadomością.

Z drugiej strony są osoby które całkowicie negują sprawczość samodzielnego wyznaczania i osiągania celów, starając się całkowicie podążać  z nurtem „wszechświata” wg poruszeń ich serc.

Jest także koncepcja energetyczna i wiara, że Bóg jest wszystkim i wszyscy jesteśmy Bogami i na tej podstawie, nie rozumiejąc jeszcze na obecnym poziomie naukowego rozwoju ludzkości wielu „normalnych” mechanizmów energetycznych, część ludzi zaczyna bawić się w kreatorów życia sądząc, że kreują Życie, a niestety, choć w ten sposób życie doczesne rzeczywiście może być kreowane, to Życie się oddala. Osoby korzystające z niezbadanych jeszcze energii i biorąc je z Boga zachowują się jak ludzie żyjący w bardzo odległych czasach, którzy pierwszy raz zobaczyliby obraz 3d z projektora, czy jakiekolwiek oglądane dzisiaj zwykłe multimedium i nie znając jeszcze zasad ich działania, uznaliby tę wizję za Boga.

W Biblijnej chrześcijańskiej koncepcji, jest jeden Bóg, który porusza serce, inspiruje pasją, ale potem zachęca do świadomego, czyli opartego także na rozumowym rozeznaniu, podążania za tym natchnieniem wykazując ludzką wytrwałość, sumienność i pracowitość.

POZNANIE BOGA

TYLKO W SERCU:  Jeżeli chodzi o Prawdę, to kierowanie się samym sercem z negacją umysłowego poznania i doświadczania Boga przeczy samo sobie. Uczenie nawiązywania czucia Miłości uniwersalnej negującej umysł, polega na intelektualnym tłumaczeniu. Prowadzone medytacje opierają się na słowie, które jeżeli nawet wychodzi z serca, to przetwarzane i rozpoznawane jest tylko przez umysł. Nie tylko wychodząc przez nasze usta, ale nawet już na etapie formowania w naszej wewnętrznej przestrzeni każde słowo musi przejść przez wąskie gardło umysłu. Można ograniczać, ale nie sposób całkowicie pozbyć się wewnętrznego słowa myśli, które nawet w głębokiej medytacji pozostaje jako samoświadomość. Jeżeli ktoś zachęca do poznawania Boga poprzez eliminację umysłowego poznania, to najprawdopodobniej wynika to z tego, że sam nie wie jak zaangażować swój umysł w głębsze poznanie Prawdy. Negacja przydatności umysłu jest więc formą kompensacji poczucia niewiedzy jak wykorzystać ten element, który przecież jest integralną częścią każdego człowieka, a więc darem naszego Stwórcy.

ROZUMEM: Druga skrajna grupa uważających, że poznała Boga to intelektualiści (tzw. uczeni w piśmie) skupieni na religijnej wiedzy o Bogu i jeżeli należą do którejś z religii chrześcijańskich, to także skupieni na wiedzy o Jezusie ale  bez wpuszczenia Go do serca. Szczególnie dużo ich jest wśród katolików. Katolickie nauki nadal najczęściej opierają się na szkolnej formie przekazu suchej Biblijnej teorii i to, co najgorsze- zniekształconej przez katechizm religijny oraz encykliki papieskie. W ramach tej organizacji i szkolnych zajęć, często o Bogu (Prawdziwym!) niestety uczą osoby nie mające z Nim osobistej społeczności. Przykre jest to, jak zachęcając od małego do nauki martwych, a niekiedy bałwochwalczych modlitw, czy przyjmowania nic nie wnoszących do duchowego życia sakramentów, uczeni w piśmie stwarzają wrażenie, że ta martwica serca jest normalna. Sami nie będąc przepełnieni prowadzeniem Ducha Świętego, zabijają od małego i zniechęcają do samodzielnego szukania pięknej osobistej relacji z Bogiem i odbierają ludziom możliwość doświadczania Miłości Jezusa Chrystusa w życiu codziennym. Ubolewam, ponieważ są to moi bracia i siostry w wierze…

Tak wiele rzek dzisiaj jest zanieczyszczonych, że koniecznie trzeba rozeznawać skąd wypływa źródło tej, z której chcemy się napić lub już pijemy. I nawet jeżeli źródło naszej wody jest czyste, to  trzeba jeszcze  sprawdzić, czy po drodze ktoś nie wlewa zanieczyszczeń, byśmy pijąc nie ulegli zatruciu.

SERCEM I UMYSŁEM: Boża Prawda odkrywa nas dopiero w połączeniu serca z umysłem. W stanie wrażliwego serca umacnianego przez wnikliwe, intelektualne poznanie. Intelekt jest Ok jeżeli wiemy jak z niego korzystać i w jakim celu używać. Jego podstawowym zadaniem, jakie ma spełnić w naszym życiu jest intelektualne badanie i rozpoznanie Boga Prawdziwego. Musi to iść jednak w parze z żyjącym i wrażliwym sercem. 

Dopiero znając intelektualnie Boga oraz czując relację z Nim w sercu, można bawić się umysłem czerpiąc maksimum frajdy i wykorzystywać go do tworzenia, bycia płodnym, do coraz głębszego naukowego poznawania fizycznych, psychicznych mentalnych mechanizmów funkcjonowania człowieka i innych marności związanych z tym przemijającym ciałem i światem. Dopóki jednak umysł w połączeniu z sercem nie mówią jednym głosem, że znają i doświadczają swojego Stwórcy, należy całą życiową energię poświęcić na intensywne szukanie swego Duchowego Ojca.

