Miesięczne archiwum: Wrzesień 2017

7NIC/ 2JEDZENIE/ 5NIC

7 DNI SAMAPRANY

Ciekawe, że gdy po serii nieudanych prób rozpoczynania postu w końcu poddałem się przyznając tym samym iż nie potrafię zapanować nad swoją wolą, nie minął tydzień a bez wysiłku wszedłem w kolejny okres bez jedzenia i picia  „samapranatime”.  Wraz z patrzeniem w stronę Jezusa na nowo uczę się przyznawać, że tak, są we mnie części nad którymi trudno mi zapanować, choć bardzo tego pragnę i może mi się to nie podobać. Ciekawe też, że gdy tak szczerze przyznaję przed Bogiem do swojej słabości w czymkolwiek, prosząc o wsparcie zaczyna pojawiać się Moc, która osłabia zniewalające działanie tego, z czym nie potrafiłem sobie poradzić… Wiele odpowiedzi na wiele pytań otrzymałem czytając i rozważając (bo samo czytanie nie oznacza rozważania)  Biblię.  I tak np co do pochodzenia słabości to Słowo Boże wskazuje, że niemoc może być wynikiem każdej ze sfer w jakich zanurzony jest człowiek, a które zanurzone są w nas. (ciało fizyczne, dusza oraz duch) z czego ciało fizyczne i dusza dotyczą naszego wnętrza a duch są to duchy, siły, istoty  niefizyczne zewnętrzne. Czytając Łk.22,33 niemal powaliło mnie, gdyż wypowiedź Jezusa pokazuje jak silnym siłom zewnętrznym, niefizycznym jesteśmy poddawani, jak zawzięta walka toczy się o nas gdzieś poza naszą świadomością pomiędzy Bogiem a Złym, w którego królestwie tymczasowo przebywamy. (Łk 4.5) Wyjaśnia dlaczego nasze ludzkie starania mogą okazywać się nieskuteczne oraz dlaczego to tak często zmienia się, gdy przez pośrednictwo Jezusa  zwracamy się o pomoc do Boga.

wt 2017.08.15 DZIEŃ 1 SAMAPRANY: „SŁUŻBA W STRAŻY”

Niestety wyraźne spowolnienie. Wolniej mówię i się poruszam, bez emanuowania entuzjazmem choć wewnętrznie bardzo fajne samopoczucie. Na trening nie miałem ochoty, wyjazdy na akcje zastąpiły go- odpuściłem. Mimo osłabienia dałem radę i od jutra zaczynam urlop do końca miesiąca.

Śr 2017.08.16 DZIEŃ 2 SAMAPRANY: „SAM W DOMU”

Osłabienie i spowolnienie jeszcze bardziej narosło- kiepsko, brak chęci na cokolwiek, wegetacja. Dużo spałem brak ochoty na ruch i musiałem zmusić się na 5km popołudniowy marsz z kijkami co trochę mnie rozruszało. Waga 73,5(-1,5kg)

Cz 2017.08.17 DZIEŃ 3 SAMAPRANY: „CD OSŁABIENIA”

Każdego dnia tak samo czyli kiepsko, brak ochoty na cokolwiek. Znów zmuszenie się do wyjścia z domu na spacer 5km z ćwiczeniami. Suchość w ustach Waga 71,5(-2kg)

PT 2017.08.18 DZIEŃ 4 SAMAPRANY: „WYJAZD DO W-WY”

RUCH: W lesie 6 podejść pod górę ok 50m, <40st, z drabinką od 1 do 6-ciu pompek- z wysiłkiem. Jak leżę jest ok ale im dłużej, tym potem trudniej mi się zebrać, zmuszam się do wstawania. Ciężko myślę.

SAMOPOCZUCIE: Trochę jakbym się przyzwyczaił już do tego osłabienia i pogodziłem się z tym. Obserwuję jak reaguje organizm gotowy by jeżeli coś będzie nie tak zakończyć. Z drugiej strony myśli i chrapka na 10dni postu. Odsuwam nie chcąc niczego planować. W domu remont- bałągan i nie mam spokoju. W banku dokumenty nie są gotowe do podpisu więc nadal gdzieś z tyłu głowy myślenie czy i kiedy ta sprawa zostanie w końcu sfinalizowana. Od jutra zaczyna się kickstart w W-wie z Torbenem a ja nadal nie wiem czy mam jechać. Wizja ok 1000ludzi w jednym miejscu, hałas nie przekonują mnie, potrzebuję spokoju dlatego to rozważanie i pragnienie wyczucia, czego chce w tej kwestii ode mnie Bóg. Proszę o podpowiedź, o prowadzenie ale nic nie słyszę ani nie czuję. Chcę jednak wyjść na miasto i modlić się za innych, potrzebuję zobaczyć jak to jest, a że stan mi na to pozwala, ponadto przecież jakby nawet się pogorszył to zawsze mogę przerwać i wiem, że po dwóch piciach witalność wróci, więc postanowiłem pojechać. Chcę też sprawdzić czy powtórzy się obserwacja z Portugalii, że poszcząc w domu ma się większą tendecję do biadolenia i użalania się nad sobą, co tylko wzmaga poczucie osłabienia, w porównaniu z lepszym samopoczuciem, gdy jest się w pasji .

Wyjazd wieczorem, noc w bagażniku, na parkingu, ok 150km przed Warszawą. Nie wyspałem się. Ruchliwa droga i co chwila na parking podjeżdżał jakiś tir. Męczyłem się, może z 5 godz snu.

SB 2017.08.19 DZIEŃ 5 SAMAPRANY: „WARSZAWA- SEMINARIUM Z TORBENEM KICK START NA MIEŚCIE”

Pobudka samemu ok 6. Nie chciało mi się wstawać, ciężko ale po paru minutach, po porannycm wymuszonym rozruszniu lepiej i potem do końca dnia całkiem fajnie- tzn podobnie jak wczoraj.

Najważniejsza dla mnie część tego dwudniowego seminarium to wyjście do miasta by modlić się za ludzi o uzdrowienie i ewangelizować- czyli praktyka. Pogoda deszczowa nie wspierała, dobierając się w czteroosobową grupkę najpierw poszliśmy zapoznać się przy wspólnym obiedzie. Poprosiłem o wyrozumiałość wyjaśniając, że poszczę. Gdy pojawiły się bardziej szczegółowe pytania od kiedy, jak poszczę i wspomniałem o możliwości życia bez jedzenia, w dziewczynie, która miała nas kickstartować wyczułem silny sprzeciw, bunt że to niemożliwe więc szybko zmieniłem temat. Druga dziewczyna natomiast była otwarta więc gdy byliśmy sami, rozmawialiśmy o odżywianiu, w tym o bretarianiźmie w kontekście Biblii. Wszyscy jedli zwierzęta na obiad.

Co do modlitw o uzdrowienie to nie wróciliśmy ze świadectwem natychmiastowego Bożego uzdrowieńczego działania jakimi dzieliły się inne grupy. Dla mnie jednak to było i tak ważne wyjście. Pierwszy raz odważałem się podchodzić do obcych ludzi z ofertą pomocy, modlitwy czy chociażby rozmowy. Warto było. Czułem wdzięczność i wzruszenie. Dziekuję.

Pierwszy dzień seminarium skończył się ok 21. Zanim zaległem w bagażniku, korzystając, że przestało padać, pochodziłem jeszcze z kijkami po okolicy. Fizycznie i samopoczucie całkiem fajne, wręcz bardzo fajne z niewielkim osłabieniem i bez oznak zewnętrznych w wyglądzie. Noc niestety znów kiepska. Znów hałas jeżdżących samochodów i odgłosy imprez i remontu z bloku przy którym zaparkowałem auto. Znów długo nie mogłem zasnąć mimo całkiem wygodnego legowiska.

Chęć mówienmia o bretarianiźmie chrześcijanom w kontekście tego co odkryłem w Biblii, czego sam doświadczyłem i co czuję.

NIEDZIELA 20.08.17 DZIEŃ 6 SAMAPRANY I 2 SEMINARIUM- CHRZTY.

Do południa wykłady. Fajnie inspiruje Torben, a od 12 do 16 chrzty.

W czasie kiedy były chrzty godzinka drzemki pewnie w ramach odespania nocy. Ciekawe, że to już szósty dzień bez jedzenia i picia a potrzeba snu nie skraca się. Z ostatniego popołudniowego bloku seminarium wyszedłem godzinę wcześniej czując już przesyt i chcąc jednak jeszcze dzisiaj wrócić do domu, tym bardziej, że zgubiłem wszystkie dokumenty i 800zł.

Co do samopoczucia i kondycji to ciekawe, że jest jeszcze inaczej niż poprzednimi razami podczas siedmiodniowych okresów samapramy. Tym razem właściwie od czwartego dnia nie czuję spadku kondycji i samopoczucia i chyba już tak się do tego przyzwyczaiłem, że pod względem kondycji mógłbym tak funkcjonować nie jedząc i nie pijąc. Być może dlatego pojawiały się nawet zakusy by przedłużyć tym razem do dziesięciu dni. Od dzisiejszego popołudnia jednak bardzo mocno zaczęła dokuczać suchość w ustach, taka klejąca suchość, która w drodze powrotnej coraz bardziej się nasilała. Nie podejmuję żadnej decyzji podejrzewając, że przyczyną tego mogą być dwa ostatnie dni. (cały dzień w klimatyzowanym pomieszczeniu do czego nie jestem przyzwyczajony, hałas i dużo ludzi a przede wszystkim nieprzesypiane noce w bagażniku oraz dość silne przedostawanie się spalin do kabiny podczas jazdy) Trochę tych czynników się nazbierało więc daję sobie czas do jutra na regenerację. Uważam jednak na oczodoły ponieważ pojawiło się uczucie zasysania co w moim przypadku jest objawem do przerwania postu i powrotu do picia. Waga na koniec szóstego dnia 66kg a więc nieźle. 🙂 Wracając naszły mnie bardzo intensywne myśli szukające co bym zjadł ale ewidentnie brak ochoty i potrzeby na stałe produkty, za to myśl o piwie (Guinesie) i podpiwku skutecznie łechtała przez całą drogę.

Waga na koniec dnia 66kg (-6kg przez 3dni)

1,5 DNIA JEDZENIA 

PN 21.08.17 DZIEŃ 7 SAMAPRANY, JEDZENIE

Chyba jednak gdzieś podświadomie już wczoraj zadecydowałem, że dzisiaj wracam do picia- przynajmniej na jeden dzień i prawdopodobnie dlatego od rana suchość w ustach była nieznośna jakby ślinianki już przygotowywały się do picia dostosowując się do podświadomości. Dzień zaczęty lewatywą i zdziwienie co tym razem wypłukałem po siedmiu dniach bez jedzenia i picia- zupełnie coś innego niż kiedykolwiek wcześniej- jakby pourywane odcinki poszarpanej, grubszej wełny. Szkoda, że nie zrobiłem zdjęcia, żeby skonsultować to coś z jakimś parazytologiem. Suchość cały czas narastała więc przeciągnąłem jeszcze do ok 14tej cały czas obserwując czy może dyskomfort się zmniejsza. Ponieważ jednak wciąż narastał to od 14 oddałem się piciu. Zacząłem od pół szklanki wody, po 30tu minutach drugie pół w połowie z sokiem z pomarańczy i to wystarczyło by suchość zniknęła i dodatkowo poczuć zastrzyk energii. Mógłbym więc praktycznie na tym poprzestać. Nie zapanowałem jednak nad wilczym głodem który również od razu się pojawił a który mój umysł skutecznie uzasadnił dlaczego mogę mu ulec. Po odczekaniu kolejnych 30 min żeby trawienie ruszyło piłem i jadłem wszystko na co miałem ochotę (Opiszę co to było choć do każdego wilk przychodzi pod nieodpartym pragnieniem innych produktów na co warto się przygotować a czego ja nie zrobiłem) Czyli najpierw trzy różne piwa po 0,5l, ok litra podpiwka własnego wyrobu. Przyznam się, że poczułem działanie alkoholu. Zaczynając pić miałem ochotę tylko na piwo i byłem pewien, że na piwie się skończy. Nie skończyło. Do późnych godzin wieczornych zjadłem tortillę z samymi surowymi warzywami ale podwójnym sosem. Do tego turecki jogurt naturalny 0,4l. A ze słodkiego, jeszcze ok 0,4l lodów, trochę krakersów, jeszcze jedno piwo i dwie kawy na śmietanie. Na sam koniec dnia ok 0,3l soku wiśniowego rozcieńczonego wodą z dodatkiem łyżki błonnika. Już jednak myślę o ponownym usunięciu tego i korzystając z urlopu pociągnąć jeszcze parę dni na sucho. Nie planuję jednak już niczego. Zobaczymy.