 OWOCE CHRZEŚCIJAŃSKIEJ, BIBLIJNEJ ŚWIADOMOŚCI BOGA  czyli ważne cechy poznania i doświadczania Boga:

1.Uczucie wolności od śmierci. Bóg daje pewność tego, co się dzieje z nami, czyli duchową, indywidualną osobą (samoświadomością), którą jesteśmy tak na prawdę, po śmierci ciała i nie jest to wiara, tylko pewność więc choć obawy przed umieraniem mogą pozostać, to znika głęboki podświadomy strach przed śmiercią.

2.Umiejętność wybaczania. Pragnienie wydawania owoców, a więc pozytywne myśli skupione na innych, bez względu na ich nastawienie do nas. Głębokie uczucie braterskiej duchowej miłości, emocjonalnego szacunku oraz fizycznej pomocy nie tylko przyjaciołom, ale przede wszystkim tym, co nam złorzeczą.

3.Szczęście, uczucie wdzięczności i akceptacji bez względu na okoliczności w jakich się znajdujemy, jakie nas spotykają w ramach tej egzystencji. Mając świadomość, że Jezus oddał za nas życie i w jego śmierci my mamy życie, teraz i potem i już na zawsze, z głębi serca czujemy potrzebę by móc się odwdzięczać za jego Miłość i poświęcenie. Chcemy wykonywać wolę Ojca więc staramy się przesuwać swoje ludzkie pożądliwości w cień, pozwalamy by rozpuszczało je światło Jezusa za którym podążamy.

Chrześcijańska świadomość pewności wskrzeszenia z martwych do ponownego życia w 1000-letnim okresie panowania Jezusa na Ziemi, które będzie miało miejsce po jego powrocie, oraz wiedza, że te lata, które nam zostały jeszcze teraz do przeżycia- 120?, nie ważne ile, wobec przywrócenia na nowej Ziemi długości ludzkiego życia sprzed Potopu, ze średnią wynoszącą ok 850lat i to w zdrowiu i sprawności jest wyzwalająca. Dodatkowo świadomość późniejszej Duchowej Wieczności w zjednoczeniu z Bogiem Ojcem jest nieopisywalna żadnymi ludzkimi słowami.

4.Doświadczanie obfitości. Jest to stan wewnętrzny, połączony z odczuwaniem szczęścia i wdzięczności i nie jest zależny od niczego co dotyczy tego życia, czyli nie jest związany z czymkolwiek co jest przemijające. Można mieć wszystkie skarby i pieniądze tego świata, ale gdy nie ma się pewności społeczności ze swoim Tatą (nie chodzi o posiadanie wiedzy o Bogu tylko o osobistą relację), to te ziemskie świecidełka tracą swój blask i wartość. To pewność przyszłego życia sprawia, że już teraz zostajemy przepełnieni  świadomością obfitości i tak się czujemy.  Świadomość przyszłości ma ogromny wpływ na odczuwanie teraźniejszości. Oczywiście, nadal pewne doświadczenia możemy odbierać jako nieprzyjemne- ból, zimno, głód, choroby, agresywne zachowania innych ludzi, czy nawet materialne ubóstwo…  ale mimo tego, wewnętrzne poczucie obfitości pozostaje.  Nieprzyjemne doświadczenia są jak fale na oceanie podczas sztormu- widoczne i odczuwalne tylko na powierzchni podczas, gdy jego głębia, nasz duch, pozostaje spokojna i niezmącona. Biblia  wyraźnie mówi, byśmy  skupili się tylko na wypełnianiu woli Ojca, a On sam będzie nam zapewniał wszystko czego potrzebujemy w tym życiu.  Pomimo, że nadal uczę się puszczać ziemskie troski, to  już mam takie doświadczenia, że angażując coraz mniej uwagi w doczesność, na rzecz skupiania się na Bogu (spotkania tylko z Nim w ciszy, kierowanie myśli w Jego stronę, rozmowa, zadawanie pytań, dziękowanie, modlitwy, czytanie Biblii)  to On sprawia, że i tak w doczesności niczego mi nie brakuje.  Oczywiście, jeżeli kiedyś z Jego woli poczuję inspirację do wkładania wysiłku w budowanie jakiegoś biznesu to pójdę w tę stronę, gdyż pewnie będzie chciał  to wykorzystać  dla swojej chwały. Tak samo, staram się dbać o taką mentalność i  stan umysłu, by w sytuacji, kiedy poczuję, by wszystko zostawić i pójść tam, gdzie On będzie chciał, zrobić to bez ociągania i żalu. 

Jest jeszcze dużo więcej cech wynikających z połączenia intelektualnego poznania Prawdy oraz doświadczania Boga w sercu. Wiele z nich jest bardzo osobistych przeznaczonych dla każdego z osobna, w ramach naszej indywidualnej społeczności z Panem, wrażanej działaniem na nas, w nas i przez nas Ducha Świętego.

To chyba tyle. Takie jest moje świadectwo wiary, znajomości Boga, społeczności z Jezusem i doświadczania Ducha Świętego (O działaniu którego więcej w innych miejscach). 🙂 <3 

2018.XI Schemat „2-1-0”

LISTOPAD 2018 „2-1-0”

Wraz ze zbliżaniem się listopada coraz częściej miałem pytanie, czy w tym roku również chciałbym zrobić jakiś test. Myślałem, by dla porównania z listopadem zeszłego roku, znów zrobić cały miesiąc tylko na sokach, tym bardziej, że po ugruntowaniu się już odżywiania wegańskiego byłem przekonany, że dalsza droga  prowadzić mnie będzie ponownie w kierunku całkowicie surowego jedzenia, potem picia i dalej, tak więc miesiąc sokowania byłby fajnym krokiem zrobionym w tym kierunku. Ponieważ jednak już nie ja wytyczam drogę, tylko powierzam to zadanie Bogu, podczas gdy ja „tylko” skupiam się by dobrze ją rozpoznać i iść tak, jak prowadzi, wszystko może się zdarzyć a więc planowanie i kurczowe trzymanie się własnych planów traci na ważności. 