Póki co jestem zadowolony, że wstrzeliłem się jakimś cudem w te siedem dni suchych i że w stosunku do poprzednich postów zaobserwowałem kolejną poprawę formy. Oczywiście wystaczyły dwa picia by ściąganie w oczodołąch zmalało, zniknęła suchość w ustach i wróciła forma wraz z rozpierającą energią. Analizuję więc. dlaczego mimo tego, poddałem się objedzeniu. Myślę, że to działanie alkoholu „ogłupiło” moją wolę ale także informacja, że koleżanka, która również pościła, dzisiaj także szaleje i skusi się na sernika. Uległem tej sugestii.

Podsumowując: Po siedmiu dniach na sucho: 2 litry płynów (woda, sok, piwo, podpiwek), potem szybki marsz ok 2km, surowe warzywa w tureckim naleśniku, turecki jogurt naturalny i baton, ponownie marsz 2km i 0,5l lód, dwie garści krakersów, 0,5l piwa i jeszcze 0,5l soku z łyżką błonnika.

Tutaj uwaga. To nie jest bezpieczny sposób wychodzenia z postu, a dla kogoś, kto pości pierwszy raz, nie zna jeszcze jak reaguje ciało a na dodatek do jedzenia podchodzi jak do czegoś koniecznego do życia, takie kończenie postu jest nawet bardzo niebezpieczne. Należy więc wychodzić zupełnie inaczej, nie opijając się, nie pijąc gazowanych ani nie jedząc nic stałego w pierwszych dniach. Stopniowo i z rozwagą zwracać uwagę na sygnały płynące z własnego ciała, ze szczególną konsekwencją w hamowaniu wilczego apetytu, jaki pojawia się zaraz jak cały układ trawienny zaczyna znów pracować, a nad którym ja jeszcze nie potrafię zapanować. Doświadczając jak wielką siłę ma ten wilczy apetyt i jak zachłanne, odurzające jest pragnienie doznań smakowych po postach, a jednocześnie jak sprytnie nasz umysł potrafi zracjonalizować konieczność zaspokojenia potrzeby jedzenia w poczuciu, że jesteśmy ok, widzę, jak ważne jest zaplanowanie wychodzenia z postów i konsekwencja trzymania się tego planu. Jest to ważniejsze niż sam okres poszczenia. Myślę, że popełniłem błąd podchodząc do postu jako do okresu kiedy się tylko pości, podczas gdy tak naprawdę jako post należy traktować PRZYGOTOWANIE+ WSTRZEMIĘŹLIWOŚĆ + WYCHODZENIE! Z czego najważniejsze dla ugruntowania efektów myślę, że jest wychodzenie.

Porównując z treningiem siłowym: Przygotowanie (jak rozgrzewka)- pozwala lżej, łatwiej przechodzić okres wstrzemięźliwości (treningu właściwego). Wstrzemięźliwość- (jak trening właściwy) oczyszcza, naprawia, leczy- należy tylko zwrócić uwagę by nie dopuścić do przetrenowania. Nie brać na siebie zbyt dużych obciążeń bo to może skończyć się kontuzjami. Wychodzenie (jak cool down czyli przejście z intensywnego wysiłku do stanu normalności.) tak, by utrwalić efekty wcześniejszego wysiłku. Teraz wiem, że następnym razem muszę głównie uwagę poświęcić właśnie na cool-down.

WT 22.08.17 JEDZENIE

Po wczorajszym jedzeniu rano nadal uczucie sytości a jednak będąc już od wczoraj nastawionym, że dzisiaj też jem kontynuowałem rozpustę, choć znów wystartowałem tak od południa. 🙂

Dzisiaj też postanowiłem by po 24h od wczorajszego rozpoczęcia jedzenia (czyli od godz 14tej) znów wejść w post suchy. Miał być więc tylko jeden posiłek. Y-chy, nic jednak z tego nie wyszło ponieważ już pierwsze poczucie smaku rozbudziło kolejne i kolejne którym uległem. Na szczęście wieczorem byłem tak przepełniony energią, że musiałem zrobić nocny trening: najpierw siłowy na drążkach, potem przebieżka po lesie a na koniec, już w domu po północy trening tabata https://www.youtube.com/watch?v=PutmjSp0Qk8. Zmęczyłem się ale bardzo pozytywnie. 🙂 Dzień kończę na fajnej energii i bez przejedzenia choc już z lekkim uczuciem nadkwasoty.

W związku z takim jedzeniem (przetwory mleczne) nie jestem pewien, czy jutro organizm pozwoli mi znów być na sucho. Pomyslałem, że chyba za bardzo i za szybko i za często przechodzę od tygodnia niejedzenia do normalnego jedzenia. Dlatego cały czas bacznie obserwuję reakcje ciała. Poki co jest ok i podoba mi się taka forma swobody w poruszaniu od jednego skraju do drugiego.

Kończąc dzień zerknąłem na zegarek 22:44, a więc nadal niemal codzienie doświadczam liczbowej synchronizacji czasowej. Ponieważ pragnę podążać tylko zgodnie z prowadzeniem Ducha Św. nie wiem jak interpretować utrzymywanie się tej synchronizacji o której nie wspomina nic Biblia ale w świeckim rozwoju duchowym jest to bardzo charakterystyczny znak. Przychodzą mi słowa samego Jezusa z J:16.12 „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy”. W tak wielu współczesnych formach o których nie wspomina Biblia dostrzegam działanie Ducha Świętego. Czy to możliwe? Czy jest to Duch Boży czy jakiś inny zwodniczy? Uczę się by kroczyć tylko wg woli Boga Trójjedynego.  Nadal jednak raczkuję.