No i tuż przed początkiem listopada niespodziewanie pojawiła się myśl, by wejść w schemat odżywiania, w którym również już kiedyś przez miesiąc funkcjonowałem (http://www.inedianin.pl/?p=879) Tak więc znów nie zadział się plan głowy, tylko to, co najlepsza chwila sama podsunęła. Rok temu miesiąc na podobnym schemacie zakończył się pogorszeniem kondycji, samopoczucia oraz wzrostem obtłuszczenia trzewi. A jak w tym roku przeszedłem miesiąc jedzenia co trzeci dzień  z dniem bez jedzenia i bez picia pomiędzy? Zapraszam.

Oznaczenie i założenia systemu 2-1-0

„1”-DZIEŃ SAMEGO PICIA (1a-woda; 1b-soki klarowane; 1c-szejki) Od rana do wieczora mijał mi dzień na czerpaniu frajdy z picia samych soków, co było takim pośrednim stanem dającym radość smakowania ale już nie obciążającym tak mocno układu trawiennego przygotowując na dzień bj&bp. Zaplanowałem, że w tym dniu będę biegał, ale nadal kręgosłup się odzywa, więc zamiast tego, niestety dopiero od połowy miesiąca udało mi się wejść w rytm systematycznego chodzenia na basen i szlifowania techniki kraula pod triathlon. W ramach tych treningów cieszyłem się jak Reksio na kawałek szynki, gdy udawało się pokonać 1km, co przychodziło mi jednak dużym wysiłkiem.

„0”– DZIEŃ BEZ JEDZENIA I BEZ PICIA. (bj&bp) Zaczynając liczenie od wieczora, przez ok 34 godziny nic nie jadłem ani nie piłem. Tak to zorganizowałem, że czas ten wypadał kiedy miałem 24godzinną służbę w straży. Wybór taki, ponieważ dzień służby jest najbardziej nieprzewidywalnym dniem, w którym muszę być gotowy, by wykonywać intensywną pracę fizyczną, a także w którym może wystąpić silna presja emocjonalno-psychiczna podczas prowadzenia działań ratowniczo-gaśniczych. A więc dwa najbardziej niesprzyjające czynniki, które dla bardzo wielu osób są wymówką przed podjęciem w swoim życiu jakiejkolwiek formy postu.

Stały pomiar kondycji. Ponieważ w pracy strażaka nie mogę pozwolić sobie na zbyt duże osłabienie, a także żeby mieć jakiś ludzki punkt odniesienia co do swojego stanu, założyłem, że moja kondycja nie może być najgorszą w porównaniu do będących osób na zmianie. Jeżeli miałbym takie poczucie, że jestem najsłabszy, najwolniejszy, miał być to znak, by przerwać ten schemat. Oprócz tego, żeby nie ograniczać się tylko do porównywania z innymi, tylko zauważać zmiany w sobie, postanowiłem, że na każdej służbie w dniu postu suchego będę robił test podciągnięć na drążku oraz trening siłowy.

„2”-DZIEŃ JEDZENIA. (2a-rawfood; 2b-vegańskie; 2c-wegetariańskie. Po tych 34 godz, ok. 8 rano, jednorazowo piłem maks. 0,5l wody z jakimś wyciśniętym klarownym sokiem owocowym lub octem jabłkowym I po odczekaniu ok. 2 godzin przez kolejne 10 godz pozwalałem sobie na czerpanie radości z jedzenia także stałych produktów. Były to przeważnie jeden, lub dwa posiłki wegańskie, a pozostałe tzw raw-food, czyli surowe owoce i warzywa. Mięso, nabiał i produkty mleczne już nie wchodziły w rachubę. Jeżeli chodzi o trening, to ten dzień odpuszczałem i poza spacerami, jakąś aktywnością z dziećmi (np. raz pojechaliśmy park trampolinowy, innym razem pograłem z synem w kosza, byliśmy też na basenie ale nie pod kątem treningu, tylko wygłupów), poza takimi aktywnościami, to był dzień wolny od treningu. Po tym dniu, od następnego rana schemat powtarzałem i tak przez cały listopad.

PRZEBIEG:

Pierwsze 2b-1c-0-2b (31-03.11.18) „Osłabienie”

Pierwsze dwa dni ok, ale w dniu bj&bp, gdzieś od południa wyraźne spowolnienie. Wyjazd późnym wieczorem na pożar poddasza i choć czułem osłabienie w postaci mniejszej energii, nieco wolniejszego poruszania się, to nie odstawałem. Dzień poprzedzający był na gęstych szejkach. Zastanawiam się, czy nie na zbyt gęstych co może powodować zbyt duże obciążenie jelit w dniu suchym, a przez to osłabienie.

Drugie 1b-0-2b (04-06.11.18) „Utrata przytomności”

Druga trójka, ranek dnia bj&bp, po przyjeździe do pracy i wyjściu z samochodu przeciągnąłem się i. poczułem tylko jak robi się ciemno, zaczynam się chwiać i „światło zgasło”. Ocknąłem się leżąc na ziemi, czując dziwne, pojedyncze drgawki całego ciała. Masakra! Pierwsza myśl, że dostałem ataku jakiejś epilepsji, a druga to pytanie, czy to przez fakt, że dzisiaj był dzień bj&bp. Jednak ponieważ był dopiero ranek, godzina, o której nawet jedząc „normalnie” często byłem jeszcze przed pierwszym posiłkiem, więc zupełnie nie połączyłem obecnego sposobu odżywiania z omdleniem. Prędzej to zbyt szybkie wstanie i zbyt mocne przeciągnięcie kręgosłupa, którego zwyrodnienie systematycznie daje o sobie znać, uruchomiło jakiś wyłącznik światła. Gdy upadałem, akurat podjeżdżał na parking kumpel i widząc to, nawet nie zdążył podejść gdyż od razu wstałem i zabierałem z auta swoje rzeczy jakby nic się nie stało. Czułem się normalnie, wypoczęty i z fajną energią. Żadnego osłabienia, tylko w głowie pełno pytań co się stało, włącznie z niepokojem czy nie dzieje się coś neurologicznego. Dopiero, gdy kumpel powiedział, że mam rozwaloną głowę zdziwiłem się, że zupełnie tego nie czułem. Pomimo, że czułem się dobrze, ze względu na wykonywany zawód i bezpieczeństwo pracujących ze mną innych strażaków, z którymi mamy ratować, a nie sami być ratowanymi, podjąłem decyzję, że od razu jadę do szpitala, żeby to zdiagnozować.

Badanie krwi, Ekg nic nie wykazały, Lekarka stwierdziła, że to może zdarzyć się każdemu, więc wróciłem do jednostki i do następnego rana pełniłem normalną służbę dalej bj&bp. W sumie będąc niskociśnieniowcem nie powinienem się dziwić, że coś takiego od czasu do czasu mi się przytrafia, tym bardziej, że moja mama umarła najprawdopodobniej właśnie za sprawą coraz bardziej słabnącego ciśnienia, którego lekarze nie potrafili podnieść. Póki co, mimo dobrego samopoczucia, w głowie jednak do końca dnia jakaś taka ostrożność, niepewność pozostała. Nie przeszkodziło mi  to jednak zrobić po południu normalnego treningu na siłę całego ciała, tak na 60% mocy. Poza bólem w miejscu uderzenie wszystko było git. Test 4*8 podciągnięć wyszedł bez problemów. Samopoczucie rewelacyjne. Jedynie standardowo wieczorem pojawiło się niewielkie osłabienie, nic jednak, co nie pozwalałoby mi wypełniać obowiązków na akcji.

Będąc w szpitalu na badaniach czułem się dobrze, nie biorąc pod uwagę zdołowania koniecznością przebywania w tym chorym miejscu i dlatego, gdy już chcieli mi robić wlewy dożylne z glukozy i elektrolitów, i to bez konsultowania tego ze mną, wyraziłem sprzeciw, co oczywiście spotkało się z dużym zdziwieniem i naleganiem ze strony  personelu, bym jednak zmienił zdanie. Nie chcąc przerywać schematu i nie czując żadnych dolegliwości pozostałem przy swoim. Niestety (a może stety) nie wykazałem już tyle determinacji, by się sprzeciwić podaniu szczepionki przeciw tężcowi, co także zrobili bez zapytania się mnie o pozwolenie. Nie wiem, czy to była bardziej chęć uniknięcia ponownego wejścia w konfrontację z lekarzem, czy bardziej to, że w tym przypadku miałem mieszane uczucia co do odmowy.

Trzecie 1b-0-2b (07-09.11.18)

W dniu „0” do wieczora wszystko ok, bez żadnego poczucia słabości, ok 15 trening siłowy i test, który ze względu na dobre samopoczucie zwiększyłem z 4×8 do 4 serii po 10 podciągnięć. Wyszedł bez większych problemów. Stanie na rękach też trochę lepiej niż ostatnio. Wieczorem jednak słabość odczuwana bardziej niż ostatnio. Myśli nie za fajne, jeżeli wieczorna słabość będzie się powtarzać, to ze względu, że dzień suchy robię na służbie, będę musiał albo przestać, albo zmienić na inny dzień. Na razie jeszcze poczekam i jeszcze jedną służbę spędzę na sucho. Jeżeli coś się będzie działo-wyeliminuję dzień suchy.

Czwarte 1c-0-2b (10-12.11.18)

1c” Kiepsko. Byłem blisko, by przerwać ten schemat i wrócić do jedzenia. Zastanawiam się tylko dlaczego? Czy to, że wczoraj podczas dnia jedzącego jadłem tak ciężkie produkty? (Wegański śniadanio-obiad: dwa rogale Marcińskie, kawałek szarlotki i omlet, czyli choć wszystko wege, to jednak bardzo dużo mąki i przetworzonych warzyw) Czy to mogło spowodować, że w następnym dniu sokowania (czyli dzisiaj) tak często pojawiał się głód, który znika po napiciu się soku ale tylko na chwilę? Do popołudnia było jeszcze ok, ale po grze z synem w kosza, tak od godziny 17tej, czułem naprawdę niesamowity głód powodujący charakterystyczne wewnętrzne rozdrażnienie. Aż wieczorem musiałem przessać w ustach dwie kostki czekolady i wypić ponad dwa litry filtrowanych soków. Dopiero po takiej dawce picia, w końcu znów było znośnie. Jutro służba i dzień suchy- póki co kontynuuję.

0” Wstając o piątej rano i wyjeżdżając przed 6 na służbę, byłem pewien, że przerwę ten schemat i od dzisiaj będę jadł. Przez półtora godziny jazdy, czułem, jak i słabość, i apatyczność i głód są bardzo wyraźne. Myślałem, że może nie jestem wyspany, ale przed chwilą wstałem wiec tę przyczynę odrzuciłem. Dlatego, przede wszystkim ze względu na zbyt odczuwalne osłabienie, które w razie poważniejszej akcji mogłoby mi nie pozwolić efektywnie działać, wracam do jedzenia. Szkoda. Myśli tej towarzyszył jakiś smutek, że jednak to jeszcze nie jest dla mnie nawet co trzeci dzień na sucho. Smutek z niepowodzenia ale jednocześnie ciekawość, czy mimo tego coś się zmieni po tych dwóch tygodniach.