Waga na koniec dnia: 74kg (+8kg w dwa dni)

5 DNI SAMAPRANY

ŚR 23.08.17 SAMAPARANA 1

Sen ok 8 godzin. Wypoczęty. Rano straszna suchość w ustach. Rozważałem jednak dzień pijący. Po porannym rozruszaniu suchość jednak zniknęła. Od wstania super samopoczucie, witalność, energia i siła przez cały dzień. Żadnych doomsów po wczorajszym nocnym treningu ani najmniejszych objawów bycia bez picia i jedzenia- nic! 🙂 To pierwszy raz taki stan rzeczy i jestem w szoku zważyuwszy, że wczoraj tyle jadłem niby tak niezdrowych produktów. Nie rozumiem ale cieszę się.

Po południu lewatywa. Jeżeli chodzi o ruch to cały dzień kontynuacja remontu- lakierowanie futryn. W międzyczasie pomiędzy malowaniami czytanie Słowa Bożego, znów rozmyślania w atmosferze skruchy oraz wdzięczności. Wielka ochota na pobieganie, na kolejny trening ale znalazłem czas tylko na 30min biegu z pompkami tak na 50%. Piękny dzień. Plan by jutro kontynuować samapranatime i zobaczyć jak dalej będzie reagowało moje ciało. Ciekawość.

Waga na koniec dnia: 72,5kg (-1,5)

CZW 24.08.17 SAMAPRANA 2 „FESTIWAL ŚWIATŁA W TORUNIU”

Dermatolog zdiagnozował Łupież pstry. Nie jest zaraźliwy więc nic z tym nie robię. Zostawiam oczekując, że gdy będę kontynuował post ciało będzie dalej się oczyszczało i plamy na skórze znikną same.

Cały dzień bez efektu osłabienia, jedynie mówię jakby bardziej spokojnie, wolniej, jednotorowo, tak bez entuzjazmu pomimo, że w duchu on jest. Po południu wyjazd do Torunia na festiwal światła oraz w odwiedziny do koleżanki. Ogromna ilość ludzi na starym rynku, hałas, przepychanki już po parunastu minutach zaczęły męczyć i drażnić. Oddalając się spacerkiem spokój powracał, choć zmęczenie pozostawało, dlatego pomimo późnej pory zdecydowałem jeszcze dziś wrócić do domu, tym bardziej, że jazda samochodem działa na mnie bardzo relaksująco.

PT 25.08.17 SAMAPARANA 3 „REMONT- CD”

Fajny dzień, dużo miłych zaskoczeń. Przede wszystkim dziś oficjalnie i ostatetcznie zakończył się podział majątku. W końcu bank przygotował wszystkie dokumenty i podpisaliśmy je z byłą żoną. Gdybym nie był na samapranie miałbym niezły powód do upicia się! 🙂

Jeżeli chodzi o kondycję to dzisiaj mija ostatni dzień poruszania się po znanym gruncie postu i od jutra wchodzę na nieznany obszar. Porównując z poprzednim takim dniem (w Portugalii) to wtedy znacznie gorzej go przeszedłem, na dużo wyraźniejszym osłabieniu i spowolnieniu. Dzisiaj to spowolnienie jest takie jak trzeciego dnia przy pierwszym moim poście suchym. Spokojnie mogłem funkcjonować wykonując codzienne prace np koszenie ogródka, załatwianie spraw na mieście. Dopiero pod wieczór wyraźnie osłabłem i nabrałem wielkiej ochoty na gorącą kąpiel.

Przed południem lewatywa, cały czas oczyszczenie trwa. Waga 70kg (-2,5kg w dwa dni bo wczoraj nie ważyłem się) Ciekawość co będzie jutro. Nie planuję, nie wiem kiedy wrócę do picia i jedzenia ale w ustach zaczynam już czuć wyjałowienie. Dzisiaj pierwszy raz poczułem też suchość. Jelita cały czas pracują parę razy dziennie dając poczucie głodu. Nie jest to jednak problemem. Nadal czytanie Pisma Św- listu Jakuba-nie ma co, poruszył do refleksji nad sobą, postępowaniem, podejściem…

Wieczór- słucham muzyki uwielbienia i czuję smutek. To kolejny dzień kiedy moja wiara jest martwa a o czym po raz kolejny napomniało mi dzisiaj przeczytane Słowo (List Jakuba) Nie pomodliłem się za nikogo kładąc na niego ręce, nikogo nie przybliżyłem do Jezusa by kolejna dusza mogła być zbawiona od śmierci. Nikogo nie zachęciłem by zapragnął nawiązać relację z Duchem Świętym. Tęsknię też za dziećmi. Taki wieczór…

Kąpiel jakby obudziła mnie i jak co wieczór mogłem odwiedzić tatę, a potem żwawy spacer zakończony treningiem na workparku. Stanie na rękach bardzo stabilne przez 10sek, muscle upy z fioletową gumą to miłe zaskoczenie po trzech dniach bez jedzenia i picia. Fajnie.

W odpowiedzi na tęsknotę za dziećmi pojawiła się możliwość by jutro u mnie były ale mimo tęsknoty czułem, że jutrzejszy dzień nie byłby fajny na nasze tak rzadkie spotkanie. Czułem, że nie mógłbym poświęcić na 100% uwagi ( Dom wywrócony do góry nogami, cały czas mam remont i załatwiam sprawy w związku z nim) a przy tak rzadkich spotkaniach nie chcę dzielić mojej uwagi i czasu pomiędzy dzieci i cokolwiek innego. Ponadto chodząc po nowym gruncie samapranicznym nie mam pojęcia co przyniesie kolejny dzień. Jednak niewykorzystana możliwość bycia z dziećmi sprawia przykrość…

SB 26.08.17 SAMAPARANA DAY 4 „REMONT-CD WYLEWKA PODŁOGI”

Pierwszy dzień na nowym gruncie.

Rano odwlekałem wstanie co najmniej godzinę, zupełnie nie miałem ochoty, mięśnie jakieś takie słabe i tak funkcjonowałem właściwie nie funkcjonując do godzin popołudniowych. O planowanym szlifowaniu szopy więc nie było mowy. Zamiast tego czytałem dalej Pismo czując jak listy Jana pokazują mi przez poruszenie serca obszary w których odchodzę od zamysłu Boga-choć nie jest to przyjemne uczucie odkrywać swoje słabości to dziękuję. W ustach coraz większa suchość, podobnie jak szóstego dnia gdy byłem na Torbenie w Warszawie. Chyba postanowiłem, że to jednak ostatni dzień, jeszcze do jutra postaram się „przetrzymać” i zacznę co najmniej pić.

Gdy jednak po południu przyszli kumple robiący remont okazało się, ze zabrakło piachu i nie mając sił musiałem pojechać nakopać trochę wiaderek. Sytuacja zmusiła mnie do podkręcenia sobie obrotów, a co ciekawe zamiast po tej pracy poczuć się słabiej to poczułem, że mam trochę więcej energii. Potem zabrakło jeszcze betonu więc żeby nie przerywali prac pojechałem i kupiłem przeładowując 10 worków po 25 kg. ( Tak , w normalnych warunkach to nic takiego ale w mojej sytuacji było to wyzwanie i jak się okazało bardziej przełamujące jakąś kolejną blokadę w umyśle niż mające swoje podłoże w fizycznym organizmie) Dziękuję więc za to „wymuszanie”.

Cały czas jednak obserwowałem czy podejmując te prace nie nadwyrężam się. Mam świadomość, że chodzę po nieznanym gruncie i jestem uważny na sygnały płynące z ciała, może nawet zbyt ostrożny nie chcąc dotrzeć do stanu do jakiego doprowadziłem się robiąc pierwszy proces Jasmuheen.. Dlatego też, być może jak tylko posadzka została wylana i zostałem sam, szybki prysznic i o 21:30 byłem już na swojej podłodze gotowy do snu. Wystarczyło 15 min by odpocząć i znów przyszła chęć by „coś” porobić. Pojawiła się nuda kusząca by wstać i coś porobić. Odpuściłem jednak, poprzewracałem się trochę z boku na bok i w końcu zasnąłem.

Pomyślałem, że gdyby przyszły do mnie dzisiaj dzieci musiałbym zostawiać je same więc tak jakbym nie był z nimi. Ponieważ jednak zapraszałem je za pośrednictwem ich mamy, by same odwiedziły mnie, to chyba czekałem mając nadzieję, ze jednak się zjawią.

Waga 68kg (-2kg) Suchość utrzymywała się do końca dnia. Mimo tego dzień fajny. Dzisiejsze sytuacje były ponownym zwróceniem uwagi, że „moje” nie mam siły, nie mam energii najczęściej dotyczą tylko sfery przekonań i nastawienia w umyśle a nie rzeczywistego stanu organizmu.

ND 27.08.17 SAMAPRANADAY 5 „ODPOCZYNEK W DOMU, PICIE”

Poranne wstawanie ociężałe, potem drzemki pomiędzy czytaniem ostatniej księgi Biblii-Apokalipsy. Po przeczytaniu odłożyłem Pismo i miałem mętlik w głowie, niepewność, wątpliwości czy pisząc to co piszę postępuję zgodnie z wolą Boga. Pragnienie dzielenia się i poczucie, że mam się tym dzielić z obawą czy postępuję właściwie. Niepewność jakie naznaczenie otrzymałbym gdyby w tej chwili nastąpiło ponowne przyjście Jezusa. Zamyślenie i wręcz smutek spotęgowane osłabieniem trzeciego dnia drugiej serii postu suchego.

Pomimo, że z kolejnymi godzinami jakby osłabienie znikało, to i tak stanowczo poczułem by wieczorem napić się a potem zobaczyć co będzie dalej. Nie miałem tylko na nic ochoty. Parametry i kondycja były nadal w normie ( waga 67 czyli tylko -1kg od wczoraj i jeszcze 4kg od wagi granicznej, brak zasysania oczodołu czy bez problemu wykonany test 10 burpeesów a więc pomimo odczuwalnego osłabienia i spowolnienia bez niepokoju) Jedynie suchość w ustach była przeszkadzająca. Zanim napiłem się po raz pierwszy nagrałem krótkie wideo z zamiarem pokazania w jakiej kondycji przerywam post suchy, pokazujące, że z każdym kolejnym takim postem moje ciało reaguje coraz lepiej. Trochę żeby było motywacją w przyszłości.

Chcąc sprawdzić czystość jelit po wypiciu pół szklanki wody, gdy poczułem, że zaczynają pracować zrobiłem jeszcze lewatywę (po trzech kolejnych dniach suchych nadal coś tam stałego wyleciało choć już woda była czysta) Być może dla wielu osób takie informacje są odpychające ale chcę pokazać ile jest w nas syfu i jak głęboko siedzi. Jeżeli ktoś nie dbał nigdy o stan swoich jelit i nie uważał na to, co pakuje do żołądka to ile razy potem musi wykonać płukanie by usunąć to, co tam się znajduje poprzyklejane poupychane do wgłębień jelitowych, plus ten syf, złogi które z kolejnymi dniami poszczenia zostają wyciągnięte z innych narządów do jelit by stamtąd ciało mogło się tego balastu pozbyć.

Dopiero po wypróżnieniu i ponownym rozruszaniu pracy trzewii pozwoliłem sobie na pijacką rozpustę 🙂 (0,2l bardzo rozcieńczonego soku z garścią przydomowych czarnych porzeczek. Odczekanie kolejnych 30 min i pojawiły się pierwsze smaki. 3 łyżeczki kawy z kawiarki w 0,7l zrobionego z wiórków kokosowych mleka więc można przyjąć, że delikatny napój o smaku kawy a nie kawa. Oraz podpiwek własnej roboty, który wczoraj zlałem z butli (Muszę przyznać, że jest najlepszy z dotychczasowych- lekko gazowany z idealaną słodko-gorzkawą nutą chmielu) Płyny wypite w ok 2 godziny dały uczucie lekkiego opicia ale także niemal natychmiastowy powrót energii, witalności do poziomu gdy nie poszczę. Wieczorny spacer przerodził się w całkiem fajny trening. Po powrocie, na koniec dnia jeszcze ok 0,3l herbaty roibosa z paroma liśćmi domowej suszonej mięty i łyżeczką octu jabłkowego. Niestety nie miałem ksylitolu więc do kawy i herbaty dodałem w sumie z 3 łyżeczki miodu z pyłkiem. Wszystkie płyny były klarowane.