W straży, od razu wkręciłem się w sprawy służbowe co spowodowało, że na chwilę zapomniałem o głodzie i osłabieniu…  W sumie nic nie zrobiłem, więc chyba to konieczność działania wokół codzienności  sprawiła, że czułem jak mam więcej energii i witalności. Nawet jakby więcej niż wczoraj w dniu sokowania. Oczywiście, wobec tak pozytywnej zmiany pozostałem na sucho. Po południu trening siłowy całkiem nieźle, choć podciągnięcia przy czwartej serii musiałem rozbić na 7+ 3. Nie dałem rady 10 w jednej serii. Pozostałe ćwiczenia jednak bez zmian. Od wieczora do 4 rano interwencje i naprawdę nie wiem dlaczego, ale było fajnie- energicznie, żywo, tak jak powinno być. Myślałem tylko, że przez te nocne wyjazdy chyba znów przełożę obiecany synom na jutro wypad na trampoliny. Mogę nie dać rady wrócić 100km do domu, zabrać ich, przyjechać z powrotem do Poznania, a potem jeszcze znów wrócić do domu.

2b” Wracając do domu, rzeczywiści oczy mi się zamykały, ale jak godzinkę odespałem, stwierdziłem, że jest całkiem nieźle, więc dotrzymałem słowa i spędziliśmy bardzo fajny dzień. Poszaleliśmy na parku trampolinowym, zjedliśmy pizze wegańskie i co najważniejsze, podczas podróży miałem możliwość włączyć chłopakom młodzieżowe chrześcijańskie świadectwa relacji z Bogiem- takiej żywej, codziennej, a nie rytualno-religijnej. Smutno mi tylko, że córka znów nie chciała pojechać z nami. Brakuje mi takiej zwykłej, codziennej relacji z nią, bycia częścią jej życia, a  co było bardzo silne między nami,  gdy była dzieckiem. 

Od piątego do dziewiątego 1-0-2

Do końca miesiąca, ostatniego dnia schematu, ani razu nie pojawiło się osłabienie ani wątpliwość.Oprócz treningu siłowego i testu 4×10 podciągnięć w dniu suchym, w końcu wszedłem także w rytm systematycznego chodzenia na basen w dniu sokowania. I żeby nie było- za każdym razem nie chciało mi się i musiałem siebie zmuszać by wyjść z domu, a potem jeszcze wejść do tej zimnej 28-o stopniowej wody, lub by się przebrać i zacząć rozgrzewkę na siłowni. Za każdym razem gdy jednak pokonywałem początkowego lenia „nie chce mi się”, po treningu czułem ogromną satysfakcję i zadowolenie i spełnienie. Kiedyś wyczytałem, że właściwy kierunek, w którym powinniśmy iść w życiu jest dokładnie tam gdzie słyszymy w naszym wewnętrznym głosie „nie chce mi się”. Jeżeli coś takiego rozpoznajemy, to oznacza, że spotkały się właśnie najlepszy czas, miejsce oraz osoba by pokonać to „nie chce mi się” a które próbuje odciągnąć nas od czegoś, co może mieć dla naszego życia dużą wartość. Dasz radę, tylko zrób ten pierwszy krok- tylko jeden z pozwoleniem, że jeżeli nadal będzie opór, to bez żalu wrócisz do dalszego trwania w „nie chce mi się”- przynajmniej do kolejnego razu. Tak sobie mówię.  😉

Dziesiąte 1-0-2

W dziesiątym „1-0-2” pomyślałem, by zrobić test składu masy ciała i porównać z tym sprzed roku, który robiłem po miesiącu bycia w podobnym schemacie żywieniowym. Przy obecnych wydatkach nie chcę jednak wydawać 30 zł na coś, co do czego jestem przekonany że da lepszy wynik niż ostatnio, tym bardziej, że akurat w tym ostatnim tygodniu listopada wypada mi w straży roczny test sprawności fizycznej. Niech jego wynik będzie miarą kondycji ciała. Cieszę się, że test wypadł w najmniej korzystnym dla mnie dniu, bo przed południem, po 34 godzinach bycia na sucho, po wypiciu od rana ok 1l rozcieńczonych soków owocowych, ale jeszcze przed pierwszym stałym posiłkiem. Konkurencje:

1 Podciąganie na drążku. Zatrzymałem się na 27 podciągnięciach ponieważ było to najwyżej punktowane maksimum więc dalszy wysiłek poza satysfakcją nic nie dawał. Przypuszczam, że 35 razy było do zrobienia. Komentarz: Ostatni raz z taką swobodą podciągałem się z 20 lat temu. Ponieważ przed testem nie ćwiczyłem ilościowego maksa, nie ukrywam, że bardzo pozytywnie zaskoczył mnie ten wynik. Były to jednak dynamiczne podciągnięcia więc myślę, żeby za rok zrobić czysto siłowo.

2 Bieg po kopercie. Wynik 24,7 sek Jest to nowa konkurencja wprowadzona zamiast biegu na 50m. Przyznaję się, że tutaj wykazałem najmniej zaangażowania, bo tak na 70%. Jest to bardzo obciążające kolana i kręgosłup, więc odpuściłem. Wynik w dużym stopniu zależy od dobrania odpowiedniej długości kroków, a że biegłem to po raz pierwszy w życiu, więc było zupełnie bez techniki. Parę sekund jest do urwania.

3 Bip-test. Także nowy sprawdzian zastępujący bieg na 1000m. Wytrzymałem do 8.1 i zszedłem. Tym razem nie mogłem złapać równych oddechów i czułem jak zaczyna mi walić serducho. Wolałem odpuścić pomimo że jeszcze ze trzy długości (tak do 8.4) pewnie dałbym radę przebiec. Musiałbym dać jednak z siebie wszystko i potem znosić zakwasy i być może ból kręgosłupa, a nie widziałem takiej potrzeby.

Myślę, że powyższe wyniki świadczą, że jedzenie co trzeci dzień dodatkowo przedzielane jednodniowymi postami na sucho, jest jak najbardziej wystarczające i wspierające życie na fajnym flow. Dla Boga nie ma żadnych granic, więc chodząc w relacji z Bogiem i w Jego mocy, dla nas również nie powinno być żadnych ograniczeń wobec inspiracji, które zasiewa w naszych sercach jego Święty Duch.  Jeżeli będąc zainspirowanym do pójścia w jakimś budującym, a dla chrześcijan także nie będącym w sprzeczności z Biblią, kierunku czujemy, że nie potrafimy przemóc jakiś ograniczeń, to największą pracą którą trzeba wówczas zrobić jest ogarnięcie siebie tak, by nie hamować nieustającego przepływu pragnącego działać przez nas Bożego Ducha. Wpatrzenie i częste zwracanie się do Boga, świadome pragnienie bycia blisko, słuchania Jego głosu i podążania za nim jest kluczowe.  Ale także nie bez znaczenia jest ochocze podejmowanie wysiłku przez nas. Boża moc najobficiej może działać chyba właśnie wtedy, gdy świadomie współpracujemy z Nim i zachowujemy się nie jak uczniowie ze szkolnej ławki, tylko jak praktykanci szkoleni przez mistrza, by nauczyć się samodzielnego realizowania konkretnych praktycznych zleceń Szefa.

Wiedząc już, że przetestowany system odżywiania się sprawdził  (1. Wzrastała kondycja, wytrzymałość i siła. 2. Waga po zrzuceniu w pierwszym tygodniu 3 kg ustabilizowała się na stałym poziomie: 71 kg na koniec dnia jedzenia, 70 kg na koniec dnia picia i 69 kg na koniec dnia bj&bp), i czując zbliżający się koniec stosowania schematu, ciężko było wytrzymać tę ostatnią dziesiątą trójkę. Mimo plusów, taka powtarzalność jednak na dłuższy czas jest nużąca i nudna więc miałem silne zakusy, żeby zakończyć na dziewiątej zmianie. Wiedziałem jednak, że gdybym przerwał, mimo świadomości, że fizycznie nie jest to problemem, to mentalnie poczułbym jakiś niedosyt, poczucie braku konsekwencji i wytrwałości. Tak więc dotarłem do ostatniej planowanej 10-tej zmiany.

PODSUMOWANIE CAŁOŚCI

-Początek wymagał dużego zaparcia, bo w pierwszej połowie było sporo momentów, w których byłem gotowy zrezygnować, właściwie już podejmowałem decyzję, że przerywam i tylko dlatego że wydarzały się jakieś okoliczności sprawiające, że kiepski stan mijał, ja również rezygnowałem z rezygnacji mówiąc, że poczekam do następnego dnia i wtedy zadecyduję. I tak przetrwałem przez najgorsze pierwsze dwa tygodnie…

+ Za to mam wrażenie, że dużo łatwiej i swobodniej niż rok temu mijały mi dni, szczególnie w drugiej połowie. 

+ Zakończyłem z dużo lepszą kondycją niż za pierwszym razem, co wykazał test roczny sprawności fizycznej w straży.

-Za to bardzo zdziwił mnie brak poprawy w składzie masy ciała. Miałem nie robić tego badania, ale ponieważ nie przewiduję, że jeszcze kiedyś zastosuję taki trzydniowy system, więc jednak zrobiłem. A subiektywnie byłem pewien, że mam mniejsze niż ostatnio obtłuszczenie trzewi i więcej mięśni. W ogóle, ciekawe, że mimo nie jedzenia tłustego nabiału, lodów, śmietan, mimo nie objadania się, skład masy ciała jest prawie identyczny jak ten sprzed roku, kiedy takie zachowania były bardzo częste. Nie potrafię tego wyjaśnić. Czy może to być naturalną, zdrową reakcją organizmu, który w ten sposób gromadzi tłuszcz by chronić narządy wewnętrzne? Musiałbym zobaczyć takie badanie któregoś z braterian. Na jakim poziomie oni mają obtłuszczenie narządów wewnętrznych nie jedząc i nie pijąc w ogóle.

+ Nie objadałem się w dniu jedzenia, a jeżeli nawet jadłem więcej niż potrzebowałem, to bez zachłanności. Myślę, że duży wpływ na tak fajną zmianę miał fakt, że już nie jem nabiału (lody, ciasta, śmietany). Im bliższy surowego jedzenia jest dzień stałych posiłków, tym mniejsze wahania potem (jo-jo) i potrzeba objadania się. Jeżeli nawet zjada się więcej, to i tak surowe jedzenie dużo łatwiej i szybciej wylatuje w dniu picia, co sprawia, że lepiej się czujemy w dniu bj&bp. Ja pozwoliłem sobie na przyjemność jedzenia przetworzonego wegańskiego, co nie było optymalne dla ciała, ale za to najlepsze dla psychiki i emocji. Myślę, że komfort mentalny jest ważniejszy niż optimum fizyczne.