Co ciekawe, podczas spaceru przyszła myśl, by od jutra znów wejść w post suchy tym razem na 3 dni. Ponieważ jednak nie wiem co się jutro urodzi, więc plan raczej tylko jako przelotna myśl niż plan. Jestem bardzo zadowolony ze swobody z jaką podejmuję decyzje o przerwaniu poszczeniu lub kontynuacji. Bez walki i napięć, po prostu płynę z prądem mając nadzieję, że to prowadzenie pochodzi od Ducha Świętego. Innego się wyrzekam i nie chcę. Pragnę oddać swoje życie Jeazusowi zamieniając ważne w NLP pytanie „Czego ja chcę, jakie cele ja chcę osiągnąć?” na „Czego chce ode mnie Bóg i co mogę zrobić by spełniać Jego wolę”. Dlatego teraz, po przeczytaniu całego Pisma Św. proszę Boga o dalsze pokazanie mi poprzez ludzi, sytuacje i poruszenie jakiego doznaje w sercu każdy z nas co mam robić, w jakim kierunku iść.

Tak mi się narobiło, że z osoby eksperymentującej i praktykującej techniki dalekowschodnie i szamanistyczne, po rozpoznaniu Jezusa jako Boga i prawowitego Pana tej Ziemi, pragnę wypełniać tylko wolę Boga w Trójcy. Dziękuję Boże, że poruszyłeś moje serce i skierowałeś uwagę w Twoim kierunku, że pokazałeś mi swoją pełnię jako Boga Ojca stwórcę, jako Jezusa Chrystusa mojego wybawiciela od śmierci, grzechu w którym wszyscy wierzący mają gwarancję życia wiecznego oraz pozwoliłeś poczuć obecność swojego Świętego Ducha, o którego istnieniu choć wcześniej słyszałem, to nigdy nie rozumiałem ani obecności nie doświadczałem. Dziękuję

PN 27.08.17 „PIERWSZY DZIEŃ PO- JEDZENIE JAKBY NIGDY NIC”

Nie napisałem o rozważaniach podczas wczorajszego późnego spaceru treningowego. Chodząc pomiędzy ładnymi domami które emoanuowały bogactwem, dostatkiem i klasą, puszczając swobodnie potok zgłosek na wzór mowy językami, zapragnąłem by właśnie tacy ludzi byli pracownikami na rzecz Boga. Ludzie sukcesu, na kierowniczych stanowiskach, właściciele świetnie prosperujących firm, szczęśliwi mężowie i żony, ojcowie i matki. Bóg jako Król królów zasługuje na najlepszych pracowników a nie użalających się nad sobą chłopców i dziewczynki. Oczywiście takich ukochał najbardziej i otacza najmocniejszą opieką ale jeżeli chodzi o oręże mające przybliżyć Jego panowanie na Ziemi to potrzebuje prawdziwych mężczyzn i kobiet, odważnych, wytrwałych i podejmujących wymierne działania w ramach tego fizycznego świata, często wbrew swoim słabościom, strachom z koniecznością zapierania się swoim zachciankom ciała i duszy. Modliłem się by Duch Święty potrafił docierać właśnie do takich osób, by za sprawą ich autorytetu jeszcze więcej ludzi mogło poznać Boga Prawdziwego i mieć udział w zbawieniu przy ponownym przyjściu Jego Syna- Jezusa.

To było wczoraj, a dzisiaj jakby w odpowiedzi na wczorajsze myśli Fabian poruszył dokładnie ten sam temat: https://youtu.be/FayN12lWwUc?t=1h40m55s …no i co z tego skoro nadal tylko słucham a nie wydaję owoców?  Już nie zaskakują mnie takie zbieżności. Jako ktoś, kto pragnie relacji z Duchem Świętym a nie czuje jego prowadzenia jestem jak wędrowiec który doszedł wieczorną porą do krzyżujących się ścieżek. Wie gdzie chce dojść i pragnie iść dalej tylko, że nie ma pojęcia w którą stronę teraz skręcić. Wczoraj skończyłem czytać i rozważać Boże Słowo, a może teraz jest czas by jednak zatrzymać się przeczekać do rana gdy promienie Światła znów oświetlą okolicę? Może wykorzystać czas nocy na odpoczynek?

Spotkanie z dziećmi i przyjazd do mnie Córki sprawiły, że dawno tak fajnie się nie czułem.

Dzień kończę ok północy opity i objedzony. Ewidentnie taki stan odsuwa mnie od czucia Bożej obecności. Tak więc zarówno osłabienie powodowane postem, jak i przejedzenie nie służą mi w dbaniu o osobistą relację z Duchem Św.

WT 28.08.17 DRUGI DZIEŃ JEDZENIA

Poranek tego dnia był taki, jaki chciałbym by był każdy. Od razu wstanie, pełen energii i pozytwnego nastawienia do tego stopnia, że pierwsze poszedłem pobiegać.

Wieczór już jednak to ociężałość po obfitym posiłku w restauracji. Waga 72kg (+6kg)

, ŚR, 29.08.17 DZIEŃ ROZBICIA SKARBONKI FAJNY CZAS Z DZIEĆMI

Po pół roku odkładania każdej pięciozłotówki przyszedł czas by wydać te pieniądze spądzając czas z dziećmi. Tym razem zabrałem je do Poznania na gokarty, paintball i obiad w restauracji jakiej nie ma w mojej miejscowości. Kocham moje dzieci i uwielbiam te nasze wspólne wypady. Wykorzystałem ten czas by po raz pierwszy tak otwarcie mówić o Bogu, Jezusie i Duchu Świętym.