-Gdybym miał wskazać najbardziej negatywnie wpływający element na utrzymanie takiego stylu odżywiania, to z całą pewnością byłby to nieregularny sen. Przed służbą wstawanie przed 5 rano, potem następnego dnia po służbie odsypianie, które szczególnie gdy było po południu powodowało, że szedłem późno w nocy spać. Gdy nie odsypiałem i kładłem się powiedzmy ok 21 to budziłem się przeważnie po 3 w nocy na tyle wyspany, że do rana leżałem i potem znów w dzień od popołudnia czułem już senność… Mimo jednak tych niedogodności związanej ze zmianową pracą dałem radę, rekompensując być może właśnie tym, że w dniu jedzenia jadłem więcej niż potrzebowałem. Mimo tego praca zmianowa i fizyczna, nie okazała się przeszkodą, podobnie jak zajmowanie się domem i dziećmi.

-W świadku duchowości brateriańskiej niechrześcijańskiej jest tendencja do izolowania się od osób zanurzonych całkowicie tylko w egzystencji fizycznej (dobrze zjeść, wypić, zabawić się i zarobić dużo kasy). W czasie tego miesiąca miałem remont dachu więc pojawiały się sytuacje konfliktowe, przez co rzeczywiście czułem pogorszenie samopoczucia w wyniku konieczności konfrontacji z często wulgarnymi osobami, zupełnie nie związanymi z duchowym życiem. Ponadto w listopadzie odbył się w straży strajk, do którego nie dołączyłem, co też spotkało się z nieprzychylnym nastawieniem paru osób, z tych, co strajkowali. Było więc trochę takich (nie)zwykłych, ludzkich nieprzyjemnych sytuacji, które jednak również nie przeszkodziły kontynuować jedzenia i niejedzenia co trzeci dzień.

Myślę, że tak się stało, ponieważ te sytuacje nie wzbudzały we mnie wewnętrznego niepokoju. Mimo doświadczania ich, świadomie kierowałem swoje myśli w stronę Jezusa wyrażając wolę trwania w relacji z Nim i prosząc, by był wyrozumiały wobec moich niepokojów, wątpliwości, samowolnego uciekania myśli w stronę tych przyziemnych, chwilowych komplikacji, które odciągały mnie od skupienia na Bogu i by mimo tych słabości, Bóg był cierpliwy i cały czas prowadził mnie. Chyba tak właśnie działał, gdyż wszystko rozwiązywało się „samo” w chwilach, gdy ja nie potrafiąc zapanować nad uciekającymi intensywnymi myślami i tak nie znajdowałem rozwiązania. Chrześcijaństwo i taka żywa relacja z naszym Tatą-Bogiem, przez pośrednictwo Jezusa jest mega uwalniająca, zupełnie inna niż doświadczanie siebie jako boga lub bogini, co jest charakterystyczne dla niechrześcijańskich: miłości uniwersalnej, przestrzeni serca i innych energii. Tak- powtarzałem to i będę powtarzał za każdym razem, kiedy w moim życiu będą pojawiać się sytuacje pozwalające przekonać się, jak wielkim przywilejem jest być chrześcijaninem mającym relację z Jezusem, który jest źródłem tej miłości, którą czują w swoich sercach energetycy i kwantowcy.

-Największym „niepowodzeniem” jest brak poprawy w wyglądzie skóry. Byłem przekonany, że regularnie poszcząc na sucho co trzeci dzień, jedząc zdrowo wegańsko, po miesiącu będzie widoczne zmniejszenie się plam łupieżu pstrego. A tu żadnej poprawy, tak jakby poszczenie i zmiana odżywiania na bliższe naturalnemu, nie miała wpływu na zdrowie.

06.09.2018
03.08.2018
07.11.2018
01.12.2018

 

 

 

 

 

 

 

 

A tyle się mówi, że wystarczy zdrowo, surowo się odżywiać, uprawiać systematyczną aktywność fizyczną, a organizm sam sobie poradzi z chorobami szybko osiągając homeostazę. W przypadku moich plam na plecach oraz chronicznego bólu kręgosłupa tak się nie stało. Łupież i ból kręgosłupa jak były tak są. Z drugiej strony nie odżywiałem się surowo tylko przetworzonymi potrawami wegańskimi, a więc znacznie bardziej niekorzystnymi dla organizmu niż raw-food więc może nie pozwoliłem na samonaprawę. Teledysk surowe zdrowie 🙂

-Od samego początku stosowania schematu 1-0-2- bardzo nieprzyjemnie odczuwałem przejście po dniu „0” znów na posiłek stały (z 0 od razu na 2 przeskakiwałem zaledwie po wypiciu najczęściej jednego  klarowanego soku lub wody z octem jabłkowym i później  jednego szejka.  Był to zbyt krótki czas na przystosowanie się ciała z niejedzenia na jedzenie stałe, więc jeżeli jeszcze kiedyś najdzie mnie ochota na podobny eksperyment, to nie będzie to -1-0-2-.. tylko czterodniowy schemat -1-0-1-2-… Jestem przekonany, że wstawienie jeszcze jednego dnia sokowania pomiędzy 0 a 2 będzie korzystne, tak jak to, że w schemacie czterodniowym dwa najbardziej skrajne i nadal negatywnie odczuwane dni (w „0”- osłabienie i w „2”- uczucie przepełnienia wieczorem) będą występować rzadziej. Dni samego sokowania i szejkowania były najkorzystniejszym czasem w tym schemacie.

Myślę, że to tyle.

Chciałbym pisać jak najwięcej nie używając pierwszej osoby liczby pojedynczej, tylko wyrażać się jakby wnioski, do których dochodzę były ogólne, ale zdaję sobie sprawę, że to są tylko moje doświadczenia i nikt więcej nie musi doświadczać podobnych zależności. Każda kolejna osoba wchodząca w post, czy decydująca się na bliższe naturalnego odżywianie, sprawia, że świadomość globalna dotycząca odżywiania, zdolności przystosowania do życia bez jedzenia, wzrasta i każdej kolejnej osobie jest łatwiej i szybciej będzie osiągała to, z czym ja się zmagałem, co teraz jeszcze może wymagać zwiększonej uważności i determinacji. Nie chcę więc nikogo spowalniać używając ogólników, tak jak mnie spowolniły swego czasu słyszane teorie, że niejedzenie związane jest z jakimiś „czarami”, medytacjami czy duchowymi procesami i koniecznością odizolowania się od ziemskiego życia społecznego. Używam więc trochę egoistycznej formy „ja” zachęcając każdego do gromadzenia własnych doświadczeń, jednak z zachowywaniem dużo większej rozwagi, niż moja na początku tej drogi uszczuplania odżywiania, kiedy idąc właśnie za takimi ogólnymi teoriami skrajnie wycieńczyłem swój organizm. Przede wszystkim rozwaga i bardziej odkrycie, że większą frajdę daje samo bycie na tej drodze, niż zafiksowanie na jakiś konkretnych celach. Będąc na właściwej drodze, można z przyjemnością obserwować, jak kolejne levele, check-pointy niejako same się „zaliczają”.

Podrzucam jeszcze jedną myśl pod rozwagę:

CZY PYTANIA KTÓRE SOBIE ZADAJEMY MOGĄ OGRANICZAĆ NASZ POTENCJAŁ?

Piszę to w ostatni dzień listopada i w dzień kończący planowany okres stosowania „2-1-0”. Od jutra mógłbym wrócić do „normalnego, codziennego odżywiania, jednak… stało się coś, czego do tej pory, kończąc jakikolwiek z wcześniejszych postów procesów, treningów, jeszcze tak wyraźnie nie czułem. Mimo nadal czucia jakiegoś osłabienia w dniu suchym oraz zbyt gwałtownego przechodzenia z niejedzenia do posiłku stałego mam ochotę kontynuować ten schemat, a sama myśl, że zacząłbym znów jeść codziennie budzi we mnie niechęć i silny sprzeciw. Ciało już na poziomie wyobrażania nie zgadza się na to, nie chce wracać do codziennego wypełniania jelit i myślę, że doświadczenie tej chęci pozostania w schemacie na stałe, może tylko nieco zoptymalizowanym, jest największym owocem miesięcznego „treningu”.  Chyba nie ma jeszcze pragnienia i gotowości do systematycznego powtarzania co trzy dni, dnia bj&bp, ale przeplatanie dni z przewagą jedzenia surowego z dniami picia wydaje się na tę chwilę już najbardziej optymalne.

Konfrontuję to, co czuję, z pytaniem jakie zadają sobie dietetycy, sportowcy i większość „uczonych” zajmujących się odżywianiem- czy powinno się odżywiać trzy, czy pięć razy dziennie?”… Czujecie, jak ograniczające jest stawianie takiego pytania? Już samo tak postawione pytanie zmusza do codziennego odżywiania i nie pozostawia miejsca na wyjście poza codzienne odżywianie. A dlaczego nie zapytać:  Należy jeść co trzeci, czy co piąty dzień, a może raz na tydzień lub raz w miesiącu?… każde pytanie zamknięte ogranicza i jeżeli nawet na obecnym etapie naszego doświadczania jest właściwe, to cały czas należy pamiętać, by nie zamykać się w jego ramach. Dlatego korzystniejsze jest formułowanie pytań jak najbardziej otwartych, jak najdalej wychodzących poza naszą aktualną zdolność funkcjonowania, poznania oraz rozumowania. Lepszym pytaniem od jeść trzy, czy pięć razy dziennie jest pytanie: Co jaki czas powinienem jeść?, Ale jeszcze bardziej otwartym pytaniem będzie: Czy w ogóle muszę jeść? Czy są osoby, które nie jedzą? Jeżeli tak, to co mówią i czy informacje o nich pochodzą z wiarygodnych źródeł?… Co jakiś czas warto robić przegląd wszystkich zadawanych sobie w głowie pytań dotyczących każdego, ważnego dla nas obszaru życia i sprawdzać, czy przypadkiem któreś nie uwięziło nas w jakimś ograniczeniu naszego potencjału i możliwości.

Około pół roku temu pojawiło się pragnienie zrobienia Iron man’a bez jedzenia i picia. Niemożliwe? Szalone? Dopóki sam nie sprawdzę, nie wiem co jest możliwe a co nie. Po prostu pojawił się temat i co jakiś czas zwraca na siebie uwagę.  Jednak jeżeli miałoby to nastąpić, to na pewno nie samą moją siłą, determinacją i poświęceniem, tylko ze wsparciem Bożą mocą.  Na razie, w ramach mojego ludzkiego zaangażowania,  zapisałem się na pierwszy w życiu start w 1/8 IM w lipcu, a pod koniec wakacji  na dystansie 1/4.  Co prawda nie mam jeszcze nawet roweru i na dzisiaj nie widzę możliwości kupna gdyż wolę pojechać z dziećmi na ferie i wakacje, jednak wiem,  że jeżeli podążając za rozbudzoną przez Boga pasją w sercu coś rzeczywiście mamy zrobić, to w odpowiednim czasie środki lub możliwości ich zdobycia znajdują się. Do lipca mam czas, a póki co i tak  najbardziej muszę poprawić kraula oraz technikę biegu tak, by ominąć ból kręgosłupa, no i dalej pracować nad przejściem z odżywiania jelitowego na przysadkowo-szyszynkowe.  Mam więc co robić. 🙂