Kładłem się ok 3 w nocy, znów dużo za dużo przepełniony. Waga 75kg (+2) a więc tyle ile przed dniami suchymi. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to głównie woda oraz znów tłuszcz trzewny a nie mięśnie, na których mi najbardziej zależy. Do wzrostu mięśni jednak potrzeba już systematycznego treningu, a więc czasu. Czasu mam tyle co wszyscy 24godziny na dobę a teraz zobaczymy jak będzie z systematycznym trenowaniem.

WNIOSKI MIESIĄC PO:

Mija miesiąc od powrotu do jedzenia i pojawiają się kolejne spostrzeżenia:

1. Obecna waga 78kg (+5kg w stunku do stałej wagi sprzed procesów)- najwięcej w życiu! Ponieważ jednak odżywianie jest podobne jak przed postem ale waga wzrosła, to może oznaczać, że  nasze ciała na skutek okresowego poszczenia przyzwyczajają się zostawiając już na zawsze ślad w postaci zmniejszonego zapotrzebowania na jedzenie. Jeżeli tak, to nie chcąc tyć powinno się mieć na uwadze tę zależność i  po poście nie wracać do dawnych przyzwyczajeń co do ilości i jakości,  tylko jeszcze przed postem zaplanować  zmiany żywieniowe i świadomie utrzymywać je, dopóki nowe nie stanie się naszym  trwałym nawykiem. Bez względu czy mamy przekonanie o możliwości życia bez jedzenia czy nie jeżeli zależy nam na zwiększeniu masy mięśniowej, zawsze  i tak  kluczowe są odpowiednio intensywne i właściwie dobrane systematyczne ćwiczenia pozwalające rosnąć mięśniom a nie  obtłuszczeniu.

2- To, co najcenniejszeo przyniósł ten post to kolejne zwiększenie poczucia wolności w relacji z jedzeniem. Oczywiście jeszcze daleko do tego jak chciałbym by ta relacja wyglądała, ale nastąpił kolejny krok ku wolności.  Jak długo jedzenie było dla mnie oczywistością nie czułem braku wolności, tak jak oddychanie nie ogranicza bretarian. Gdy dowiedziałem się o mozliwości życia bez jedzenia i rozpoznałem u siebie wiele mechanizmów uzależnienia, w mgnieniu oka stałem się z pozornie wolnego człowieka uzależniony a więc uwięziony przez jedzenie . Rozpoczęło się pokonywanie swoich słabości, zapieranie się siebie i praca z ograniczającymi przekonaniami aż w końcu po dwóch latach doprowadziłem ciało do stanu, w którym nie potrzebowało pokarmów by żyć i fajnie się mieć.  Wystarczało mi tylko picie. Niestety nadal pozostało uczucie uwięzienia, lecz tym razem w stosunku do niejedzenia. Traktowałem jedzenie jako coś brudnego i choć fizycznie byłem wolny od tej konieczności, psychicznie nadal siedziałem w więzieniu, z tym że teraz niejedzenia. Nie było to fajne .  Pisząc to teraz, od miesiąca jem, nawet dwa razy sięgnąłem po martwe zwierzęta jednak nigdy jeszcze nie czułem się tak wolny, wyluzowany jeżeli chodzi o relację z jedzeniem. Spotykając się z ludźmi niejedzącymi mogę bez większych wyrzeczeń przez tydzień dostosować się i nie jeść ani nie pić, wiem, że nadal po krótkim przygotowaniu przejście na same płyny to jak włączenie szóstego biegu i jazda bez ograniczenia czasowego.  Obecnie jednak spotykając się z ludźmi jedzącymi w pracy, z dziećmi, bez wyrzutów jem często to, co jedzą i oni, choć rzeczywiście świadomość cierpienia zwierząt najczęściej zniechęca mnie do zjadania  martwych ciał. (Tutaj przyznaję, że studiowanie Pisma Świętego daje mi sporo do myślenia i nie dziwię się dlaczego chrześcijanie nie odkrywają w sobie pragnienia zapierania się siebie w stosunku do jedzenia mięsa) Próbuję wyjaśnić dlaczego w Nowym Testamencie nie wspomina się o bretarianizmie czy chociażby wegetarianizmie choć ewidentnie Pan Jezus był bretarianinem (np Łk.4.2 gdzie przez 40 dni nie jadł i nie pił lub Jego słowa z J4.32 gdy apostołowie przynieśli Mu jedzenie) Dlaczego więc jadł i to mięso? Po prostu wyzbył się swojej Boskości i stał się ludzki by móc dotrzeć do jak największej liczby ludzi .  W  J.16.12 powiedział jednak bardzo znamienne słowa otwierające przestrzeń na to, na czego ówczesna ludzkość nie była jeszcze gotowa zaakceptować. Co tu dużo mówić skoro nawet dzisiaj tak wiele osób nie jest w stanie zaakceptować zwykłego wegetarianizmu. Od tamtego czasu minęło jednak 2000 lat i Ziemia oraz my- ludzie bardzo się zmieniliśmy. Mamy w sobie także Ducha Świętego który kontynuuje dzieło Jezusa i teraz mamy w niego się wsłuchiwać, a on ewidentnie kieruje nas w stronę ograniczania tego co jemy oraz ile jemy. Bóg przez Słowo w Piśmie, w tak wielu miejscach zwraca uwagę i piętnuje obżarstwo. Mamy podążać za Jezusem zapierając się siebie. Dla wnikliwego czytelnika i obserwatora Pisma, kierunek bretarianizmu jest wyraźnie zarysowany na drodze naśladowania Jezusa i przygotowywania Ziemi na Jego ponowne przyjście.  Jesteśmy już gotowi by wkraczać w tę przestrzeń z tym jednak, by jako chrześcijanie szanować i obdarzać miłością wszystkich bez względu na to czy oraz co jedzą. Zapierać się siebie, ale jeżeli trzeba ulegać by łączyć się z innymi gdyż napisane jest w Piśmie, że  to co łączy pochodzi od Boga, a to co oddziela jest dziełem złego. Mistrzem w takim podejściu bez zbaczania z drogi uczniostwa Jezusowego był Św. Paweł Apostoł Poganin dla pogan, Kapłan wśród faryzeuszy i najgorliwszy chrześcijanin wśród wierzących.

Podsumowując: „Wolnością w kontekście odżywiania jest przystosowanie ciała do niejedzenia podczas gdy dusza czuje się zupełnie swobodniej jedząc” Duch Boży wówczas może  działać najefektywniej. Na obecnym etapie w moim pragnieniu jest poszerzanie tej strefy fizycznego komfortu gdy nie jem przy psychicznym i emocjonalnym komforcie gdy jem.  Oba stany już potrafię osiągnąć jednak nadal kuleje przechodzenie z jednego w drugi. Zanim wejdę w samapranatime doświadczam serii porażek a wychodząc przez jakiś czas zatracam się w objadaniu. Największym wyzwaniem na teraz jest więc nauka płynnego przechodzenia z niejedzenia w jedzenie tak by nie popadać w skrajności, tak by członki były posłuszne duszy którą porusza Duch. (np Rz7.14 )

„Książki są głupie”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

foto:  www.tapeciarnia.pl/tapeta-okno-miedzy-ksiazkami

Książki są głupie… powiedział mój syn, a ja zacząłem się zastanawiać co słowa syna mogą oznaczać i szybko spostrzegłem, że jedynymi książkami jakie czytał były podręczniki szkolne- nie dziwię się więc, że tak uważa. Nie próbowałem wmawiać i nawracać, że tak nie jest, że książki są wspaniałe, bo w jego oczach tak było i narzucanie własnego zdania tylko mogłoby nas poróżnić. Słowa nie zmienią jego przekonań tylko stworzenie innych, lepszych doświadczeń jakie ma z książkami.Wiedziałem też jaki jest jedyny sposób by mógł poznać wartość książek jaką ja sam znam i doceniam. Musiałem powiązać książkę z pasją, której na ten czas jednak nie miał. Czekałem więc pozwalając mu mieć takie przekonanie, a gdy tylko zobaczyłem, że zaczyna się pasjonować sztuczkami karcianymi i jest w tym naprawdę dobry, Bóg, skierował moją uwagę na biografię jednego ze sławnych iluzjonistów. Tak, Bóg, ponieważ, gdy dzieją się takie „przypadkowe” nieprzypdkowe zbiegi okoliczności to jest właśnie głos Ducha Świętego. Oczywiście kupiłem i dałem synowi.

Przypomniało mi się jak czytałem „sztukę kochania” M. Wisłockiej. Za pierwszym razem po paru zdaniach oczy kleiły mi się i zasypiałem- ale nuda- do bani. Po paru latach znów trafiła w moje ręce i przebrnąłem może przez połowę. Jako początkujący nastolatek nadal jednak niewiele z niej rozumiałem- jakieś jajniki, owulacje.. o co caman? Głupia, znów nie skończyłem. Za trzecim razem pochłonąłem ją w parę dni od deski do deski!. Podobnie było z Pismem Świętym.

No to jakie były te książki? Nudne, głupie, czy świetne?

Książka była ta sama, tylko ja nie dojrzałem za pierwszym i drugim razem by ją zrozumieć i docenić.

Myślę, że tak można podejść do wszystkiego, czego doświadczamy w życiu. Lubimy oceniać to, co nas doświadcza podczas, gdy nic nie podlega stałej ocenie lub patrząc inaczej, każda ocena jest jedynie odbiciem naszym przekonań w chwili oceny, a te przecież pod wpływem „jutrzejszych” doświadczeń mogą ulec zmianie o 180 stopni. Dlatego gdy ktoś ocenia coś lub kogoś, ocena ta więcej mi mówi o samej osobie oceniającej niż ocenianym obiekcie. Dlatego, gdy sam zaczynam oceniać, przywołuję swoją świadomość do środka siebie i sprawdzam, co moja często podświadoma ocena mówi o mnie samym.

Co więc oznacza „głupia” książka?

Warto przyjrzeć się w następującej kolejności:

1.Temat, który porusza nie interesuje mnie, a więc to nie jest kierunek w jakim powinniśmy iść. I żeby nie było, nie mówię o podręcznikach szkolnych, przez które dobrze jest łagodnie przebrnąć jako zapłatę za możliwość przynależności do społeczności w jakiej przyszło nam żyć. Powinniśmy jednak dalej szukać obszarów, które nas zafascynują, co odbieram jako przejaw Bożego drogowskazu ku odkrycia „Tajemnego Planu” jaki ma tylko dla mnie do wypełnienia na Ziemi.

2.Gdy nawet temat nas interesuje, a książka wydaje się nudna, może jeszcze nie jesteśmy dojrzali na tyle by zrozumieć i docenić zawarty przekaz, a więc dalej trzeba się rozwijać a w odpowiednim dla nas czasie na pewno trafimy na właściwe tylko dla nas „życiowe podręczniki”.

Mój syn zadzwonił do mnie, by wyraźnie podekscytowanym głosem podzielić się, że książka, którą mu kupiłem jest fajna!

Niektórzy uważają, że świat jest szary i tak jest w ich oczach. Jeżeli w kogoś oczach świat jest szary to jedną z rzeczy jaka może nadać mu kolorów jest pasja. Dlatego warto wsłuchać się w głos Boga który zachęca każdego(!) z nas do jakiejś pasji, zachęca nas by iść w jakąś stronę a w inną ewidentnie nie. Jeżeli tylko wsłuchamy się w to wewnętrzne poruszenie i pójdziemy w tych pierwszych kierunkach unikając drugich, to kolorów będzie coraz więcej aż w końcu cały Świat wokół nas stanie się kolorowy. Tak, na początku, gdy wokół jest tylko szarość rzeczywiście wymaga to uważności i zaparcia się samego siebie, a dokładnie swoich dotychczasowych przyzwyczajeń które uwięziły większość z nas w szarej strefie komfortu. Nie za każdym razem może się to udawać ale niech chwilowe upadki nie zniechęcają nas. Co mamy do stracenia? Wygodną szarość? Czy nie warto zaryzykować dla tych kolorów?